Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

 

 The Cook, the Thief, His Wife & Her Lover (1989)

 

Leszcz bez charyzmy, skóra, kości, zero galarety, jako męska prawica pojmował, że nie reagując, naraża się na najgorsze. Minęły jednak czasy pojedynków, w jakimś sensie minęły czasy dawania w mordę. Zi-Zu był w kropce: 

-- Odwołaj, Jack, inaczej będę cię musiał zabić. 

-- Spadaj leszczu. 

-- Stracę moją męską reputację, bez której nie mogę się ubiegać o elektorat skrycie niemęski.

-- Rzecz w tym, Zi-Zu, że jestem jedynym przedstawicielem narodu, i szerzej, jedynym przedstawicielem jednoczącej się Europy, który wierzył w twoją męską charyzmę. Ludzie zaczną się zastanawiać.

 

 

 

Leszcz zabija się od głowy. Jeśli najpierw zastosować cięcie pośrodkowe górne, od wyrostka mieczykowatego do pępka, leszczu jedynie roztworzy usta, a spojrzenia kata i ofiary skrzyżują się:

-- Jeśli ci chodzi o Beatkę, Jack, nic między nami nie było.

-- Wiem, durniu, że nic nie było.

Dlatego zabijanie leszcza to proces dwustopniowy i nigdy nie jest za późno, żeby zawrócić z błędnej drogi. Nawet jeśli leszcz już broczy spożytym szuwarem, bladą krwią i wnętrzem jeziora, można, a nawet należy uderzyć głową ryby w kamień. Jeśli za pierwszym razem uchwyt jest niepewny, należy powtórzyć, ale tak, żeby nie wypłynęły oczy, oraz żeby samemu nie uderzyć się w dłoń:

-- Kurwa mać.

-- Jeśli chodzi ci o Patryka Jakiego, Jack, on obiecał milczeć.

Nawet jeśli leszcz kłapie jeszcze, należy po pierwsze opatrzeć dłoń:

-- Jesteś ranny, Jack, proszę pojedźmy razem do szpitala.

-- Obrócę ci głowę, Zi-Zu, żebyś mógł raz jeszcze spojrzeć na jezioro.

-- Będziemy jechać bardzo szybko, jak prawdziwi mężczyźni.

Nie powinno się odcinać głowy, bo po usunięciu pęcherza pławnego, żołądka i jelit, z leszcza pozostaje bardzo niewiele; głowa nie jest wprawdzie jadalna, ale zapewnia zwłokom strukturę, a oprawcy uchwyt niezbędny w transporcie zwłok nocą. Problemem bowiem nie jest zabić, problemem oporządzić by nie pozostały ślady. Nie wolno zwłok zwracać jezioru, ani rozrzucać po koszach na śmieci w oddzielnych workach. Policja tylko na to czeka. Poległych należy odwozić do Sowy, który wprawdzie sam tym się już nie zajmuje, ale jego przyjaciele oddzielą na zapleczu mięso od kości, spalą w piecu buty i garnitur leszcza, podadzą w sposób ściśle europejski, z owocem miękkim w ustach i lubieżnym pocałowaniem martwej ręki. Jeśli galarety wyjdzie mało, dorzucą tłustą nóżkę sprzed zjednoczenia.

-- Jak przyrządzono tego leszcza, panie ober?

-- Dwustopniowo, panie ministrze.

-- Dlaczego leszcz ma nóżkę?

-- To akurat rączka jest, panie ministrze.

 

Foto: The Cook the Thief His Wife & Her Lover (1989)

22:25, balsamlomzynski
Link Komentarze (12) »
piątek, 25 lipca 2014

 

 

"W ostatecznym rachunku, wszyscy jesteśmy ziarnkami piasku na wietrze, nieodróżnialni, ale oddzielni, zlepieni w wirujący obłok, dalecy ludziom i niebu, bogom i demonom, niemym przodkom i głodnym spadkobiercom, objętnym kochankom i archaicznym urzędnikom."

Maciora wyciągnął skądś czarny pistolet z wyjątkowo długą lufą. Dziennikarze lewicowej prasy codziennej, normalnie chorzy z nienawiści do Likwidatora, krzyknęli jednym głosem:

-- Nie, niech pan tego nie robi, niech pan mówi dalej.

"Jesteśmy jak źle zaadresowane listy, który dociążone metalowymi płytkami, z zawartością, której nikt nie chce odebrać, zmierzają najbardziej okrężną z dróg na powrót ku nadawcy."

Maciora ponownie sięgnął po pistolet. Kania z Gazety Polskiej i bracia Karnowscy z diabli wiedzą czego mieli w oczach łzy:

-- Niech pan tego jeszcze nie robi, proszę mówić dalej, panie ministrze.

"Myślałem, że moim obowiązkiem jest nieustraszoność. Świat zmienił się podczas mojego życia nie do poznania: to, co było odwagą, stało się tchórzostwem. Moim otępiałym heroizmem dowiodłem jedynie, że modernistyczna odwaga, w postmodernizmie stała się formą strachu przed intymnością".

Tym razem Maciora uczciwie odbezpieczył. Kania uklęknęła, bracia Karnowscy złożyli ręce do modlitwy:

-- Nie, niech pan tego nie robi, proszę mówić.

"W ostatecznym rachunku, ilość bólu, który człowiek wyświadcza jest równa ilości bólu, którą sam odczuł. Uczestniczyłem w wielkim matactwie z rozpaczy, nie z potrzeby serca, i jeśli taka będzie wola narodu, a niewątpliwie taka jest, zlikwiduję samo źródło, które użyźnia wielka smutę, która po siedmiu latach relatywnie wesołych, powraca".

Widać było tym razem, że teraz nic nie powstrzyma Maciory, obrócił wypukłe oczy ku przedstawicielom prasy, wymierzył i zabił Kanię i braci Karnowskich trzema precyzyjnymi strzałami w okolice gdzie z łatwością mieści się mózg. Drobny jak sarenka, agresywny jak iberyjski szakal Pereira przesuwał się do wyjścia na czworakach. Maciora ugodził go po dwakroć w lewe udo. Dziennikarz dowlókł się do ściany, obrócił na plecy, oparł wyżej głowę:
-- Niech pan mówi dalej, panie ministrze. 

 

21:58, balsamlomzynski
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne