Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
niedziela, 15 maja 2011


Adam Bielan został wezwany do żoliborskiej wilii prezesa we wczesnych godzinach popołudniowych, kiedy twórca teorii nowego patriotyzmu gospodarczego spożywał, wzorem przodków, drugie danie. Powiedziano Bielanowi na wstępie, że nie powinien robić sobie żadnych nadziei, przerywać, ale przede wszystkim, powinien wystrzegać się mówienia „smacznego”:

-- To nie są rzeczy smaczne, a prezes nie jada dla przyjemności, tylko za nas.

Niegdysiejszego zdrajcę wpuszczono po trzecim dzwonku. Otworzyła mu staruszka przebrana historyczno-regionalnie, za poczciwą babcię z lat siedemdziesiątych, osobę uczciwą, wdowę na rencie rolnej, radą z dostępu do bieżącej wody, bliskości kościoła, uprzejmie oszołomioną rzekomą intensywnością ruchu ulicznego na Placu Wilsona. Element regionalny wyrażał się za pomocą obuwia, którego na stopach staruszki nie było:

-- Lubię z wieczora umyć nogi, a jak chodzę w butach, potrzeba jakoś nie zachodzi.

 Na widok stóp staruszki, powierzchownie zeuropeizowany Bielan wydął policzki, które i bez tego przypominały niklowane cysterny z ciekłym azotem. Ruszył śladem babci, która wydzielała zapach ubiegłorocznych zbóż, zasmażki i wieczności.

-- Prezes je drugie. Nie rób sobie żadnej nadziei, młody człowieku, nie przerywaj i nade wszystko, nie mów "smacznego".

-- Wiem, prezes nie je dla przyjemności.

-- Prezes nie wierzy zdrajcom, syneczku, rozsierdzi się, zakrztusi, może być z tego kolejny narodowy dramat. Gdyby coś mu się, nie daj bóg, stało, to martwy przecież pod pałac nie będzie latał. Dopiero by się zaczęła nagonka.

Dysząc i pocąc się, Bielan wspiął się po schodach.  Zanim popełnił zdradę, pulchniutki europoseł odchudzał się intensywnie, pragnął bowiem zacząć nowe życie, porzucić mrzonki wszechpolskie na rzecz wolności i frywolnych uciech, ale z uciech jakoś nic nie wyszło, wolność nie była ani w połowie tak zabawna jak zniewolenie, słowem, życie bez prezesa kosztowało europosła więcej niż sądził. Wszystko się w Bielanie załamało, zwiędło i ponownie otłuszczyło.

Pozwolono mu wejść po trzecim pukaniu, które przeprowadził w postawie pełnej szacunku i w sposób pozbawiony jakiejkolwiek natarczywości. Prezes w istocie jadł drugie, sztukę mięsa w sosie barwy listopadowego poranka, z uformowanymi w płaskowyż kartofelkami, z jeziorkiem brunatnego tłuszczu, z delikatną jak awitaminoza szczyptą koperku. Surówkę podano już jednak w trybie post-komunistycznym, na oddzielnej miseczce.


-- Czy wiecie czego wam nie wolno, Bielan?

-- Wiem. Ta uprzejma staruszka wszystko mi wyjaśniła.

-- Rozmawialiście już zatem z wiceprezes Szydło? Czy ciągle jeszcze powątpiewacie, że poległa cała elita?

-- Najważniejsze, że pan żyje, prezesie. 

-- Słyszałem, że zanim zdradziliście, pośle Bielan, jadaliście wyłącznie frutti di mare.

-- Chciałem schudnąć.

-- Czy wiecie co to jest dyktat mocy, pośle?

-- Czy mogę odpowiedzieć pytaniem na pytanie?

-- To jest pozbawianie mnie władzy tylko dlatego, żebym jej nie sprawował. Staniszkis to dla mnie wymyśliła. Pytajcie, jeśli musicie.

-- Czy to są buraczki, prezesie, nie wiedziałem, że ciągle się je praktykuje.

-- Widzicie co się z wami porobiło? To sałatka z czerwonej kapusty. Czy wy w ogóle wiecie skąd ja czerpię siłę?

-- Z głębi tego tysiąclecia, ze społecznej nauki kościoła, z całokształtu męczeństwa?

-- Z tradycji inteligenckiego ubóstwa. Ze stołówek pracowniczych. Z naszego patriotycznego chłopięctwa. Czy wiesz jak powstaje mielony, Bielan?

-- Mielona wołowina, sól i pieprz?

--A czerstwa bułka rozmiękczona w mleku?

-- Proszę nie mówić takich rzeczy.

-- Widzę, Bielan, że rzygacie.

-- Niech mnie pan nie gani, prezesie, będę jeść i mielone. Z ogóreczkiem jakoś pójdzie.

-- Człowiek, który o tym pamięta nie jest stracony. Jesienią może was ponownie przyjmiemy. Z ogóreczkiem w istocie idzie absolutnie wszystko.

-- Nadmienię jednakowoż, że wprawdzie z ogóreczkiem idzie wszystko, to jednak ogóreczek nie za wszystkim podąża.

-- Cóż to macie na myśli, Bielan?

-- Bigos, bigos z ogóreczkiem nie idzie w najmniejszym stopniu.

-- Nie mówcie takich rzeczy.

-- Widzę, że pan rzyga, prezesie, czy powiedziałem smacznego?

-- Nie, Bielan, wręcz przeciwnie.

-- Nie chciałbym panu przerywać, prezesie, ale odnoszę wrażenie, że przestał pan już zwracać, uważam, że ja poniekąd też, a jednak słyszę odgłosy sugerujące coś wręcz przeciwnego.

-- To wiceprezes Szydło czyta nasz nowy program gospodarczy.

-- Podchodzi do programu z ogóreczkiem?

-- Usiłuje go zrozumieć.

 

 

 

09:22, balsamlomzynski
Link Komentarze (34) »
wtorek, 03 maja 2011

Osama Bin Laden nie załatwił wszystkich pilnych spraw, płynął prawie sam, pobliże dna morskiego osiągnął trzy dni po zanurzeniu, a kiedy zapadły charakterystyczne dla prawdziwych głębin ciemności, były Saudyjczyk i niegdysiejszy budowlaniec przypomniał sobie, że zapomniał komórki i Koranu. Wykonał gwałtowne ruchy żabką arabską, która od naszej różni się turbanem i tym, że nie wolno jej się trudnić sprzedażą detaliczną w piątki. Zamiaru powrotu na powierzchnię nie zdołał jednak zrealizować bo ryba o trzech głowach, z których jedną zajmowali Amerykanie, a drugą sprzęt, przypomniała mu, że na dnie morskim, podobnie jak w islamskim raju, do którego idą męczennicy, nie ma sygnału. Amerykanie dodali ze swej strony, że komórki Osama nigdy nie miał, wyłączywszy telefon satelitarny wielkości podróżnego kufra, którym dzielny Mujahedin zabił w latach osiemdziesiątych sowieckiego oficera, lejtnanta Witalija Kotnikowa, gdy ten, kierując forpocztą płetwonurków w Dolinie Pięciu Lwów, wynurzył nierozważnie głowę z wartkiego nurtu Khyber Khwar.

 Dna morskie, podobnie jak pustynie, dysponują obszarami gdzie wędrowcy mogą odetchnąć od tego, czego w nadmiarze doświadczali podczas dotychczasowej wędrówki. Osama zasiadł więc w miejscu suchym, przypominającym nieco Klewki, w snopie ostrego światła i natychmiast przypomniał sobie mnóstwo szczegółów, także to, że wyjaśniono mu jedynie kwestię komórki, ale nie brak Koranu. Dla ryby o trzech głowach nadszedł właśnie czas wykonywania wmyków, pompek i przysiadów, terrorysta zwrócił się więc do energicznego żółwia, któremu z czoła wystawały dwie anteny:

-- Wiem, że nie mogę mieć komórki, ale czy nie wolno mi czytać Świętej Księgi Proroka?

-- Po co Koran w raju? Będzie tu więcej męczenników takich jak ty, z nimi porozmawiasz o bogu i polityce.

-- Żółwiu morski, morświnie, kimkolwiek jesteś poruczniku Rodriguez, spraw by nie przysyłano na dno morskie Rydzyka.

-- Będziesz musiał polubić podobnych tobie Chrześcijan i najpilniejszych w wierze Żydów, pokochać wszystkie gatunki ryb morskich, w tym głębinowe węże, które  włażą absolutnie wszędzie i potworne, płaskie ryby o parszywych brodawkach, z których strzyka gęsta żółć.

-- Powiedz głębinowym wężom, że chętnie się z nimi zobaczę. Potwornym płaskim rybom też powiedz, że będę zaszczycony, z brodawkami czy bez, przysyłajcie, kim ja w końcu jestem by kogo osądzać po wyglądzie.

22:43, balsamlomzynski
Link Komentarze (17) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne