Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
poniedziałek, 28 września 2009

Poniedziałkowy poranek upłynął głowie państwa na rozpakowywaniu bagaży po powrocie z Nowego Jorku i na refleksjach natury ekonomicznej. Rozmówki angielskie prezydent wrzucił do kominka natychmiast po wyjęciu ich z walizki, ponieważ zawiodły go na całej linii: trzykrotnie tłumaczył Obamie, że woli potrawy z kartofli i trzykrotnie słyszał w odpowiedzi, że marihuana nie mogła zjeść własnych palców u nóg. Na odcinku makroekonomicznym, prezydenta uderzyła myśl, że z jego przemówienia w OZN wynika, że powodem obecnego kryzysu jest nadto swobodne ustalanie cen przez giełdy, jedną z których osobiście otworzył, zamiast wstęgi używając dzwonka. Ponieważ te giełdy się jedynie otwiera, a nigdy nie zamyka, pomyślał prezydent, niektóre rzeczy są wyraźnie droższe, a inne wyraźnie tańsze.

Prezydent przejrzał też przygotowane przez Bochenek wycinki z gazet. Z ubiegłotygodniowych wywiadów prasowych wynikało jednoznacznie, że przez ostatnie kilka miesięcy, każdego ranka jako z pierwszym rozmawiał z Łopińskim, sądząc, że to Szczygło. Kiedy więc Szczygło wszedł, spojrzał na niego podejrzliwie. Postanowił Szczygłę zwodzić, aż wyjdzie na jaw, kim ten naprawdę jest.

-- Panie prezydencie, w przestrzeni powietrznej nad Eurazją zapanował ostateczny chaos.

-- Proszę nie wpadać w panikę, panie ministrze, tak jest zawsze o tej porze roku. Odlatują żurawie i bociany, a wiatr z południowego zmienia się w północny.

-- Mam na myśli irańskie rakiety średniego zasięgu. Od dzisiejszego poranka, również dalekiego.

-- Któż może powiedzieć gdzie leży granica między tym co średnie, a tym, co dalekie?

-- Dalekie sięgają znacznie dalej niż średnie.

-- Jak na kogoś, kto zna się na uzbrojeniu, mówicie dość ogólnikowo. Zresztą, cóż mnie obchodzą irańskie rakiety? Niech latają. Jak mówi Obama, fuck this.

-- Rzecz w tym, panie prezydencie, że to dowodzi błędności decyzji Amerykanów.

-- Decyzji, żeby przyskrzynić Polańskiego we wrześniu?

-- Decyzji o rezygnacji z tarczy, podjętej siedemnastego września.

-- Decyzja o tarczy to nie to samo, co sama tarcza. W najlepszym razie zbudowaliby coś dopiero za trzy, cztery lata. Proszę zważyć, że Amerykanie obiecali Sikorskiemu ruchome instalacje do roku 2015. Czy uważacie, że ruchome instalacje za sześć lat słabiej zwalczają obecne irańskie zakusy niż instalacje stałe za lat trzy?

– Ktoś pana wprowadza w błąd. Trzecia wojna światowa nie rozegra się jako wzajemne bombardowanie dworców kolejowych, których nie wolno fotografować. Rakiety współczesne nakierowane są na cele wirtualne związane z pamięcią, za nic mając orientację w czasie i przestrzeni. W jakiejś mierze, średnie mogą odlecieć z dalsza niż dalekie i mogą przez to ugodzić bardziej.

-- Dziwnie mówicie, trochę jak harcerz, w każdym razie nie jak ktoś, kto zna się na balistyce. A w co niby mogą uderzyć te rakiety?

-- Nie jest ważne w co uderzą, ważne skąd wyfruną. Amerykańska tarcza miała pamiętać o zagrożeniu sowieckim, mimo że w czasie rzeczywistym miała przy pomocy czeskiego radaru przeczesywać irańską przestrzeń powietrzną. To dlatego negatywna decyzja Amerykanów zapadła w dniu kiedy ziścił się pakt Ribbentrop-Mołotow.

-- Coś mi się wydaje, że sugerujecie, że gdyby irańskie rakiety dalekiego zasięgu zamiast dzisiaj wystrzelono drugiego października, czyli w rocznicę Monachium, musielibyśmy zbombardować Zaolzie za pomocą bumarowskiego szmelcu.

-- Bumarowski szmelc dalej nie doleci. Czy wie pan, panie prezydencie, w jaką rocznicę Irańczycy odpalili rakiety długiego zasięgu?

-- W rocznicę powstania Państwa Podziemnego. Swoją drogą, ordery wydano?

-- Wydano.

-- W futerałach?

-- Te słowa mnie ranią. Odznaczeni jeszcze żyli, panie prezydencie.

-- Paszoł, Wypych, won.

17:26, balsamlomzynski
Link Komentarze (5) »
środa, 23 września 2009

Samolot prezydenta w Mongolii

Naprawa prezydenckiego samolotu powiodła się tylko częściowo i TU-154 był w stanie lecieć jedynie na niewielkich wysokościach. Gdyby prezydent wyjrzał za okno, dostrzegłby zapadające się z łoskotem góry lodowe na Morzu Labradorskim oraz zrozpaczone niedźwiedzie dryfujące na topniejących krach ku południowym morzom. Był jednak pochłonięty wspomnieniem niefortunnego tańca na grobach górników, który podjął w celu pozyskania głosu rolniczego.

-- Niech mi pan powie panie ministrze, kogo jest więcej, rolników czy górników?

Silniki samolotu wyły jednak opętańczo i Handzlik, ponury i całkowicie oczyszczony z zarzutów prawomocnym wyrokiem sądu lustracyjnego minister, nie usłyszał pytania, tym bardziej, że kończył właśnie ostatni, desperacki wysiłek telefonicznego załatwienia spotkania z prezydentem USA.

-- Panie prezydencie, rozmowa z Obamą najprawdopodobniej do skutku nie dojdzie. Nawet jeśli jakimś cudem dopuszczą nas do niego podczas kolacji, nie wolno nam wspominać o tarczy. Nasza ambasada ocenia, że lepiej w ogóle nie podchodzić, chyba że mielibyśmy jakieś nadzwyczajne pomysły na temat dialogu między cywilizacjami, doświadczenie w reagowaniu na kryzys ekonomiczny, albo plan przeciwdziałania globalnemu ociepleniu, którym Obama szczególnie żywo się interesuje.

-- Zachód znów cierpi na jakąś dziecięcą chorobę. Amerykanom proszę powiedzieć, że o niczym innym poza tarczą mówić nie zamierzamy. Skoro i tak nie chcą nas widzieć, niech przynajmniej wygląda na to, że do spotkania nie doszło dzięki mojej tradycyjnej, polskiej waleczności. Na Kenijczyku zemścimy się w trakcie sesji plenarnej. O kryzysie ekonomicznym nie zmierzam mówić nigdy więcej, chyba żeby się u nas wreszcie rozpoczął, jednak pozostałe z wymienionych przez pana, panie ministrze, tematów, wielokrotnie w przeszłości poruszałem, a i z innymi cywilizacjami rozmawiałem nie raz.   Z Mongołami załatwiłem kiedyś nawet samolot, jak mi się ten ruski szmelc zepsuł. Nie było to łatwe bo pewnie mieli tylko jeden. Nawiasem mówiąc, czy nie można poprosić pilota, żeby leciał trochę ciszej?

-- Możemy jedynie przesiąść się na lewą stronę.  Silniki po tamtej stronie co jakiś czas przerywają.

-- Rząd serwisuje ten samolot  w Moskwie i zaczynam się zastanawiać czy nie chodzi o jakąś ruską formą działań reklamowych: gniotsia nie łamiotsia. Mam nadzieję, Handzlik, że po rosyjsku nie mówicie i nic z tego nie zrozumieliście. Czy Obama będzie na sali plenarnej w trakcie mojego przemówienia?

-- Będzie, ale nasza ambasada ostrzega, że jeśli pan prezydent wyjdzie poza dialog między cywilizacjami, kryzys lub globalne ocieplenie, Obama wyjmie z ucha słuchawkę. Musi pan najpierw porwać salę, poruszyć tematy uniwersalne, a dopiero później przejść do tego, co leży w interesie Rzeczpospolitej.

-- Zmienię zatem treść przemówienia. Piszcie Handzlik, a z dochowaniem wierności.

-- Trudno będzie pisać bo nie schowało się podwozie i zahaczamy o góry lodowe, ale proszę mówić, spróbuję.

-- Lato w przeważającej mierze się już kończy, czyli już było, ale można też powiedzieć, że jest, a nawet, że będzie, jeśli prawdziwe są pogłoski o dwutlenku węgla emitowanym przez określone kraje. Choć sam jestem naukowcem, nie chcę się tu wdawać w naukowe debaty, czy winni są Chińczycy czy Amerykanie. Powiem tylko, że śniegu pada coraz mniej i krócej leży. Lato czterdziestego piątego też było jednak bardzo gorące, a Sowieci nie zatrzymali się po drugiej stronie Wisły dla ochłody.

-- Rosjanie nie mogą się w ogóle w przemówieniu pojawić, panie prezydencie. Wyjmie słuchawkę.

-- No to może tak: Można powiedzieć, że ciepło jest niezbędne każdemu człowiekowi, ale jeśli jest go za dużo, szczególnie dużo za dużo, człowiek się poci. Widzę, Handzlik, że i to wam się nie podoba. Te niedźwiedzie mnie rozpraszają. Czy nie możemy wznieść się trochę wyżej?

-- Nie możemy, bo nam się skrzydła oblodzą.  Proponuję zacząć od dialogu między cywilizacjami, a potem przejdziemy do podobno już słynnej tezy pańskiego brata o wielowektorowatości świata.

-- Wielowektorowości. I to nie mój brat tylko Staniszkis i zapewniam pana, panie ministrze, że te pierdoły, które ona wymyśla są niezrozumiałe nawet dla niej samej. Piszcie: Dialog między cywilizacjami nie jest niemożliwy, można powiedzieć, że nie tylko, że jest możliwy, ale jest nawet w pewnym sensie konieczny, ponieważ prowadzi do ocieplenia we wzajemnych stosunkach, co nie powinno, mowa tu o ociepleniu, nie o stosunkach, następować, w każdym razie nie w kontekście nośników energii. Jeśli o stosunki chodzi, to też nie powinno ich być za dużo, w każdym razie nie wszystkich rodzajów. Trzeba jednak zaznaczyć, że wbijanie noża w plecy nie jest dobrym początkiem dialogu, można powiedzieć, że wszelki dialog ucina.

-- Panie prezydencie, to na nic. Zostawmy przemówienie jak jest. Niech będzie o rozpadzie wartości i solidarności. I tak nikt tych oenzetowskich przemówień nie słucha.

-- Nie wiecie Handzlik dlaczego te niedźwiedzie są takie brudne?

-- Pilot pewnie pozbywa się paliwa. Zapytać o co chodzi?

-- Proszę się nie fatygować, wyjdzie na to, że się boję, a w polityce atlantyckiej najważniejsza jest odwaga. Amerykanie gardzą tchórzami i wazeliniarzami; zwróćcie uwagę, że Waszczykowski jedzie w bagażu. Na przyszłość wolałbym jednak gdybyśmy tankowali paliwa czystsze, alternatywne, na przykład ze źródeł norweskich.

Kaczyński

13:51, balsamlomzynski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne