Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
piątek, 30 września 2011

 

 

 

Słońce nie wysunęło się  jeszcze spod nagiego grzbietu długiej na dziesięć mil góry Estrella, kiedy wiatr zakręcił seledynowymi piaskami w Hassayampa, na zachodnich obrzeżach Phoenix. Zaparkowane na ulicach, towarowo-wieczorowe i terenowo-ekologiczne samochody wielkości łodzi podwodnych pokryły się cienką warstwą pyłu. Sępy indycze, machając ociężale powracały do skalnych kryjówek po całonocnym żerowaniu. Budziły się pierwsze komputery osobiste i serwery korporacyjne. Kto ubiegłej nocy kładł się w Phoenix ze statycznym numerem IP, budził się teraz pod tym samym adresem, kto zaś miał dynamiczny, jak na przykład Cezary K., niedawny imigrant, ten budził się w elektronicznej przypadkowości, co przypominało świt bez skarpetek w rowie melioracyjnym na obrzeżach lasów kabackich, w czasach gdy było jeszcze o czym pić.

 

Cezary K. nie oczyścił przedniej szyby z seledynowego nalotu i niepewnie nawigował teraz pośród dwurękich saguaro porastających drogę łączącą jego dwa razy tańszy niż pożyczka dom, z aleją Palo Verde. Na ulicy Maricopa pod koła toyoty Cezarego wbiegł młody szop pracz wielkości indyka. Zwierzę zatrzymało się i spojrzało kierowcy w oczy z łagodnością sarny i podejrzliwością urzędu imigracyjnego. Cezary zahamował gwałtownie.  Dalej jechał prawym pasem, powoli, roztrzęsiony. Skręcił w parking pod Iron City Rental, gdzie niczego  jednak nie wypożyczył, zamienił tylko kilka słów z Consuelą, piękną i nielegalną imigrantką z prowincji Morales:

-- Powiedz swojemu Coyote, że to dzisiaj, Consuelo.

-- Augusto nie jest moim Coyote, przybyłam tu legalnie, na studia pielęgniarskie. Nie sypiam z tobą dla twoich papierów.

-- Nie wyglądasz na pielęgniarkę, Consuelo.

-- Nie wyglądasz na Warszawiaka, Cezary.

-- Trzeba to zrobić tej nocy.

-- Nie w dzień kiedy uniosły się seledynowe piaski Hassayampa.

-- Nie bądź przesądna, nie otarłem lakierem mojej Toyoty Sequoi o saguaro, a szop dotarł bezpiecznie na północną stronę Palo Verde.

-- Kogo namierzamy?

-- Beatę K.

-- Dlaczego Warszawiakowi zależy na unicestwieniu kobiety z Kielc?

-- Dlaczego pielęgniarka karmi nocą sępy?

-- Pytanie nie dlaczego, ale czym.

-- Czym zatem, Consuelo, powiedz, czym?

-- Puść moje ramię, Cezary, zadajesz mi ból. Jeśli to ta Beata K., która była w komisji z Wassermanem, Augusto się nie ucieszy.

-- Czy Augusto znał Sobiesiaka?

-- Sobiesiaka naprawdę zna tylko Rosół.  Rzecz w tym, że Wassermana jest już tylko 7%.

-- Czy to ma jakieś znaczenie?

-- Beata K. może mieć nawet 193%.

-- Czy Augusto nie lubi kobiet o podwyższonej zawartości?

-- Będzie drożej, trzeba będzie użyć czeskich serwerów.

-- Zapłacę więcej, ale powiedz temu twojemu Augusto, żeby uważał na Franza K.

-- Czy Beata zna Franza K.?

-- Franza K. znają już tylko maturzyści z Bednarskiej.

 

 

Ktoś musiał zapomnieć o możliwościach tkwiących w nowych technologiach, bo pewnego ranka, izolowane przewody serwerowni Politechniki Praskiej rozepchnęła analogowa treść, która jak mysz przełykana przez węża przemieszczała się ku serwerom dedykowanym, nade wszystko nienawidzącym kolokacji.

 

Dr Martin Dlouhý z Politechniki Praskiej poczuł narastające w serewerowni gorąco. Ponieważ słońce nie przedarło się jeszcze przez stalowe chmury, które od tygodnia nacierały od Hradczan,  Dlouhý zadzwonił do pracownika technicznego, Petra Hokszy:

-- Hoksza, przez przewody przepuszczane są pliki wielkości myszy polnych.

-- To tylko pańska wyobraźnia, panie doktorze, trzeba częściej odpoczywać, w informatyce i tak nigdy nie dogonimy zachodu.

-- Serwery się grzeją, Hoksza.

-- Być może to Augusto, Coyote Consueli, likwiduje udział Beaty K. w wyborach w Kielcach.

-- Ależ te myszy wędrują z północy na południowy zachód, czyli z Kielc do Phoenix, nie odwrotnie.

-- A,  wobec tego to Beata K. pozbywa się dowodów.

-- Dokąd je wysyła?

-- Consuela karmi nimi sępy pogranicza.

-- Consuela, ofiara Augusto de Coyote, wraca nocą na pogranicze, wprost w łapy La Migry?

-- Nie będę przed panem ukrywał, panie doktorze, że Augusto nie jest Coyote, przyjechał do Arizony legalnie, studiuje pielęgniarstwo, a ociężałości sępów winna jest Consuela.

 

 



 

01:37, balsamlomzynski
Link Komentarze (16) »
wtorek, 27 września 2011

 

Im bardziej stawało się prawdopodobne, że PiS te wybory wygra, prezes Jarosław co ja bredzę Kaczyński coraz częściej myślał o ubieganiu się o zieloną kartę.


 

Wojna wydawała mu się nieuchronna. Nie bał się, że zabraknie cukru czy mąki, nie obawiał się nalotów i bombardowań, mieszkał wszakże w bunkrze, ale bał się, i to było akurat zupełnie normalne, własnego okrucieństwa. Mało kto w kraju zdaje sobie sprawę, że prezes, poza tym, że jest narodowosocjalistycznym instygatorem, jest też zwykłym obywatelem, bojącym się prześladowań, których bywa sprawcą.

 

O tej porze roku prezesa często nachodziły sprzeczne i osobliwe obawy, którym, jak wysiękom z nosa, nie sposób było zapobiec. Szczególnie późnymi wieczorami, kiedy przywódca pisowski, po całodziennym łagodnieniu, mściwie wpatrywał się w kuchenne okno wychodzące na róg ulic Mickiewicza i Bohomolca, skąd wiatr wyganiał pierwsze jesienne liście, zakochane pary i przygniecionych ciężarem ubiegłorocznych płaszczy Żoliborzan z psami, otóż wtedy właśnie, wizje przyszłości rysowały się w głowie prezesa nader dobitnie.

 

Ministrowie przyszłego rządu, szczególnie zaś Antoni piętnaście metrów Macierewicz torturowali bogu ducha podejrzanych, używając tępych narzędzi, powodując rany i cierpienie, ale w zamian nie uzyskując nic, poza błaganiami o litość:

-- Panie ministrze, przecież ja powiem wszystko czego pan sobie życzy, proszę tylko pytać zanim pan zacznie kłuć i szarpać. Na cóż te prymitywne obcęgi?

-- Takie same obcęgi są używane przez Departament Stanu i uniwersytety amerykańskie, szczególnie w Ohio. Te obcęgi posiadają atest NASA.

-- Naturalnie, że posiadają, nikt temu nie przeczy, ale jak brzmi pytanie?

-- Czy uznajesz, łotrze, że lewe skrzydło tupolewa pięćdziesiątego czwartego posiada cechy gniotsia-nie-łamiotsia?

 

To jeszcze nie było w wizjach prezesa najgorsze. Wicepremierem w rządzie został Grzegorz dwie córeczki Napieralski, który wespół z Zytą same sprzeczności Gilowską wydawał gotówkę na lewo i na prawo, na coraz większe kapelusze dla Zyty i coraz bardziej polskie kiełbasy z londyńskiego "Kabanosa".

 

Jakby tego nie było dość, Leszek czysta atrakcja Miller dostał w rządzie posadę kierownika biura do spraw równouprawnienia kobiet i mężczyzn, ale jedynym, bardzo osobliwym efektem jego działalności było to, że Kempa wyrąbała, tępą dla większej kompatybilności siekierą, wszystkie lipy wzdłuż Alej Ujazdowskich.

 

Nie miał z kim się prezes w partii podzielić swoimi obawami, wyłączywszy Joachima ruska trumna Brudzińskiego, z którym czasem wieczorami rozmawiał przez telefon:

-- Czy czasem nie obawiasz się, Joachimie, naszego zwycięstwa?

-- Boję się tylko łagodności.

 

Gdy pisowskie słupki przedwyborcze przekroczyły 37 stopni, prezes nie wytrzymał napięcia, przebrał się w strój, który najbardziej mu się wydawał tej jesieni typowy i naturalny, ustawił się w kolejce do ambasady, co musiał uczynić o świcie, ponieważ w dziedzinie wiz amerykańskich niewiele zmieniło się od czasów przedrewolucyjnych. Przetrzymano go pod bramą na Pięknej ze cztery godziny. Przekonał w tym czasie komitet kolejkowy, że stoi tu niezmiennie od wielu lat. Uwierzono mu i uroczyście przekazano listę społeczną w wyłączne i wieczne zarządzanie, ponieważ jego maniery, strój, nastawienie i ideologiczny całokształt przybrały już wówczas cechy rdzennie czikagoskie.  W końcu bramę otwarto, skipiszowano prezesa i prześwietlono na obecność broni palnej, co było akurat zupełnie normalne, dopuszczono przed oblicze konsula, który nie wzbudzał żadnego szacunku ani stosownej bojaźni, ponieważ wszyscy dali się już zasugerować pogłoskom o nachodzącym upadku Ameryki:

-- Proszę o jedną zieloną kartę.

-- Podstawa? Rzadkie kwalifikacje zawodowe, rodzina? Bo na prześladowaną mniejszość to wy babciu nie wyglądacie.

-- Ale z całą pewnością będę niebawem prześladować, stanę się sprawcą wielu nieszczęść, a może nawet rozlewu krwi. Trzeba też panu wiedzieć, panie konsulu, że obcęgi Macierewicza żadnego atestu nie mają i nigdy nie miały.

-- Przykro mi, ale nie dajemy zielonych kart oprawcom i dyktatorom, tylko ich ofiarom.

-- Ale jest jednakowoż jeszcze jedna okoliczność. Wcześniej czy później, dojdzie do samookaleczenia. Mam niestety takie skłonności i to wie każde dziecko, jeśli więc macie tu jakiś wywiad, to wystarczy, panie konsulu, zadzwonić.

-- Proszę się nie obawiać, nie okaleczycie babciu ani siebie, ani nikogo innego, tylko nieco się zdenerwujecie. Wedle naszych informacji, te wybory wygra Janusz ale się prezes wkurwi Palikot.

 

 

04:25, balsamlomzynski
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne