Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
środa, 19 września 2018

 

 

Anfisa Aliochina, urzędniczka-porucznik,  naczelnik kremlowskiego działu pism wchodzących, obejrzała list od Amerykanów pod światło, wyjęła z szuflady pistolet i śrubokręt z uchwytem ściełanym koszkuńskim kauczukiem, który tym się różni od promazkazkiego, że składa się wyłącznie z reszt izoprenowych, w związku z czym bardziej przypomina gutaperkę.  Sprawdziła zawartość magazynka, wetknęła broń za pasek spódnicy, weszła do szafy, w której trzymała jesionki z podpinką i bez.

Stanowisko Anfisy utworzono za czasów Berii, kiedy istotne pismo wpłynęło, pozostało nieotwarte, rzecz wypłynęła, a rozstrzelać nie było kogo. Listy płynące zwykłą drogą nie są już na Kremlu odbierane, nie z powodu postępu technicznego, lecz jego przeciwieństwa: listy piszą wyłącznie emeryci pragnący przywrócenia drugiej wojny światowej. Urzędników naturalnie się już nie rozstrzeliwuje, nie dlatego, że nie wypada, ale dlatego, że większość moskiewskich urzędników, a także polskich i węgierskich, pragnie śmierci. Powszechnie uważa się, że zarzynanie własnej ojczyzny za pieniądze to zajęcie łatwe i opłacalne, tymczasem ojczyzny nigdy do końca nie daje się dorżnąć, zawsze pozostaje jakiś sektor prywatny, gdzie zarabia się więcej.

W każdym razie, Anfisa nie bała się szubienicy, ani kuli w tył głowy. Bała się izotopów:

-- Kto nie boi się izotopów, ten je produkuje.

Ale oto pismo z pieczęcią Biura Specjalnego Sędziego Śledczego Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, Roberta Meullera przedarło się na biurko Anfisy.

Wszedłszy do szafy, śrubokrętem odkręciła panel bezpieczników, spowodowała zwarcie w sąsiednim pokoju. Zapachniało izolacją i mięsem rzucanym w pokoju kontrwywiadu.

Na kopercie było wyraźnie napisane, że ruki mają być sowstiennyje, i nie chodziło oczywiście o zużyte pracą wywiadowczą i hakerską dłonie Anfisy. Porucznik Aliochina udała się do pomieszczenia, które można by nazwać socjalnym, gdyby nie to, że to tam umierał wszelki normalny stosunek człowieka do człowieka. Otworzyła pismo. Nie odbyło się to "nad parą." Nic w tym rodzaju. Anfisa otworzyła pismo śrubokrętem z czarną rączką, tyle że kopertę uprzednio wskanowała, wytwarzając nieodróżnialną kopię.

Po lekturze i ponownym zaklejeniu listu, Anfisa przyłożyła śrubokręt do skroni, zaśmiała się, ale nie tak nieszczerze jak zapewne planowała, tylko złowieszczo. Dobrze, że nie przyłożyła pistoletu, bo ani chybi uszkodziłaby lodówkę. Wykonała telefon:

-- Prohyr Michajłowicz... proszę do mnie wpaść... pilne, koniec świata.

Prohyr Zaszczukin, urzędnik-radca prawny, też z jakimś tam stopniem wojskowym, stuknął obcasami, nie trafił, obróciło go, zasalutował obleśnie, jak policjant drogowy. Anfisa położyła mu dłoń na ustach, pchnęła go do pokoju pachnącego paloną izolacją, zamknęła drzwi. Nie będziemy tu opisywać sceny miłości, czytelników odsyłamy do książek Wildsteina i Lisickiego. W każdym razie, Proszeńka umieścił sobie potem na głowie dokument urzędowy, zasłonił się zdjętym ze ściany portretem Władimira Władmirowicza.

-- Powiadacie, towarzyszko Alochina, że świat się kończy?

-- Proszeńka, kochany, nie wydurniaj się, Meuller wie wszytko.

-- Co to jest wszystko?

-- Przyszedł akt oskarżenia i kopia nakazu aresztowania dla Władimira Władimirowicza. Jeśli nie doręczę, zaaresztują go przy pierwszej wizycie zagranicznej.

-- A prawo międzynarodowe?

-- Noriegę aresztowali.

-- Po uprzednim wypowiedzeniu wojny.

-- Tu jest napisane, że Władimir Władimirowicz wszczął przeciwko Ameryce działania równoważne wojennym.

-- A on jeszcze gdzieś jeździ do normalnych krajów?

-- Dzięki wysiłkom Władimira Władimirowicza nie ma już normalnych krajów.

-- To doręcz.

-- Oszalałeś, Proszeńka, wtedy on się domyśli skąd Meuller wszystko wie.

-- Wyjedźmy Anfiso za granicę, może do Szwajcarii?

-- Co wy wszyscy z tą Szwajcarią. To tam się ginie od izotopów w pierwszym hotelu.

-- To do Polski, tam teraz będzie nowe województwo. Pracowałaś tam Anfiso, znasz ten kraj i jego obyczaje.

-- Jak mówi towarzysz Morawiecki, Polska nie ma obyczajów, Polska ma fobie.

-- Morawiecki młodszy?

-- Starszy, młodszy kłamie.

-- Ja spokojnie mogę mieć fobie, Anfiso.

Za oknem przeleciał głową w dół urzędnik państwowy z wyższego szczebla.

-- Gienia poleciał.

-- Gienia poleciał z pokoju hotelowego w Talinie, to Kalinin.

-- Rosja staje się teraz, Proszeńka, jak dawniej.

-- Wystarczy teraz tylko podnieść wyniki przemysłu maszynowego.

-- Czego zaniedbał Kalinin?

-- Zapomniał wymyślić przykrywkę dla Szefernakera, ten musiał udawać geniusza technologii cyfrowych, naturalnie wydało się.

-- Nawet jeśli uciekniemy do Polski, jak przeżyjemy z dala od naszych pól bezkresnych, bez rosyjskiej duszy?

-- Jak mówił polski towarzysz, nie ma rosyjskiej duszy, są tylko narządy zaświerzbione historycyzmem.

-- Morawiecki starszy?

-- Bielan.

02:00, balsamlomzynski
Link Komentarze (11) »
czwartek, 06 lipca 2017



 

Powodem, dla którego termin wizyty w Polsce wyznaczono w ostatniej chwili, było to, że ludzie Trumpa bali się, że coś ich zatrzyma. Z tych też powodów jechali wszyscy: żona Melania, która była niewinna, ale po ostatniej operacji plastycznej wyglądała dwuznacznie, ambasador Kisljak, który chciał spędzić więcej czasu z rodziną, córka Iwanka, która nie wyobrażała sobie dnia w więzieniu federalnym, nie mówiąc o wieczności za zdradę stanu. Jechał naturalnie Kushner, zięć i nadzieja Trumpa, prawdziwy sprawca całego zamieszania, wyznawca chasydyzmu w wersji kremlowskiego rabina Rosji, Berela Lazara, którego berakhot czyli błogosławieństwo, pierze wszelki pieniądz.  Jechał generalny prokurator, alabamski segregacjonista i miłośnik Putina Jeff Sessions; leciał ekspert od znikania i innych zagadnień niecierpiących zwłoki, Corey Lewandowski. Jechał agent turecki i rosyjski, generał Flynn i, oczywiście, powiernik i doradca dyktatorów, Paul Manafort.

Nie wszyscy, rzec można, zdążyli. Rzecznik prasowy Spicer dobiegł, kiedy schody odsuwały się już od samolotu. Skoczył, chwycił się progu, ale Lewandowski, nie tyle ze złości, co z przyzwyczajenia, zatrzasnął ciężkie drzwi, miażdżąc Spicerowi ręce. Rzecznik umarłby godnie na ziemi amerykańskiej, ale wysokiej jakości płaszcz jesienno-zimowy Rab Neutrino Endurance, utrzymał go w locie aż do Nowej Szkocji.

Płaszcz miał się przydać w Moskwie, bo tam tak naprawdę wybierała się pierwsza rodzinka. Amerykańscy piloci z dawnego naboru uparli się jednak lądować zgodnie z planem lotu, czyli w Warszawie, w duchowym przyczółku GRU, ale jednak na terenie NATO.

Lot i zabawne perypetie rzecznika prasowego przywróciły Trumpowi dobry nastrój. Rozmawiał z Manafortem, który porzuciwszy wszelkie charakteryzacje siedział w stroju jednolitym.

-- Czy to prawda, że Warszawa jest ostatnim miastem, gdzie nie będą ze mnie drwić?

-- Nie ręczę za Warszawę, ręczę za Maliniaka.

 

Delegacja w składzie: Maliniak, Jąkała i Zajączek stała na płycie od kwietnia, w miejscu precyzyjnie wynegocjowanym przez Jąkałę, co było zresztą jedynym ustępstwem uczynionym na rzecz Amerykanów, bo strona polska chciała stać od stycznia i już w Nowej Szkocji. Drzwi samolotu uchyliły się, wysunęła się głowa Lewandowskiego, na szykującego się do wykonania gestu powitalnego Maliniaka spadły zmiażdżone ręce rzecznika prasowego Spicera:

-- Wasze ręce?

-- W wasze ręce.

-- Prezydent schodzi zaraz?

-- Pan prezydent chce rozmawiać z Kępą.

-- Nie może być Jąkała, albo Zajączek?

-- Chyba sobie, Maliniak, żartujecie.

Kępę wciągnięto na pokład za pomocą dźwigu do podnoszenia pocisków ziemia-powietrze-ziemia.  Lewandowski wyjaśnił swojej odpowiedniczce w rządzie polskim, że piloci i nawigator, których w sumie było pięciu, nie mają się dobrze:

-- Trzeba ich pochować, ale ładujcie, Kępa, po sześciu.

-- Przecież ich jest pięciu.

-- Kopcie dla sześciu.

Kępa zawiozła zwłoki w rodzinne okolice, tam zupełnie przypadkowo spotkani koledzy wykopali odpowiednio głęboki grób. Wrzucili załogę, potem Kępę, zasypali powierzchownie ze względu na domniemany testament, w którym pierwsza dama Sycowa życzyła sobie wielokrotnych ekshumacji w atmosferze skandalu.

 

Tymczasem Maliniak, korzystając z okazji do pokazania tężyzny fizycznej również w okresie letnim, wspiął się po linie. Na górze panowała atmosfera rozluźnienia: Kushner w czarnej lisiurce unosił się nad walizką ze środkami, trzykrotnie powtarzając berakhah kesef, ale ponieważ tak się wcale nie mówi, środki zamieniały się w bezwartościowe ruble.

Iwanka bezceremonialnie odkręciła własne nogi i malowała paznokcie od drugiej strony:

-- Maliniak, zrobić wam paznokcie?

-- Nie ma potrzeby, są zrobione.

-- Jest potrzeba, żona wam maluje?

-- Nie, skądże.

-- Zajączek?

-- Ależ, jak pani tak w ogóle może.

 Lewandowski czyścił karabin wyborowy z lunetą na rozszerzone spektrum:

-- Wiecie do czego ten karabin jest najlepszy? Wsadza się lufę w usta, a palcem prawej nogi naciska spust.

-- A po co luneta?

-- Żeby lewą nogą lepiej objąć.

Trump, który miał zakres uwagi owada, nudził się bezceremonialnie.

-- Skąd ta zwłoka, panie prezydencie, zapraszamy na teren naszego pięknego kraju.

-- Czekamy na tłumacza.

-- Nie potrzeba tłumacza.

-- Trzeba, nikt nie wie, jaki jest polski odpowiednik naszego "wicie, rozumicie"

-- "You feel me?"

-- Maliniak, wicie, rozumicie, musicie mnie ułaskawić.

-- Naturalnie, niniejszym ułaskawiam, a za co?

-- Ruscy mnie wybrali.

-- Nas też.

-- A to ja tego nie wiedziałem.

-- Mario nie zna się na zakładaniu podsłuchów, ile razy próbuje, zaplątuje się w kable, co wywołuje przeciek; trzeba było FSB, handlarza ruskim węglem i kelnerów w ulubionej knajpie pracowników ambasady rosyjskiej.

-- Ale ja was nie mogę was ułaskawić, Maliniak.

-- Ja dla pana właśnie złamałem konstytucję.

-- Wy niczego nie łamiecie, Mailiniak, wy jedynie podpisujecie, a potem posyłacie Zajączka na męki do telewizorni. Pragnę wam jednak pomóc, pewnie chcecie z sobą skończyć. To zdejmijcie skarpetki.

-- Nie chcę.

-- Kłamaliście co do stanu stopy, wstydzicie się teraz? Iwanka wam pomoże.

Iwanka przyskoczyła ze zdumiewającą szybkością, odkręciła Maliniakowi nogę, jakby i on był manekinem, Lewandowski podsunął sztucer i byłemu już na dobrą sprawę prezydentowi RP wydało się zupełnie naturalne i niegroźne by zimna lufa dotknęła podniebienia. Kiedy znakomicie oporządzony duży palec nogi Maliniaka trafił do poręcznego kabłąka, zamiast ujrzeć przed oczami całe swoje życie: fazę ministranta gorliwego, ministranta mściwego i ministranta spolegliwego, pierwszy narciarz RP ujrzał oczami wyobraźni opętanego pożądaniem Rydzyka goniącego po korytarzach PZU Sadurską. Co dziwne, to Sadurska dysponowała gigantycznym, obrzezanym członkiem, którym, gdy zakonnik się za bardzo zbliżał, okładała po pysku, a gdy dystans się zwiększał, wspierała się zalotnie a to o ścianę boczną, a to o luksusową wykładzinę, co wcale nie jest takie proste. Maliniak pragnął przeanalizować tę intrygującą sytuację, ale nie zdążył, bo wszystkie wytwory jego wyobraźni wylądowały wraz z nią na jednym z okien samolotu.

Uprzątnięcie bałaganu trwało ułamek sekundy, ale reszta delegacji polskiej zorientowała się w sytuacji. Jąkała wymamrotał coś o Trójmorzu i dał nogę, Zajączek wspiął się na górę:

-- Sami przyszliście, Zajączek, a gdzie Jąkała?

-- Poleciał ratować Trójmorze, mówi, że się z tego robi Kanał Elbląski, bo tylko Obwód Kaliningradzki chce przystąpić, a i to po to, żeby przypierdolić. A gdzie Maliniak?

-- Jeśli chodzi o Maliniaka to wicie, rozumicie.

-- A to bardzo dobrze, bo jemu zależało, żebyście się czuli jak u siebie.

 


Foto: "The Americans", FX Network (2013-) (USA) (TV)

 

07:45, balsamlomzynski
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 137
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne