Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
piątek, 22 lutego 2013

 



 

 

 

Zofia Michajłowna pojechała na Targ Izmaiłowski po warzywa na ragu i jak to się coraz częściej zdarza pośród zamożnych kobiet moskiewskich, zakochała się w pewnym Węgrze, Gusztawie Mészáros: 

-- Mój mąż zabije cię, Gusztawie. 
-- Czym zajmuje się Stiepan Stiepanowicz? 
-- Nie wiem, pracuje nocą, kiedy wraca, pytam: „Czym ty się właściwie zajmujesz, Stiepan Stiepanowicz?”, on odpowiada ogólnikowo: „import-eksport”. To gwałtownik, Gusztawie, weteran wojenny. 
-- Czyż to możliwe, Zofio, by mimo to potrafił cię jeszcze kochać? 
-- Nie potrafię o tym mówić, kochany, ale zapewniam cię, że potrafi i to jak, na zawołanie, nawet jak jest pijany jak tuńczyk. Nie rozumiem jak on to robi, ale zapewniam cię, Gusztawie, że cierpię.

 
 

Długie spacery kochanków po drewnianych kładkach pobliskiego parku, pośród najpiękniejszych brzóz na wschód od Smoleńska, nie umknęły uwadze ciekawskich. Gusztaw dostrzegł narastające strapnienie w oczach pięknej Moskwiczanki i powiedział: 

-- Musimy go zabić, Zofio. 
-- Jak? 
-- Szalámi taktikának. 

 

 

Zamiast przerazić się, Zofia Michajłowna wybuchła gwałtownym śmiechem, ale rychło ukryła twarz w dłoniach, co kobiety rosyjskie mają zwyczaj czynić ilekroć chcą zasygnalizować rozpacz, nie narażając przy tym makijażu: 

-- Przecież zauważy zanim skończę; zginę, Gusztawie, zanim się wykrwawi. 
-- Jest coś podejrzanego w tym, że pijany weteran wojny afgańskiej potrafi kochać na zawołanie. Ponadto, są dwie rzeczy, Zofio, do których rosyjski mężczyzna nigdy się nie przyzna. Pierwsza z nich, to to, że jest coraz krótszy. Piłuj kiedy jest pijany, i nigdy więcej niż centymetr naraz.

Na Targu Izmaiłowskim można kupić absolutnie wszystko. Na tureckim straganie kochankowie wybrali podróbkę najlepszej piły precyzyjnej wysokich prędkości Strykera. 

Stiepan Stiepanowicz upił się tej nocy szczególnie obleśnie i zwalił na Zofię Michajłowną nie zdejmując sinego waciaka, który zimą wdziewał pod surdut. Zofia odcięła pierwszy centymetr nie odczuwając ani strachu, ani litości.

Będąc w domu, Zofia nie rozstawała się z piłą ani na sekundę, a jej spotkania z Gusztawem stawały się coraz bardziej gwatłowne. Oboje czuli, że igrają ze śmiercią.

Mészáros miał rację: chociaż Stiepan Stiepanowicz był o połowę krótszy niż przed miesiącem, nic nie dawał po sobie znać: 
-- Powiedz, Gusztawie, do czego jeszcze nie wolno przyznać się rosyjskim mężczyznom?

 

ciąg dalszy:   

 

http://balsamlomzynski1.blox.pl/2013/02/Ragu-Zoffi-Michajlowny-2.html

 



06:07, balsamlomzynski
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 11 lutego 2013

 

 

 

Właśnie kiedy konsystorz książąt Kościoła nabierał rumieńców, z podziemi siedziby hucpy i kweszu przy Nowogrodzkiej wyjechał ciemny wóz wiozący na tylnym siedzeniu chudego szlimazela odzielonego od otyłego szmaka teczką z siedmiostronicowym dokumentem pozbawionym wszelkiego sensu. Delegacja z teczką ruszyła w kierunku Powiśla, które jest sosunkowo dobrą dzielnicą, dużo lepszą niż na przykład Sady Żoliborskie. 

Tymczasem Scalą Regią postępowało ku górze sapiące Collegium Cardinalium i następca piotrowy, zwany Skałą. Skała zasiadł na tronie przed drzwiami wiodącymi do Kaplicy Paolińskiej i chrząknął niewydolnym gardłem o starożytne piktografie, od czego zalśniły pośladki aniołów z arrazi i draperii autorstwa pupila Rafalela,  Pierina del Vagi, w których Watykan od soboru trydenckiego się w zasadzie specjalizuje. Skała nawijał po łacinie konfundując coraz niżej kwalifikowanych książąt o oczach odwróconych do obowiązków wobec Boga, czemu nie ma się co dziwić, wręcz przeciwnie.

Tymaczasem w korytarzu sejmowym do delegacji dołączyla smutna raszpla i zawistny kurdupel. Chudy szlimazel z ciemnego pojazdu załomotał w dwuskrzydłowe odrzwia z odpornego na wszystko wiązu firmy Moric. Sekretarka Marszałkini Kopacz gestem uroczystym wskazała na laskę, w której należało złożyć absurdalną Heptaselidę:
-- Debata będzie w marcu, a Gliński może przemówić na korytarzu.

Pontiff mówił natomiast po łacinie rzeczy przemożne, ale nie był dobrze rozumiany:
-- Pozdrawiam pielgrzymóf z Polski! Po długiej rosmowie z Bogiem, który wrócił niedawno ładnie opalony z Davos [oklaski], w związku z postępującym obłędem presesa, odwołuję go ze stanowiska presesa partii przykościelnej i pofierzam mu pieczem nad dzielnice Sady Żoliborskie, gdzie pozostanie cieciem tak długo jak długo pozwoli mu na to obecny cieć, pan Slaffek. Niech będzie pochwalony Bóg Ojczec i Maryja zawsze dziewica!

 

 

 

 

Grafika: http://seraphimkid.deviantart.com/art/Archangel-Sandalphon-333830974

21:56, balsamlomzynski
Link Komentarze (60) »
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne