Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
RSS
czwartek, 06 lipca 2017



 

Powodem, dla którego termin wizyty w Polsce wyznaczono w ostatniej chwili, było to, że ludzie Trumpa bali się, że coś ich zatrzyma. Z tych też powodów jechali wszyscy: żona Melania, która była niewinna, ale po ostatniej operacji plastycznej wyglądała dwuznacznie, ambasador Kisljak, który chciał spędzić więcej czasu z rodziną, córka Iwanka, która nie wyobrażała sobie dnia w więzieniu federalnym, nie mówiąc o wieczności za zdradę stanu. Jechał naturalnie Kushner, zięć i nadzieja Trumpa, prawdziwy sprawca całego zamieszania, wyznawca chasydyzmu w wersji kremlowskiego rabina Rosji, Berela Lazara, którego berakhot czyli błogosławieństwo, pierze wszelki pieniądz.  Jechał generalny prokurator, alabamski segregacjonista i miłośnik Putina Jeff Sessions; leciał ekspert od znikania i innych zagadnień niecierpiących zwłoki, Corey Lewandowski. Jechał agent turecki i rosyjski, generał Flynn i, oczywiście, powiernik i doradca dyktatorów, Paul Manafort.

Nie wszyscy, rzec można, zdążyli. Rzecznik prasowy Spicer dobiegł, kiedy schody odsuwały się już od samolotu. Skoczył, chwycił się progu, ale Lewandowski, nie tyle ze złości, co z przyzwyczajenia, zatrzasnął ciężkie drzwi, miażdżąc Spicerowi ręce. Rzecznik umarłby godnie na ziemi amerykańskiej, ale wysokiej jakości płaszcz jesienno-zimowy Rab Neutrino Endurance, utrzymał go w locie aż do Nowej Szkocji.

Płaszcz miał się przydać w Moskwie, bo tam tak naprawdę wybierała się pierwsza rodzinka. Amerykańscy piloci z dawnego naboru uparli się jednak lądować zgodnie z planem lotu, czyli w Warszawie, w duchowym przyczółku GRU, ale jednak na terenie NATO.

Lot i zabawne perypetie rzecznika prasowego przywróciły Trumpowi dobry nastrój. Rozmawiał z Manafortem, który porzuciwszy wszelkie charakteryzacje siedział w stroju jednolitym.

-- Czy to prawda, że Warszawa jest ostatnim miastem, gdzie nie będą ze mnie drwić?

-- Nie ręczę za Warszawę, ręczę za Maliniaka.

 

Delegacja w składzie: Maliniak, Jąkała i Zajączek stała na płycie od kwietnia, w miejscu precyzyjnie wynegocjowanym przez Jąkałę, co było zresztą jedynym ustępstwem uczynionym na rzecz Amerykanów, bo strona polska chciała stać od stycznia i już w Nowej Szkocji. Drzwi samolotu uchyliły się, wysunęła się głowa Lewandowskiego, na szykującego się do wykonania gestu powitalnego Maliniaka spadły zmiażdżone ręce rzecznika prasowego Spicera:

-- Wasze ręce?

-- W wasze ręce.

-- Prezydent schodzi zaraz?

-- Pan prezydent chce rozmawiać z Kępą.

-- Nie może być Jąkała, albo Zajączek?

-- Chyba sobie, Maliniak, żartujecie.

Kępę wciągnięto na pokład za pomocą dźwigu do podnoszenia pocisków ziemia-powietrze-ziemia.  Lewandowski wyjaśnił swojej odpowiedniczce w rządzie polskim, że piloci i nawigator, których w sumie było pięciu, nie mają się dobrze:

-- Trzeba ich pochować, ale ładujcie, Kępa, po sześciu.

-- Przecież ich jest pięciu.

-- Kopcie dla sześciu.

Kępa zawiozła zwłoki w rodzinne okolice, tam zupełnie przypadkowo spotkani koledzy wykopali odpowiednio głęboki grób. Wrzucili załogę, potem Kępę, zasypali powierzchownie ze względu na domniemany testament, w którym pierwsza dama Sycowa życzyła sobie wielokrotnych ekshumacji w atmosferze skandalu.

 

Tymczasem Maliniak, korzystając z okazji do pokazania tężyzny fizycznej również w okresie letnim, wspiął się po linie. Na górze panowała atmosfera rozluźnienia: Kushner w czarnej lisiurce unosił się nad walizką ze środkami, trzykrotnie powtarzając berakhah kesef, ale ponieważ tak się wcale nie mówi, środki zamieniały się w bezwartościowe ruble.

Iwanka bezceremonialnie odkręciła własne nogi i malowała paznokcie od drugiej strony:

-- Maliniak, zrobić wam paznokcie?

-- Nie ma potrzeby, są zrobione.

-- Jest potrzeba, żona wam maluje?

-- Nie, skądże.

-- Zajączek?

-- Ależ, jak pani tak w ogóle może.

 Lewandowski czyścił karabin wyborowy z lunetą na rozszerzone spektrum:

-- Wiecie do czego ten karabin jest najlepszy? Wsadza się lufę w usta, a palcem prawej nogi naciska spust.

-- A po co luneta?

-- Żeby lewą nogą lepiej objąć.

Trump, który miał zakres uwagi owada, nudził się bezceremonialnie.

-- Skąd ta zwłoka, panie prezydencie, zapraszamy na teren naszego pięknego kraju.

-- Czekamy na tłumacza.

-- Nie potrzeba tłumacza.

-- Trzeba, nikt nie wie, jaki jest polski odpowiednik naszego "wicie, rozumicie"

-- "You feel me?"

-- Maliniak, wicie, rozumicie, musicie mnie ułaskawić.

-- Naturalnie, niniejszym ułaskawiam, a za co?

-- Ruscy mnie wybrali.

-- Nas też.

-- A to ja tego nie wiedziałem.

-- Mario nie zna się na zakładaniu podsłuchów, ile razy próbuje, zaplątuje się w kable, co wywołuje przeciek; trzeba było FSB, handlarza ruskim węglem i kelnerów w ulubionej knajpie pracowników ambasady rosyjskiej.

-- Ale ja was nie mogę was ułaskawić, Maliniak.

-- Ja dla pana właśnie złamałem konstytucję.

-- Wy niczego nie łamiecie, Mailiniak, wy jedynie podpisujecie, a potem posyłacie Zajączka na męki do telewizorni. Pragnę wam jednak pomóc, pewnie chcecie z sobą skończyć. To zdejmijcie skarpetki.

-- Nie chcę.

-- Kłamaliście co do stanu stopy, wstydzicie się teraz? Iwanka wam pomoże.

Iwanka przyskoczyła ze zdumiewającą szybkością, odkręciła Maliniakowi nogę, jakby i on był manekinem, Lewandowski podsunął sztucer i byłemu już na dobrą sprawę prezydentowi RP wydało się zupełnie naturalne i niegroźne by zimna lufa dotknęła podniebienia. Kiedy znakomicie oporządzony duży palec nogi Maliniaka trafił do poręcznego kabłąka, zamiast ujrzeć przed oczami całe swoje życie: fazę ministranta gorliwego, ministranta mściwego i ministranta spolegliwego, pierwszy narciarz RP ujrzał oczami wyobraźni opętanego pożądaniem Rydzyka goniącego po korytarzach PZU Sadurską. Co dziwne, to Sadurska dysponowała gigantycznym, obrzezanym członkiem, którym, gdy zakonnik się za bardzo zbliżał, okładała po pysku, a gdy dystans się zwiększał, wspierała się zalotnie a to o ścianę boczną, a to o luksusową wykładzinę, co wcale nie jest takie proste. Maliniak pragnął przeanalizować tę intrygującą sytuację, ale nie zdążył, bo wszystkie wytwory jego wyobraźni wylądowały wraz z nią na jednym z okien samolotu.

Uprzątnięcie bałaganu trwało ułamek sekundy, ale reszta delegacji polskiej zorientowała się w sytuacji. Jąkała wymamrotał coś o Trójmorzu i dał nogę, Zajączek wspiął się na górę:

-- Sami przyszliście, Zajączek, a gdzie Jąkała?

-- Poleciał ratować Trójmorze, mówi, że się z tego robi Kanał Elbląski, bo tylko Obwód Kaliningradzki chce przystąpić, a i to po to, żeby przypierdolić. A gdzie Maliniak?

-- Jeśli chodzi o Maliniaka to wicie, rozumicie.

-- A to bardzo dobrze, bo jemu zależało, żebyście się czuli jak u siebie.

 


Foto: "The Americans", FX Network (2013-) (USA) (TV)

 

07:45, balsamlomzynski
Link Komentarze (8) »
piątek, 21 kwietnia 2017

 

Niech będzie pochwalony Bóg, przedwieczny ojciec, Maryja, zawsze dziewica i Jezus Chrystus, nigdy nie w służbach, a nawet przez nie bity, zarówno batem jak i po plecach. Witam państwa w cotygodniowym felietonie Głos Polski. Mam dziś państwu do przekazania wiadomość trudną, ale i ważną. Dziś po południu, zaraz po Aniele Pańskim, mówiąc ściśle, w dekadzie Wielkiej Soboty, aż do Świętej Trójcy odmawiamy w tym czasie Królową Niebios, zadzwonił do mnie przewodniczący podkomisji ponownego wyjaśniania, doktor Wacław Berczyński, włókiennik, inżynier, wybitny badacz ogromnej ilości amerykańskich wypadków losowych, zarówno własnych, ale przecież nie tylko, i oświadczył, że mu odjebało. Można powiedzieć, szewc bez butów chodzi, a mówiąc ściśle, w komisji schizoidalnej o diagnozę najtrudniej. Powiedziałem mu, naturalnie, że przecież dlatego właśnie został zatrudniony, i że dlatego to się nazywa podkomisja, bo nikt nie spełnia wymogów bodaj, żeby blaszane kury macać, a on na to, że odjebało mu ponownie, i że nie ma dwóch zdań, tym razem ostatecznie. Ja mu na to, że nigdy nie jest ostatecznie, a on na to, skąd ja mogę takie rzeczy wiedzieć. Więc mu wyjaśniam, że mam kompletnie porąbane od głębokiego Gierka, kiedy już nie było cukru, ale jeszcze było masło, a mimo to stwierdzam, że z każdym miesiącem budowania zaawansowanej gospodarki wolnorynkowej, jest ze mną coraz gorzej.  On mi tu przerywa: no to mi, Antoni powiedz, jak bardzo ci odjebało, a ja ci powiem, czy mnie bardziej. No dobra, mówię, żeby wzmocnić flanki wschodnie i zachodnie potrzebuję groby kopać, a on na to, że on ma gorzej. No to go pytam, co pani jest. A on mi na to odpowiada, śmigłowiec.

 


07:57, balsamlomzynski
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 136
Zakładki:
Obowiązkowo
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne