Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
wtorek, 29 listopada 2011

Hieronim Bosch

 

Dwie były osie, wzdłuż których w najciemniejsze dni listopadowe kształtowała się przyszłość Europy: Paryż-Berlin i Pułtusk-Biłgoraj. Frederic Oudea, dyrektor banku Société Générale, płacząc słał szefowi Bundesbanku Jensowi Weidmannowi uprzejme pisma informujące, że krawędź przepaści (Rand des Abgrunds), od osiągnięcia której Niemcy uzależniają zgodę na dodrukowanie półtora tryliona przez Europejski Bank Centralny, została już przekroczona (überschritten), i że niemiecki powinien zastąpić francuski jako język miłości (flüstert der Ausschreibung Liebhaber). W tym samym czasie, w Biłgoraju, Ziobrzyści wdzierali się na duchowy teren zamieszkały przez obradujących w Pułtusku Kaczystów. Niestety, bywało też odwrotnie.


Ziebrna obsesjami Kempa, przyjechała pod bramę Akademii Humanistycznej, najbardziej nieprawdopodobnej szkoły wyższej w Europie i ruszyła na kolanach w kierunku pułtuskiego Zamku, gdzie w warunkach kompletnej tajności obradował upiorny pis
.  Nie od razu było jasne co robi, ale idąc oddawała się religijnym ekscesom, z których dotąd znani byli miłośnicy Kaczyńskiego. Przesuwała ciężar odchudzanego pokostem ciała z kolana na kolano, wlokła się z zawieszoną na prawym ramieniu czarną torebką i z różańcem w dłoniach; do krwi zdartym gardłem krzyczała koronkę do Miłosierdzia Bożego, choć w sercu nie miała nic poza nienawiścią do wszystkiego czemu na imię jest Puł-tusk:

-- Ojcze Przedwieczny, ofiaruje Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.

Podążała uparcie Nowym Rynkiem i ulicą Panny Marii, przekroczyła mulisty dopływ Narwi, z duszą oczyszczoną z wszelkiej miłości podeszła pod Zamek; zawyła ostateczną ontologicznie i niedorzeczną epistemicznie figurę koronki:

-- O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca jako zdrój Miłosierdzia dla nas – Ufamy Tobie.

Obradujący pisowcy, z racji taktycznego przywiązania do rzymskiego kościoła, musieli odpowiedzieć. Zastosowali, wbrew regułom sztuki, małe paciorki różańca:
--Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Jęki Kempy nie przebrzmiały jeszcze, kiedy Hofman stworzył koncepcję okrutnej retaliacji.

Pod oknami szkoły muzycznej pierwszego stopnia w Biłgoraju, gdzie obradowali rebelianci, wzniesiono pośpiesznie tymczasowy pomost ze słynących z powszechnego tam występowania biłgorajskich sosen, ustawiono na nim szubienicę i nieokorowany pień olchy, która jest tam gatunkiem rzadkim. Odczytano listę niedorzecznych win i wytwarzanych przez dawną firmę Palikota wódek; Kuchciński zadyndał nad posmutniałym od jesieni i złej historii miastem, a potem przedłożono jego wydłużoną szyję na pniu, a Hofman trafił toporem dokładnie tam gdzie tkanka i kości nie stawiają ostrzu najmniejszego oporu:

-- Nie chodzi o to, żeby tę karę wykonywać, tylko żeby była w kodeksie.
-- Ale dlaczego Kuchciński?
-- Ja myślałem, że to jest prokurator Wełna.

Przerażeni Ziobrzyści patrzali na egzekucję okiem chrześcijan nie pierwszych 
i nie ostatnich i zdumiewali się jaki to ładny widok kiedy ćwiartują zwłoki ofiary i zatykają ściętą głowę na niegdysiejszym znaku stop na rogu Stawisk i Moniuszki. Nie spłynęła jeszcze, zielonkawa jak się okazało, krew Kuchcińskiego, kiedy Kurski wymyślił straszny rewanż.

Pomniejsi Ziobrzyści wynajęli samolot i polecieli pijani od prawicowej nowoczesności do Pułtuska. Lecieli śmigłem w dół i prawie zawadzili piastą o zawodzący łeb niespotykanej w tych dziwnych stronach pątniczki, która zdołała się uchylić; uderzyła jednak czołem w nieujęty w planie zagospodarowania miasta ornament krawężnika i zmarła za wiarę. Ziobrzyści całą mocą pieprznęli w słynne schody Zamku skromnym kokpitem awionetki. Ci, którzy przeżyli, a uczynili to dzięki modlitwom do Michalika, wyciągnęli potem nocą z łóżka rektora Akademii Humanistycznej, który był głównym beneficjentem przemian edukacyjnych w Polsce po osiemdziesiątym dziewiątym. Zażądali od nieszczęśnika prawdy:

-- Prywatne szkolnictwo wyższe w Polsce to jest, panowie, kompletne oszustwo.

Eskalacjom nie było końca. Tego samego wieczoru Hofman pojawił się pod biłgorajskim centrum kultury i wyczerpał wszelkie znamiona czynu zabronionego. Mówiono potem, że patrzący z okien szkoły muzycznej Ziobro zapłakałby, gdyby Kurski nie otarł domniemanej łzy ziobrowej za pomocą sprytnej przykrywki.

Tenże Kurski zażądał od kierowcy autobusu pośpiesznego lecącego na Bartoszyce, co jest stosunkowo blisko Kaliningradu, Świnoujścia i korytarza eksterytorialnego łączącego Pułtusk z najbliższą amerykańską tarczą antyrakietową, w Tin City na Alasce.

Nie mając innego wyjścia, Kaczyści podpalili na biłgorajskiej Różnówce centrum nowych technologii, myśląc że to jest stodoła i w ten sposób praktycznie stali się ziobrzystami, i odwrotnie.

Zwaśnione strony zrozumiały, że następny logiczny krok i kolejne wdarcie na teren konkurenta oznacza koniec obu ugrupowań.  Została bowiem tylko jedna wartość i tylko jeden bastion wyleniałego polskiego konserwatyzmu.

Dlatego odbyło się spotkanie na najwyższym szczeblu zwęglonego ośrodka nowych technologii:
-- Nie możemy dalej się wdzierać, bo to nie jest logiczne.
-- Zgadzam się, prezesie. Dalsze wdzieranie posłużyłoby Markowi Jurkowi, na którego terytorium wejść niepodobna.
-- Jakie mam gwarancje, że się dalej nie posuniesz?
-- Na zawołanie nie potrafię. Na ogół potrzebuję kręgu podejrzeń, oparu absurdu i dodatkowych wymion. To wie każde dziecko. A jakie ja mam gwarancje?
-- Czy Beatka odeszłaby, gdybym ja wiedział, jak to się robi?

 

07:56, balsamlomzynski
Link Komentarze (131) »
sobota, 12 listopada 2011

Rocco Buttiglione

 



Mijały lata. W niegdysiejszej zjednoczonej Europie pozostały Czechy, kraj wiodący i ferujący własne standardy jako uniwersalne, oraz Rumunia, Bułgaria i Niemcy jako najważniejsi, ale jednak drugorzędni partnerzy Pragi. Niegdysiejsze kraje pierwszej prędkości, w szczególności Francja, miały wstęp jedynie na spotkania europejskich ministrów kultury i sportu (Ecokus), a i to pod warunkiem, że ministrowie francuscy nie zabierali głosu lecz szybko demonstrowali poprawne wykonywanie ćwiczeń gimnastycznych zalecanych Europie przez ministra Školství, Mládeže a Tělovýchovy, Josefa Dobeša:

-- Jeden, dva, tri! Liberté, égalité, fraternité, kolena rovné!

 

Herman Van Rompuy zginął w wypadku welocypedowym na rogu ulic Rue de Trón i Clos du Paransse. Jechał zbyt wolno na zbyt wysokim wehikule, wielokrotnie tracił równowagę, ale przechylił się i spadł wprost na krawędź chodnika dopiero na widok broni palnej w rękach przechodzącego mimo Jeana Claude Trichet, byłego prezydenta Europejskiego Banku Centralnego:

-- W 2008 roku, na cztery miesiące przed upadkiem Braci Lehmanów, podniosłem stopy procentowe w strefie Euro, co wówczas było najgorszą decyzją w historii bankowości centralnej. W 2011 podniosłem je raz jeszcze,  żeby zapomniano o roku 2008. Pojawił się problem roku 2011. Dlatego Herman musiał zginąć.

 

Wkrótce potem, Traktat Lizboński zastąpiono ustną umową z Cvrčovic, daleko prostszą w treści, ale niemożliwą do wymówienia. Zlikwidowano funkcję Przewodniczącego Unii i Komisję Europejską i wprowadzono jedną prezydenturę rotacyjną, którą zdefiniowano wedle następującej zasady: mężczyzna, kobieta, ktoś trzeci (słynna zasada konstytucyjna: muž,  žena, pak třetina). Na mocy późniejszej poprawki, funkcję tę mogła spełniać jedna i ta ta sama osoba fizyczna, pod warunkiem spełnienia pozostałych kryteriów.

 

Włochy dostały się pod protektorat zamożnej i demokratycznej Libii i na nowo zakwitły. Turcja odzyskała Grecję, co było racjonalne i uzasadnione dzięki znalezionej w Istambule, pod jednym ze straganów targu korzennego, dowodów na odwieczne prawa Turków do znacznie większej części Europy. Skandynawię zalały wezbrane wskutek globalnego ocieplenia wody Bałtyku, ale tego, powiedzieć prawdę, nikt nawet nie zauważył. 

 

Co do Polski, PiS zredukowało się o sześćdziesiąt pięć procent, co przy czterdziestoprocentowej frekwencji wyborczej, dawało mniej niż pięć procent, które umieszczono w zakładach specjalnej troski, gdzie pacjentom pozwalano posługiwać się drachmą i innymi walutami narodowymi, podczas gdy Grecy posługiwali się turecką lirą.

 

Rzeczpospolita zmieniała redaktorów naczelnych jeszcze trzy razy. Za ostatniego z nich, walcząca o przetrwanie gazeta dotarła do listów miłosnych Kurskiego do Zibory z lat dziewięćdziesiątych. Jeden z listów zaczynał się od słów: „Tak mi się twoja śliczność wbiła w głowę, że zewrzeć oczu całej nie mogłem nocy.”

 

Niemieccy anarchiści na stałe już demonstrowali na terenie Polski, a Polscy na Słowacji, gdzie, na niby, pałowała policja czeska. W ten sposób potrzeby anarchistów i policjantów były spełnione, a praw obywatelskich osób pałowanych nie naruszano na terenie ich krajów ojczystych.

 

Julia Pitera do końca swoich dni musiała się tłumaczyć z szaleństwa, które ją opętało na inauguracji VII kadencji Sejmu. Uznała swoja winę dopiero szesnaście lat później:

-- Byłam w Sejmie od trzech kadencji i po prostu nigdy nie sprawdzałam co mam poniżej pasa, ponieważ nie było takiego zwyczaju, ani takiej potrzeby. Na prośbę Niesiołowskiego, który jest biologiem narodowym, zajrzałam i byłam absolutnie przerażona, proszę państwa, bo tam nie było absolutnie niczego, jakaś zupełna, trudna do opisania pustka.

 

Zupełnie już skruszona, poddała się wkrótce potem zabiegowi chirurgicznemu. Już ze stołu operacyjnego, odurzona, mówiąca zdumiewająco do rzeczy, wydała jeszcze jedno oświadczenie. Słynny niegdyś na całą Szwecję chirurg z wybrzeża, uniósł nad jej spowitym w biały całun ciałem skalpel marki Ronox:

-- Tego co ma się wydarzyć, nie traktuję jako zmiany płci, i nikt nie powinien tego robić, bo przecież nie zachodzi taka potrzeba, a jedynie jako wypełnienie kryteriów rotacyjnej prezydencji czeskiej unii europejskiej.

 

Prezydentem RP został pewien zakulisowy przedstawiciel Ruchu Palikota, były eksporter koców do Ameryki. Sam  Ruch przestał istnieć wskutek sabotażowych działań jedynej w naszej historii hieny lustracyjnej, która zarazem sama była tej lustracji obiektem. Ponieważ nadto upodobniło to Ruch do perypetii sercowych Pitery i Niesiołowskiego, Ruch zawalił się pod ciężarem sprzeczności. Przed upadkiem, organizacja zdążyła jeszcze, w drodze konkursowej, zmienić nazwę na Naïveté, Cynisme, Contradiction.

 

Ojca Rydzyka episkopat skazał na spalenie na stosie.  Kiedy okazało się, że Rydzyk się nie pali, użyto go do napędzania subsydiarnego agregatu prądotwórczego Wyższej Szkoły Kultury Medialnej i Społecznej, w której, w trybie dwudziestoczterogodzinnym, odbywały się wykłady prowadzone przez twórców Strategii Lizbońskiej, zakładającej, że Europa stanie się największą i najbardziej innowacyjną gospodarką świata do roku 2010.

 

Nikomu nie było specjalnie wesoło, że Polska stała się pełnoprawnym członkiem wszystkich wspólnot, instytucji i mechanizmów ekonomicznych i walutowych Europy dopiero wtedy gdy Europa przestała istnieć. Nikogo nie cieszyło, że ustanowiliśmy pełnokrwistą, samoregulującą się gospodarkę rynkową dopiero wtedy gdy odkryto, że to całkowite nieporozumienie. Pewien były prezydent, z wykształcenia robotnik, miał podobno powiedzieć: „No i na chuj było skakać?”

 

Cieszono się,  że Rydzyk napędza agregat, że Rzeczpospolita nie istnieje, i że nikt już nie kwestionuje naszego przywiązania i pełnoprawnego uczestnictwa w realizacji globalnych ideałów. Kiedy przyszła kolej na mężczyznę, by przejął rotacyjną prezydencję Komisji Europejskiej, Tusk ruszył na Hradczany jak po swoje.

 

Przed oblicze Parlamentu Europejskiego, bez którego rekomendacji nie można było nic wskórać, Tusk stawił się w ostatni poniedziałek listopada 2024 roku. Zaczął standardowo:

-- Od młodości walczyłem o wolność dla obywateli mojego kraju, poszanowanie ich wolności, szacunek dla ich poglądów, postaw i wyborów.

 

Delegacja bułgarska w składzie Wutimski, Wojnikow, Wacparow zaczęła rechotać pierwsza, zrazu bekliwie, w trybie owczym, który najbardziej jest zaraźliwy, a potem w sposób nieokiełznany, bałkański, z wyciem tureckim. Rumuni, którzy siedzieli obok powiedzieli potem prasie:

-- Też się śmieliśmy to prawda, ale było nam głupio. Po prostu czasem, w swojskim gronie miłośników wolności i demokracji, rozmaite reakcje zachodzą automatycznie, są nawet oczekiwane i przez to najzupełniej niewinne. Jeśli kogoś obraziliśmy, to niech na przyszłość nie pieprzy.

 

Potem Tusk mówił o pracy fizycznej za granicą, o swoim udziale w likwidacji zarazy PiSowskiej.

-- Zawsze reprezentowałem ludzi starających się przeżyć do pierwszego do pierwszego i wielu nich, szczególnie jeśli nie byli śmiertelnie chorzy, przeżyło. Nie chodziło o wielkie ideologie, tylko o cenę jabłek, kartofli i kurczaków.

 

Josef Dobeš zaczął dłubać w zębach, zrazu dyskretnie, jak nasza ściana wschodnia, czyli ukrywszy dłoń prawą za parawanem z lewej, a potem przy otwartej jamie, dźgając nieopamiętanie.  Delegacja niemiecka, która z wdzięczności za dekrety Benesza robiła wszystko pod dyktat czeski, powiedziała potem prasie:

-- Czasem presja odśrodkowa w przestrzeni międzyzębowej jest tak silna, że dalsze czekanie graniczy z niemożliwością. Szkoda, że Tusk tego nie wie.

 

Tusk był twardym i szybko uczącym się, by nie powiedzieć konformistycznym mówcą, porzucił więc nieszczere opowieści o wolności i niegdysiejszej biedzie własnej i wypowiedział się w kwestii bliskiej najnowszej Europie:

-- Nigdy nie widziałem niczego złego ani w publicznym okazywaniu wesołości, ani w dłubaniu w zębach podczas spotkań Ecofinu, praktykowania flexisecurity czy podczas realizacji Strategii Lizbońskiej.

 

Wykonujący pokazy gimnastyczne francuski minister sportu jako pierwszy dopuścił się nieopisywalnego w cywilizowanych kręgach aktu pogardy, ale wedle późniejszych ustaleń, ćwiczeń zalecanych akurat wtedy przez delegację czeską nie można było wykonywać inaczej. Do Francuza przyłączyli się zresztą pozostali parlamentarzyści. Kiedy Tusk zorientował się i przyłączył do większości, sala pośpiesznie wróciła do rechotu, pozostawiając Tuska osamotnionego. Sprawę wyjaśnili potem Turcy:

-- Jest zasadą najnowszej Europy, że nie wspominamy groteski Ecofinu, milionów wydanych na katalogowanie dobrych praktyk flexisecurity.  Wymienianie  z nazwy Strategii Lizbońskiej jest gorsze niż pierwiastek kwadratowy z ofiar śmiertelnych drugiej wojny światowej. Tusk jest pilny, ale się nie nadaje, odklepuje standardy dnia wczorajszego, spóźnia się, w związku z czym śmieje się, jak inni płaczą, dłubie jak inni prostują już kolana.

 

Wutimski, Wojnikow, Wacparow dodali ponadto:

-- Ewolucja Europy od Traktatu Lizbońskiego do porozumienia z Cvrčovic polega nie na tym, że różne części Europy poruszają się ze stałymi, choć różnymi prędkościami, ale że wszyscy na raz zmieniają prędkość, w porywie ironii, jak ławica rybek, jak akcja ulubionej opery Josefa Dobeša i całej Europy ‘Zahlastna Fifułka” Mozarta. Szkoda, że Tusk tego nie zna.

 

23:09, balsamlomzynski
Link Komentarze (50) »
 
1 , 2
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne