Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
środa, 08 marca 2017

Waszczykowski wrócił do Warszawy skupiony, jeszcze spięty od niedawnej nieustępliwości negocjacyjnej w sprawie Tuska. Z limuzyny wysiadł na przystanku Nowogrodzka, sprawdził czy w kabinie nie pozostał bagaż, ogarnął się, ale i tak wyglądał, jakby połknął plecak. Szedł ostrożnie, w PiS obowiązywała teraz tajna instrukcja zakazująca zderzeń z drzewami.

-- Waszczykowski, jesteście, pisze mi ambasador Kisljak, żeście twardo postawili się Grupie Wyszegradzkiej.

-- Grupa Wyszegradzka, prezesie, już nam nigdy nie zaszkodzi.

-- Skąd ta pewność?

-- Jesteśmy jej jedynymi członkami.

-- Mimo to, nie możecie być pewni, że grupa, nawet tak nieliczna, nie będzie nastawać na interes polski. Czasem zachodzą takie okoliczności, kiedy naród ma święty obowiązek rzucić się sobie do gardła.

-- Jakież to okoliczności?

-- Kiedy naród jest pierdolnięty.

Waszczykowski odwrócił wzrok, nie wiedząc, czy przypadkiem nie powinien gorąco zaprzeczyć.

-- Pozwólcie, że wam to wyjaśnię. Czy pragnęliście kiedyś, Waszczykowski, się samookaleczyć?

-- Nigdy.

-- Mielibyście u ludzi przejebane. Nigdy nie mieliście ochoty mojką wrzucić sznyt czy to na samarę czy to po szkicie, bodaj choinkę na święta?

-- Nigdy.

-- Gdyby mnie internowano, dużo bym mógł wam o tym opowiedzieć. Nie w tym jednak rzecz. Trzeba wam wiedzieć, Waszczykowski, że naród polski jest pierdolnięty, a reszta to zdrajcy.

-- Może dlatego Międzymorze, czyli ABC zachowuje się dziwnie? Powiało chłodem z Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, a Pribaltika praktycznie obiła pysk mojemu zastępcy.

-- Nie przejmujcie się, Waszczykowski, tak jak nieprawdą okazało się, że kapitał nie ma ojczyzny, tak nieprawdą jest, że każdy zbity pysk jest wasz.

-- Ale dlaczego biją? Żeby zacieśnić współpracę?

-- Może chcą dołożyć jeszcze jedno morze.

-- Nie ma morza na D.

-- Jest, po prostu nie jest to morze w ścisłym tego słowa znaczeniu. Gdyby Dudę internowano, mógłby wam o tym sporo opowiedzieć. Następnym razem ustępujcie w takich sprawach, Waszczykowski, żeby móc trwać przy kwestiach zasadniczych.

-- Przychodzi mi właśnie do głowy kwestia zasadnicza. Dlaczego w ogóle Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne? Dlaczego raczej morza, aniżeli rzeki?

-- Słusznie, co złego w sojuszu Wisła, Odra, Numedalslågen?

-- Świder, Warta, Ialomița, Ren?
-- Pójdziecie, Waszczykowski, do Szczerskiego, powiecie jak jest, że obecni sojusznicy z ABC praktycznie biją wam personel dyplomatyczny po mordzie, powiedzcie mu, żeby z pociągu Międzymorze wysiadł na przystanku Tworki i to wszystko dobrze sobie przemyślał.

 

07:03, balsamlomzynski
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 06 marca 2017
 

Tempo w jakim toczy się życie kluczowych dyplomatów Europy przyprawia zwykłych śmiertelników o świerzb. Rano Waszczykowski o mało nie strzelił sobie w łeb: z samotności, od zakulisowych drwin kolegów, z powodu wielkiego brzuszyska, które wyrosło mu wskutek wyboru Wielkiej Brytanii na głównego sojusznika RP w Unii Europejskiej, demontażu Trójkąta Weimarskiego i innych namacalnych dowodów, że Waszczykowski jest zwykłym ćwokiem, tyle że z grzywą. Nie ma w tym oczywiście nic szczególnego, ćwokiem, i to jakim, był też Jaki, Szyszko, Maciora, Radziwiłł, ale Waszczu czuł tego poranka, że tyle w nim zmysłu dyplomacji i myślenia strategicznegio, ile gwałtownych zwrotów akcji i nagłej zamiany ról w życiu płciowym prezesa. Dlatego postanowił zjeść coś jeszcze, a potem defitywnie z tym wszystkim skończyć.

Jakże małej wiary był człowiekiem! Już pół godziny później zadzwonił telefon i Waszczu leciał Emirbayerem do Brukseli spotykać się z odpowiednikami z Grupy Wyszegradzkiej i krajów Beneluksu. Już nad powłoką ciężkich, wiosennych chmur, postanowił zjeść coś jeszcze (eskalopki z cielęciny, serniczek) i definitywnie zająć się wymyślaniem strategii na przeforsowanie kandydatury Saryusza-Wolskiego:

-- Dobrze tak lecieć Emirbayerem, przynajmniej nie pieprznę w drzewo. 

 

Minister spraw zagranicznych Belgii, Didier Reynders, przysłał bardzo uprzejmą notkę, że gdyby wcześniej dowiedział się o staraniach Polski o opuszczenie Platformy na przystanku Polska, nie udawałby się akurat dzisiaj z wizytą do Konga, niegdysiejszej kolonii Królestwa Belgii, tylko pojechał tramwajem konnym do Parc de Laeken, nawóz koński osobiście zbierałby do płóciennego worka i "podsypał pod pieczarki" jeszcze tego samego wieczoru, kiedy nawóz "ciagle dymi". Notatka, jak to w dyplomacji europejskiej, nie powinna dawać się rozumieć dosłownie, ale Waszczykowski odniósł nieprzyjemne wrażenie, że tym razem jest odwrotnie. Reynders najwyraźniej postanowił jednak przysłać kogoś  w zastępstwie, bo swoje uczestnictwo w rokowaniach przy Rue Stevin 139, w budynku ambasady RP, w którym niedyś mieściła się dyrekcja generalna Poczty Belgijskiej, zapowiedział Czarnecki. 

 

W przeddzień rokowań, które przeszły do historii jako Rozrachunki na Poczcie, Waszczkowski spał krótko, spryskał się wodą kolońską Emporia Armani City Glam sięgnął po odzież i stwierdził, że się w nią nie mieści. Zdesperowany poleciał do Health City Louise, fitnessu dwie przecznice od ambasady. Niczego to oczywiście nie zmieniło i Waszczkowski małodusznie rozważał w szatni, na drewnianej ławce, żeby tym razem rzeczywiście coś z tym wszystkim zrobić. Obok Waszczu zasiadł człowiek w jeszcze gorszej sytuacji, nie tylko z podwójnym podbródkiem, ale zgoła z drugą twarzą, i oczkami umieszczonymi tak daleko z tyłu za wubrzuszeniami policzków, że równie dobrze mogłyby uchodzić za rany postrzałowe, co zresztą nie było zupełnie wykluczone. Co jednak najdziwniejsze, człowiek ów wbił się jakoś w koło ratunkowe z basenu, którym dysponował wszechstronny fitness center:

-- Kisljak, ambasador ektraordynaryjny i plenipotentny. Witold Bogusławowicz, niech się pan nie zamartwia, po prostu niech pan się na przyszłość wystrzega eskalopków, można ich zjeść tonę i nigdy nie jest dosyć. Serniczek po prostu w ogóle pomińmy. Kiedy mnie się zdarza nie mieścić w odzież, a obowiązki naglą, nakładam koło ratunkowe, przyrzucam się szlafrokiem, jakim dysponuje każdy szanujący się hotel, wszyscy myślą, że po prostu nie umiem pływać. 

-- Jest pan człowiekiem nader bywałym, Siergiej Iwanowicz, a rosyjska dyplomacja należy do najlepiej zorientowanych, proszę mi powiedzieć, co to oznacza jeśli dyplomata belgijski sugeruje, że podsypie pieczarkom nawozu?

-- Dymiącego? 

-- Z płóciennego worka. 

-- Znaczy, że nie przyjdzie, ale to nie jest pański najważniejszy problem, Grupa Wyszegradzka też się nie stawi, będzie natomiast Szczerski. 

 

Napięcie przed kluczowymi rokowaniami na temat przyszłości Europy było tak wielkie, że Waszczykowski nie tylko, że nie zapytał skąd Kisljak wiedział o eskalopkach i otczestwie Waszczykowskiego, ale i o to dlaczego Kisljak, w końcu ambasador Federacji Rosyjskiej w Waszyngtonie, sprawca upadku Doradcy Bezpieczeństwa i Prokuratora Generalnego USA, ciągle w kole ratunkowym z napisem Health City Louise, uczestniczy w rokowaniach, a nawet je, rzec można, zagaja:

-- Panowie, zachodzę w głowę i za nic nie mogę sobie przypomnieć, co mamy negocjować, ani co nas łączy. Gdybym się jąkał, co w dyplomacji rosyjskiej po prostu nie uchodzi, pomyślałbym, że chodzi właśnie o to, ale pan Waszczykowski jest przecież jedynie tłusty i jest ćwok. Gdyby chodziło o konieczność przywdziania koła ratunkowego, to to z kolei wykluczałoby pana Szczerskiego. Ale wszedłszy między morza, trzeba ABC. 

W istocie, po stronie Grupy Wyszegradzkiej, Beneluksu i rządu RP, nie jąkał się tylko Waszczu:

-- Może jest pan gospodarzem tych rokowań, Siergieju Iwanowiczu? 

-- W istocie, łączy nas w końcu interes ruski. Powiem wam koledzy szczerze,  sprytnie to wykombinowaliście, żeby zamiast na Nowogrodzkiej, spotkać się w Brukseli. Jeśli zdobędziecie pozwolenie prezesa na wycieczkę do Waszyngtonu, będziecie mogli przebudować również porządek transatlantycki. Byleby wam tylko nie przyszło gwałtownie zamienić się rolami. 

 

 

 

 

07:57, balsamlomzynski
Link Komentarze (9) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne