Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
sobota, 18 czerwca 2011

 

Idąc śladem wrogów, prezes gwałtownie zapragnął otworzyć się na lewo i na prawo, zyskać nowe rzesze zwolenników i umocnić ducha w zasmuconych jak perony Dworca Wschodniego szeregach partyjnych. Długo błąkał się pośród zbiorów zapomnianych romantyków, drugorzędnych pozytywistów i wierszy Herberta, którego cenił wyłącznie z powodu jego osobliwej niechęci do Michnika. Darmo jednak szukał dogodnej metaforyki i właściwych postaci, na które Prawo i Sprawiedliwość mogłoby się otworzyć, trafiał bowiem na treści wyłącznie pornograficzne. A zatem, wertując pisma Ignacego Kraszewskiego zadrżał przy słowach następujących: Miłość uczciwa jest jak smarowidło w wozie, jużcić i bez niego jechać można, ale lżej z nim i nie skrzypi. Kartkując Herberta, zapłakał ujrzawszy co następuje:

 

to co po nas zostanie
będzie jak płacz kochanków
w małym brudnym hotelu
kiedy świtają tapety.

 

Nic więc dziwnego, że w zakresie otwierania się, padło na Ziobrę:

-- Czy otwieraliście się już może, Ziobro, na waszą żonę?

-- Tylko w takim zakresie, prezesie, i w takim trybie, w jakim ona otwierała się na mnie.

-- Nie pytam jaki to tryb, bo nie chcę wnikać w szczegóły waszego partyjnego życia, ale przyznam, że sam pragnę się na kogoś otworzyć. Czy nie wydaje się to wam nieco obrzydliwe?

-- Polecam Kempę, prezesie, Kielce zmieniły ją nie do poznania. To teraz czysty żywioł.

-- Wykluczone. Za mało się z Kempą różnimy. Byłby to w istocie związek dokładnie taki, jaki zdaniem Gowina powoduje napływ do naszego kraju żywiołu muzułmańskiego.

-- Otwórzmy się więc na ten żywioł.

-- Jeszcze go tu nie ma. Widzę, Ziobro, że nie do końca rozumiecie myśl Gowina. Ale sugestia wasza podoba mi się, dowodzi swobody myśli panującej w waszej obszernej głowie.

-- Tapety, prezesie, świtają też w brudnym hotelu.

-- Świt w poezji Herberta wydaje się nieco przerażający. Powiedzcie szczerze, nie budzicie się czasem z poczuciem, że Smoleńska w ogóle nie było, że był tylko oszalały od niepowodzeń i pecha marniuteńki satrapa, nade wszystko bojący się śmieszności i pragnący przynajmniej wylądować punktualnie?

-- Jużcić i bez niego jechać można, ale lżej z nim i nie skrzypi.

 

Wypowiedziawszy te dwuznaczne słowa Ziobro zamknął się w sobie i ze spoconym obliczem oddalił do pilnych partyjnych spraw, z których większość zahaczała o metafizykę, okultystykę i drobne podłości. Prezes wrócił tymczasem do punktu wyjścia swoich rozważań, ponownie je przez to wszczynając, z czego natychmiast wyłonił się ktoś, na kogo partia otwarła się w sposób naturalny:

-- A może byście tak, Kaczyński, do nas przystąpili?

-- Chętnie, nie przeszkadza mi ani panująca u was lewizna, ani wasza prawiczność.

-- A nie boicie się, co wyniknie z gwałtownego otwarcia się partii na samą siebie?

-- O ile rozumiem myśl Gowina, żywioł muzułmański pozostanie tam gdzie jest obecnie, ale Kempa zapewne nadciągnie z Kielc.

 


 

 

 

 

03:25, balsamlomzynski
Link Komentarze (15) »
wtorek, 07 czerwca 2011

Kiedy nad miasto nadciągnęła czarna, pionowa chmura, wywołując nieogarnialną żadnym radarem burzę, poseł europejski Kowal dopił resztkę kawy, zaciągnął suwak teczki, którą nosił wyłącznie z przyzwyczajenia, wezwał przez telefon kierowcę, starannie zamknął okno i ruszył do prezesa.

Burza zrywała ekrany dźwiękochłonne oddzielające drogi w miarę szybkiego ruchu od stosunkowo przestronnych domostw, fruwały poszycia dachów wiat niegdysiejszych ogródków działkowych, na które czaili się hiszpańscy deweloperzy i podejrzewani o ubeckość emeryci. Dojechawszy na miejsce, poseł zastał nieopodal wrót staruszkę, którą wziął za wiceprezes Szydło, zakopującą fioletowe już zwłoki Bielana:

-- Zaraz ci otworzę, młody człowieku, a ten sam się o to prosił, eunuch jeden.

-- A prezes w domu?

-- W domu, na górze siedzi przy herbatce z sokiem z czarnego bzu, ceruje skarpety, ale trzeba udawać, że tego się nie widzi.

 

Staruszka otarła dłonie w fartuch roboczy i przydreptała do zardzewiałej, skrzypiącej bramy. Otworzywszy, przepuściła Kowala przodem, a ten pobiegł truchtem przez trawnik do sieni, bojąc się mieć etnografkę-domorosłą ekonomistkę tuż za plecami. Za progiem poseł europejski natychmiast przystąpił do zdejmowania włoskich pantofli za czterysta pięćdziesiąt euro, pamiętając, że prezes jest osobnikiem konserwatywnym, szanującym wysiłek kobiet przy sprzątaniu podłóg.

 -- Parasol zostawić na zewnątrz, butów zdejmować nie ma potrzeby, a jak prezes zaproponuje herbatę, radzę wypić.

 

Kowal wspiął się po schodach pachnących niedawną śmiercią szubrawca, koprem i stopą białego człowieka. Zapukał cichutko, ale ostatnie uderzenie pozwolił sobie przeciągnąć. Kiedy wydało mu się, że słyszy zaproszenie, nacisnął obluzowaną klamkę, otworzył drzwi i wszedł do ciasnego pomieszczenia.

-- Butów nie zdjęliście, Kowal, skarpety macie dziurawe? Dawać, od razu się zaceruje, zanim cała pięta wylezie.

-- Ale skądże, prezesie, proszę ze mnie nie drwić.

-- Uważacie, że drwię?

-- Tego oczywiście nie uważam, ale powiedzieć prawdę dziura jest niewielka i na dużym palcu. Ponadto, ta miła staruszka prosiła mnie, żeby nie zdejmować butów. Co jak co, ale sama przecież sobie tego nie wymyśliła.

-- Ta miła staruszka to jest Dorn.

-- Ach tak.  Za to Bielana poznałem od razu, choć było widać wyłącznie pięty.

-- Powiem wam Kowal w tajemnicy, że Dorn pewnie uważa, ze wasz parasol jest cenniejszy niż wasze buty. On wam ten parasol podprowadzi, bo wie, że ani piśniecie.

-- Ależ ja nawet nie jestem pewien czy w ogóle miałem parasol.

-- No więc właśnie. Siadajcie, pogadamy. Herbatki?

-- Naturalnie, ale proszę bez czarnego bzu.

-- To jest wasza autonomiczna decyzja, Kowal. Jeśli chcecie bez cukru, walcie prosto z mostu, da się gorzkiej.

 

 

07:47, balsamlomzynski
Link Komentarze (10) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne