Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
wtorek, 18 sierpnia 2009

Prezydent wstaje o świcie, trzykrotnie podnosi kolano prawe, potem lewe, dla wyćwiczenia mięśni brzucha i podniesienia ogólnej kondycji. Jest nie w sosie. Wchodzi Stasiak.

-- Mam nadzieję panie prezydencie, że odbył pan już ćwiczenia gimnastyczne i nie zemdlał jak ten fircyk Sarkozy.

-- Gdybym zemdlał, żywioł rosyjski ani chybi uniósłby głowę. Gdzie Szczygło?

-- Bał się przyjść. Są wyniki sumaryczne pierwszych dwóch dni prezydenckiego monitoringu mediów i wolał, żebym to ja panu je przekazał.

-- Pańska odwaga jest legendarna, panie ministrze, choć nie tylko odwaga. O Szczygle wiedziałem, że to człowiek niezwykle nienawistny i cięty na żywioł rosyjski i niemiecki, ale o strach go nie podejrzewałem w najmniejszym stopniu. Mówcie zatem.

-- Wyszło, czego panu najbardziej brakuje, panie prezydencie.

-- Mówcie.

-- Poczucia humoru.

-- Co radzicie?

-- Jeden dowcip dziennie. Mamy swoich dziennikarzy, przylecą, przeprowadzą wywiad, Karnowski umie się szczerze śmiać.

-- Nie można z dnia na dzień zmienić się w żartownisia, panie ministrze, ludzie tego nie kupią.

-- Nie można, dlatego dowcipy muszą być zintegrowane z tematyką, którą skądinąd pan chce poruszyć. Muszą też być skierowane przeciwko nam samym ponieważ wedle mediów, w ciągu całej kedencji, ani panu, ani pańskiemu bratu nie udało się wygenerować bodaj jednego dowcipu, który byłby o przeciwniku i zarazem był śmieszny.

-- Jakieś propozycje?

-- Są tezy do pierwszego dowcipu. Ale proszę usiąść, panie prezydencie.

-- Siedzę.

-- Szczygło mi wszystko zapisał. No więc tak, przychodzi Kaczor do Fotygi...

-- Fotyga przychodzi do Kaczora, inaczej tego publicznie nie opowiem.

-- Może być. Przychodzi Fotyga do Kaczora...

-- Do Urzędującego Prezydenta Rzeczpospolitej.

-- Niech będzie.  Przychodzi Fotyga...

-- Przybywa Szef Kancelarii Prezydenta do Urzędującego Prezydenta Rzeczpospolitej na audiencję.

-- I mówi: panie prezydencie, odchodzę. Kosztuję pana zbyt dużo procentów poparcia. Media mnie nie lubią.

Prezydent na to: Nie możemy się poddać dyktatowi mediów liberalnych, Anno; twoja rola w unoszeniu polityki zagranicznej  Rzeczpospolitej z kolan jest nieoceniona. Twej dymisji nie przyjmę nigdy.

Fotyga na to: Z mojego życiorysu wypadła jedna kartka, pokazująca, że byłam w ZOMO. Prezydent: Nawet jeśli byłaś Anno, na pewno nikogo nie spałowałaś, w każdym razie nie do krwi. W to nie uwierzę nigdy.

Gorzej, panie prezydencie, mówi Fotyga.

Jako to gorzej?

Tańczyłam.

-- Jeżeli to jest dowcip, panie ministrze, dlaczego nie jest śmieszny?

-- Nie chodzi o to, żeby pan się śmiał, tylko szeroka publiczność. Pan przecież nie ma poczucia humoru.

-- Wyjdźcie Stasiak natychmiast i powiedzcie Szczygle, że Prezydent Rzeczpospolitej wymyśla dowcipy sam.

 

19:37, balsamlomzynski
Link Dodaj komentarz »

Prezydent wstaje o świcie, osowiały i rozdrażniony. Ze stanowczością przestawia przedmioty w łazience, z hukiem spuszcza deskę sedesową. Wchodzi Szczygło.

-- Mam nadzieję, że dobrze pan spał panie prezydencie i szczególne położenie geopolityczne naszego kraju nie spędzało panu snu z powiek.

-- Spałem dobrze, ale na moment poczułem się stary, niepotrzebny i powiedzieć prawdę, niekompetentny w porównaniu z przywódcami światowymi. Obama zna się na zdrowiu, ratowaniu banków, gra w koszykówkę, Brown jest ekonomistą, Sarkozy ma żonę modelkę i porusza się niezwykle energicznie. 

-- To musiał być zły sen. Zorganizował pan radę gabinetową na temat zdrowia oraz kryzysu finansowego, a w koszykówkę nie gra pan wyłącznie dlatego, że nie jest to polski sport narodowy. Nie sztuka obcować z modelkami. Cały personel pałacu prezydenckiego unika widoku pańskiej małżonki jak ognia, a pan obcował z nią w zasadzie dobrowolnie, bez środków dopingujących, chociaż pod jarzmem sowieckiego najeźdźcy. Rzeczpospolita też jest w dobrych rękach i tak powinno pozostać jeszcze pięć lat.

-- Dziękuję, jaki jest polski sport narodowy?

-- Piłka nożna.

-- Graliśmy ostatnio?

-- Z Grekami, dobrze poszło.

-- Wygłoszę dziś orędzie w tej kwestii. Powiem, że polska piłka mocno się trzyma, mimo że rząd nic nie robi w tej kwestii. Niech pan dzwoni do Urbańskiego, żeby rychtował studio.

-- Odradzam, panie prezydencie. Farfałem teraz telewizja Rzeczpospolitej stoi, nie Urbańskim. Ponadto monitoring wskazuje, że pańską prezydenturę wydrwiwa się raczej aniżeli krytykuje. Z orędź pańskich drwi się najbardziej. Do samej  treści nie odnosi się nikt.

-- Jakieś pochwały?

-- Tylko od pańskiego brata.

-- Co mówi?

-- Że rządzi pan niezwykle odpowiedzialnie.

-- Co pan radzi?

-- Stasiak radzi, żeby nie jechać w tym roku na urlop. Ofiarnością w czasie kryzysu udowodnić przydatność.

-- Stasiak to głąb. Kryzys do nas nie doszedł. We wszystkim odstajemy od czołówki światowej. Nie liczymy się, jesteśmy niepotrzebni i niekompetentni.

-- To znów ten zły sen panie prezydencie, proszę go raz na zawsze odpędzić.

-- Już dobrze panie ministrze, odpędziłem. Wie pan, co będzie hasłem przewodnim ostatnich miesięcy mojej prezydentury?

-- Słucham panie prezydencie, choć uważam, ze wygra pan te wybory.

-- Chcę, żeby obywatele Rzeczpospolitej śnili śmielsze, weselsze sny, na miarę naszej pozycji w Europie.

-- To dobry pomysł, panie prezydencie. I rząd nic w tej kwestii nie robi.

 

 

19:36, balsamlomzynski
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne