Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
wtorek, 19 czerwca 2012

Jacek Ostrowski

 

Seryjny samobójca z krótkiej listy Jarosława Kaczyńskiego zaczynał dzień jako szyfrant Zielonka, a kończył jako socjologiczna wiedźma. W odróżnieniu od morderców płatnych i seryjnych, samobójca ów niczego nie robił dla zysku, ani z chorobliwych skłonności, ale dlatego, że posiadał wiedzę o Trzeciej Rzeczpospolitej.  Rzeczpospolita tego rodzaju jest czwartym wymiarem rzeczywistości, nie zaś rzeczywistością samą, toteż samobójca nie wiedział nic, poza tym, że coś posiada, i to właśnie stanowiło owo za dużo, które sprawiało, że od czasu od czasu pociągał za spust.

 -- No nie mogę inaczej. Jedni piją, drudzy strzelają systematycznie, ale w sumie nigdy nie jest to samobójstwo. Mam po prostu nadzieję, że z każdą kolejną odstrzeloną głową, pomniejszam jakoś wiedzę, w której posiadanie wszedłem, i która ciąży mi tym bardziej im szybciej spada jej znaczenie.

Najgorsze w życiu seryjnego samobójcy są przebłyski optymizmu, toteż wespół z szyfrantem Zielonką i socjologiczną wiedźmą, zaczął bywać w telewizji Trwam, gdzie smutek graniczy z szaleństwem. Ale potem znowu przyszły czasy  lepsze dla rzeczywistosci, gorsze dla czwartego wymiaru i dla piątej kolumny czarnej rozpaczy.  Na godzinę przed meczem z Czechami, samobójcę dopadły wątpliwości, czy nie dał się nadto wciągnąć w optymizm właściwy wszelkiej prawdziwej rzeczywistości.

To dlatego w garażu wielorodzinnego domu na Mokotowie dobył broń palną.  Zaglądając w lufę dryfował jeszcze w kierunku zamachu pod Smoleńskiem, co na ogół wprawiało go w stan błogiego przygnębienia. Poczuł jednak pewność, że wyjdziemy z grupy, i zgodnie z podszeptami czwartego wymiaru strzelił, a wiedza przestała mu ciążyć.

Morał tej historii jest następujący: jeśli się boisz nadmiaru optymizmu, poczekaj do drugiej połowy.

 

21:04, balsamlomzynski
Link Komentarze (136) »
niedziela, 03 czerwca 2012


Image courtesy of the Moravian Archives, Bethlehem, PA, <www.moravianarchives.org >.



Wraz ze wzrostem znaczenia Polski na arenie międzynarodowej, rosła pozycja Waszczykowskiego, który był Polakiem. Administracja Obamy zmagała się z szeregiem epokowych zagadnień, w tym z problemem końca świata, początku światowej waluty chińskiej Renminbi (人民币), kolejnym zmierzchem Cesarstwa Rzymskiego z wyuzdanych rąk helleńskich czy też andaluzyjskich, spiskiem kamerdynerów papieskich, a najbardziej z zagadką początku ery post-Anatinus, której natury i kształtu nie sposób sobie było w ogóle wystawić tak jak nie sposób wyobrazić sobie niezakłóconej przejezdności Krakowskiego Przedmieścia przez okrągły miesiąc.

Waszczykowski miał wszystko to, z czego słynęła rasa białego człowieka: bujną, siwą grzywę jak u niejednego konia, nienawiść do przyszłości, zapiekłą wersję przeszłości, otępienie, wtórność i głęboki filoanatyzm, czyli miłość do prezesa w trybie ściśle narodowym, od której prezes pozostawał zwszedziewicą, co osiąga się przez nadymanie okolic przyczaszkowych i gwałtowne usztywnienie zaocznych. Albowiem mawiał Waszczykowski:
-- Veritas dulcis, sed anas ad succosum.
Co znaczy: prawda jest słodka, ale to kaczka jest soczysta

Rzecz w tym, że Waszczykowski poprawnie zdiagnozował intencje administracji amerykańskiej w sprawie obozów śmierci: w istocie chodziło o wyborców amerykańskich pochodzenia niemieckiego

Administracja amerykańska pominęła w swojej prostocie okoliczność zasadniczą: jeśli poinformuje mniejszość niemiecką o swoim zainteresowaniu, Waszczykowski też się dowie.

Herman Zeisberger, właściciel Essen Haus w południowym Wisconsin, potomek misjonarza chrześcijańskiego pośród plemion indiańskich, dzięki któremu do dzisiaj niektórzy Irokezi mówią “Gesundheit”, kiedy naprawdę chcą powiedzieć: “Wypierdalać”, poczuł się po przemówieniu pewniej. Nigdy nie krył, że ma szesnaście gatunków piwa kuflowego, dwieście importowanego, Gemutlichkeit,a w głośnikach złowieszcze umpa-umpa. Po przemówieniu Obamy, Zeisberger nabrał przekonania, że umpy-umpy może i powinno być więcej.

A było dokładnie odwrotnie: administracja amerykańska, podobnie jak cały kontynent, w tym mniejszość niemiecka,  nade wszystko pragnęła nie tylko pomniejszenia, ale eksterminacji tej straszliwej muzyki.  Pojąwszy rozmiar nieporozumienia, w panice posłano do Warszawy bezzałogowy dron MQ-1 dla śledzenia i, jeśli zajdzie taka konieczność, anihiliacji Waszczykowskiego, którego rola, jak nadmieniono na wstępie, rosła.

Urządzenie wsunęło mackę przez okno kuchenne i namierzyło Waszczykowskiego, a Waszczykowski, ujrzawszy mackę, zamierzył się na urządzenie duchowo, w trybie walecznej dyplomacji pisowskiej, nie od razu rozumiejąc bezzałogowść drona:
-- Nie zabijajcie mnie!
-- Przez ciebie, durniu, Zeisberger gra “Die 3 lustigen Moosacher.”
-- Nie chodziło o Zeisbergera tylko o Zygielbojma.
-- Jeśli o takich wyborców niemieckiego pochodzenia wam chodziło, Waszczykowski,  dlaczegoście od razu nie powiedzieli?
-- Ależ wy jesteście tępi. Tego nie mówi się wprost. Ktoś mógłby zrozumieć. Chcę rozmawiać z dowódcą jednostki.
-- Jestem jednostką bezzałogową.
-- No to Gesundheit. 


23:06, balsamlomzynski
Link Komentarze (207) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne