Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
sobota, 31 grudnia 2011



hragvartanian.com



Władza przynudza, a władza pozbawiona konkurencji, przynudza bezkonkurencyjnie. Po okresie czarnej sotni, smoleńskiego wyziewu, owrzodzonych mózgów maciarewiczowskich, nadszedł czas facecików i facetek. Facecik od transportu przypiął do nocnego pociągu 63200 z Wrocławia do Przemyśla krytyczny, ósmy wagon, co stwarzało nadzieję na bezkolizyjny noworoczny szczyt komunikacyjny i upragnione Arnage Convertible dla ministra.  Facecik od tabletek wydał bezkompromisową wojnę własnemu zarządzeniu, które wyszło wskutek niezażycia w porę proszków na chorobę deregulacyjną, która jest schorzeniem zawodowym pośród ministrów zdrowia, a pośród pediatrów, chorobą dziecięcą.  Facecik od spraw zagranicznych odczytał przemówienie napisane przez pewnego Anglika, które wprawdzie spodobało się w świecie, ale do dziś nie wiadomo dlaczego. Facetka od sportu przygarnęła gościa, który piłkę kopał.  

Duchowy ojciec real-showbusinessu, minister cyfryzacji, błąkał się jeszcze po mieście w poszukiwaniu lokalu pod nową biurokrację, cyfryzując okazjonalnie niewygodnych urzędników i instytucje, kiedy ogłoszono, że prezydencja facecików w Radzie Unii Europejskiej zakończyła się spektakularnym sukcesem. Gołym okiem było jednak widać, że dzieło nie zostało dokończone, Europa żyła i oleje mieli jej podać nieporadni w tym zakresie i sceptyczni w innych, Duńczycy. Urocza premier Helle Thorning-Schmidt, nowe obowiązki powitała słowami Kierkegaarda:

Posłuchaj krzyku brzemiennej kobiety w porze rozwiązania, przyjrzyj się rozpaczy człowieka w jego ostatniej godzinie i sam powiedz, czy coś co zaczyna się w ten sposób i w ten sposób kończy, mogło być w ogóle pomyślane jako przyjemność?

Prezydenturę Duńczykom naturalnie odebrano, nie patyczkując się specjalnie, i przekazano ochotniczemu przedstawicielowi Chin w Europie, wielebnemu Jahr Kha Czyn. Wielebny zaczął urzędowanie od rzucenia uroku na wszystko co piękne i młode, stracenia delegacji duńskiej i zaskakującego hasła: „Więcej Chin w Europie, więcej Chin w Polsce, natomiast Chin w Chinach -- tyle co zawsze”.


Z nadejściem nocy sylwestrowej, w podziemiach opuszczonej w rozpaczy ambasady północnokoreańskiej, odbyła się sesja plenarna pierwszej chińskiej prezydencji w Europie. Zamiast określić priorytety, niezbędne każdemu ciału kolegialnemu zarządzanemu jednoosobowo, Jahr Kha Czyn opowiedział typową dla Państwa Środka przypowieść:
-- Przychodzi frutti di mare do dwutlenku węgla i mówi: „Odławia się mnie w sposób szalbierczy, zginęła moja żona, wszystkie moje dzieci, a także kuzyni i sąsiedzi, których żal mi może najbardziej, bo stanowili dla mnie nie tylko oprawę, ale i treść mych dennych biesiad. Ja żyję wprawdzie, ale błąkam się bezradnie po głębinach morskich w poszukiwaniu powietrza, którego już tam nie ma”. „A co mi do tego, rybko?”, zapytał uboczny produkt spalania. Frutti żałośnie uwypuklił, a potem śpiesznie cofnął pokrytą gęstym śluzem wypustkę, która była dlań nerką, okiem i płucem i rzekł: „Czyż nie jest dziwne, że tego czego nam potrzeba, jest coraz mniej, a tego czego nie potrzebujemy, jest coraz więcej”?

Była powiernica zmarłego brata Jahr Kha Czyna, Fo Thy Ga, kobieta piękna na sposób maoistyczny, czyli tak, jak niekiedy piękne wydają się być karpie kłębiące się w mętnych akwariach sieci sklepów Mài dé long, grała na erhu, dwustrunowym instrumencie, który wymagał nieustannej szarpaniny.  W reakcji na opowieść Jahr Kha, Fo Thy dołożyła brykiet do pieca kachlannego i zakwitła ni to śmiechem, ni płaczem, ni wołaniem samicy samotnej strukturalnie, typowym dla salonów dworskich ostatniej dynastii, a w Europie charakterystycznym dla omamu Cotarda.  Poruszyła wargą, najruchliwszym elementem twarzy wielu kobiet wybrzeża, a także położonym nieopodal okiem i zapytała:
-- Jak to się ma do 歐元區...czyli la zone euro?
-- Ma to się nijak, ale czy w środku naszego państwa kiedykolwiek coś się w ogóle do czegoś miało, piękna na swój sposób Fo Thy?
-- To prawda, nigdy i nic. A zatem pozwól wielebny na swój sposób Jahr Khanie, że i ja roztoczę przypowieść, która zasłyszałam od pewnego wędrowca z zachodu.
-- Rozważ ponownie swoje zamiary, Fo Thy, od wędrowców z zachodu gorsi są tylko wędrowcy ze wschodu, a twoja poprzednia opowieść sprawiła, że gotowany na parze korzeń lotosu zasmakował mi jak tutejszy śledź po grecku, z cebulą i śliwką. Jak sądzisz, dlaczego święty ptak Fenghuang popadł w łapownictwo i po dziś dzień upija się tanim winem ryżowym? Gdyby nie pamięć brata, dawno bym cię stracił.
-- Wielebny Jahr Khanie, twoje opowieści bardziej są niebezpieczne. Na wieść o twojej wizycie w prefekturze Heng, nieśmiertelny pustelnik Zhang Guo porzucił samotność, przeniósł się do Łomży i zginął podczas nieudanej adoracji pewnego wyższego urzędnika kuriozalnego, którego wziął nie tylko za kobietę ale i za swą rodaczkę z Shitangcun.
-- O niebiosa! Jeden z Ośmiu Nieśmiertelnych tak niewiele wiedział o kobietach z Shitangcun? Można je przecież poznać po wielkich stopach i rękach sięgających kostek.
-- Mylisz się wielebny, po tym można poznać urzędników prefektury.
-- Nie zamierzam się z tobą spierać o to, dokąd powinny sięgać dłonie kobiet. Jeśli musisz, snuj swoją opowieść Fo Thy, ale nie oczekuj, że sprawi mi to przyjemność.
-- Drwisz z moich opowieści, a mówi się o tobie, Kha Czynie, że pochodzisz z rodziny, w której przy preparacji śledzia kroi się cebulę w piórka bądź półtalarki, cebulę podsmaża, dodaje majeranek i rodzynki. Podobno dodaje się też smażone na patelni kiszone ogórki.
-- Milcz, jeśli smażono kiedyś u mnie kiszone ogórki, to jedynie po to by skłócić Trzecią Rzeszę z Sowietami. Zacznij lepiej swoją opowieść.
-- Był w okresie dynastii Pra Wo Is, cesarz Ha Khu, który miał dwa problemy: ilekroć w przemówieniach do ludu powoływał się na któreś z ościennych królestw jako wzór do naśladowania, królestwo to stawało w płomieniach.
-- Obawiam się, że twoja opowieść źle się kończy.
-- Kończy się dobrze, choć nie dla cesarza. Cesarz Ha Khu, za namową spin doktorów Ka Min i Lan Bie, kazał się zdradzić umiłowanemu następcy, Zi Zou, i osadzić w wieży.  Już przykuty żeliwem do zimnych i wilgotnych ścian niedostępnej twierdzy w Górach Południowych, pod wpływem tych samych przewrotnych doradców, napisał odezwę do ludu, w której wskazał na własny kraj jako na przykład do naśladowania dla całego świata.
-- Czy kraj stanął w płomieniach?
-- Zakwitł i zaświecił przykładem na wschód i na zachód.
-- A więc klątwa została z cesarza Ha Khu zdjęta?
-- Wręcz przeciwnie, ponieważ cesarz Ha Khu uroił sobie, że jego kraj jest okupowany przez mocarstwa wschodu i zachodu, to one stanęły w płomieniach, a państwo w środku zdominowało całą półkulę.
-- Czy Ha Khu został uwolniony?
-- Targnął się na swoje życie, a przewrotni doradcy nie tylko mu nie przeszkodzili, ale podobno nawet pomogli.
-- A jaki był drugi problem Ha Khu?
-- Okazało się, że był poważnie kopnięty.

Zdjęcie: http://www.lookforart.nl/wp-content/uploads/2011/03/zhang-xiaogang1.jpg
www.hragvartanian.com


01:16, balsamlomzynski
Link Komentarze (269) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne