Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
niedziela, 05 lutego 2017

 

Partia jątrząca osiągnęła taką wprawę w działaniach pozaprawnych, że o mało nie skończyło się okupacją Federacji Rosyjskiej.

Przyłączenie do Warszawy Wiązownej, Otwocka i Halinowa było tylko początkiem. Wkrótce sięgnięto po Mińsk i Sokołów, Siemiatycze i, o dziwo, Brześć, Kobryń i Baranowicze. Kiedy w Orszy pojawił się pan Zbyszek, a pod Lenino pani Beata, oko Putina zasnuło się mgłą, ale jeszcze się od Awidiwki ku Warszawie nie obróciło. W końcu, kiedy otwarto biuro poselskie PiSu w Smoleńsku, padło zupełnie naturalne pytanie:
-- A co wy towarzysze, sobie wyobrażacie?
-- Rozwiązujemy problem transportu wraku do Warszawy.

Śmiechom i żartom nie byłoby końca, gdyby nie to, że na Placu Czerwonym, w dzień niezwykle deszczowy, co jak się miało okazać, było częścią starannego planu, pojawił się Misiewicz. Kiedy zbliżył się do murów kremlowskich, podszedł doń Aleksiej Rubjeżnoj, niezwykle doświadczony oficer Dziewiątego Głównego Dyrektoriatu, tak zwanej Diewiatki, ale wejrzawszy w mętne oko asystenta Maciory, nie wiedzieć czemu zamarł i zasalutował. Deszcz wzmógł się, okrągłym obliczem Misiewicza spływał zimny, moskiewski deszcz, w mig roztopiły się serca nadbiegających żołnierzy pułku kremlowskiego, ktoś wyjął parasol, ktoś zagrał pierwsze, nieśmiałe dźwięki na wojskowej trąbce i wkrótce, w asyście orkiestry i pod parasolem, Misiewicz wkroczył na Kreml. Naturalnie, Putin zainteresował się triumfalnym wejściem pulchnego asystenta:
-- Kto eto ten grażdanin pułchoj?
-- On nie pułchoj, Władimir Władimirowicz, on smiazanyj towariszcza Swinomatki.
-- A kto eto towariszcz Swinomatka?
-- Eto Matiora, można skazat’, nasz czjełowiek w Gawanie.
-- Niet użje naszych ludziej w Gawanie.
-- Gawana w nastojaszczeje wremja s Łomianki graniczit

05:03, balsamlomzynski
Link Komentarze (9) »
czwartek, 26 stycznia 2017

 

 

 

 

 

Przegląd resortów przebiegał na ogólnych zasadach, które różniły się od normalnych tym, że w założeniu były narodowe.

Pasztetowa wzywała ministrów, powierzchownie potwierdzała narodowość, a potem tłumaczyła, że to co ministrowie robili przez ubiegły rok nie ma znaczenia, nie zrażając jednak żadnego z nich od dokładania starań:

-- Nie oszukujmy się Gowin, gdybyście się znali na nauce, nie robilibyście w jednej ekipie z Rafalską. Nie jesteście w rządzie z powodu wiary prezesa w was, tylko waszej wiary w prezesa, więc nie wymądrzajcie się tak i nie przeszkadzajcie.

-- Następny. Nazwisko?

-- Radziwiłł.

-- Nie znamy się, Radziwiłł, dobrze, ale powiem wam krótko: suweren kaszle znacząco w kolejkach do specjalistów.

-- Nie ma już specjalistów, im zatem dłuższa kolejka, tym większa szansa, że suweren zejdzie zanim mu kto zrobi krzywdę.

-- Wzmocnijcie kolejki, zlikwidujcie kaszel.

Rozmowy z pozostałymi ministrami, w szczególności z Morawieckim, nie poddają się streszczeniu, bo streszczeniu pierdolenia nie podołał jeszcze żaden literat. Odnotujmy jednak ostatnie trzy rozmowy kompleksowego przeglądu resortów:  jedna była przez odwrócone biurko, druga przez telefon, a trzecia przez sklepienie:

-- Nie oszukujmy się, Szydło, jesteście nader drugorzędni, nie mam więc was jak i z czego rozliczyć, im z wami gorzej, tym z wami lepiej.

Kiedy jednak zadzwonił specjalny telefon, prezes wznowił starania.

-- Jarosław Rajmudowicz, wdaliście się w ojca, podoba mi się jak radzicie sobie na powierzonym odcinku, zbyt jednak jesteście ostentacyjni. Ktoś się domyśli.

-- Nie byłoby tyle ostentacji, Władzimir Władzimirowicz, gdyby nie było Antoniego Zdzisławowicza.

-- To nie ode mnie zależy.

Tym niemniej, Putin, który odnowił w Rosji wiarę ojców, udał się do Soboru Wasyla Błogosławionego, gdzie carowie modlili się najchętniej, z racji ogólnego skomplikowania budowli i naćkania, od którego szczypało duszę, i za którym można się było ukryć przed kulą anarchisty. Wszedł przez Wejście do Jeruzalem, w którym Iwan Groźny wyłupał niegdyś oczy architektom, natychmiast doznał olśnienia, a Gospodin, z którym znali się od czasów berlińskich, odsunął część kopuły, wejrzał na nowego cara:

-- Czego sobie życzysz, kagiebisto?

-- Maciora miał zginąć.

-- To nie ode mnie zależy.

Tym niemniej, zaczął poważne, prawie tygodniowe przygotowania.

Gospodin dobijał się do celi Rydzyka siedem dni, a redemptorysta się opędzał:

-- Nie ma mnie w tym tygodniu dla nikogo.

Ojciec Rydzyk miał na Gospodina, podobnie jak na Dziwisza, haki i, jako jedyny w całym kościele świętym, płynność. Gospodin próbował po linii światła wiekuistego, przez sklepienie, na lądzie, przez znajome zwierzęta, a nawet rośliny, w końcu stworzył człowieka, który miał dojścia.

Nie widząc innego wyjścia, Rydzyk urządził kolejną, groteskową konferencję, zaprosił Maciorę jako głównego mówcę, potem kazał polać rampę pod Lubiczem Górnym świetnym olejem, którego używają starsi redemptoryści. Maciora wjechał w zasadzkę, ale ponieważ ojcowie czemuś poskąpili oleju, trochę było kwiku i zgiełku, ale minister przeżył, cały i, mówiąc umownie, zdrowy, pojechał do Warszawy.

Putin natychmiast udał się do Bramy Jeruzalemskiej, kopuła się częściowo rozsunęła:
-- Gospodi, masła u nich bolsze niet

01:11, balsamlomzynski
Link Komentarze (5) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne