Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
wtorek, 25 lutego 2014

 

 

 

 

Wiktor Fedorowycz unosił się w przeciążonej złotem jednostce u wrót Bałakławskiej Zatoki, na obrzeżu obszaru oznaczonego w planach ostrzału rakietami woda-woda z pokładów stacjonujących nieopodal krążowników floty krymskiej, jako B32-1. Niebo nad B32-1 było niebieskie, a woda była jak niebo:
-- Czymże się różnisz wodo-wodo od powietrza-powietrza?

Mało się o tym mówi, ale Janukowycz, poza tym, że był ekonomistą z fałszywymi tytułami, wielokrotnym galernikiem, rosyjskim emisariuszem, przede wszystkim był Polakiem, a chamskie rysy właściwe ukraińskiej oligarchii zawdzięczał nie diecie i genetyce, ale złotu, które obciążało szczęki.
W każdym razie, na zawietrznej, słońce żegnało zbocza Kajabaszu, po nawietrznej twierdza Czembało zapadała się w zwaliska bez ładu:
-- O niewdzięczny Krymie!

Poszczeblował na dno łodzi, tam szampan, na nim napis, obwiniony jak robak liściem winogradu. Janukowycz nie był gadem, ni człowiekiem podlejszym od gady, chciał nowe zacząć życie, wnet z radia nadejdzie komunikat z Moskwy:
-- Dubaj czy Czelabińsk, nie masz inne waprosy.

Mimo zimy, czarnomorscy rybacy, ptaków podglądacze, Italczycy, Mongołowie z żelazem i mekkańscy przybylcy, stali w nagłych płyciznach mierzei. Grek jakiś dłutował w murach ateńskie ozdoby.
Rakiety woda-woda od rakiet powietrze-powietrze na ostatni rzut oka nie różnią się niczym.
Sęp czarny skrzydłem obleciał wody:
-- O morze! Pośród twoich wesołych żyjątek jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy, a na ciszę długimi wywija ramiony.
Ptak powrócił do miasta, które całkiem wybiła zaraza. Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby:
-- O niewdzięczny Krymie!

01:18, balsamlomzynski
Link Komentarze (28) »
poniedziałek, 03 lutego 2014

 

https://mubi.com/films/danse-macabre

 

 

Dla zatrzymania słowotoku Maciory usiłowano najpierw przebić mu szczękę dolną osinowym kołkiem, ale ponieważ się stale ruszała, pośpiesznie wbity kołek tylko pogorszył sprawę. W końcu zadawano Maciorze pytanie śledcze po uprzednim pochówku, dosyć uroczystym, w Alei Zasłużonych. Likwidator wracał następnego dnia odświeżony i pełen charakterystycznej dla polskiej elity rewolucyjnej werwy, by stawić czoła kolejnemu pytaniu. 

Obrady dałoby się zamknąć w miesiąc, gdyby nie to, że Maciora nie zawsze grał z komisją w otwarte karty: zamiłowanie do szarad pozagrobowych, gier operacyjnych i tańca z gwiazdami, sprawiło, że w jego miejsce zaczął się pojawiać sąsiad z Alej, Marceli Nowotko: 
-- Dlaczego ujawnił świadek siatkę szpiegowską Rzeczpospolitej?
-- Zapytam przy pierwszej okazji, ale mnie się wydaje, że Likwidator pragnął po prostu zaszaleć.   

Jeśli Maciora na posiedzenie Komisji wkraczał osobiście, to jako wirujący walc. Pogrzebowy frak z orderową szarfą z okresu wczesnej Ochrany  i sztucznym storczykiem w butonierce dobawliały dwie tulące się doń nie pierwszej świeżości markietanki, z których jedna otulona była w całun pro forma, a druga przypominała Nowotkę.

Maciora miał nie tylko cylinder, ale i rurę wydechową, którą od sensacyjnego wyznania księdza Oko, każdy teraz musiał posiadać: 
--To moje społeczne asystentki i będę ich używał, ilekroć zajdzie potrzeba, a zachodzi stale.
Asystentki zachichotały w duchu księcia Lorisa-Melikowa, kiedy to wyłamywano pierwsze palce Dekabrystów. Zakrzyknęły na Smoleńsk, na Wilno, na Lwów po czym odleciały na Skarpę Wiślaną, gdzie spekulowała Fedyszak ze Staniszkis. 

Maciora powiódł okiem po twarzach członków komisji, wyminął rozkładające się wygodnie na parkiecie sali plenarnej markietanki, spryskał moskiewskim areozolem odór trupi: 
--Jak zapewne Państwo wiedzą, tej nocy byłem cicho, ale teraz będę ciacho.

Niespodziewana ciachość Maciory zadziwiła agenta, znanego jako agent Romek, którego oddelegowano do Komisji, dla większej kompromitacji tego ciała: 
--Czy mniema pan, że walc z Nowotką tak pana umocował, panie ministrze?
Agent przewrócił okiem krowim, zapragnął krzesłem, ale obecnie nie śmiał:
--Szanowna Komisjo, na naszych oczach zmieniono pisowską koncepcję piękna ciała męskiego.
Na potwierdzenie tych słów, Maciora przywołał Nowotkę, pojechali walcem wokół osi własnej, potem wzdłuż i wszerz po białych ścianach.  
-- Towarzyszu Nowotko, czy umierał pan kiedyś na gruźlicę?
-- Nie, obywatelu Macierewicz, na gruźlicę umierał Marchlewski, na tandetnej łódzkiej prowincji, ja ginąłem od lufy Bolesława Mołojca, obok Dworca Zachodniego.
-- Jeśli umierać, to na dalekiej Ochocie. Co stało się z Mołojcem?
-- Gomułka kazał zabić.
-- Ach, jacyśmy jednak porywczy, towarzyszu Nowotko, i jacy bezwględni.
-- I jacy szczęśliwi, trzeba nam tylko, Antoni, resortowego dziecka.
-- Nie ma już resortu, zlikwidowałem.
-- No cóż, to i tak nie ma jednak znaczenia, nie jesteś przecież żydem.
-- Żakowskiemu jakoś się udało.

(praca zbiorowa z przewagą udziału Qadama)

00:22, balsamlomzynski
Link Komentarze (48) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne