Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
Blog > Komentarze do wpisu

Pokój socjalny

 

 

Anfisa Aliochina, urzędniczka-porucznik,  naczelnik kremlowskiego działu pism wchodzących, obejrzała list od Amerykanów pod światło, wyjęła z szuflady pistolet i śrubokręt z uchwytem ściełanym koszkuńskim kauczukiem, który tym się różni od promazkazkiego, że składa się wyłącznie z reszt izoprenowych, w związku z czym bardziej przypomina gutaperkę.  Sprawdziła zawartość magazynka, wetknęła broń za pasek spódnicy, weszła do szafy, w której trzymała jesionki z podpinką i bez.

Stanowisko Anfisy utworzono za czasów Berii, kiedy istotne pismo wpłynęło, pozostało nieotwarte, rzecz wypłynęła, a rozstrzelać nie było kogo. Listy płynące zwykłą drogą nie są już na Kremlu odbierane, nie z powodu postępu technicznego, lecz jego przeciwieństwa: listy piszą wyłącznie emeryci pragnący przywrócenia drugiej wojny światowej. Urzędników naturalnie się już nie rozstrzeliwuje, nie dlatego, że nie wypada, ale dlatego, że większość moskiewskich urzędników, a także polskich i węgierskich, pragnie śmierci. Powszechnie uważa się, że zarzynanie własnej ojczyzny za pieniądze to zajęcie łatwe i opłacalne, tymczasem ojczyzny nigdy do końca nie daje się dorżnąć, zawsze pozostaje jakiś sektor prywatny, gdzie zarabia się więcej.

W każdym razie, Anfisa nie bała się szubienicy, ani kuli w tył głowy. Bała się izotopów:

-- Kto nie boi się izotopów, ten je produkuje.

Ale oto pismo z pieczęcią Biura Specjalnego Sędziego Śledczego Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, Roberta Meullera przedarło się na biurko Anfisy.

Wszedłszy do szafy, śrubokrętem odkręciła panel bezpieczników, spowodowała zwarcie w sąsiednim pokoju. Zapachniało izolacją i mięsem rzucanym w pokoju kontrwywiadu.

Na kopercie było wyraźnie napisane, że ruki mają być sowstiennyje, i nie chodziło oczywiście o zużyte pracą wywiadowczą i hakerską dłonie Anfisy. Porucznik Aliochina udała się do pomieszczenia, które można by nazwać socjalnym, gdyby nie to, że to tam umierał wszelki normalny stosunek człowieka do człowieka. Otworzyła pismo. Nie odbyło się to "nad parą." Nic w tym rodzaju. Anfisa otworzyła pismo śrubokrętem z czarną rączką, tyle że kopertę uprzednio wskanowała, wytwarzając nieodróżnialną kopię.

Po lekturze i ponownym zaklejeniu listu, Anfisa przyłożyła śrubokręt do skroni, zaśmiała się, ale nie tak nieszczerze jak zapewne planowała, tylko złowieszczo. Dobrze, że nie przyłożyła pistoletu, bo ani chybi uszkodziłaby lodówkę. Wykonała telefon:

-- Prohyr Michajłowicz... proszę do mnie wpaść... pilne, koniec świata.

Prohyr Zaszczukin, urzędnik-radca prawny, też z jakimś tam stopniem wojskowym, stuknął obcasami, nie trafił, obróciło go, zasalutował obleśnie, jak policjant drogowy. Anfisa położyła mu dłoń na ustach, pchnęła go do pokoju pachnącego paloną izolacją, zamknęła drzwi. Nie będziemy tu opisywać sceny miłości, czytelników odsyłamy do książek Wildsteina i Lisickiego. W każdym razie, Proszeńka umieścił sobie potem na głowie dokument urzędowy, zasłonił się zdjętym ze ściany portretem Władimira Władmirowicza.

-- Powiadacie, towarzyszko Alochina, że świat się kończy?

-- Proszeńka, kochany, nie wydurniaj się, Meuller wie wszytko.

-- Co to jest wszystko?

-- Przyszedł akt oskarżenia i kopia nakazu aresztowania dla Władimira Władimirowicza. Jeśli nie doręczę, zaaresztują go przy pierwszej wizycie zagranicznej.

-- A prawo międzynarodowe?

-- Noriegę aresztowali.

-- Po uprzednim wypowiedzeniu wojny.

-- Tu jest napisane, że Władimir Władimirowicz wszczął przeciwko Ameryce działania równoważne wojennym.

-- A on jeszcze gdzieś jeździ do normalnych krajów?

-- Dzięki wysiłkom Władimira Władimirowicza nie ma już normalnych krajów.

-- To doręcz.

-- Oszalałeś, Proszeńka, wtedy on się domyśli skąd Meuller wszystko wie.

-- Wyjedźmy Anfiso za granicę, może do Szwajcarii?

-- Co wy wszyscy z tą Szwajcarią. To tam się ginie od izotopów w pierwszym hotelu.

-- To do Polski, tam teraz będzie nowe województwo. Pracowałaś tam Anfiso, znasz ten kraj i jego obyczaje.

-- Jak mówi towarzysz Morawiecki, Polska nie ma obyczajów, Polska ma fobie.

-- Morawiecki młodszy?

-- Starszy, młodszy kłamie.

-- Ja spokojnie mogę mieć fobie, Anfiso.

Za oknem przeleciał głową w dół urzędnik państwowy z wyższego szczebla.

-- Gienia poleciał.

-- Gienia poleciał z pokoju hotelowego w Talinie, to Kalinin.

-- Rosja staje się teraz, Proszeńka, jak dawniej.

-- Wystarczy teraz tylko podnieść wyniki przemysłu maszynowego.

-- Czego zaniedbał Kalinin?

-- Zapomniał wymyślić przykrywkę dla Szefernakera, ten musiał udawać geniusza technologii cyfrowych, naturalnie wydało się.

-- Nawet jeśli uciekniemy do Polski, jak przeżyjemy z dala od naszych pól bezkresnych, bez rosyjskiej duszy?

-- Jak mówił polski towarzysz, nie ma rosyjskiej duszy, są tylko narządy zaświerzbione historycyzmem.

-- Morawiecki starszy?

-- Bielan.

środa, 19 września 2018, balsamlomzynski

Polecane wpisy

  • Śmigłowiec

    Niech będzie pochwalony Bóg, przedwieczny ojciec, Maryja, zawsze dziewica i Jezus Chrystus, nigdy nie w służbach, a nawet przez nie bity, zarówno batem jak i po

  • Międzymorza wielu prędkości

    Pierwszy oficjalny tydzień Europy różnych prędkości zastał ambasadora Siergieja Iwanowicza Kisljaka, najszybszego pośród Europejczyków, na gorączkowych rozjazda

  • Művész Kávéház

     Bywalcy Művész Kávéház przy Andrássy út 29: Gergely, Mihály i Pál przekomarzali się w naturalny, węgierski, zasadniczo namolny, przygnębiający sposób,

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/09/22 18:49:46
Widze ,ze ktos wzbudzil towarzysza Amerykanina do aktywnosci . Moze to masa krytyczna Polonu przywleczona przez kucajacego towarzysza prezydenta Polonii i jego towarzyszke. Pozdrawiam i mam nadzieje ,ze blog znowu zapelni sie gwarem i zyciem po zyciu .
-
2018/09/23 13:51:03
Poki co lokalni bolszewicyszturmuja Warszawe. Znajdzie sie jakis Naczelnik aby nas obronic ?
-
2018/09/25 18:02:08
Szybko przemija postać tego świata. Czas ucieka wieczność czeka. Wieczność nigdy nie przeminie.
-
Gość: Orteq, 149.202.98.*
2018/09/26 12:27:44
Wiecznosc. Czyli zycie po zyciu? Anumlik jakos milczy na ten temat
-
2018/09/26 20:30:23
Ciekawe skąd katolikowi-najlepszemu przyszło do głowy, że cokolwiek wie o wieczności? A przynajmniej, że wie więcej, niż ktokolwiek inny? Ponieważ zaczytuje się w oczywiście nieprawdziwych źródłach?
-
Gość: Orteq, 149.202.98.*
2018/09/26 23:18:03
Pytanie jeszcze lepsze: ciekawe dlaczego sp. Anumlik milczy w temacie jak zaklety - he he - przenioslszy sie do owej Wiecznosci tyle miesiecy juz temu?
-
2018/09/27 07:32:23
Balsamie. Jest jedno bardzo intrygujace zrodlo traktujace na temat wiecznosci . Niestety kaze ono zanurzyc sie w zimnej wodzie , zamknac oczy i plynac pod prad. Zewszad skaly i pohukiwana puhaczy wiec niewielu schodzi do niego aby chociaz przemyc twarz , a przedtem zobaczyc swoje umazane oblicze. Brr jak zimno. Recznik !
Sa tam rowniez wg np. Okudzawy znakomite nowiny dla krecacej sie ziemi zdumionej obrotem spraw .
-
Gość: Orteq, 149.202.98.*
2018/10/02 06:07:55
Na temat wiecznosci najwiecej mowi tutejsza wartkosc zycia blogowego
-
2018/10/05 20:53:23
Czymże jest wartkość, to rzecz względna. Czy wartkość równa jest jakości? Niezupełnie i nie zawsze, wystarczy wspomnieć nader wartko działające spłuczki klozetowe.
Morawiecki starszy proponuje unię z Rosją, młodszy wyznaje, że nie zgadza się w tej kwestii z ojcem, wiemy jednak skądinąd, że zaprogramowany jest tak, by nie mówić prawdy nigdy i pod żadnym pozorem. Przyszłość mą widzę zatem gdzieś, nad Jenisejem. Przysyłajcie mi fajki i kawę.

Ech, tęskno za Anumlikiem!
-
Gość: Orteq, 192.95.12.*
2018/10/11 06:31:59
Wartkosc? Who cares!

Niech ci bedzie, jotko. Fajki maja byc cannabisowe, rozumiem.

Bo te w modzie bendom. Po legalizacji marychy 17 pazdziernika w Kanadlandzie
-
2018/10/18 16:24:12
Mogą być i takie, i takie, byle nie Żitany, Żitany nie dla damy.
Coraz bardziej widzę się nad Jenisejem. Przerobiłam już w życiu kilka systemów: pseudo-socjalizm, pseudo-kapitalizm, teraz pseudo-dyktaturę. Dlaczego los poskąpił mi opiekuńczego modelu skandynawskiego, choćby i pseudo? Ja się pytam?
-
Gość: Ann, *.centertel.pl
2019/02/12 14:51:28
Dzień dobry!
znalazłam na ulicy (w jednej z podwarszawskich wsi) kartkę z opowiadaniem o Fiodorze Mikołajewiczu. Tytuł rozdziału (?) to "Fiodor Mikołajewicz i psy". Czy to możliwe, bym znalazła na tym blogu sąsiada? ;-)
-
2019/02/13 01:08:02
Nie, niemożliwe, kartka musiałaby zawieruszyć się daleko dalej od Warszawy, a ponadto, ręcznie nie pisałem niczego od bardzo dawna.
-
Gość: Ann, *.centertel.pl
2019/02/13 13:25:03
Ale to było właśnie daleko od Warszawy ;-) Nie będę pisała nazwy miejscowości, ale ulica to bodajże Jałowcowa, a kartka nie była pisana odręcznie...
-
2019/02/14 13:07:02
Nasze przymusowo leczone organizmy po eksperymencie dobrej zmiany znajduja sie miedzy kolejna chemioterapia a naswietlaniami. Oslabl jednak zapal rewolucyjny onkologow , bo przerzucili sie na medycyne estetyczna i zwalczaja czyraki , glownie na wlasnych siedzeniach. Nie ma wiec ani zdrowia , ani remisji , "jest tylko Beatrycze . I wlasnie jej nie ma "
Mam nadzieje ,ze jestes w dobrym Stanie i na wlasciwym stanowisku.
-
2019/02/14 13:24:51
W opowiadaniu Borgesa w pewnym kraju rzadzilo ministerstwo kartografii. Mapy byly w skali 1:10 i pokrywaly wiekszosc kraju. Ale glownym projektem byla mapa w skali 1:1 . Nie udalo sie ukonczyc projektu i resztki podarteej mapy przez wiele lat walaly sie po kraju. Czytam wlasnie ze IPN grozi pozwem wobec MSNBC.
Moze czas aby dac im realna wladze i poprosic aby przepisali cala dokumentacje o dzialaczach i pokrzywdzonych od nowa. Narod na wiecach przysiegnie ,ze tak wlasnie bylo . Dowiemy sie kim bylismy i zaakceptujemy nasze miejsce w historii kraju o ile nie dowiemy sie ze jestesmy Niemcami i powinnismy opuscic kraj w ciagu 24 godzin.
-
2019/02/14 18:52:30
I. Anna K., architekt gminny, wydawała WuZetki, zamieniając rodzimą Magdalenkę, najbardziej lasy Sękocińskie, w widmowy chaos, kłębowisko węży, na obraz Nowych Falęt i Leszczek, domniemanych przedłużeń i niegdyś przyszłego zaplecza Galerii Janki. Galerie uległy tymczasem Amazonowi jak konie rowerom i czezły pośród kłamliwych promocji. Falęty Nowe, miast przypominać Janki, przypominały obecnie wyłącznie Leszczki.
Naczelniczka wydziału, Bożena C., koścista i zarazem otyła nominatka obozu patriotycznego, lekceważyła gminny plan rozwoju przestrzennego za korzyści, którymi, owszem, dzieliła się, niszcząc ideały młodości Anny K. Od każdej wydawanej WuZetki, Annie robiły się w związku z powyższym ukośne zmarszczki na czole. Smarowała, oczywiście że smarowała, nie Yoskiną, stosowną na zmarszczki mimiczne i posłoneczne, nie Lireną na zmarszczki statyczne, ale Tołpą, maścią pozyskiwaną z trofu i przez to kurewsko drogą. Zmarszczki znikały, ale Annę ciągnęło potem ku podmokłym terenom na granicy obszaru oznaczonego w planie zagospodarowania jako MNE -- zabudowa mieszkaniowa i ekstensywna 99.9%, i obszaru U/M -- usługi oraz zabudowa mieszkaniowa. Czy użytkowała teren zgodnie z przeznaczeniem? Nie wchodźmy w to.
Zupełnie niedawno, w środku jednego z polarnych worteksów, które targały ostatnio krajem na zmianę z wyziewami z lagun Adriatyku, naczelniczka Bożena wydała dyspozycję:
-- WuZetkę trzeba wydać na działki 61/1 i 1706, ulica Jałowcowa. Rozbudowa Pensjonatu pod Orzechem, który będzie mieć sześć pięter, łączyć się ze stacją benzynową, a na dachu będzie mieć dwa baseny, jeden do kąpieli błotnych, drugi z bąbelkami.
-- Ależ tam jest wymóg dachów spadzistych.
Anna K. nie zważała na korzyść, cytowała głosem, którym ostatnio posługiwała się na tofrowiskach, i którym wygrała kiedyś konkurs recytatorski: "...w zakresie parametrów i wskaźników zabudowy terenów oznaczonych symbolem MNE ustala się: 1) wysokość budynków - do dwóch kondygnacji w tym poddasze użytkowe, przy zachowaniu łącznej maksymalnej, wysokości budynku od obecnego poziomu terenu do kalenicy - 10,0 m; 2) nakaz stosowania spadzistych dachów, o kącie nachylenia połaci do 45°; 3) szerokość elewacji frontowej budynków w granicach: 10 m - 20 m..."
-- Spady zrobi się od krawędzi basenów, albo w poddaszu.
-
2019/02/14 19:33:36
II. Jałowcowa była dla Anny K. jak Newski Prospekt dla Puszkina, tam przelewała najpierw łzy dziewicze, a potem powodowała, że łzy tego rodzaju przelewali inni. Więcej, to tam na dobre porzuciła rzeczywistość taką jaką ona jest, czyli pisowską, dla rzeczywistości jaką ta mogłaby być, gdyby nie Falenta i Mogilewicz. To na granicy 61/1 i 1706, Anna K. poprzysięgła pewnej skomplikowanej nocy, że nigdy nie wyda wyroku śmierci na torfowisko przy ulicy Jałowcowej:
-- Niech przedłożą korzyść, bodaj nieskończoną, nie wydam na ten teren WuZetki, w tym miejscu będzie amfiteatr.
Mniejsza co wtedy piła, mniejsza co wtedy paliła. Ważne jest, że zawarła przeciwieństwo umowy cywilno-prawnej z diabłem. Gdy wypowiadała słowa przysięgi, zagrzmiało nad Sękocińskim Lasem, znikąd wyszła niska, powłóczysta mgła i wstał siny księżyc, a od Wilczej Góry wzbiło się stado ogromnych żurawi i poleciało na Bobrowiec, ku rzece; ptaki poleciały w jedną stronę, a ich cienie w drugą, od czego torfowisko zagrało.
Wprawdzie to wszystko miało miejsce, ale przecież nie ustanawiało to jeszcze warunków zabudowy. Innymi słowy, nad okolicę, zamiast mgieł, niebawem miała przypełznąć stacja benzynowa.
Ustanowienie tradycji teatralnej, zasiedzenie torfowiska przez odwieczne harce i cienie wydawało się jedyną, choć nikłą nadzieją na zmianę kolei rzeczy. Anna krążyła po Jałowcowej i w pokładach pamięci, w poszukiwaniu sposobu na zaszantażowanie kierowniczki, zamordowanie właściciela stacji benzynowej, uczynienie pamięci o właścicielu zagadnieniem narodowym, wygrzebanie teczek, wystawienie faktur, a potem spektaklu, który porwie cała udręczoną Europę.
Zamordowanie kogokolwiek nie byłoby dla Anny K., wychowanki tych ziem, pierwszyzną, nie to ją zaprzątało, recytatorstwo nie było jej jedyną pasją. Zaprzątał ją brak kompleksowego planu zabudowy przestrzennej, bez którego decyzje są krwawymi ranami zadawanymi krajobrazowi i środowisku.
Jednego z tych ciężkich, zimowych wieczorów, kiedy światła wydają się żółte i bezradne, śnieg przypomina odpady, a każdy przechodzień narodowcem, przy krawężniku na Jałowcowej, pod pokrywą kosza na kompost, obok jednego z jednorodzinnych pałacy o nieprzepisowych dachach, łopotała na wietrze kartka brudnego maszynopisu. Annę K. coś w tej kartce zainteresowało. Widać było nagłówek, który głosił: Fiodor Nikołajewicz i psy. Anna K. należała do pierwszego pokolenia, które nie rozumie nie tylko literatury rosyskiej, ale w ogóle jakiejkolwiek, tym niemniej, po pierwsze, skąd wiadomo, że rosyjska, a pod drugie, i jedno i drugie miało się zmienić pod wpływem pierwszego zdania historii Fiodor Nikołajewicza:
... Fiodor Nikołajewicz był człowiekiem małomównym, ale, o ile u większości ludzi małomówność zaświadcza, do pewnego przynajmniej czasu, mianowicie do wymówienia przez rzeczonego pierwszego kompletnego zdania, o roztropności, a nawet duchowej głębi, u Fiodora Nikołajewicza od razu zaświadczała o czymś zgoła przeciwnym, a mianowicie, o niesłychanym braku obycia... [czy kontynuacja daje sie tu w ogóle pomyśleć?]
-
2019/02/15 10:11:13
Fiodor Nikołajewicz w swym dziarskim czerwonoarmijnym stylu wykasowal brutalnie z platow czolowych fakt ,ze nadrzednym celem kazdej prezydentury amerykanskiej i innych pomniejszych prezydentur jest nie pasc ofiara terorystow przed spisaniem pamietnikow i budowa mauzoleum. Takie memoary lezace na alabastrowym blacie mahoniowego biurka w izbie pamieci ,w otoczeniu blyszczacego i permanentnie froterowanego linoleum, chronione balaskami i gaszczem fotokomurek bylyby chwilowo niedostepna uczta duchowa dla badaczy z kadego IPN-u. Juz sama potencja dotarcia do tej skrywanej wielkosci mogla wywolywac kubkach smakowych u wielu smak porownywalny z najlepsza wuzetka czy mazurkiem
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne