Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2016

 

 

 Fot.: Tomasz Radzik 

 

Rekonstrukcja rządu przyszła kiedy ostatni rejting upadł do poziomu "terrain ahead". Domniemany naczelnik obu pałaców, Pułpidski, staruszek horrendalnie szarmancki, osobiście zajrzał do Pasztetowej w Kaperemie, dłoń ucałował przez próg, aż zatrzeszczało: 

-- Pani zwija klamoty, Maliniak przyleci jeszcze przed piątą mnie zaprzysiąc. 

Nie będziemy tu wnikać w opisy psychologicznie prawdopodobnych reakcji Pasztetowej, że oczy, że pobladła, że z niedowierzaniem, czasy literatury tego typu skończyły się bezpowrotnie, i bardzo dobrze.   Zaznaczamy zatem tylko, że wstała z fotela, obciągnęła spódnicę, sięgnęła po torebkę: 

-- Panie naczelniku, ale przecież bardzo dobrze idzie, rozdajemy po pięćset, jak nadejdzie nowy miesiąc bieżący, zacznie się wydawać mieszkania, pan Zbyszek zamknie internety, resztę koni się dobije, węgiel z hałd do gazoportu, w puszczy będzie w pustyni, mamy rozległe plany, podobno są jeszcze pieniądze, jak nie będzie, to się przegłosuje, że są, na co to panu, wszyscy wiedzą, że pan, panie naczelniku, rządzi, a ja tu tylko pracuję. 

-- Naród i historia wymagają, żebym osobiście wziął odpowiedzialność. 

-- Suwerenem pan się, panie naczelniku, nie powinien przejmować, suweren istnieje tylko teoretycznie, a historia była już tragedią, była groteską,  trzeci raz będzie turecka telenowela, po co to panu, na poważnie się pytam. 

-- No to posłuchajcie. Wyobraźcie sobie, Szydło, że za cholerę nie możecie się odlać. 

-- No, wyobrażam, żadna sztuka. 

-- Mam na myśli, absolutnie, ani rano, ani piretamid, ani lekarz, ani czekasz, nigdy. Co wtedy robicie? 

-- Parzę suszone liście brzozy? 

-- Skądże, szukacie dróg alternatywnych, sublimujecie. 

-- Ale jakie są tu drogi alternatywne? 

-- Wszystko wam, Szydło, trzeba dosłownie wykładać? 

-- Lepiej nie. A ministrów z mojej biało-czerwonej drużyny mam odwołać? 

-- Powiem wam tak: harpagany zostają, picipasy zabierajcie. 

-- Znaczy Waszczykowski zostaje? 

-- Waszczykowski to czysty picipas. 

-- Znaczy zostają tylko Maciora i pan Zbyszek? 

-- Przede wszystkim zostaje pani Beata. 

-- To Beatka jest harpagan? A to ja tego nie wiedziałam. 

-- Wszystko wam trzeba dosłownie wykładać, pani Beatka jest i harpagan, i picipas, do tego śmierdzi Tadziem.

-- Pański picipas, panie naczelniku, z całą pewnością jest jak, nie przymierzając, pański harpagan, proszę wybaczyć mnie głupiej to pytanie, ale jak ja się plasuję w tej klasyfikacji?

-- Się nie plasujecie, harpagan z was, Szydło, żaden, widywałem karpie z większym pierdolcem, niż u was, a i picipas macie zerowy, mówicie głupio i nachalnie, ale zupełnie jednoznacznie.

-- Tadziem, rozumiem, też nie śmierdzę.

-- Trochę śmierdzicie, w końcu bywacie w Toruniu, nie przesadzajcie z tą skromnością.

00:35, balsamlomzynski
Link Komentarze (23) »
czwartek, 21 kwietnia 2016

 

 

Jepanczewa bardzo bolały opowieści, że może być zależny od Kinatajewa. Jego otoczenie wyjątkowo to przeżywało.  Dlatego hrabia Bieztzukin, i bez tego strukturalnie zawiedziony i smutny obywatel, postanowił nieformalnie pofatygować się do centrali Kitanajewa przy ulicy Nowomiestnej.

Formalnie nieformalnie, Bieztzukin przywołał limuzynę, BMV z serii 7 high security, z kierowcą, chociaż na Nowomiestną na piechotę doszedłby w dziesięć minut, a samochodem potrwać mogło i godzinę.
Hrabia Bieztzukin nosił lekko przyciemniane okulary, pogodne ulice płynęły w odbiciach w kierunku nie całkiem zgodnym z kierunkiem ruchu, przyciemniane szyby chroniły hrabiego przed publicznością, ale i tak, ilekroć samochód zatrzymywał się na światłach lub w korku, w najbliższym otoczeniu robiło się jakoś duszniej.
Pech chciał, że akurat w momencie przyjazdu Bieztzukina w budynku przewozili windą jakieś meble i hrabia musiał się wspiąć po schodach. Naturalnie zrobiło mu się gorąco i cały wystrój hrabiego spełzł, jak się kiedyś mówiło, na panewce. Kiedy dotarł do biura Kinatajewa na trzecim piętrze zwykłej kamienicy, był po dwakroć bardziej zrezygnowany, niż przed chwilą na parterze.

Drzwi otworzyła Pelagia, sprzątaczka i służąca Kinatajewa, kobieta nieomal siedemdziesięcioletnia, ostatnio odpowiedzialna głównie za parzenie herbaty, której w biurze na Nowomiestnej pito galony:
-- Czy był pan umówiony?
-- Hrabia Bieztzukin, directeur de la publicité w biurze pana Jepanczewa.
Pelagia wyjęła skądś chusteczkę wielkości ręcznika kąpielowego i udrożniła każdą z dziurek nosa oddzielnie, robiąc tyle hałasu, że Bieztzukin odczuł fizyczny ból i głębokie zmieszanie.
-- Poczeka pan w gabinecie, on zaraz wróci, mówił wyraźnie, że gdyby ktoś dzwonił, powinien pan odebrać. Pamiętam każde słowo, mówił dokładnie tak: "ten Bieztzukin łże za pieniądze dzień i noc jak nie przymierzając, bura suka, z pewnością poradzi sobie z każdym, ufam mu bezgranicznie. Tak się wyraził: "bez-gra-nicz-nie."
Oszołomiony directeur zasiadł w zniszczonym fotelu, pod ścianą, w skromnym gabinecie Kinatajewa. Szef hrabiego, Jepanczew, dysponował dwoma pałacami, barokowym i klasycystycznym, oraz tabunem nieskończenie uroczystych i smutnych urzędników. A tu Pelagia, żadnego blichtru ani pozorów. Sama władza.
Zadzwonił telefon i mimo gorącego zamiaru niewykonywania idiotycznej instrukcji przekazanej przez Pelagię, hrabia odebrał:

-- Kinatajew? Tu premier rządu jej królewskiej, co tam się u was wyprawia? Nie możesz poczekać do mojego referendum?
-- Pan kontroler Kinatajew nie może czekać, o ile wiem, właśnie przyspiesza.
-- Niech was wszystkich wezmą diabli.

Hrabia Bieztzukin był teraz nie tyle smutny, ile zdruzgotany. Tymczasem telefon zadzwonił ponownie:
-- Kinatajew? Fuck this, fuck twoją flankę wschodnią, fuck Maciorę, nie lecę, przysyłam najniższy szczebel jak mam.
-- Jaki szczebel u was najniższy, panie prezydencie?
-- Fucking directeur de la publicité.

Bieztzukin pozieleniał, załkał, otarł oczy elegancką serwetką z wielbłądziej wełny, z monogramem. Odwrócił się ku oknu, by Kinatajew, kiedy się w końcu pojawi, nie zobaczył, jak bardzo przeżywa. Minęło kolejne dziesięć minut, kiedy telefon zadzwonił ponownie, hrabia wylał z siebie całą frustrację:
-- Pomyłka, wybrano niewłaściwy numer, w takich sprawach dzwoni się wyłącznie do pana Jepanczewa, wedle konstytucji, Kinatajew jest nikim, Pelagia nie zna języków, nos wyciera kocem.
-- Ty się nie wydurniaj, Kinatajew, wynocha iz Baltijskowo moria, w sjljedujuszyj raz, rozjebiu w drebiezgi.

21:47, balsamlomzynski
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne