Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
wtorek, 28 lutego 2017

 

 

Poseł europejski Saryusz-Wolski odczuwał wiosenne zmęczenie bardziej, niż zwykle. Czy to z powodu rosyjskich machinacji, czy to z powodu świadomości, że pieniądze nie dają dostatecznie dużo szczęścia, w każdym razie nie w ścisłym tego słowa znaczeniu, czy to dlatego, że stan zapalny w jednym z kluczowych organów posła przeradzał się w niekontrolowany podział komórek, w każdym razie, przyszłość Europy zdawała mu się teraz mniej istotna, niż to, by udało się zdobyć rezerwację w Il Pasticcio. A jeśli miało się nie udać, to żeby kolejka nie była za długa. Domowe proseco, które obsługa podawała oczekującym, ostatnimi czasy przyprawiało europosła o delikatne kłucie w sercu, przedwczesną nieostrość widzenia, a wieczorem, wracało, jako zgaga i kaszel, na siłowni, do której chodził nie tyle dla kondycji, ile na rehabilitację, zleconą przez lekarza wiele lat temu. Można powiedzieć, choć oczywiście nie powinno się, że to właśnie pilne przestrzeganie zaleceń lekarskich przyczynić się miało do zguby jednego z przyzwoitszych ludzi niedawnej przeszłości. 

W jeden z takich dni, kiedy wszystko traci znaczenie, podczas mozolnych ćwiczeń, poseł europejski uległ drobnej i niewinnej w sumie pokusie, na którą prasa francuska prychnęłaby z pogardą, ale jako że Wolski pochodził z zasranego kraju, poczuł się jak śmieć. Tydzień później, do jego stolika w Kanarku (Il Pasticcio, gdzie kręcili się asystenci i asystentki europosłów, nagle przestało wchodzić w grę) przysiadła się obywatelka o krzywym i ciastowatym pysku: 
-- Que faisons-nous avec ces images putain? 
Co znaczy, mniej więcej: Do takich rzeczy opozycja totalna wykorzystuje siłownię? 
-- Mówię też po rosyjsku. 
-- Wszyscy mówimy po rosyjsku, ale pański przyszły prezes nie znosi tego języka. 
-- Nie każcie mi się wypowiadać o Krymie, każdy się zorientuje, że jestem szantażowany. 
-- Pies jebał Krym, panie pośle, powie pan, że Trumpem nie powinno się straszyć Europejczyków. 
-- Tylko tyle? 
-- Oczywiście, że nie, pies jebał Trumpa, oczekujcie, pośle Saryusz-Wolski, dalszych instrukcji.

 

23:46, balsamlomzynski
Link Komentarze (34) »
czwartek, 23 lutego 2017

 

 

Ostatni belgijski konstabl sprzed reformy policji w 2001 roku, pozostawiony w służbie czynnej przez czyste niedopatrzenie, hoofdinspecteur Vranc Vandenreijt z pierwszego dystryktu, piątego oddziału, z komisariatu przy bulwarze Clovis, niedaleko Ambiorixsquare, dwa kroki od siedziby Prezydencji Rady Europejskiej, czynnie nie służył w żadnym sensie, stanowił natomiast cyberzagrożenie dla komisariatu, dystryktu pierwszego, oddziału piątego, policji belgijskiej, prekaryjnej nagle jak tafla lodu Europy i infantylnej jak festiwal Eurowizji przestrzeni transatlantyckiej.

Rzecz w tym, że zamiast dbać o większą wykrywalność pospolitych przestępstw, Vranc konspirował przeciwko kasztanowcowi pospolitemu, o którym twierdził, że zasłania światło słoneczne, choć w istocie chodziło o widok na ulicę, przy której mieścił się bar Hairy Cannary oraz bar z jazzem Funky Monkey i, tak się akurat złożyło, klinika leczenia uzależnień Berlaymont. 
Vranc Vandenreijt miał paru znajomych z dawnych dobrych czasów, kiedy policja coś jeszcze znaczyła, starał się problem załatwić, ale mówili mu: Si le tronc est de 35 centimètres, Vranc, ils vont vous tuer comme un chien, co znaczy „Jeśli ma 35 cm obwodu, Vranc, zabiją cię jak psa”.

Pisał zatem fejkowe petycje i podszywał się pod aktywistów. Podczas jednej z wypraw w obszary okupowane przez ekstremalne ruchy antyekologiczne, namierzył go haker rosyjski, Guciffer 2.0, przybyły przez francuską firmę wirtualnych sieci prywatnych VyprVPN. Guciffer 2.0 przegryzł się zawansowanym fluxionem autorstwa irkuckiego specjalisty FancyBear_16, przez osłony policyjnego serwera, wrzucił w kaszę komputera Vranca szkic Europejskiego Nakazu Aresztowania, który wyglądał jak oficjalny przekaz Europolu. Tymczasem sam szkic był zupełnie surowy, powstał gdy prezes ledwie się ślinił na myśl o zemście, a wykradła go sprzątaczka, funkcjonującą w necie pod nickiem JoaninaForever_2010:
 
 „W nawiązaniu do toczącego się postępowania o ciągnienie liną samolotu pasażerskiego OLT Express, zamiast wraku z elitą poległą piętnaście metrów nad ziemią wskutek rozdzielenia wizyt przez oskarżonego (jednocześnie sprzedającego CIECH prywatnemu inwestorowi po cenie dwa razy wyższej, niż rynkowa, a inwestor i tak podwoił tę cenę w rok, a każdy głupi wie, że suweren lepiej zarządza spółkami, niż prywaciarz, na konferencjach u Rydzyka udowodniono to setki razy, innymi słowy, oskarżony zarówno cenę zawyżył jak i obniżył, od czego Rydzyk przewracałby się w grobie, gdyby nie to, że niestety ciągle jeszcze żyje), niniejszym wydaje się Europejski Nakaz Aresztowania za Donaldem Franciszkiem Tuskiem, ojcem jednego z ciągnących, wnukiem Józefa Tuska, który był wpływowym czynnikiem na syna.

Tusk ma wzrost (wpisać wzrost) i oczy (wpisać kolor),

Znaki szczególne: charakteryzuje się niewymawianiem „r.”

Uwaga: twierdzi, że jestem uzbrojony.

Tusk nie uznaje suwerena za normalnego, uznaje prymat niemiecki, rosyjski i własny, zarówno w rozmowach oficjalnych jak i na molo. Podejrzany przebywa przy Rue de la Loi/Wetstraat 175. Osoby fizyczne, które wejdą w posiadanie wiedzy o miejscu przebywania oskarżonego zobowiązane są do powiadomienia dowolnego komisariatu policji lub zadzwonienia do:
pana Zbyszka: +48 22 Zbyszek, albo:
córki Wassermana" +48 22 Tochter.
Udzielanie schronienia lub poparcia jest tożsame z uznawaniem suwerena, którego jestem głównym członkiem, za nienormalnego.
Zaznacza się jednocześnie, że to się wszystko układa w jedną całość.”

Vranc Vandenreijt do tego stopnia ucieszył się, że zna przestępcę z widzenia,że natychmiast przystąpił do wykonywania czynności, co sprawiło mu wielką przyjemność bo jakby wszystko robił dwa razy. Wyjął z sejfu służbowy pistolet, sprawdził ilość naboi w magazynku. Na dole włączył koguta, ale ostatecznie ledwie ruszył, a już zaparkował pod Włochatym Kanarkiem, przy Alei Archimdedesa 12, gdzie pozwolił sobie na jeszcze jedną filiżankę kawy z odrobinką likieru Elixir d’Anvers. Wkroczył do budynku Justus Lipsius, machnął nakazem portierowi, ale portier nie był ani głupi, ani nie był portierem, zapytał o podstawę prawną, której w dokumencie nie było.
-- Nie widzę problemu, córka Wassermana jest słynną śledczą, zwykłe przeoczenie.
I zadzwonił do córki Wassermana:
-- Jaka podstawa prawna jest do aresztowania Tuska?
-- Chodzą słuchy, że chodzi o ojcowskie porady, które udzielane były synowi, a których nie udzielano narodowi polskiemu.
-- No tak, mój ojciec nigdy nie radził mi niczego, czego uprzednio nie ogłosił w Wesołej Małpie, w każdym razie zanim nie popadł w delirium. Teraz wszystko rozumiem, nic dziwnego, że syn ciągnął OLT Express.
-- Jest też Ciech i sopockie molo.
Ponieważ portier nadal patrzył pytająco, Vranc Vandenreijt nie przebierał w słowach:
-- Jest jeszcze Ciech i jest molo.

 Tusk był akurat zajęty, ale naturalnie przyjął policjanta z Europejskim Nakazem natychmiast:
-- Donald Tusk? Jest pan aresztowany.
-- Podstawa prawna?
-- Proszę sobie nie żartować, dochodzenie prowadzi słynna córka Wassermana, podstawa prawna będzie taka, że mucha nie siada.
-- Małgorzata Wassermana od śledziony? Czy pan wie, że w wypadkach komunikacyjnych śledziona po prostu pęka?
-- Czy pękłaby, gdyby nie rozdzielono wizyt, Herr Tusk?

Nakładając Tuskowi kajdanki, Vranc Vandenreijt miał niejasne poczucie, że nie wypełnił wszelkich znamion:
-- Zechce pan powiedzieć jeszcze Rue Royal.
-- Rue Royal.
-- Hmm, proszę powiedzieć: Le verre en verre vert.
 Tusk powtórzył jak bezzębna szansonistka z Montmarte.
-- La grosse graisse grasse.
-- La grosse graisse grasse.
-- Putain, w polityce musi być jeszcze jakiś inny Donald.

Z pustymi rękami, Vranc opuścił pałac, wkrótce potem kazali mu się spakować i wziąć bezterminowy urlop. Już jako margines społeczny, z pomocą Elixir d’Anvers podpiłował nocą kasztanowca, przyłapano go, osadzono. W drodze na szafot, za jaki bywalcy Włochatego Kanarka uważają klinikę Berlaymont, były hoofdinspekteur poprosił o ostatni telefon, zadzwonił do córki Wassermana:
-- Co się tam u was dzieje, towarzysze, przecież Tusk wymawia „r” jak francuska kurwa.


 

01:30, balsamlomzynski
Link Komentarze (17) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne