Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
piątek, 30 lipca 2010

 

Monopol władzy wykonawczej i ustawodawczej nie zawsze rodzi dyktaturę, ale często przeradza się w  wakacje. W czasie gdy premier ćwiczył uderzenia bez rozbiegu, z lewej nogi, prezydent-elekt woził pośród zagajników brzozowych radosną małżonkę na ramie roweru, bo z prezydentury cieszyła się tylko ona, natomiast watahy niedorżniętej od pokoleń prawicy polskiej krążyły po mieście w pełnej dowolności.


 

W ostatniej dekadzie lipca martwe zazwyczaj miasto zawrzało od silnych plemiennych tożsamości i chaotycznych przemarszów kup zbrojnych: podziały wedle psychiatrycznych ułomności wzięły górę nad wąskimi partyjnościami, okrucieństwo nad cynizmem, dzika żądza politycznego mordu nad lustracyjną obsesją. Obawy o jesienne zbiory oraz strach, że istnieje nagranie, którego sens zamieni dramat całego narodu w pośmiewisko całego świata, PiS w upiorny, ale jednak, żart historii, prezesa w portiera, Migalskiego w politologa, limuzynę w tramwaj, wypchnęły niedorżnięte plemiona z wygodnych siedlisk na Skarpie Wiślanej, której krawędź od dziesięcioleci upodobali sobie lokalni możnowładcy i uzurpatywni eksperci.

 

Prezes zszedł pierwszy, nie dlatego nawet, że lubił lato, ale dlatego, że Kalisz wezwał go przed komisję śledczą. Dzierżył pochodzący z arsenału CBA karabin snajperski AS50, pragnął bowiem przy okazji zagospodarować skrawek elektoratu po niegdysiejszym gajowym, oraz wynagrodzić Kluzik-Rostkowskiej jej zasługi w trakcie kampanii.  Dla żywszego kontaktu z atmosferą polityczną lat 2005-2007, przywdział kostium płetwonurka, który przewiązał specjalistyczną liną służącą do akcji prowadzonych ze śmigłowców, co miało wiele zalet, ale wymagało opędzania się od pragnącego synergii „Błękitnego 24”, który chociaż był helikopterem, nigdy tego rodzaju liny na wyposażeniu nie miał.  Prezes nie strzelał jeszcze dobrze, ale już rozumiał, że trzeba mu się koncentrować na jednostkach słabych, chorych i niezdolnych do reprodukcji. Chciał też dzielić, a nie łączyć i zyskałby pewnie sławę największego niszczyciela żelaznej bazy pisowskiej, ale Błaszczak, powołany, w ramach rewolty talibskiej, na nowego klubowego przewodniczącego, nadzieję tę bez trudu rozwiał:

-- Czy ja mam, pani redaktor, turban na głowie? Czy można wskazać na jakąś wypowiedź, która świadczy o tym, że jest ostra? Proszę się nie dziwić, że prezes reaguje emocjonalnie, bo lubelski poseł drwi sobie z ofiar: dziewięcioletni syn Gosiewskiego dowiedział się, że jego ojciec żyje, ja też mam dziewięcioletniego syna i nie wyobrażam sobie jak on by zareagował na podobną wiadomość.

 

Advocatus diaboli Rogalski, osobnik posługujący się węchem raczej niż wzrokiem, podążał za prezesem krokiem emerytowanego żurawia , gotów podać do sądu linę jeśli prezes się w nią zaplącze, kostium płetwonurka jeśli się zaziębi, karabin AS50 jeśli Błękitny bezpiecznie wyląduje. Groził też lubelskiemu posłowi, którego imienia, w ramach konwulsyjnej polityki informacyjnej PIS, nie wolno mu było wymieniać:

-- Pozywamy posła lubelskiego za to, że choć wiedział, że pasażer jest szalony, trunkowy i niezdolny do wykonywania elementarnych czynności życiowych, koncentrował się głównie na jego wzmożonej perystaltyce.

Ale poseł lubelski na wszystko miał gotowe głupie pytanie:

-- Czy to prawda, że mimo przebywania z nim we wspólnym domowym gospodarstwie żona i dziewięcioletni syn Błaszczaka nie mieli świadomości, że Błaszczak żyje?

 

Monopol władzy nie musi rodzić dyktatury, ale może ożywić gospodarkę. Ludzie Macierewicza, od pięciu lat pracujący na pierwszym piętrze BBN nad całokształtem obsesji własnych i cudzych, od lęków energetycznych po fobie seksualne,  zeszli owego dnia na parter zrobić sobie kawkę lub herbatkę, ale na ekspresie była kłódka, na kłódce zaś zwięzły komunikat od Kozieja, co zmusiło laborantów polskiej myśli prześladowczej do szukania Mistrza, od którego wyobraźni zależała teraz przyszłość jedynej w kraju innowacyjnej gałęzi gospodarki.

 

Ale Mistrz prowadził przez miasto zespół, którego namysł i czynności śledcze ulegały zatarciu ilekroć zespół musiał przetrawić informację niewłasnej roboty, prowadzał się więc Macierewicz ze swoimi ludźmi w małych grupach, skokami, pod murem i osłoną nocy, korzystając z rozmaitych form organizacyjnych i własnościowo się przekształcając. Obradowali najpierw w głębokim ukryciu jako Stowarzyszenie Kobiet Żydowskich w Polsce, ale Kempa zaczęła płakać, potem jako pasztuński zespół wokalno-instrumentalny Ghazal, ale ich słusznie posądzono o terroryzm, wreszcie jako Zarząd Nadwiślańskiego Banku Spółdzielczego w Czerwińsku, ale wtedy dorwała ich Komisja Europejska i przeprowadziła na nich najokrutniejszy ze swoich stress-testów, przyjmując założenie, że Grecja padnie pod ciężarem własnych obligacji, czego Komisja, z sobie tylko znanych powodów, nie założyła testując jakiekolwiek inne banki. Gdyby Macierewicz coś z tego rozumiał, powziąłby podejrzenie, że Europa ciągle chodzi na pasku helleńskim.


Rozbity zespół ponownie zawiązał się dopiero na Jaracza, jako trupa teatralna w teatrze Ateneum, na którego deskach, pod pozorem prób do jednego z dzieł Gogola, ktoś mógł wreszcie powiedzieć coś prawdziwie przenikliwego:

-- Jeden tam tylko jest porządny człowiek, prokurator, ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.


Z punktu widzenia trupy, błędem było powierzyć rolę Sobakiewicza Palikotowi, prezes natychmiast bowiem złożył się do strzału, korzystając z miejscówki na balkonie dla najważniejszych osób w życiu publicznym; kiedy współrzędne w lunecie zgrały się z wysokim czołem biłgorajskiego filozofa, prezes strzelił, ale na efekty nie czekał, co było błędem bo poseł lubelski zapytał głosem człowieka zmęczonego jedynie upałem:

-- Czy to prawda, panie prezesie, że pańska córka też się zmienia i jako były górnik usiłuje przejść na emeryturę pomostową?

 

Gogle mu od tego zaparowało i prezes nieostrożnie nastąpił prawą płetwą na lewą, lina zaplątała się w teatr, i wypalił raz jeszcze, ale postrzelił, jak ostatnio wszyscy, zupełnie nieznającego się na żartach Migalskiego.

 


09:46, balsamlomzynski
Link Komentarze (15) »
piątek, 23 lipca 2010
Tygodnik NIE 2007

 

 

Najdelikatniejszy w świecie kompromis między kancelariami świeckimi, chorągwiami harcerskimi, ordynariatami, nuncjaturami i rektorami kościołów zwykłych i akademickich zakładał, że krzyż spod pałacu wyprowadzi Święta Jolanta od Prezesa, następnie transportem publicznym dostarczy go do rogatek miasta, gdzie czekać będzie pielgrzymująca, mimo licznych wpływów europejskich, ku tronowi Jasnej Panienki polska młodzież akademicka.


Santa Jolanda de la Gerente
, kobieta drżąca i rozbudzona ku wieczności, najmocniej reagująca na kadzidło, rosyjski szampan z agrestu i atmosferę podejrzliwości, prędzej by powiedziała coś mądrego niż porzuciła krzyż, który z dawna był dopełnieniem jej nieskomplikowanego trwania, zaczynem nieoczekiwanych uniesień pnących się od nerwu trzewnego miednicowego ku hipokampowi, które to uniesienia, gdyby jakoś prościej dawało się osiągać, w kraju już dawno zapanowałby spokój.

Tylko Św. Jolanta mogła przemówić do strażników krzyża i wyjąć im go z rąk i tylko ona mogła we wskazanym w umowie terminie zstąpić w przedmiotowej sprawie od strony Placu Zamkowego, co zresztą uczyniwszy tak rzekła stojącym na chodniku społecznym strażnikom krzyża i zawziętym obywatelskim milicjom:
-- Chwalmy pogromcę Lizbony, co z Niemką nie szedł ręka w rękę, tygrysa z Tbilisi i lwa NFZetu,
spirytus movens IPNu i TVP1, co w trumnie włoskiej do polski, pod żydowskim zaborem, wykręcił numer i spoczął na Wawelu. Wierzcie mi, że weszłam w posiadanie wiedzy, że krzyż ten po trzykroć znieważą i wystawią na rachunek ekonomiczny, zaufajcie mi więc, a przechowam go aż prezes powróci ze świętych odmętów, w których się przejściowo znalazł. Gdy wróci, najeźdźcy ziemi polskiej pójdą precz, a wszystkie kanały telewizji na nowo będą mu powolne.
-- Abonament.

I rozstąpili się obrońcy krzyża przed Szczypińską, choć pewna oślepła od ciągłego adorowania w ciemnych kruchtach właścicielka kiosku z pasmanterią z Siemiatycz, prawie dosięgła Świętą parasolką, lecz ją w porę powściągnęli operacyjnie sprawni staruszkowie, padła więc i pękła jej miednica i czwarty krąg lędźwiowy, ale Święta Jolanta, jakby nie było siostra miłosierdzia, wykonała gwałtowny manewr chiropraktyczny zwany przekrętem czaszkowo-krzyżowym, a gdy ranna obywatelka Siemiatycz pokryła się już zimnym potem, co w medycynie naturalnej jest traktowane jako oznaka ozdrowienia, Święta Jolanta pobrała dwieście złotych i tak do niej rzekła:
-- Wstań kobieto i idź w prezesie.

Bez miednicy i kręgu lędźwiowego strażniczce krzyża jeszcze by może jakoś w życiu i interesach poszło, ale teraz, bez drugiego szyjnego, nic już nie mogła, odeszła więc w grzęzawiska smoleńskie na wieczne szczątków obcowanie.


Tymczasem z dawna emerytowani siwi milicjanci z byłych komend MO przy Rydygiera, Jezuickiej, Cyryla i Metodego, byli klawisze z dołków na Malczewskiego i Żytniej, co przybyli pod pałac kontynuować dzieło młodości innymi środkami, pospołu poruszyli podstawą krzyża z drewna sosnowego; miedziany koń Poniatowskiego dostał drzewcem w żuchwę i wypluł z pyska srebrnego rubla z 1816 roku.  Milicjanci i ubecy podali Świętej monetę, a ta wzięła ją pod język; podali jej krzyż, a ta przyjęła go na bark i ruszyła mamląc przepowiednie i proroctwa polityczne ku Placowi Bankowemu.


Stacja pierwsza: Święta Jolanta wyrzuca za okno markową torebkę Coco Chanel, którą oferuje jej Kurski; żąda głosem nieznoszącym sprzeciwu co najmniej dwóch stanowisk w radzie nadzorczej gdańskiej spółki Energa, Kurski odmawia, bo sam ma zobowiązania za leśniczówkę.


Stacja druga: Święta Jolanta biegnie w deszczu do prezesa w samych tylko
trupięgach, tekturowych pantofelkach dla nieboszczek, ale one rozpuszczają się; w nagości swojej wielokrotnie ukazuje pierś dziewiczą, ale prezes całuje jej dłonie aż do krwi.


Stacja trzecia: Święta Jolanta przełamuje blokadę strefy Gazy, osadzona w więzieniu żydowskim podpala stodołę, pomaga więźniom, dokonuje i doświadcza licznych uzdrowień z rąk arabskich, zakłada parlamentarną grupę polsko-palestyńską, cierpi z tego powodu liczne prześladowania, głównie ze strony promującej otwartość na inne punkty widzenia grupy Macierewicza. To ją cofa do roku 1979.


Stacja czwarta: Tam przebiera się za mężczyznę i rozładowuje wagon z węglem, z czego uzyskuje pieniądze na utrzymanie brata i matki. „Podczas rozmowy z kolegami macha ręką i spod czapki wypada jej blond kitka”, jej kobiecość na powrót się ujawnia w swojej chybotliwej rozciągłości, zostaje zwolniona z pracy na bocznicy, nadlatują białe jak gołębie pielęgniarki, śpiewają „Jolka, Jolka”, żądają opasek, Święta Jolanta pyta, „a co w zamian?” i każą się jej gołębie w drodze do świętości cofnąć do stacji trzeciej, ale ona jedzie dalej.


Stacja piąta: Święta Jolanta traci głowę po raz pierwszy, spotyka się z księdzem Żejmo, remontują wspólnie dach kościoła, do niczego nie dochodzi bo Święta Jolanta instynktownie obcuje wyłącznie z mężczyznami na drodze do świętości, ale ksiądz i tak traci swoją część.


Stacja szósta: Święta Jolanta napotyka Ziobrę, dokonuje pierwszego prawdziwego cudu, w wyniku którego Ziobro delikatnie się rumieni. Pozwala Ziobrze by ten wykonał jej tatuaż nad kostką u nogi. Prosi o chińskiego smoka, dostaje czerwoną różę.


Stacja siódma: Święta Jolanta napotyka Macieja Nejmana, starostę wołowskiego z PiSu, który rwie ją na trzydziesto trzy milionowe zadłużenie szpitala, w  którym spędzają razem noc; nad ranem, dla niepoznaki, przekształcają obiekt w spółkę.


Stacja ósma: Święta Jolanta może przesiąść się na samolot do Smoleńska, ale w ostatniej chwili decyduje się na pociąg. Nikomu nawet nie przychodzi do głowy, żeby by ją o cokolwiek podejrzewać; ceny przelotów samolotami rządowymi spadają poniżej zera, Ryanair pada.


Stacja dziewiąta: Święta Jolanta doprowadza do budowy lotniska międzynarodowego w Słupsku, na ceremonii otwarcia, szarfę przecina garnitur Gosiewskiego.


Stacja dziesiąta: Stokłosy.


(Fotomontaż: Tygodnik NIE, Numer: 29/2007,
http://www.nie.com.pl/art9259.htm)

06:58, balsamlomzynski
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne