Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
czwartek, 26 września 2013

 

 

 

Wiele lat później, kiedy Polska stała się wielkim krajem i miała tylko jeden problem, taki mianowicie, że Warszawa była jeszcze większa i trzeba było ją w całości zamienić w parking, tabor Romów francuskich, którzy sami doświadczyli niegdyś wygnania z faveli za pomocą buldożerów, ulitował się nad zrozpaczonymi własnym brakiem pomysłowości ludźmi tak zwanej polskiej nauki, którzy rozdzierali nad wielkim parkingiem skromne szaty.

Jeśli ktoś nie był pomysłowy, parking był płatny, ale płaciło się wyłącznie za jego monstrualny rozmiar, nie zaś za prawo do wygodnego dotarcia do jakiegoś określonego celu, czy to w zakresie handlu detalicznego, czy to w zakresie usług dla ludności.

Ponieważ Romowie nie mieli pieniędzy, zagrali od serca, a to zachęciło do przybycia równie jak Polacy zawiedzionych: Johna Stuarta Milla, Rudolfa Carnapa, Karla Poppera, wiejskiego nauczyciela Wittgensteina i całe praktycznie Koło Wiedeńskie łącznie z jego odnogą praską i warszawską, a także konstrukcjonistę Foucaulta, w celu defenestracji tego ostatniego:

-- Czy nie jest to przesadnie okrutne?

-- A tego to jeszcze nie wiadomo.

Wittgenstein trzymał bowiem właśnie Foucaulta za kostki, co pozwalało francuskiemu konstrukcjoniście zobaczyć świat z jeszcze jednej, czysto społecznie tworzonej perspektywy:

-- Jak pan sądzisz, monsieur Foucault, w którą stronę pan będziesz leciał?

-- Herr Lehrer, jeśli parking jest większy niż miasto, a miasto większe niż kraj, jestem, jak to mówią off the hook.

-- A to się dogadacie, Kostek Bauman zapewne mówi już po angielsku.

 

Jak już nadmieniano, w niniejszej narracji i to całkiem niedawno, parking zbudowano dla jego wielkości, a nie w jakimś konkretnym celu, toteż Foucault, w skończonym czasie, stał się integralną częścią jego pojebanej konstrukcji. 

 

 


22:03, balsamlomzynski
Link Komentarze (98) »
niedziela, 22 września 2013

http://www.theculturemap.com/lodz-black-sheep-poland-seems/



Maciorro, sinawy upiór smoleński wygłosił w Łodzi krwawą prelegere, od której widowni zaświeciły się oczy i błysnął żółtosiny kieł. Kiedy występ się zakończył, nadeszła pora karmienia un vampir, które w Łodzi nawet normalnym wampirom nastręcza trudności, bo ludność tamtejsza, wskutek przemian ustrojowych, Kropiwnickiego i erekcji Manufaktrury, częściowo zdziczała, a częściowo wręcz przeciwnie, uległa wyniosłej sofistykacji, co utrudnia dostęp do okolic przyskroniowych. 
Rzecz w tym, że upióry smoleńskie nie piją krwi tylko płyn fizjologiczny z umieszczonego przyskroniowo zakrętu zębatego hipokampa, zamieniając ofiarę w eksperta smoleńskiego:
-- Ciało zanurzone w wodzie musi zmienić ten rząd.

 

foto: http://www.theculturemap.com/lodz-black-sheep-poland-seems/

23:30, balsamlomzynski
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne