Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
wtorek, 21 sierpnia 2012





W gorący dzień sierpniowy, pod kościołem świętego Wincentego à Paulo sformowano kondukt. Pachniało kwiatami, naftaliną i rozgrzanym ciałem kościoła powszechnego.

Przewodzący konduktowi arcybiskup Jakub Janeczek,  z diecezji łomżyńskiej, a mimo to metropolita, spojrzał za siebie na Strzelców Podhalańskich z wieńcami na bazie ze świeżego świerku, dygnitarzy krajowych i rodzinę zmarłego.
-- Nie ma nikogo z zagranicy; wieńce zwiędną zanim dotrzemy pod kwaterę; ktoś powinien pozwolić strzelcom zdjąć płaszcze. Czy może ksiądz wikariusz dowiedzieć się, dlaczego rodzina spogląda z taką osobliwą zawziętością?
-- Raczy ekscelencja zauważyć, że zawsze tak spogląda.
-- Sprawdzić nie zaszkodzi, księże; mimo szczególnych okoliczności, dziś patrzy ostrzej.

Ksiądz wikariusz Sołowita ostrożnie przejął od biskupa telefon, którego ten nie umiał wyciszyć. Metropolita intonował tymczasem pieśń. W morderczym upale i na wolnym powietrzu hymn zabrzmiał słabo i głucho:

Śpijże już po twoim boju, chrześcijanie ukochany
Śpijże - odpocznij w pokoju, z pętów świata rozwiązany.

Sołowita podszedł do genarała wojsk lądowych i szepnął mu do ucha parę słów. Generał pokręcił głową. Wikariusz zagadnął pewną asymetrycznie otyłą blondynkę. Szeptali chwilę, blondynka od tego poczerwieniała, a Sołowita chwycił się za serce.
-- Ekscelencja miał rację. Ktoś właśnie dzwonił do rodziny z ipeenu; mówi się, że będzie dym, jeśli go pochowamy koło Dmowskiego.
-- Jak to będzie dym,  księże wikariuszu? To jest pogrzeb, proszę porzucić ten sposób wyrażania się. Znaczy zmarły współpracował?
-- Wiadomo, że był rejestrowany.
-- To może być prowokacja. Na razie idziemy. Każcie, księże wikariuszu, informować bezpośrednio.
-- Wola boska, księże biskupie, ruszamy.

Jużeś teraz uwolniony od frasunków i trudności,
Któremiś był udręczony w ziemskiej twojej śmiertelności.


Kondukt przemieszczał się Aleją Główną od Bramy Pierwszej do Piątej, w kierunku kwatery Romana Dmowskiego. Pod sutanną Sołowity zawibrował telefon:
-- Jego ekscelencja miał rację, to była prowokacja. Wiadomo wyłącznie tyle, że była próba pozyskania zmarłego przez służby. Ale zmarły kategorycznie odmówił. Nie tylko odmówił, ale w trakcie próby pozyskania śpiewał  ‘Boże coś Polskę’ i 'Nie rzucim'.
-- No to jeśli Bóg da, przed trzynastą będzie po wszystkim. Ale trzeba iść szybciej, księże wikariuszu, bo coś tu się nie zgadza. On nie umiał śpiewać.
-- No to pójdziem szybciej z nadzieją przewiewu.
-- Co wam znowu w głowie, księże?

Niech ci hojnie Bóg nadgrodzi, coś ucierpiał w doczesności,
Niech cię mile Bóg ochłodzi, za twe krzyże we wieczności.

Za duchownymi szli strzelcy z wieńcami i w płaszczach. Potem karawan otoczony żołnierzami wszystkich rodzajów broni.  Za żołnierzami szła rodzina zmarłego: brat Antoni, wdowa Patrycja, syn z żoną Kornelią i dwiema córkami w wieku gimnazjalnym. Szło z pół tuzina biskupów, setka uczestników rozmaitych zrywów, głównie antyrosyjskich, rzesze łysych narodowców i środowiska konfesyjne, z którymi za życia zmarły się identyfikował. Szli dosyć szybko, ale zamiast ulgi, doświadczali siódmych potów.
Napierśna kieszeń Sołowity zadrżała po raz drugi.
-- Piszą, ekscelencjo, że jest świadek.  Wiarygodny.  
I są pokwitowania. Znaczy mogiła.
-- Dość tych odzywek, księże.
-- Zmarły trzy razy przyjął rekompensatę za informacje. Brał gotówkę, pióro ‘Pelikan’, koniak ‘Ararat’, komplet do kawy. Piszą z Kurii: za nic nie chować obok Dmowskiego.
-- A gdzie indziej?
-- Wykopią nowy grób obok Mieczysława Fogga. Trzeba iść dużo wolniej, a potem długo przemawiać.
-- Jeśli współpracował, to jak ja będę przemawiał?
-- Jeśli wasza ekscelencja pozwoli, wezmę to na siebie. 


Biskup zatrzymał się dla zyskania na czasie; obrócił się, uniósł kropidło jak batutę i zaintonował:

Już idę do grobu smutnego, ciemnego,
Gdzie będę spoczywać aż do dnia sądnego.

Szli od tego momentu wolniej. Rodzina szła jednak od tego momentu szybciej i wyprzedziła karawan, marynarza kroczącego przed samochodem i właśnie brała strzelców. Zorientowawszy się, Podhalańczycy przyspieszyli, szerzej między sobą rozstawiając wieńce, których czubki zatrzęsły się bardzo instensywnie. Rodzina, z Antonim Krowicą na czele, odstąpiła po krótkiej szamotaninie i poszła po trawie, w kierunku kwatery Dmowskiego.  Szli jak burza. Gdyby nie Sołowita, stałaby się rzecz niezwykła, jaką niewątpliwie jest wysunięcie się rodziny zmarłego przed kondukt:
-- Skręcamy, wasza ekscelencjo, raz, dwa, w lewo!

Kondukt ostro skręcił w Aleję Szeroką. Nieutuleni w bólu brat, wdowa i kochający syn wraz z rodziną, zatrzymali się. Część rodziny otarła czoła, synowa Kornelia syknęła przez zęby. Wrócili jednak karnie na swoje miejsce w kondukcie.

Tylko cztery deski, licha biała szata,
Toć cała wysługa mizernego świata.

Pięć minut później, komórki Janeczka, asymetrycznej blondynki, generała wojsk lądowych i Antoniego Krowicy, brata zmarłego, zadrżały jednocześnie. Również jeden ze strzelców dostał smsa. Ponieważ spora część żałobników idąc wpatrywała się teraz w ekrany, strzelec zdecydował się na odczytanie wiadomości.

Sołowita złożył biskupi telefon.
-- Księże biskupie. Wszystko sfałszowano, to była prowokacja Finis Mundi. Zmarły był bohaterem i męczenikiem. Skręcamy w Lipową.

Kornelia, synowa Krowicy, wysunęła się przed karawan by poprawić wstęgi na masce samochodu, które od dosyć gwałtownych skrętów splątały się. Po ukończeniu czynności, dotknęła czubkiem bucika kostki wyprostowanej jak struna, wysuniętej właśnie w tył, nogi jednego ze strzelców; ten zaplątał się i wyłożył na miękki asfalt. Towarzysze gwałtownie unieśli go za ramiona jak rannego na polu bitwy; posypało się igliwie, ale żołnierze nie zgubili rytmu.  Jedynie bardziej niż przedtem spocone czoła i zacięte usta strzelców informowały o niedawnym starciu:

Gdzie mądry Salomon podział się z mądrością,
gdzie Krezus, Aswerus z swoją wspaniałością?

Kiedy komórki drżały po raz piąty, biskup Janeczek ujrzał dużą, rudą wiewiórkę:
-- Księże wikariuszu, czy widzi ksiądz tę ogromną wiewiórkę?
-- Widzę, ale nie jest szczególnie duża.
-- Idzie środkiem alei od blisko godziny.
Skąd ona wiedziała, że będziemy skręcać?

-- Nie wiedziała, księże biskupie, nikt nie wiedział. Nie było jej tu wcześniej. Mam złe wiadomości, ekscelencjo. Dzwonili z Pałacu Prymasowskiego, z Kurii i z naszej ambasady w Moskwie. Nie tylko współpracował, ale to podobno Rosjanin,  Bystrowzodniczew.
-- Wołokam? Słynny Wołokam*?
-- Siergiej, Sierioża.
-- Znaczy Antoni.., święci pańscy, skręcamy, do cholery, skręcamy księże wikariuszu, skręcamy!
-- Trzeba będzie gdzieś pod płotem.
-- Niech kopią pod płotem. I trzeba przynieść wody. Niech przyniosą wody bo mam wizje!


Wiewiórka znowu skręciła jako pierwsza. Przyspieszyła, wskoczyła na kamienne ramię Archanioła Gabriela, wsparła się sprytnie ogonem o skrzydło i, co tu dużo mówić, podrapała się po kroczu. Była to wiewiórka rodzaju męskiego, od czego arcybiskupowi zrobiło się słabo**.
-- Księże wikariuszu, czy widzi ksiądz co robi ten wiewiór na pomniku?
--  Nie widzę żadnej wiewórki, ekscelencjo.

Ja cię tu oddaję Boskiej Opatrzności,
A sam już odchodzę do strasznej wieczności.

Chodzili alejami a to w kierunku płotu, a to kwatery piętnastej; komórki drżały i kondukt gwałtownie skręcał. Wiewiórka za każdym razem znała drogę z wyprzedzeniem. Blondynka zemdlała i zasłabł biskup.

Zdecydowano się wreszcie na kwaterę w najstarszej, rosyjskiej części cmentarza. Rodzina wyparowała, ale widać było, że ktoś chowa się za imponującym grobowcem przedwojennej śpiewaczki operowej.

Blondynkę i biskupa odwiozło pogotowie.

Ceremonię pochówku dokończono pośpiesznie, lecz bez pomijania żadnego z wcześniej ustalonych punktów programu.  

Sołowita, z gorąca jak mniemano, wygłosił ostre przemówienie prorosyjskie, od którego gęsto kładł się trup powstańczy.
Oddając salwę honorową Strzelcy Podhalańscy mierzyli nisko, bezpowrotnie dewastując ornamenty wieńczące odrzwia grobu przedwojennej śpiewaczki.


****
Kiedy Bizpicki przerwał opowieść, w parku zrobił się już wieczór. Wózek z espresso stał teraz tuż obok ławki zajmowanej przez negatywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy:
-- Skąd to wszystko wiadomo tak szczegółowo, panie pułkowniku?
-- Sołowita jest korespondentem naszego tygodnika, poruczniku Veverka, i weteranem grupy D. Trochę koloryzuje, ale takie czasy, nie można samej prawdy.
-- Czy sądzi pan, panie pułkowniku, że o tej porze ktoś pija taką mocną kawę?

[fragment większej całości; szkice poprzednich rozdziałów w kometarzach do poprzedniego wpisu]

 * Imię i nazwskio szpiega rosyjskiego; umiejscowienie Veverki i Bizpickiego w grupie D -- Anumlik

**wpływ Miaukoty, byłego korespondenta blogu.

23:47, balsamlomzynski
Link Komentarze (192) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne