Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Pułkownik Muammar al-Kaddafi, król wszystkich afrykańskich królów, raz jeszcze zapragnął poskarżyć się swojemu ludowi na kapryśną historię i rozpuszczalną kawę, którą winił za całe zło, ale szefowa Straży Amazońskiej, Safia Farkash nee el-Brasai, jedyna prawdziwa dziewica w przybocznej straży pułkownika, podała mu filiżankę nescafe, której nikt nie śmiał mu proponować od 1965 roku, gdy po raz ostatni przestąpił próg stołówki Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst. Pułkownikowi zapakowano potem wszystko, co niezbędne wykształconemu w Anglii beduinowi: biały parasol, czapkę dowódcy wszystkich możliwych wojsk, okulary słoneczne, tradycyjny strój wędrowny z białego płótna z żółtą szarfą zwisającą do kolan, jedwabne kalesony, skórzaną torbę na wielbłądzie gówno, bez którego niejeden beduin zamarzł przed nadejściem marcowego świtu. Zamiast przemówić, król królów opuścił pałac przez balkon, opadł na murawę ogrodu nad wyraz łagodnie, dzięki właściwościom lotnym czapki dowódcy wszystkich rodzajów broni. Dosiadłszy pierwszego z brzegu zwierzęcia, które miało więcej garbów niż nakazują starodawne pustynne obyczaje, pułkownik ruszył na południe, jak najdalej od niewdzięcznego Banghazi, do pól naftowych dalekiego Al-Kufrah, gdzie zamierzał szukać śmierci męczeńskiej i zatankować po raz ostatni. Wielbłąd zniósł tankowanie dobrze, ale nigdy potem nie widziano zwierzęcia o tak wielkich oczach.

Przebywający na oddziale specjalnym centralnego szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Sharm el-Sheikh, generał Hosni Mubarak przebudził się ze śpiączki kiedy na gorące plaże Morza Czerwonego nieśmiało wkroczył brzuchaty tłum zubożałych turystów, sinobladych od nadmiaru spożywanych  kartofli, w laczkach z Auchan. Dyktator nie zdążył sięgnąć dzwonka, kiedy przybyli niebiańscy pielęgniarze, Munkar i Nakir:

-- Powiedzcie aniołowie Allaha, kim są ci ludzie na plaży? Gdzie są Francuzi, Anglicy, Niemcy i Rosjanie?

-- Nie niepokój się synu, wypełniła się poznańska wizja נשיא שיתופית, tak jak przewidywał prorok Abdiasz. Nic tu po tobie, polecisz do Al-Kufrah. Oto gotowane gołębie na drogę.

-- Czy נשיא שיתופית jest wielbłądem o niezliczonej ilości garbów i oczach jak tanki?

-- Nie, נשיא שיתופית nie jest wielbłądem, jest oszalałym prezesem przedawnionych Polaków, ale jego imienia nie wymawiają nawet aniołowie Allaha. Ruszaj. Polecisz tym samym Iluszynem-18, na którym ćwiczyłeś w Akademii Frunzego.

-- Zgadzam się, ale niech nigdy nie wyda się, co naprawdę robiłem na Wojnie Yom Kippur, w siedemdziesiątym trzecim.

-- Naturalnie, że się nie wyda, a jeśli nawet, nikt nie uwierzy, że starożytny naród egipski tak bardzo dał się nabić w butelkę.

Generał Mubarak wylądował bez pozwolenia, brodził przez piaski oszołomiony, w piżamie, z samym tylko bagażem podręcznym, aż zobaczył w oddali ognisko, przy którym siedział pułkownik Kaddafi:

-- Aasalaamu Aleikum.

-- Wa-Aleikum Aassalaam.

-- Co robisz w Al-Kufar, królu królów?

-- Szukam męczeńskiej śmierci. A ty, generale?

-- Wypełniło się proroctwo Abdiasza, które wedle niektórych komentatorów brzmi następująco: kiedy tygodniowy pobyt w czterogwiazdkowym „Ogrodzie Sułtana” spadnie do 1249 zł, spełni się poznański sen נשיא שיתופית , a wtedy ostatni król egipski pójdzie w piżamie przez pustynię by spożyć wieczerzę z gołębia, z błaznem w czapce pułkownika nieistniejącej armii.

-- 1249 złotych,  all inclusive?

-- Dwa posiłki, kolacja we własnym zakresie.

-- Nic z tego nie będzie, generale, nawet gdyby spadło do 1249, poza kawą rozpuszczalną nie mam tu niczego.

Gówno trzaskało wesoło, Muammar przygotował kawę z goździkami, Hosni dobył gotowanego gołębia z grochem i kurkumą. Nad głowami dyktatorów przefrunęło stado złotych wróbli sudańskich, za plecami przeszło bezgłośnie stado koziorożców nubijskich, w oddali po trzykroć zamrugała pustynna kobra. Od północy przydreptał siwiejący na skroniach, młodawo-zielonkawy człowieczek o wyglądzie akwizytora otwartych funduszy emerytalnych:

-- Aasalaamu Aleikum, upadli dyktatorzy.

-- Czy nie dość wam plaży Morza Czerwonego? Czemu nas niepokoisz, akwizytorze?

-- Nazwisko brzmi Czarzasty.

-- Allahu akbar, nazwisko masz zaiste przerażające. Cóż ono znaczy w twoim języku?

-- Człowieka o gęstych brwiach, który w krzakach przekracza granice czardasza. Przychodzę do was, bo nie wszystko jest stracone. Umiem ocalić wasz wizerunek.

Muammar wytrzeszczył oko jak wielbłąd Abdiasza, Hosni zamrugał niczym pustynna kobra:

-- To niemożliwe, jesteśmy szaleńcami, mówimy od rzeczy, lud już nigdy nas nie pokocha.

-- Pokocha. Mój obecny podopieczny nie powiedział jeszcze niczego, co cokolwiek znaczy. Są na to dowody.

-- Jesteśmy zdziecinniałymi starcami.

-- Mój klient ma duszę starca i umysł dziecka.

-- Pewnie jest na fejsie i twituje, to nie dla nas.

-- Twitować można nauczyć szympansa.

-- Jesteśmy martwi, akwizytorze.

-- Komunizm też.

-- Jeśli poślesz nas pod bramy fabryk rozdawać jabłka, wyśmieją nas, a tego nie zniesie żaden szanujący się Arab.

-- Przed siódmą rano nikt się w drodze do roboty nie śmieje.

-- Jesteśmy złodziejami i łapówkarzami.

-- Ja również.

-- Co zrobisz z górą złota, której oczekujesz pewnie w zamian. Poza wdziękami kobiet, winem, pałacami o przepysznych ogrodach, czy nabędziesz coś jeszcze?

-- E-czasopisma.

 

 


06:48, balsamlomzynski
Link Komentarze (8) »
sobota, 19 lutego 2011

 

 

Dowiedziawszy się od rosyjskich ekspertów lotniczych, że na wieży siedziała bełkocząca bez sensu małpa, rodziny smoleńskie z miejsca pomyślały, że chodzi o Błaszczaka, rzuciły się nań i pobiły go w sposób z niczym nielicujący. Każdy bił czym popadło, zniczem, sztandarem, pomnikiem, a córka Marta, jako osoba prywatna, biła przez Dubienieckiego. Ponieważ nie wszyscy byli z PiSu, bito niedokładanie,  Błaszczak przeżył, a w każdym razie nadal pośród szczątków poruszały się domniemane, różowe usta rzecznika:


-- Partia Prawo i Sprawiedliwość ma również program gospodarczy. Tragedia smoleńska, chociaż największa tragedia tego typu w historii Polski, tak przecież stwierdził Sejm Rzeczpospolitej Polskiej w specjalnej uchwale, nie jest jedynym zagadnieniem, którym się zajmujemy. Prezes partii Prawo i Sprawiedliwość, były premier rady ministrów, pan Jarosław Kaczyński ma program obniżenia cen jabłek za pomocą podatku bankowego.

Tu Błaszczakowi przerwał stosunkowo jak nasze warunki niezależny ekonomista, który wprawdzie nikogo nie stracił w tragedii smoleńskiej, ale bardzo tego żałował. Miał przy sobie projektor Sharp PG-D2870W polecany do małych i średnich sal konferencyjnych, i szpicrutę laserową służącą do zadawania ciosów ostatecznych wrogom nurtu kapitałowego w polskiej myśli emerytalnej. Miast jednak Błaszczaka dobić, skrzywił się wyrafinowanie:

-- Państwo się psuje.

Błaszczak od dziecka nie miał nic przeciwko temu, żeby go bito, ale polityka godnościowa leżała mu na sercu. Ponieważ serca pośród szczątków własnych już nie dostrzegał, zapłakał za pomocą dostępnych środków:

-- Od samego początku mówiono, że świętej pamięci prezydent pan Lech Kaczyński naciskał. Jak tylko zaczął naciskać, już mówiono, że są naciski, i nadal tak się mówi, temu nie podobna zaprzeczyć. Użyto samego tylko załącznika trzynastego konwencji chicagowskiej, którego nie wystarczało nawet na okrycie wraku. Była inwigilacja gorsza niż Watergate. Były takie głosy w mediach komercyjnych, ale i publicznych, były takie sugestie, oj były, proszę nie zaprzeczać, że nie było, że on się umówił z prezydentem Gruzji, że oddane zostaną do niego strzały, zupełnie jakby świętej pamięci pan prezydent Lech Kaczyński był samobójcą. To, że nim nie był dowiodły dziesiątki tysięcy ludzi pod Pałacem Namiestnikowskim. Narracja rosyjska, czyli w sumie takie gadanie bez końca, ja swoje, ty swoje, przewyższa narrację polską zarówno długością jak i obrzydliwością. Nikomu nie przychodzi do głowy, że to właśnie obniżenie rangi wizyty świętej pamięci prezydenta mogło pomniejszyć wartość jego życia w oczach pilotów. I dobrze, że nie przychodzi, bo to jest kompletnie jakieś odjechane rozumowanie. Czy tyle osób stałoby w wielogodzinnej kolejce, gdyby prezydent był samobójcą, albo, a i takie rzeczy przecież się sugeruje, gdyby był nieudacznikiem bez dorobku? Sugeruje się, sugeruje, nawet gorsze rzeczy się sugeruje. Dlaczego zatem pochowany został na Wawelu, narodowym nekropolis Rzeczpospolitej, przy użyciu lawety wiedzionej przez pojazd opancerzony? A jeśli prezydent taki był szalony, to dlaczego naród go wybrał, czy jest możliwe, że Naród...

Tu przerwał Błaszczakowi głos z polskiej sekcji zaświatów:

-- Błaszczak, weź ty się lepiej i zamknij.

05:50, balsamlomzynski
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne