Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
piątek, 27 czerwca 2014

 

 

 

 

Siostra Maria Franciszka z Ordo Sanctae Clarae Bydgosiensis, wzorem św. Katarzyny z Bolonii pracowała na furcie i w kuchni, ale pokora, mądrość i prawdomówność nie spłynęły na nią nigdy. Kiedy Ojciec Dyrektor pragnął nagrać przebieg jakiejś rozmowy, na kolację prosił do Klarysek, kiedy zaś pragnął udowodnić, że istnieją ludzie młodzi słuchający jego rozgłośni z potrzeby serca, polegał na świadectwach wiary i oglądalności fabrykowanych przez siostrę Marię Franciszkę:

"Nazywam się Romek, mam piętnaście lat. Pewnego lata pojechaliśmy z tatusiem na wakacje nad morze, poznałem tam nowego kolegę, Kazika, który zapytał mnie czy słucham Radia Maryja. Powiedziałem mu, że nawet nie wiem, co to takiego, a on zachęcił mnie, żebyśmy wspólnie kiedyś wysłuchali programu wieczornego i przy okazji spożyli skromną wieczerzę, którą z pewnością chętnie przygotuje jego mama. Program był bardzo ciekawy i kiedy wzruszony zapytałem Kazika, czy mogę przyjść następnego dnia -- zamiast tracić czas na wałęsanie się po ośrodku wczasowo-uzdrowiskowym -- mój nowy kolega rozradował się, wziął mnie za rękę i powiedział, że jest nie tylko Radio, ale i Telewizja, że są one bardzo pouczające, i że nawet można je odbierać w internecie. Pobiegłem do domu i powiedziałem tatusiowi, żeby nastawił internet i odtąd słuchamy wieczorami razem, aż stają nam w oczach łzy."

Pewnego wieczoru, fabrykowanie przerwał siostrze telefon. Maria Franciszka wysłuchała rozmówcy w milczeniu, zapytała jedynie czy gołąbki mają być podpiekane czy tylko gotowane, pożegnała się nabożnie, westchnęła do portretu fundatorki zakonu, św. Klary z Asyżu, a potem raz jeszcze przyodziała biały szkaplerz, który zasłaniał piersi; welon, za którym można było ukryć oczy; cingulum, które komplikowało odgadnięcie gdzie znajduje się talia Marii Kazimiery, oraz buty cichobiegi, jedyną część garderoby Klaryski, która nie tylko, że nie przypominała o męce pańskiej, ale umożliwiała ciche poruszanie się po korytarzach klasztoru.

Maria Franciszka nastawiła mięso na rozmrażanie i gar wody na liście kapusty. Powróciła do celi, dokonała drobnych poprawek w fałszywym świadectwie (usunęła "wczasowo-uzdrowiskowy", oraz wzmiankę, że Kazik wziął Romka za ręce, a zamiast "nawet nie wiem, co to takiego", napisała: "powiedziałem nowemu koledze, że słyszałem o tym Radiu, ale w szkole jest presja, żeby każdy słuchał przebojów bigbitowych i oglądał zdeprawowane media, więc jakoś się nie złożyło"). Wykasowała jeszcze "bigbitowe" i posłała tekst Ojcu Dyrektorowi.

Przyprawiła mięso, zawinęła w liście, rozgniotła widelcem twarożek, posiekała liście krwawnika, sprawdziła jakość dźwięku:
-- Raz, dwa, trzy, próba mikrofonu, raz, dwa, trzy, dobro piekłością, bobra płytkością, kobrę zwinnością zwyciężaj, chuj, dupa, kamieni kupa, bullshit, sowa przyjazna, laska amerykańska, raz, dwa, trzy.

Ojciec Dyrektor przysłał smsa z drogi: "Siostro Mario, internetu się nie nastawia".

Zakonnik przybył tuż przed jedenastą. Zawinął drugi podbródek pod dolną wargę, zamknął oczy i odmówił specjalną modlitwę, którą stosował przed trudnymi negocjacjami:
-- Chryste, krwią twoją osłoń mnie przed wszelkim złem, które się zewsząd czai.
-- Odrobinę wina, na trawienie?
-- Jakie tam ono na trawienie, siostro kochana, jeśli będę bodaj o kapinkę w gorszej formie, niż on, zje mnie jak pieczonego gołąbka. Zawsze chciałem zapytać o to przysłowie o pieczonych gołąbkach i gąbce, o co w nim właściwie chodzi?
-- Chodzi o gębę, nie o gąbkę, tyle że zdrobniale.
-- Boże, jakie głupie to przysłowie. Może trochę tego wina jednak, tyle co kot napłakał. Też jakoś głupio, taki spięty jestem dzisiaj, w końcu to tylko przebiegły pokurcz i śliski kombinator, a nie jakaś postać wielka. A co będzie poza gołąbkami, siostrzyczko kochana?
-- Wczorajszy schabik z grilla, w miodzie, twarożek z młodymi liśćmi krwawnika, do picia wino i napar z huby z brzozy, na wątrobę.
-- Ja schabiku to może nie będę, jak on wczorajszy.

Prezes przyjechał piętnaście po jedenastej. Na dziedzińcu powitała go Malwina, sędziwa i niedowidząca niewiasta lat dziewięćdziesięciu. Gość rozglądał się znacząco, jakby spodziewał się, że witać będzie go ktoś znaczniejszy.
-- Szczęść Boże, witamy prezesa, czym chata bogata, siostra Maria przygotowała gołąbki z mieloną wołowiną.
-- Spieszmy więc do środka, jak to się słusznie mawia, same do gąbki nie wpadną.

Prezes i zakonnik przywitali się dosyć sztywno i równie sztywno zasiedli:
-- Panie prezesie, ja zawsze odmawiam modlitwę dziękczynną przed posiłkiem.
-- Ależ ja też, Bóg pełni w moim życiu taką ważną rolę, że czasem jak zacznę się modlić, to zapominam zjeść, a tu schab z grilla, twarożek z krwawnikiem i gołąbki.
-- A skąd pan wie, przecież siostra mówiła tylko o gołąbkach?
-- A skąd pan wie, że nie mówiła o twarożku i schabie, Ojcze Dyrektorze?
-- Mniejsza o to, co kto powiedział, a co się komu tylko wydawało. Ważne, że obaj mamy ten sam problem: ja też czasem całymi dnaimi nie jem i nie piję z powodu modlitw przed posiłkami. Zróbmy tak: poprosimy siostry, żeby nas powstrzymały, gdybyśmy się za bardzo rozpędzili. Siostro Malwino, siostro Mario, niech nas ktoś powstrzyma. Pobłogosław Panie Boże wszystkie dary, które będziemy spożywali z Twojej świętej szczodrobliwości, przez Chrystusa Pana naszego.
-- Drogi Panie Jezu, siądź przy stole z nami, jak kiedyś siadałeś ze swymi uczniami. Pobłogosław nas i te wszystkie dary, za które podziękowania Tobie składamy. Niech wszyscy głodni znajdą pożywienie, a ci, co odeszli, osiągną zbawienie. Amen.
-- Boże dzięki Ci składamy za to co spożywać mamy Ty nas żywić nie przestajesz pobłogosław co nam dajesz. Amen.

W istocie, mężowie modlili się zapamiętale, wniesiono twarożek, ale nim się za niego zabrali, zaczął żółknąć, schab podszedł niebezpieczną sinością, bez końca podgrzewane gołąbki owijały się wokół farszu ciasno i żylaście. Siostra Malwina delikatnie potrząsnęła ramieniem Ojca Dyrektora.
-- Ojcze, modlicie się już od trzech godzin, pora jeść.
Prezes uniósł nieprzytomne od rozmodlenia oczy:
-- Problem tylko taki, Ojcze Dyrektorze, że dla mnie Bóg i Ojczyzna to jedno, nie mogę nie pomodlić się za ojczyznę.
-- To może zaśpiewamy, Boże coś Polskę.
-- Tyle, że jak ja zacznę to śpiewać, na ogół bezwiednie tworzę kolejne zwrotki. Trzeba będzie znowu siostry poprosić.
-- Nie mogę stanąć na drodze szczerej ekspresji patriotyzmu:

Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały, 
Coś ją osłaniał tarczą swej opieki 
Od nieszczęść, które przygnębić ją miały!

Rzeczywiście, po odśpiewaniu, z heroicznym vibrato w refrenie, pięciu zwrotek, prezes zaimprowizował szóstą:

Wróć naszej Polsce stocznie i cukrownie,
Powiększ dopłaty oraz kwoty mleczne, 
Niechaj lud Boży rozmnaża się grzecznie. 
Niechaj przestanę śpiewać niedorzecznie.

Ponieważ za oknem dniało, siostra Maria Kazimiera, blada  jak ściana od podsłuchiwania śpiewu prezesa, zakrzyknęła dość głośno ze stanowiska gdzie umieszczony był sprzęt monitorujący jadalnię:
-- Na Bóg miły, zacznijcie już jeść.

Ojciec Dyrektor zaprotestował jednak łagodnie:
-- Czym modlitwa do Boga i za ojczyznę, jeśli nie ma powołań?
O Jezu, Boski pasterzu, który powołałeś apostołów, aby ich uczynić rybkami dusz, pociągnij ku sobie gorące i szlachetne umysły młodych ludzi i uczyń ich swoimi sługami.

Trzy dni później, pod budynek klasztoru zajechała pomoc medyczna wspomóc wycieńczonych mężów, którzy modlili się zapominając o ciele. Ratownik medyczny, Łukasz Tyrkiel, podał Ojcu Dyrektorowi wodę z glukozą, tyle, co kot napłakał:
-- Tak będzie bezpieczniej, jest ojciec wycieńczony modlitwą.
Rydzyk odsunął zółtawą rurkę słabnącą dłonią:
-- Najpierw ratujcie prezesa, mojego bliźniego.

23:42, balsamlomzynski
Link Komentarze (17) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne