Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
Blog > Komentarze do wpisu

Ordo rerum

 

 

 

 

 

Przegląd resortów przebiegał na ogólnych zasadach, które różniły się od normalnych tym, że w założeniu były narodowe.

Pasztetowa wzywała ministrów, powierzchownie potwierdzała narodowość, a potem tłumaczyła, że to co ministrowie robili przez ubiegły rok nie ma znaczenia, nie zrażając jednak żadnego z nich od dokładania starań:

-- Nie oszukujmy się Gowin, gdybyście się znali na nauce, nie robilibyście w jednej ekipie z Rafalską. Nie jesteście w rządzie z powodu wiary prezesa w was, tylko waszej wiary w prezesa, więc nie wymądrzajcie się tak i nie przeszkadzajcie.

-- Następny. Nazwisko?

-- Radziwiłł.

-- Nie znamy się, Radziwiłł, dobrze, ale powiem wam krótko: suweren kaszle znacząco w kolejkach do specjalistów.

-- Nie ma już specjalistów, im zatem dłuższa kolejka, tym większa szansa, że suweren zejdzie zanim mu kto zrobi krzywdę.

-- Wzmocnijcie kolejki, zlikwidujcie kaszel.

Rozmowy z pozostałymi ministrami, w szczególności z Morawieckim, nie poddają się streszczeniu, bo streszczeniu pierdolenia nie podołał jeszcze żaden literat. Odnotujmy jednak ostatnie trzy rozmowy kompleksowego przeglądu resortów:  jedna była przez odwrócone biurko, druga przez telefon, a trzecia przez sklepienie:

-- Nie oszukujmy się, Szydło, jesteście nader drugorzędni, nie mam więc was jak i z czego rozliczyć, im z wami gorzej, tym z wami lepiej.

Kiedy jednak zadzwonił specjalny telefon, prezes wznowił starania.

-- Jarosław Rajmudowicz, wdaliście się w ojca, podoba mi się jak radzicie sobie na powierzonym odcinku, zbyt jednak jesteście ostentacyjni. Ktoś się domyśli.

-- Nie byłoby tyle ostentacji, Władzimir Władzimirowicz, gdyby nie było Antoniego Zdzisławowicza.

-- To nie ode mnie zależy.

Tym niemniej, Putin, który odnowił w Rosji wiarę ojców, udał się do Soboru Wasyla Błogosławionego, gdzie carowie modlili się najchętniej, z racji ogólnego skomplikowania budowli i naćkania, od którego szczypało duszę, i za którym można się było ukryć przed kulą anarchisty. Wszedł przez Wejście do Jeruzalem, w którym Iwan Groźny wyłupał niegdyś oczy architektom, natychmiast doznał olśnienia, a Gospodin, z którym znali się od czasów berlińskich, odsunął część kopuły, wejrzał na nowego cara:

-- Czego sobie życzysz, kagiebisto?

-- Maciora miał zginąć.

-- To nie ode mnie zależy.

Tym niemniej, zaczął poważne, prawie tygodniowe przygotowania.

Gospodin dobijał się do celi Rydzyka siedem dni, a redemptorysta się opędzał:

-- Nie ma mnie w tym tygodniu dla nikogo.

Ojciec Rydzyk miał na Gospodina, podobnie jak na Dziwisza, haki i, jako jedyny w całym kościele świętym, płynność. Gospodin próbował po linii światła wiekuistego, przez sklepienie, na lądzie, przez znajome zwierzęta, a nawet rośliny, w końcu stworzył człowieka, który miał dojścia.

Nie widząc innego wyjścia, Rydzyk urządził kolejną, groteskową konferencję, zaprosił Maciorę jako głównego mówcę, potem kazał polać rampę pod Lubiczem Górnym świetnym olejem, którego używają starsi redemptoryści. Maciora wjechał w zasadzkę, ale ponieważ ojcowie czemuś poskąpili oleju, trochę było kwiku i zgiełku, ale minister przeżył, cały i, mówiąc umownie, zdrowy, pojechał do Warszawy.

Putin natychmiast udał się do Bramy Jeruzalemskiej, kopuła się częściowo rozsunęła:
-- Gospodi, masła u nich bolsze niet

czwartek, 26 stycznia 2017, balsamlomzynski

Polecane wpisy

  • Śmigłowiec

    Niech będzie pochwalony Bóg, przedwieczny ojciec, Maryja, zawsze dziewica i Jezus Chrystus, nigdy nie w służbach, a nawet przez nie bity, zarówno batem jak i po

  • Międzymorza wielu prędkości

    Pierwszy oficjalny tydzień Europy różnych prędkości zastał ambasadora Siergieja Iwanowicza Kisljaka, najszybszego pośród Europejczyków, na gorączkowych rozjazda

  • Művész Kávéház

     Bywalcy Művész Kávéház przy Andrássy út 29: Gergely, Mihály i Pál przekomarzali się w naturalny, węgierski, zasadniczo namolny, przygnębiający sposób,

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/01/27 08:18:53
Racja, był zamach (widać gołym okiem, że opozycja totalna nie zaprzestaje knowań). Ciekawi mnie też, czy pan minister trzyma mocz? Bo jeśli tak, to laudacja pana redaktora Zaremby była po prostu za krótka.
-
2017/01/27 11:38:08
Powszechnie zakłada się, że każdy minister obrony NATO trzyma mocz, tymczasem Maciora nie trzymał, najbardziej podczas konferencji rydzykowych i zakupów helikopterowych. Podobnie Kaczyński. Spekuluje się o jego fizjologii na wszystkie strony, tymczasem on po prostu jest zawinięty w tę samą pieluchę przez cały miesiąc, dlatego jeździ ja Wawel, żeby po cichu zmienić. To ich z Maciorą łączy, chociaż nigdy o tym nie rozmawiają, w każdym razie nie wprost:
-- Powiem ci, prezes, Beatka to dopiero potrafi trzymać mocz.
-
Gość: , *.play-internet.pl
2017/01/27 14:24:43
minister obrony i zamachu wozi ze sobą toitoia marki misiewicz. i gdy ma potrzebę, się załatwia
-
2017/01/31 18:37:46
Ech, a tak było blisko, tak blisko.
To cyborg, Lucyfer, syn ciemności, belzebub! A może i Aryman, nie bądźmy drobiazgowi.
-
2017/02/04 21:56:44
Władze osiągnęły taką wprawę w działaniach pozaprawnych i mściwych, że o mało nie skończyło się okupacją Federacji Rosyjskiej przez Misiewicza.
Przyłączenie Wiązownej, Otwocka i Halinowa było tylko początkiem. Wkrótce sięgnięto po Mińsk i Sokołów, Siemiatycze i, o dziwo, Brześć, Kobryń i Baranowicze. Kiedy w Orszy pojawił się pan Zbyszek, pod Lenino pani Beata, oko Putina zasnuło się mgłą, ale jeszcze się od Awidiwki ku Warszawie nie obróciło. W końcu, kiedy otwarto biuro poselskie PiSu w Smoleńsku, padło zupełnie naturalne pytanie:
-- Co wy towarzysze, sobie wyobrażacie?
-- Rozwiązujemy problem transportu wraku do Warszawy.
Naturalnie, śmiechom i żartom mogło nie być końca, gdyby nie to, że na Placu Czerwonym, w dzień niezwykle deszczowy, co jak się miało okazać, było częścią starannego planu, pojawił się Misiewicz. Kiedy zbliżył się do murów kremlowskich, podszedł doń doświadczony oficer ochrony, ale zobaczywszy w oku asystenta Maciory charakterystyczną dla armii wschodnich przyganę, zamarł i zasalutował. Deszcz wzmógł się, Misiewicz mókł i załamały się serca nadbiegających wojsk żandarmerii kremlowskiej, ktoś wyjął parasol, ktoś zagrał pierwsze, nieśmiałe dźwięki na wojskowej trąbce i wkrótce, w asyście orkiestry i pod parasolem, Misiewicz wkroczył na Kreml. Naturalnie, Putin zainteresował się triumfalnym wejściem na jego teren:
-- Kto eta ten grażdanin pułchoj?
-- On nie pułchoj, Władimir Włodimirowicz, on smiazanyj towariszcza Swinomatki.
-- A kto eta towariszcz Swinomatka.
-- Eta, można skazat, nasz cziełowiek w Gawanie.
-- Niet użie naszych ludziej w Gawanie.
--Gawana tieper prigorod Łomianki.
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne