Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
poniedziałek, 25 maja 2015

 

Kalwaria Zebrzydowska

 

 

Wystygła kawa i opustoszała patelnia, ucichli biskupi, ustabilizowały się krzesła odstawione przez bojówki.
Najdłużej cichły upiory. Inwalidka najwyższej kategorii z wózka przesiadała się na czarny motor i jako nocny wilk pędziła na północny wschód, za nic mając Szczecin, którego nawet nie znała. Tak zwany młody człowiek pisowski, w istocie dziadek Brudzińskiego, mknął tuż nad powierzchnią wód by ostrzec swoją od trzech lat nieistniejącą siostrę by niczego przypadkiem nie zmieniała.  

Jedynie Duch, zwany Tfuj mitrężył po zstąpieniu i mieszał szyki w zastępach przegranych.  

To dzięki niemu przemówień Dudy nigdy nie zakłócił autokar pełen krajowych przewodników turystycznych:  
-- Nasi klienci bywają w Granadzie i na Costa Brava, jeden ma działkę w Postiano, inny trzyma jacht w norweskim fiordzie, gdzie pan poleca byśmy ich po naszym kraju oprowadzali?  
Gdyby nie Tfuj, Duda powiedziałby:  
-- To nie jest kraj skalistych wybrzeży i starożytnych grodów, to kraj mistyków i ezoteryki. Oprowadźcie ich po Tesco na Targówku w sobotnie popołudnie.  
-- Dlaczego właśnie tam, panie pośle?  
-- Nikt nie wie dlaczego robić zakupy właśnie tam.  
To dzięki Duchowi Tfuj nie zastała Dudy grupa naukowców, ale to nie ma większego znaczenia, ponieważ z powodu odpływu mózgów za granicę, grupa nie byłaby w stanie sformułować żadnego podchwytliwego pytania:  
--Kiedy będzie więcej pieniędzy, niż jest teraz?  
Jedynym zagadnieniem, w przedmiocie którego Duch Tfuj nie posiadał wiedzy to było zagadnienie Trójcy. Kiedy więc Duda odwiedzał w trybie dziękczynnym tereny pielgrzymkowe i pasyjne, gdzie ludność w różnym wieku rozważała mękę pańską, a także ją odczuwała, do elekta podszedł pan z krzyżem:  
-- Czuje się kobietą i chciałem zmienić płeć, ale mówią mi, że to niemiłe Bogu, rzecz w tym, że ja jestem Bogiem, chyba wezmę i w diabły stąd wyjadę.
-- Nie głupio wam, że najpierw kreujecie człowieka na własne podobieństwo, a potem sami nie macie pewności kim właściwie jesteście?

 
21:57, balsamlomzynski
Link Komentarze (14) »
środa, 13 maja 2015

 

Gazeta Wyborcza: Siostra Bernadetta

 

 

Siostra Bernadetta, odwieczna przeorysza, siała popłoch w sercach wiernych nie od dzisiaj. Pod jej wzrokiem wiądły trawy, nikły szepty, krzepły stawy, a zmaltretowani wychowankowie klasztornej szkoły zyskiwali przeświadczenie, że Bóg istnieje rzeczywiście i przypomina klawisza. 
Kiedy przeorysza zaczęła spotykać się ukradkiem z instruktorem jazdy z zabrzańskiego ośrodka szkolenia kierowców "Davanti", wiadomo było, że nic dobrego to nikomu nie da.   
Bernadetta, zazwyczaj rydzykoidalna hoserzyca, złagodniała, częściej jadła śledzie i ogórki, o poranku wyzbywała się resztek żołądkowej treści, wieczorami zaś, zamiast do naszego Pana, modliła się wyłącznie do świętej Joanny Beretto.   
Nie trwało to długo. Instruktor jazdy, pan Robert, emerytowany pracownik służb mundurowych, znaleziony został w mundurze, nadziany na rower damkę bez siodełka, z pętlą na szyi, we własnym garażu, z którego zniknął suv marki Toyota 4Runner.  
Ciąża siostry Bernadetty była już wtedy monstrualna, a półciężarówka jedynym rozwiązaniem. Nie wiadomo było jaki plan przyświecał nadętej boromeuszce, ale wiadomo było, że jedzie do Warszawy, ma dwa tysiące, choć potrzeba trzech, i że prowadzić nie umie.  
Od Bednarskiej przedarła się na Krakowskie Przedmieście, wzmocnione siły policyjne pozostawały bezczynne, bo zza kierownicy upiornego suva patrzyła na nich zakonnica w monstrualnej ciąży, z mrokiem średniowiecza w oku.   
Rozległ się tępy huk zderzenia blachy z ciałem człowieka, jęki bólu i złowieszcze okrzyki:  
-- Na pasach, przejechała go na pasach!  
Komorowski leżał w szoku na betonie, patrzył, dość przytomnie, w stosunkowo błękitne niebo, po którym zataczały krzywe kręgi wystraszone zamieszaniem gołębie.  
Jak się potem okazało, ciało boromeuszki przesunęło się i poduszka powietrzna otworzyła się nadaremno, deska rozdzielcza przycisnęła zakonnicę do oparcia, a drążek skrzyni biegów spenetrował jej zasoby jak "Davanti". Z wnętrza szpetnej hoserzycy wyskoczył młody, w pełni ukształtowany młody człowiek, niby normalny, ale zawzięty, osobliwie przylizany, ni to Hoffman, ni to Mastalerek, urodziwy, acz spleśniały, uważny, ale szczujny, od urodzenia bardziej gotów do poświęceń, niż do czegokolwiek innego:  
-- Panie prezydencie, siostra ma dwa tysiące, co ma zrobić?
-- Niech weźmie pożyczkę i zmieni pracę.  


21:40, balsamlomzynski
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne