Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
sobota, 30 października 2010


Cyprinus Carpio, pozaustrojowy karp królewski zrodzony przez prezesa w Drohiczynie, wskutek kontaktu z miejscowym społeczeństwem obywatelskim z pochodniami, miał ładną buzię, otwierającą się miarowo w rytm przepływających szczątków organicznych i organizmów prostych.  Odchylając się od osi trochę w lewo i trochę w prawo, Carpio nie ronił niczego, co niosło ze sobą życie, które było dla niego, podobnie jak dla stwórcy, posła Gowina i marszałka Niesiołowskiego, wartością naczelną.  Cyprinus wysoko cenił własną ikrę i z zamiłowania do życia nienarodzonego wywodził wszelkie inne istotne wartości, szczególnie, żeby się publicznie nie obśliniać i aby zapalać pochodnie ilekroć umiłował bliźniego swego. Wszystko to było jednak podszyte nutą rezygnacji bo karp powtarzał za zapalczywym wicemarszałkiem:

-- Nie ma innego systemu wartości niż chrześcijaństwo, innego po prostu nie wymyślono.


Carpio uchwycił zatem prezesa, z którym stanowił jedność, Gowina i marszałka Niesiołowskiego, których był prekursorem i naturalną konsekwencją, za ich wspólny, judeochrześcijański mianownik, ale jako ryba i jako obywatel kruchej jeszcze demokracji drżał, że za dużo wypływa z jednego źródła i że brak jest alternatyw. Życzliwie rozważał lewicowość współczesną, ale nie wiedział o czym wtedy właściwie myślał, brał pod uwagę Palikota, ale od razu targał nim powszechny, choć niezupełnie szczery sceptycyzm wobec wątłego ruchu:

-- Nic z tego nie będzie, teraz jest trochę zainteresowania mediów, a do świąt uduszą Palikota w śmietanie.


Żył więc Carpio w zgodzie z prawem ludzkim i unijnym, ratyfikował deklarację łódzką i konwencję z Owiedo, tą ostatnią dla jaj, bo to w Owiedo ustanowiono jak traktować życie w różnych jego fazach.  Zgodnie z prawem międzynarodowym, jadał morule i blastule, wszystko w najlepszym, cudzym gatunku, granice między akwenami stały się bowiem przeżytkiem i nie raz mu gorzko smakowały zarodki rosyjskej szczuki i metalicznie herringen und sardinen w puszkach.

 

Z mętną wodą płynęły dopalacze, Carpinus dał się skusić i przez kwadrans płynął, stosunkowo szybko, do tyłu, nie doświadczając przy tym, zgodnie z intuicjami premiera liberalnego na sposób słowiański rządu, najmniejszej przyjemności. W odległym kącie akwenu napotkał na plamę lactacydu i chcąc nie chcąc poddał się higienie okolic intymnych, co mu na dobre wyszło.


Nadal potem wyłapywał przepływające szczątki, nadal trawił w najlepsze, ale też wygrzbiecał się w okolicach płetwowych, przybierał na wadze, ubarwiał się brzusznie na biało i płetwowo na czerwono, stawał się coraz urodziwszy, a dookoła trwała cisza już październikowa.  Zagrał nokturn h-dur i ponieważ w tym roku życzliwiej patrzono na ryby, wygrał konkurs chopinowski, a profesor Kozubek dostrzegła w nim chopinistę ortodoksyjnego:

-- Nadyma jak Bożanow, gębą rusza jak Trifonow, ale przynajmniej nie wydziwia.

 

Chopin najbardziej działa na Rosjan, nic więc dziwnego, że Cyrpinus miał w okolicach intymnych pecha, otarł się o niego spory jesiotr, który w zamkniętych akwenach wyobraźni prezesa w ogóle nie powinien przebywać, chyba że na mocy jedności wszystkich wód Eurazji.

Od owego aktu naturalnej miłości oblubieńczej, wyciekło z Carpio pół istnienia, a z jesiotra biała posoka, tajemna ciżba gamet, ni chimera ni hybryda, czyste misterium życia organicznego jak podwodna chmura spłynęło w pozaustrojowe rejony akwenu, żeby się przegryźć, albo żeby się narodzić.


Carpio z miejsca stracił zdolności śledcze, znienawidził literaturę rosyjską i polubił naszą, współczesną, nawet "Naszą Klasę", w ogóle poczuł się podrażniony jak po jakiejś strasznej, bolesnej depilacji,  zgubił rytm w uroczej buzi, otworzył się na nowe prądy i połknął zabłąkaną pigułkę hydroksyzyny, popularnego trankwilizatora, który odłączył się od grupy anksjolityków, leków działających wyłącznie ubocznie.  Carpio nie przeczytał ulotki zawartej w opakowaniu, nie skonsultował się z farmaceutą ani lekarzem-specjalistą, mimo że niewłaściwe użycie leku może spowodować utratę zdrowia, a nawet życia. On zaś utracił wszystko, bo nie miał już wiary, zapragnął relokacji katachetek na plebanie, księży do roboty, widział katachetki w negliżu przewodzące ceremoniom pogrzebowym, widział biskupów w puszkach, wydało mu się wreszcie, że Palikot to zwykły miłośnik poezji polskiej i wtedy się rzeczywiście przeraził.

 

Wszystko zgonił na laktacyd i zapragnął porozmawiać z wyjątkową kobietą, Żanet Kaletą:

-- Żanet?

-- Lactacyd w stawie rybnym?

-- W moich okolicach był jesiotr.

-- Lactacyd nie działa ubocznie w takim zakresie, czy były brane inne leki?

-- Był jakiś dopalacz, płynąłem, Żanet, do tyłu jak łódź podwodna, która za nic ma dawne dychotomie, co rufa a co dziób.

-- No to proszę nie winić lactacydu.

-- Ależ ja nie winię, wręcz przeciwnie.

-- O cóż więc chodzi, odkładam słuchawkę.

-- Chodzi o to, Żanet, że jest tylko jeden system wartości, a ja przeżyłem coś co chyba z niego nie wynika.

-- Jeśli jest monopol, to do Uokiku.

 

Piękna Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, szefowa Uokiku, w ogóle Carpio nie słuchała, płakała bowiem po raz pierwszy od 1989 roku:

-- Powiem ci Carpio, że w tym kraju najbardziej nawet liberalna partia, kiedy przejmuje władzę, spiszcza się.

-- Widzę Małgorzato, że przystąpiłaś do przemysłu nienawiści.

-- To oni żywią nienawiść do przemysłu. PGE przejmuje Energę, banki państwowe mają zakusy na prywatne, obłąkana biurokracja zjada zdrowy rynek, wzrosną ceny, spadnie konkurencja. Nie ma już liberalizmu, Carpio, akwaria zjadają własne rybki.

-- Jeśli nie Uokik, Małgorzato, kto nas obroni przed niegodziwościami rządu?

-- Może Niesiołowski. Podobno z powodzeniem łączy liberalizm gospodarczy z zawziętością chrześcijańską.  Powiem ci na koniec, Cyprinus, w ostatecznym rozrachunku, zawsze wygrywa podejście Sarkozy’ego.

-- Jakież to podejście, Małgorzato?

-- Jest to podejście lekceważące.


Pod wpływem hydroksyzyny, Carpio płakał jeszcze z piękną Małgorzatą nad ostatecznym upadkiem rodzimych porywów thatcherowskich, nad rozkwitem francuskiej zarazy championów narodowych, nadmiarem deficytu, nad narastającą głupotą Grabarczyków, Gradów i innych post-liberalnych aparatczyków. Carpio płakał szczerze, ale po jaką cholerę, nie wiadomo:

-- Trzeba ci wiedzieć, Małgorzato, że ja nawet nie lubię rynku, nie bardzo go rozumiem, kocham silne państwo, jednak pod wpływem doznanej tragedii, niezwykle mi jakoś jest przykro.

-- Dziwna to tragedia, Carpio, skoro tak cię pobudza.

-- Widzę, Małgorzato, że nic nas już nie łączy.

 

Dzwonił Carpio do wicemarszałka, ale pod niegdysiejszymi numerami liberałów gospodarczych krył się Plastuś Napieralski:

-- Za długo już trwa ten spór dwóch partii prawicowych. Naszom kampaniom zbliżym się do ludzi, ich spraw, ich pracy. Zbliżym, ale nie ubliżym.

-- Gdybyście towarzysze bywali w okolicach intymnych, gdybyście sami je mieli, nie pieprzylibyście tak strasznie.

 

Wreszcie odezwał się Niesiołowski:

-- No o co chodzi, ale proszę krótko.

-- Cyprinus Carpio, z rodziny królewskiej, w sprawie moralności chrześcijańskiej, wpadłem na dopalacz, siła odrzutu wepchnęła mnie w plamę laktacydu, obok przepływał jesiotr, moja gameta jest w akwenie z inną, nie wiem czy będzie z tego życie, ale myślę, że nie w ramach obowiązującego systemu wartości. Dzwonię się zapytać, kiedy będą nowe wartości, w przeciwnym razie trzeba będzie zapalać pochodnie, a ja mieszkam pod wodą, w niewielkiej budce.

-- Przecież to w ogóle sensu nie ma, ryba wstecz nie płynie, tylko zawraca, o co panu chodzi, jaki to był jesiotr?  Cechą charakterystyczną jesiotra rosyjskiego jest stosunkowo krótki ryj, rostrum,  i przerwana warga dolna, wąsiki krótkie, ciało jest znacznie wyższe niż u innych przedstawicieli gatunku. Były dwa w Bałtyku, dziesięć lat temu. Jesiotry są w Morzu Czarnym, Azowskim i Kaspijskim, co niby miałyby robić w pańskim bajorze, do czego to może być im potrzebne? Nic takiego w ogóle nie miało miejsca, ma pan klasyczny syndrom przerostu kresomózgowia, warstwa pirmaidalna zewnętrzna powinna gromadzić duże ilości komórek nerwowych, a u pana tego nie robi, coś innego się tam gromadzi. Pan nie powinien w ogóle wychodzić z gabinetu psychiatrycznego.

-- Pańskie miłosierdzie mnie przeraża, panie marszałku, a ja nie mogę wykluczyć, że jestem sprawcą nowego życia. Palikot, przyznam, ostatnio dziwnie mi się wydaje do przyjęcia, a jak on się tylko wygłupia, to co wtedy? Gdzie pan radzi płynąć, do posła Jurka?

-- Co ma z tym wspólnego Jurek, on się przecież nie liczy, hydroksyzyna to jest psychotrop, pan nie ma żadnej wiarygodności, ja z panem teraz w ogóle nie powinienem rozmawiać, ja uważam, że pan prawdopodobnie oddał stolec, a nie złożył materiał genetyczny, jak się o pana otarł ruski jesiotr, pan doznał wstrząsu, powinien pan się zbadać, albo dać się wreszcie odłowić, przecież karpie jada się też w październiku, święta zaczynają się coraz wcześniej, z czym ja się akurat nie zgadzam, tak nie powinno być, po co święta tak wcześnie zaczynać, niedługo cały rok będzie albo Wielkanoc, albo Boże Narodzenie.

-- Nie mogę dać się zabić w sezonie ważnych świąt żydowskich, nie chcę skończyć jako gefilte. Nie sądzi pan, że w razie niepowodzenia, moglibyśmy zaadoptować?

-- Kto ma niby adopotować, co ma adoptować, jakie dajecie gwarancje dobrego wychowania, że nie będzie obśliniania. Jesiotra zresztą nie było. Co to ma wspólnego z czymkolwiek, Kazanie na Górze nadal obowiązuje, nie da się go odwołać dlatego, że pan łączy dopalacze z hydroksyzyną, to niczego nie unieważnia, ja się zastanawiam, czy pan mnie w ogóle słyszy, czy pan w ogóle jest.

-- Powiedziane jest nie tylko "nie zabijaj", ale nawet "nie gniewaj się na brata swego; pojednaj i pogódź się z bratem" Mateusz, 5,21-26.

-- Ale powiedziane jest też: nie tylko "nie cudzołóż", ale nawet "unikaj pożądliwego spojrzenia", Mateusz 5,27-30, a pan wystawia okolice intymne na ulicę, i to może jest słuszne, bo panu coś się może wydarzyć wyłącznie w drodze kolizji drogowej, to co się panu przydarzyło, to jest zderzenie, zwykła katastrofa komunikacyjna, a nie akt naturalnej miłości oblubieńczej jak mówią koledzy z PiS, i ja z tym się akurat zgadzam, to jest zasadne, ja akurat popieram naturalną miłość oblubieńczą.

-- Powiedziane jest: „Nie będziesz prywatyzował przez wtórną nacjonalizację”, Balcerowicz 2010. Proszę mi powiedzieć panie marszałku, czy jak ja będę nosić biustonosz to mogę ciągle pozostawać symbolem wczesnego chrześcijaństwa?

-- Karp nie był symbolem chrześcijaństwa, tylko Ichtys, ryba przypuszczalnie morska, to zresztą nie ma znaczenia, Balcerowicz nie jest żadnym prorokiem, co pan w ogóle opowiada, ja tę rozmowę kończę, radzę panu, niech pan też kończy, póki pan ma te dwadzieścia parę procent poparcia, przecież to jest żenujące, co pan wyprawia.  

 

Rozmowa z marszałkiem stanowiła oczywiste podżeganie do przemocy, zasadniczo do samookalecznia, ale Cyprinus Carpio najpierw zjadł pewną ukleję, zażądał przeprosin od ubogiego węgorza z liczną rodziną, a kiedy ten omówił, Carpio zgrzeszył mową, uczynkiem i zaniedbaniem, drwił bowiem ze współryby z powodu jej kształtu, zżarł rodzinę, ale nie do końca. Popił przepływającą plamą oleistą, odzyskał wiarę, pragnął ginąć spektakularnie, najchętniej od kuli zamachowca. Nie wiedział tylko jak dać się utłuc, a potem zatriumfować na konferencji prasowej, przecież Błaszczak spieprzy najlepszą nawet śmierć.  Rozpędził się więc silnymi wściekłością płetwami i walnął piękną buzią w szybę akwenu. Walił bez końca, ale częściowy sukces odniósł dopiero w listopadzie, kiedy wybory wygrał wyłącznie w Drohiczynie, w grudniu zaś połknął haczyk i rzekł:

-- O prawdziwych Polakach nie było nigdy mowy, po prostu wolę umrzeć w panierce.

 

 

 

 http://konkurs.chopin.pl/en/edition/xvi/video/31_Nicolay_Khozyainov/stage/1

 


19:40, balsamlomzynski
Link Komentarze (63) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne