Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
poniedziałek, 14 listopada 2016

 

Mikołaj Konstatynowicz Bieginow, oficjalnie lekarz pogotowia w Smoleńsku i świadek zarówno komisji Anodiny jak i Millera, a prywatnie seryjny morderca, przybył o poranku czternastego listopada na działkę pod lotniskiem Siewiernyj z „zamiarem skopania ziemi.”
Czy to wskutek sędziwego, zważywszy na rosyjskie warunki życia, wieku (nie o sam wiek tu przecież chodzi), czy to wskutek obaw, że czynności znowu przerwie mu lecący na dziesięciu metrach samolot odrzutowy, Bieginow zaczął kopać przy wschodniej granicy i choć napotkał tam oczywiście zwłoki, nie była to jego pierwsza żona, Zofia Piwowarow, którą zastrzelił za romans z pewnym artystą kabaretowym, tylko Elvis Presley:
-- A z jakiej racji, Elwis Wernonowicz, rozkładacie się tutaj w świętej ziemi rosyjskiej?
-- Nie poznajecie, doktorze, to ja, Minikin, artysta kabaretowy.
-- Myślicie, że Minikina pomyliłbym z Presleyem?
-- Wasza pierwsza żona ciągle myli.
Doktor Bieginow naturalnie natychmiast przystąpił do ponownego uśmiercania natrętnego kabareciarza:
-- Się jeszcze po śmierci przebiera, izwraszczjeniec.
-- Ciekawe, co pan powie doktorze jak pan zobaczy jak teraz wygląda pańska Zofia.
Przekomarzali tak się jeszcze chwilę, bo naturalnie ponowne uśmiercenie Minikina nie wchodziło w grę, Bieginow zaprzestał wygłupów i zaczął kopać tam gdzie należy. W istocie, Zofia zmieniła się nie do poznania, decor miała teraz ukierunkowany na bladą, mściwą latawicę, obiektywnie piękną, subiektywnie zawziętą jednak i odpychającą jak wojska sowieckie w ostatniej fazie walk pod Stalingradem:
-- Nie mam do Ciebie żalu, mój oprawco, ułożyłam sobie życie z Minikinem, on świetnie gotuje, doskonale tańczy, nigdy nie będziesz ruszać biodrami tak zmysłowo jak on, choć on praktycznie nie ma już czym, proszę tylko o jedno, czy mogę sprawdzić pocztę na twojej komórce?
-- Co tu się u was dzieje, Minikin odstawia Presleya, ty zrobiłaś się na córkę Wassermana, mało wam, nudzicie się?
-- Stosunki się zmieniają, Mikołaju, nigdy nie wiadomo kto wpadnie.

 

18:20, balsamlomzynski
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 listopada 2016

 

 

Równo rok zgadywała białoczerwona drużyna jakie są prawdziwe potrzeby facia w berecie, Nekro-Cachisty, czyli o co w sumie chodzi. Drużyna stawała się całkiem czerwona od absurdalnych programów socjalnych i destrukcyjnych reform, kiedy wreszcie, czternastego listopada, ujawnił się cykl rozrodczy Cachisty.  Otóż, po zabiciu najbliższej rodziny, rozpoczyna się okres prenatalny trwający siedemdziesiąt dziewięć miesięcy. Z jego zakończeniem, jeśli chuda maciora o spojrzeniu węgorza na diecie z mączki rybnej zstąpi do krypty wydobyć zwłoki ofiary bratobójstwa, Cachista doznaje erekcji transpenilnej, znaczy się, ponieważ Cachista nie ma prącia w konwencjonalnym znaczeniu,  unosi mu się beret, z pod którego wycieka kropla gęstego, pachnącego owczą serwatką potu.  Jeśli kropla padnie na łono dostatecznie szerokie, które siedziało na drukarce laserowej przez co najmniej dziewięć miesięcy, jeśli zatem serwatka subberetis sięgnie dowcipnie zaczernionego łona klępy, rodzi się potwór, który już na wejściu ma cztery tysiące. Połowę bierze dysponentka łona, połowę biskupi, którzy, nasyciwszy ciemne żądze, kropią potwora przyciemieniowo i chowają na miejscu Bieruta.  Cykl zaczyna się od nowa. Cachista miesiączkuje siedemdziesiąt dziewięć razy, chuda maciora wyje ku szczątkom, ale nie wolno jej tknąć krypty póki nie wypełni się gruczoł potowy pod beretem. Kępa też próżno nadstawia łona, które od tego się rozciąga, bo kropla uroniona bez uniesienia się beretu jest niemiła stwórcy, który, gdyby go zapytać dlaczego rzeczy tak się mają, że co jakiś czas rządy większości stają się przyberetowym wzwodem wariata, powiedziałby, chuj wie.

 

04:38, balsamlomzynski
Link Komentarze (8) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne