Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
piątek, 30 października 2009

Ostatnim miejscem w stolicy Europy, gdzie Jose Manuel Barroso mógł bezpiecznie zapalić cygaro, nie łamiąc zarazem zainicjowanych przez siebie dyrektyw, był niewielki zaułek Rue des Sols, ślepa uliczka w okolicy Placu Królewskiego, rzut kamieniem od kościoła garnizonowego Sain Jaques sur Coundenberg. Stojąca pod wiatr piękna asystentka Portugalczyka, Sylvie van der Vaart była jedyną osobą, która wiedziała o drobnych słabościach niegdysiejszego maoisty. Barroso kaszląc łapczywie łykał gryzący dym:
--  Nie odróżnia Holendrów od Duńczyków, klimatu od klimatyzacji, woli Ałma Atę od Antwerpii, a jednak przyjeżdża, choć będzie tu premier jego kraju. Jak myślisz, dlaczego on mi to znowu robi, Sylvie?
-- Nawet Czesi nie rozumieją motywów delegacji polskiej, Jose Manuel. Nie niepokój się jednak, pamiętaj, że szczyt organizuje prezydencja szwedzka, a nie Komisja.
-- Delegacja polska może tego nie rozumieć, van der Vaart.

Nikt nie zamierzał czekać na rosyjski samolot, z łaski udostępniany prezydentowi przez liberalnego premiera i jego gdańskich popleczników. Remontowany od trzech lat, a następnie przechowywany w siedzibie dowództwa wojsk lądowych w ruinach Cytadeli samolot F16, wykradziono nocą przy użyciu zmysłowego pocałunku złożonego przez Marie na ustach dymisjonowanego generała wojsk lądowych Skrzypczaka oraz innych korzyści wyświadczonych przez Skrzypczaka na rzecz dowódcy obrony przeciwlotniczej kraju. W nadrzecznych zaroślach w okolicy Cytadeli wędkarze widzieli też podobno pełnomocnika do spraw informacji niejawnych BBN, Sylwestra Ż.

Samolot holowano z największą ostrożnością opustoszałą o tej porze Dymińską, Krajewskiego, do ciemnych wód Wisły. Kiedy okazało się, że jednostka jest szczelna i unosi się na wodzie, zapakowano doń broń białą, kosze ze skromnym żołnierskim posiłkiem, wino Egri Bikawer Gold Line, biały Tokaj Furmint, gdyby była ryba, rakietę SM3, oraz prezesa banku centralnego Sławomira Skrzypka. Prezydent siedział w samolocie cały czas, również w trakcie mozolnej wędrówki amerykańskiej maszyny w kierunku rzeki.
-- Znam te okolice, macie tu do Wisły cały czas z górki.

Marie wrzuciła do wody bukiet jesiennych kwiatów i odeszła nie roniąc łez. Jej niepokój uśmierzył łagodny szum ukochanej rzeki.  A Wisła była tej nocy spokojna, choć pełna życia. Po latach nieobecności wróciły nokturnalne węgorze europejskie, białobrzuche kiełbie, mięsistouste brzany, gustujące z wiekiem w samotności klenie, zawsze samotne sandacze, miętusy, których żarłoczność narasta z nadejściem zimy, oraz wpuszczony do Wisły dla jaj w podbydgoskich Chmielnikach pojedynczy jesiotr.

Kiedy do mostu gdańskiego zbliżył się z hukiem ostatni tego dnia pociąg z Kielc, Szczygło z największą ostrożnością przeprowadził F16 miedzy stalowymi przęsłami. Junczyk, która kochała kąpiele, ale pływała zbyt brawurowo, miała większe trudności i przęsło jękło jak pod presją kry. Nad głowami śmiałków, na dolnym poziomie mostu gdańskiego czekał na tramwaj osowiały od ciemności i lepkiej październikowej mgły samotny pasażer. Wychylił się przez barierkę i bardzo zapragnął kogoś wezwać, ale rozpoznawszy prezydenta, zamarł z niemym wołaniem na znużonym długim dniem obliczu.

Przepłynięcie pod mostem Grota-Roweckiego nie stanowiło zagadnienia. W okolicach Łomianek, Szczygło zapuścił silniki. Jak odbijający się nogami od lustra wody ciężki żuraw, F16 długo walczył o powrót do systemu obrony przeciwlotniczej kraju. Chociaż lwią część uzbrojenia i osprzętu jednostki rzeka Wisła uniosła do Morza Bałtyckiego, amerykański odrzutowiec wzbił się w przestworza nad jednoczącym się kontynentem. 

Ostateczna krystalizacja strategii negocjacyjnej tak zwanej prezydenckiej części delegacji RP ukształtowała się nad Dreznem. Czasu było niewiele, bo F16 był szybki, a być może po prostu niesprawny, w każdym razie nie było jasne czy spada, czy tak ma być, czy też Szczygle w kokpicie oblodzony drążek nieco się wymyka. 

Jako pierwsza, strategię negocjacyjną sformułowała lecąca piechotą Junczyk-Ziomecka.  Nie znała się na dyplomacji i nie wiedziała po co leci, ale tylko ona mówiła w jedynym języku, w którym formułuje się poważne strategie europejskie: 
-- Violoniste o muerte!

Pokonując opór rześkiego strumienia sprężonego do granic wytrzymałości niemieckiego powietrza, wezwanie Ziomeckiej podjął siny z zimna prezydent i jego wierni urzędnicy:
-- Skrzypek albo śmierć!

Niepokój Skrzypka prezydent rozwiał osobiście:
-- Nie dam Lewandowskiemu prywatyzować Europy, którą zjednoczyłem z takim trudem i wbrew moim najgłębszym przekonaniom. Jeśli nauczył się pan makroekonomii w pół roku pod Chicago, to reguł tworzenia budżetu unijnego nauczy się pan w samolocie. Proszę po prostu nie tracić czasu na liberalną propagandę. Bugaj mówi, że najważniejsze jest, żeby stopami nie ruszać za często.
-- Tym zajmuje się Jean-Claude Trichet.
-- Widzę, że pan już to i owo kuma.

 

14:18, balsamlomzynski
Link Komentarze (29) »
czwartek, 29 października 2009

Kaczyński pod Brukselą: Montaż: Honzo


Minister Szczygło stał pochylony nad skąpo oświetlonym stolikiem z drzewa różanego inkrustowanego porcelaną, który Król Stanisław August Poniatowski, ostatni polski król, otrzymał jako podarunek od carycy Katarzyny II, w zamian za podpisanie Traktatu wieczystej przyjaźni, który zdaniem Szczygły, obowiązywał do dziś.

Dowództwo połączonych siły Pałacu i BBN nigdy nie wątpiło czy prezydent jedzie na szczyt czy nie. Sprzeczne sygnały posyłano wyłącznie z myślą o przeciwniku wewnętrznym i zewnętrznym i za poradą Saakashvilego, ostatniego europejskiego sojusznika prezydenta, który przybył dwa dni wcześniej i został specjalnym doradcą.

Został doradcą do spraw ostatniego szczytu UE jako związku państw narodowych.

Tymczasem nie doradzał dobrze, dziękował jedynie za ocalenie, ale Bochenek wypłaciła mu z tego tytułu trzynaście trzysta, które przyjął z wahaniem.
-- Więcej nie możemy, ledwo nam starcza na wydawanie Biblioteki Bezpieczeństwa Narodowego. Możemy natomiast mianować pana kierownikiem działu zagranicznego TVP.

W nocy ze środy na czwartek mało kto spał. Prezydent wstał długo przed świtem, zszedł w samym szlafroku główną klatką schodową, nie zapalając światła, żeby nie zaalarmować służb, którym już nie ufał. Na półpiętrze pogładził marmurową Psyche po piersiach, doprowadził się do porządku i ruszył dalej. Zatrzymał się przed bohomazem ukazującym szarżująca konnicę polską w służbie Napoleona. Brak światła dobrze służył obrazowi. Prezydent pomyślał, że konia namalować nie jest łatwo. Ponieważ w Hetmańskiej paliło się blade świtało, skręcił pospiesznie w prawo, ale zawadził boleśnie podstawą czaszki o piętę bazaltowego Prometeusza, dłuta pozbawionego talentu rzeźbiarza Welońskiego.
-- No żesz... szmelc jakiś...
-- Tutaj panie prezydencie.
Surowy i skupiony Szczygło z troską studiował mapę ostatniej fazy kampanii napoleońskiej, w trakcie której połączone armie Europy zatrzymały Napoleona trzydzieści kilometrów na południe od Brukseli.
-- Tu jest lotnisko tanich linii lotniczych Charleroi. Pójdziemy szlakiem generała Reille, przez Nivelles, Braine-l’Alleud, do Erasme, skąd jeździ metro.
-- To ryzykowne, czy o tej porze będą bilety?
-- Michał Kamiński przyniesie karnet.
-- Wolałbym, żeby nie poruszał się po obcym mieście sam.
-- Przyjedzie z Kurskim.
-- Rozpoznają ich.
-- Będą przebrani.
-- Chcę zatrzymać się w Sint-Pieters-Leeuw, pomodlimy się w tamtejszym kościele.
-- Może być zamknięty.
-- Otworzymy drzwi kościołów Europy.

Prezydent opuścił salę Hetmańską i ruszył do Antyszambry, gdzie Junczyk-Ziomecka podlewała małą konewką na oliwę ostatnie kwiaty jakie w pałacu uchowały się jeszcze przy życiu: odporne na zanieczyszczenia przemysłowe śnieguliczki białe i zmniejszające stężenie dwutlenku węgla trzykrotki.

Bochenek już swoje podlała i teraz śpiewała pieśń o rozmarynie, być może z powodu szczytu, być może dla Mario, który w paramilitarnej kurtce z lat osiemdziesiątych leżał na podłodze z głową na chlebaku i ćmił papierosa za papierosem, obojętny na nadchodzący ból i na śpiew Bochenek.

Prezydent przeszedł przez potężną jak sklep wielkopowierzchniowy salę Kolumnową gdzie Stasiak tłukł głową w kolumnę z oliwkowego marmuru.
-- Tylko wazy z porcelany miśnieńskiej nie stłuczcie, Stasiak.

W Sali Obrazowej prezydent z odrazą odwrócił oczy od obrazu ukazującego goliznę. Dotarł do ogrodu zimowego i wycofał się zirytowany.
-- Gdzie jest do cholery ta Rycerska?

Dotarłszy wreszcie na miejsce, zamknął drzwi do kaplicy, w której Wypych modlił się żarliwie w towarzystwie garstki towarzyszów z harcerstwa. Następnie prezydent osobiście zdejmował ze ścian rapiery, kindżały, piki i dzidy, broń kłująco-sieczną z furdymentem, broń miotaną, kańczugi do poganiania wojsk,  hinduską bichwę o podwójnym ostrzu, a także atrybuty rycerstwa polskiego. Przysunął sobie krzesło i zdjął ze ściany kuszę i tarczę w stylu tatarskim, na którą spojrzał z lubością. Załadował, przymierzył, wystrzelił w kierunku szafy gdańskiej i uszkodził, nieodwracalnie, srebrny plater. Kolejna strzała odbiła się od napierśnika zbroi stojącej w kącie. Trzecia strzała trafiła Borys-Szopę, pomysłodawczynię ostatniego, nieudanego ataku Pałacu na rząd i ABW.

Tymczasem Waszczykowski przyholował z BBN amerykańską rakietę SM3, pozostawioną przez Bidena. Ciągle nie było jasne czy to makieta czy prawdziwa rakieta średniego zasięgu. Negocjator rakietowy rzucił SM3 na stos z bronią białą.
-- Panie prezydencie, przechodząc zauważyłem, że w progu znajdują się zwłoki.
-- Jaka była przyczyna śmierci?
-- Strzała z kuszy tatarskiej z XVI wieku.
-- Nie wyglądała na XVI wiek. Wezwijcie doktora Lubińskiego. Niech pobierze organy, jutro wydarzyć się może wszystko.

Kiedy prezydent ponownie zaplątał się do Hetmańskiej, Szczygło zakończył studiowanie mapy i przez okno spoglądał na ptactwo, które z sobie tylko znanych powodów postanowiło nie opuszczać kraju.
-- Czym polecimy panie ministrze?
-- Czekamy na sygnał od generała Skrzypczaka
-- Czy to mój szef Banku Centralnego?
-- To były dowódca wojsk lądowych.
-- Skąd on weźmie samolot?
-- Od wojsk powietrznych.
-- To jest dobry plan, natychmiast przystąpić do realizacji. A Skrzypka brać ze sobą. Na jego pytania nie odpowiadać, niech się poduczy z budżetu Unijnego.
Prezydent i szef BBN spojrzeli na stalowe niebo nad Warszawa.
-- Panie prezydencie, nie powstrzymamy ich, chcą oddać zdrowie, a nawet życie i, niezależnie od bardzo niekorzystnego układu sił, zrobią to.
-- Nie mogę narażać kwiatu BBN. Jak jest w kancelarii, sami wiecie. Borys-Szopa poniosła już zresztą ofiarę najwyższą, ofiarę życia.
-- Pozostali gotowi są zginąć i zginą.
-- Co proponujecie?
-- Należy w Brukseli przyjąć przewodniczącego Komisji Europejskiej jako gospodarze, jako Europejczycy, współtwórcy traktatu, któremu to traktatowi przewodniczący zawdzięcza polityczne życie.
-- To jest dobry plan. Jego zaletą jest to, że nie sposób liczyć na jego powodzenie. Niech pan skołuje ten samolot.



Jakie są plany prezydenta na szczyt w Brukseli i jak się potoczy ich realizacja?
Jeśli wiesz, napisz w komentarzu do notki;  jeśli zrobisz to przed sobotą, Twoja sugestia będzie jakoś uwzględniona. Raport z przebiegu szczytu ukaże się w poniedziałek.

 


 

Dziękuje anonimowemu, ale niewątpliwie utalentowanemu fotografowi za przygotowanie fotomontaży.

 

09:03, balsamlomzynski
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne