Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
Blog > Komentarze do wpisu

Demonstracje cykliczne i związki wyznaniowe

 

 

Maczelnik Pułpidski żył w rytmie demonstracji cyklicznych przerywanych przez związki wyznaniowe.  Przy każdej pełni księżyca budził się mokry od wspomnień urazów z przeszłości i już szedł się mścić, kiedy dzwonił Rydzyk domagać się kolejnych paru baniek.
Pułpidski wstawał późno, ale potem działał zgodnie z zasadą biurowości: środkiem kryjącym innym niż komputer, pisał na brudno wspomnienia z przyszłości, a jego przewidywania wchodziły w wir obiegu dokumentów, w którym Pasztetowa i Maliniak zgadywali jak uprzedzić urojenia zanim niewyobrażalne skurwysyństwo stanie się oczywistą oczywistością.
W takim to trybie rujnowano kolejne filary i przekraczano granice, a 36% ciągle chciało głosować na Pułpidskiego, jego trupę, i jego trupa. Wzbudziło to pewne zrozumiałe podejrzenia, dlatego wezwano pana Antoniego w celu złożenia wyjaśnień:
-- Widzicie Maciora, robimy ludzi w konia, rujnujemy gospodarkę, a ludzie ciągle chcą na mnie głosować. Wiecie dobrze, że moim celem nie jest zaskarbić sobie miłość ludu, celem moim jest, zresztą sami wiecie.
-- Wiem, Maczelniku.
-- Proponuję zrobić tak: rozpierdolcie sojusze, wystawcie kraj na żer, zróbcie z nas idiotów, zobaczymy jak mnie będą kochać.
-- Sojuszy nie ma, obywatelu Maczelniku, wszyscy mają nas za idiotów, również idioci, a ciągle jest 36%.
-- No to podnieście im podatki, wtedy zobaczymy.
-- Podnieśliśmy, dalej jest 36%.
-- Coś nie jest tak, Maciora, mierzycie sondażowo nie tę populację,  albo z populacji wyciągacie wyłącznie element narodowy i wsteczny, elementu postępowego niedoważacie, albo populacji niepotrzebnie się pokazujecie. Zróbcie tak, zaaresztujcie paru z tych ich bohaterów stanu wojennego, zobaczymy jak wtedy będą mnie kochać.
-- Zaaresztowaliśmy, dalej jest 36%.
-- Ktoś tu coś przed wami ukrywa, Maciora. Zaaresztujcie paru z tych sondażowni, wyciśnijcie z nich tak zwaną prawdę.
-- Panie Maczelniku, nasze sondażownie prowadzi element ruski. Wiedzieli, że ma być 36 procent i tyle podają.
-- A nie meldowaliście wcześniej, że Ruscy wtargnęli do sondażowni.
-- W przyszłości będę meldować natychmiast.
-- Nie ma innego wyjścia, jedźcie wobec tego osobiście na Podlasie, ustalcie czy ludzie mnie rzeczywiście lubią czy nie, ale nie bierzcie z sobą Misiewicza, chcę żebyście przynajmniej w terenie jasno myśleli.
Maciora pojechał, sprawdził o co chodzi, dosyć jasno myślał, ale po dwóch tygodniach bez Misiewicza, wrócił trochę śpiący, trochę bardziej pieniący, i z lekkim akcentem podlaskim:
-- Panie Maczelniku, oni naprawdę na pana chcą głosować.
-- No to zróbcie tak: wpuście tam Ruskich, na cholerę nam taka porąbana flanka, niech biorą, byleby się w Warszawie nie pokazywali.
-- Oni już tam są, okupują od Rzeszowa po Białystok.
-- A nie meldowaliście wcześniej.
-- W przyszłości obiecuję meldować jak tylko zaczną wchodzić.
-- No i widziecie, Maciarewicz, wszystko się wyjaśniło, po prostu meldujecie jak Ruski.

środa, 30 listopada 2016, balsamlomzynski

Polecane wpisy

  • Międzymorza wielu prędkości

    Pierwszy oficjalny tydzień Europy różnych prędkości zastał ambasadora Siergieja Iwanowicza Kisljaka, najszybszego pośród Europejczyków, na gorączkowych rozjazda

  • Művész Kávéház

     Bywalcy Művész Kávéház przy Andrássy út 29: Gergely, Mihály i Pál przekomarzali się w naturalny, węgierski, zasadniczo namolny, przygnębiający sposób,

  • Międzyrzecze

    Waszczykowski wrócił do Warszawy skupiony, jeszcze spięty od niedawnej nieustępliwości negocjacyjnej w sprawie Tuska. Z limuzyny wysiadł na przystanku Nowogrodz

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/12/01 22:11:48
Ludzie się frustrują, że dyktatura narasta, lokalnie i światowo, i słusznie, bo narasta niesłychanie, ale to nie powinno przesłonić faktu, że córka Wassermana napierdala jak tatuś, albo i gorzej. "Instrument krycia" oznacza pisak, długopis, pióro lub ołówek; użyła tego terminu w trakcie komisji śledczej w sprawie Amber Gold. Zdaje się, że to z prokuratorskiego języka technicznego, tak jak "posiadanie wiedzy, " albo "wykonywanie czynności."
Nieziobrzystwoscy, szanujący się prawnicy nie muszą i nie widzą powodów by się uciekać do takiej terminologii gdy są obserwowani przez normalnie mówiących.
Córka Wassermana zapytała też: "A w jakiej dacie zaszła ta okoliczność?".
Tego nie można nie unieśmiertelnić. Nie odwracajmy oczu od komisji śledczych, ośmielam się apelować, tylko dlatego, że narasta dyktatura.
-
2016/12/02 22:51:50
Kto jest młody, zdrowy i wytrzymały, ten zaiste niech nie odwraca oczu od komisji, ku pamięci przyszłych pokoleń, o ile takowe w ogóle nastąpią, w co zresztą zaczęliśmy już wątpić, dużo za późno. Ale schorowani starcy z mojego straconego pokolenia starają się wycofać cichym rakiem na emigrację wewnętrzną, żeby zachować choć resztki umysłowej przytomności. Natłok przerażających informacji przez całą dobę na okrągło powaliłby i ruskiego sołdata, a co dopiero wydelikaconych inteligentów.
-
2016/12/02 23:24:17
Jak kto w podeszłym wieku, to jak jest szansa godnie zginąć za zasadę państwa prawa, to tę szansę trzeba wykorzystać, miast miotać się na oddziale chorób wewnętrznych. Można rzucić się na Kępę z kanapką wypełnioną trotylem, samemu zginąć, ale ona powinna przeżyć i występować w kropce nad i bez twarzy, samą przeponą napieprzać.
-
2016/12/02 23:27:09
Ale na miłość boską, tym razem, to pod lokal biurowy Pułpidskiego, w dacie 13 grudnia stawiennictwo się po prostu narzuca jak ropień na oko.
-
2016/12/03 01:02:35
Na Kempę, proszę Maestra, wyłącznie satyrka.

Dytyramb na pis-onanistów

Zachwycony onanista
pręży swą, hi, hi, w rozkwicie -
węsząc ogromnego wista -
pytę, choć nie jest "po pycie".
Nie wie jurny nasz młodzianek,
gdy dogoni - jadąc stępa -
babę w pogodny poranek,
że to jest Beata Kempa,
co przez kępy się przedziera
aby jak najszybciej zgryźć
jurnego - ach - szwoleżera,
zanim zwiędnie mu już kiść.
Młodzian nuci "Żurawiejkę",
by odczarować złe moce,
niestety - Beata chciejkę
ma już schowaną pod kocem.
Mała, choć nad wyraz wzrosła
chciejka ministry Beaty
jurnego już robi osła
ze szwoleżera. Na raty.
-
2016/12/14 00:06:14
Hej, kto Polak na szalety!...
Jeszcze raz usłyszę "narodowynarodowanarodowe" a ruszę na kępę jak jurny szwoleżer, z trotylem w kebabie, tak mi dopomóż FSM!
"...ale ona powinna przeżyć i występować w kropce nad i bez twarzy, samą przeponą napieprzać" - leżę i kwiczę.
-
2016/12/26 01:02:31
Człowiek oddala się od sieci na trzy dni, wraca i okazuje się, że cały Chór Aleksandrowa zginął w Morzu Czarnym.
-
Gość: Ram*olek, 109.95.200.*
2016/12/31 13:28:10
Od miesiąca wpatruje się w stronę i jakoś smutno mi Boże,jeszcze mam taką nadzieje że Sylwestrowy bal sam w sobie mi dopomoże.
Do Siego 2017 !
-
2016/12/31 20:35:48
Dokładanie cztery lata temu (co do godziny) pojawiłem się po raz pierwszy na Blogu Balsama, gdzie zostałem - jako komentator i jako wierny czytelnik. To było także moje pierwsze pojawienie się w blogosferze w ogóle. Sporo od tego czasu napisałem - głównie anumlików. Za te początki - Balsamowi szapką bacham do samej ziemi. Wklejam najnowszą Szopkę noworoczną, która ukazała się w blogowisku "Polityki". Wiele postaci z "szopki" powstało tu, u Balsama Łomżyńskiego.

Do Siego Roku!
-
2016/12/31 21:56:33
-
2017/01/01 07:36:55
Bo jest, Ram*olek smutno w sposób zasadniczy: postawy marginale, poglądy upierdliwe, reakcje kołtuńskie, pomysły ekonomiczne empirycznie odwrotne, przeszły do mainstreamu i mruga.
Coś się sypnie może z Nowym Rokiem, jakąś opowieść okolicznościową, nastrojową, międzynarodową, z muzyką i obrazem, choć nastroju nie ma do pisania za grosz.
-
2017/01/03 17:10:50
Ano - i ja się wpatruję od tygodni, z nadzieją, że może coś.
Smutno jest w sposób zasadniczy, właśnie dlatego powinniśmy dać z siebie wszystko i pisać, dawać świadectwo, obsmarować tyłki wiadomym, bo jak nie my, to kto? Balsamie, w Tobie nadzieja, nastrój do pisania muszą mieć tylko grafomani, o ile dobrze pamiętam, co napisał Gombro albo ktoś równie prześmiewczy.

Właściwie już ideał bliski:
tak wszystkich trzyma się za pyski
w ogromnym tym Koncłagrze Mira,
że gdyby ożył Piotr Wielikij,
zdumienia wydałby okrzyki...

(mistrz Szpotański)
-
2017/01/08 07:46:43
Jest prawdą, że amerykański wywiad wszystko nagrywa i wszystko podsłuchuje, z jednym jednak wyjątkiem: Chóru Aleksandrowa nie słuchał nikt. Tymczasem Wadim Sorowatko-Zolotarew, tenor w stopniu porucznika, solista opery jerewańskiej, potrafił trzymać jedną notę do sześciu tygodni, a w warunkach podwyższonej gotowości, praktycznie aż ktoś wystrzelił.
Sorowatko-Zolotarew nie pozwolił wodzie dostać się do płuc, zagłuszył transponder czarnej skrzynki i przeżył katastrofę, nawiązał kontakt ze służbami tureckimi i tam podzielił się wiedzą, którą od pewnego czasu posiadał:
-- Towarzysze tureccy, bracia, słyszę jak wszyscy powtarzają, że nie wiadomo, o co chodzi Putinowi, a od początku chodziło o to, by Ełk spłynął krwią.
Opowieść Sorowatki była niezwykle długa, nie udało się uniknąć armeńskich legend, normalnie śpiewanych na cztery głosy, ale chodziło w sumie o to, że Wladimir Wladimirowicz Putin, dla osiągnięcia upragnionego celu, musiał rozprawić się z dwiema przeszkodami: zdrowym rozsądkiem, którego siedliskiem stały się Waszyngton, Londyn i, co przerażające, Warszawa, oraz z Chórem Aleksandrowa. Z siedliskami zdrowego rozsądku poszło łatwo: wystarczył jeden ćwok angielski i jeden handlarz węglem rosyjskim, trzech kelnerów i oddział hakerski. Z Chórem Aleksandrowa długi czas nie szło się jednak rozprawić.
Dlaczego Putin chciał wykończyć wielokrotnie odznaczany chór? I co to ma wspólnego z Ełkiem?

www.youtube.com/watch?v=Q-jsXGLysCU&index=1&list=RDEME6imHULl1-6xYhvKlp0tFQ
(od 40 sekundy)
-
2017/01/08 12:48:09
Burzliwy rozwój Ełku po przekopaniu Mierzei doprowadzi wszak do rychłego upadku wszystkie rosyjskie porty nad Bałtykiem, rujnując plany uczynienia na początek właśnie tego akwenu wewnętrznym morzem Rosji. Co innego, gdy nowa droga wodna prowadzić będzie jedynie do wielkiej dziury w ziemi...
-
2017/01/08 21:32:33
Zanim zaszczuł i zgładził ostrzem hokejowej łyżwy pierwszego dysydenta, młody Wladzimir ubiegał się o miejsce w chórze Aleksandrowa. Pragnieniem młodego wówczas serca było śpiewać solo, na froncie, a jeśli jest pokój, na scenie, w białej rubaszce, Świętą Wojnę, od której wstaje każdy Rosjanin. Cóż, obradująca w sali gimnastycznej komisja egzaminacyjna siorbała kawę po turecku, herbatę z plasterkiem cytryny, coś do kawy dolewała, plamiła zielone sukno, notowała, były jakieś szepty, ale zachwytu nad Włodzimiruszką nie było:
-- Ma tępawy pysk.
-- Oczka praktycznie świńskie.
-- To nie jest śpiew, to jest ujadanie.
-- Jak suki nocą w Sewastopolu.
-- Te suki już dawno odstrzelono, towarzyszu Matyczkin.
Włodzimiruszka zapamiętał Matyczkina, suki sewastopolskie, zapamiętał twarze i nazwiska towarzyszy artystów. Przeklął Chór Aleksandrowa. Przełykając gorzkie, konsomolskie wówczas łzy, udał się na trening hokejowy, a w szatni stłukł obdarzonego jasnym głosem i niewinnym spojrzeniem parnia , który być może uważał, że Rosja na wieki jest skazana na drugorzędność. Losy Włodzimira były przesądzone, ale ciążyła nad nimi nieusuwalna sprzeczność: Putin pragnął by trwał, a potem by wrócił, socjalizm, ale pragnął zarazem by sczezł Chór Aleksandrowa.
Podobna sprzeczność ciążyła nad pozostałymi przywódcami Państw Osi: Trump pragnął być najtwardszym przywódcą amerykańskim wszystkich czasów, ale objąwszy urząd prezydenta, nie mógł wydawać zleceń braciom Castelano, którzy robili w produkcji i dostawach cementu. Z kolei Kaczyński, no cóż, czego naprawdę pragnie Kaczyński, miało dopiero okazać się w Ełku.

www.youtube.com/watch?v=sk1-Gf3EXNg
-
2017/01/10 08:31:48
Bombardowanie Ełku narzuca się samo, mimo, że historycznie rzecz biorąc, jest to bezproduktywne, bo miasto za każdym razem odbudowują takie samo, dusze mieszkańców szybko karleją i trzeba bombardować od nowa. Tym niemniej, o ile wojska amerykańskie oficjalnie dyslokowano, jak zwykle, w Drawsku Pomorskim, dowództwo i jedną z armat dwulufowych z wspomaganiem hydraulicznym umieszczono w Ełku. Dowiedziawszy się o podstępnym ruchu Obamy w ostatnim tygodniu rządów, Bracia Castelano zgłosili gotowość wspomożenia miasta 'gdyby zostało zbombardowane' . Trump się wahał, ale tego samego wieczoru zastał żonę, Malarię, po drugiej stronie okna, do góry nogami, na straszliwym nowojorkism zimnie. Usiłował tłumaczyć, że Malarię już wielokrotnie defenestrowano, i że się to tylko korzystnie odbija na jej urodzie, na co bracia Castelano pokazali zdjęcia fundementów Trup Tower tuż przed ich wylaniem. Pojawiła się naturalna zbieżność interesów Pańswt Osi: Putin chciał zająć jakieś miasto przygraniczne, Trump je odbudować, a Kaczyński myślał, że Ełk i tak krew zaleje przy okazji przekopywania mierzei w Elblągu.
2017/01/10 08:15:07
-
2017/01/10 22:43:12
Nie oddamy Ełku
na piastowskim śniegu.
Cham Putin nam orła
nie wypchnie z szeregu.
Orłem wywinięty
ostanie się honor,
kiedy obce męty
orzeł spuści do nor.
Przykryjemy orła
polskim gronostajem.
A z polskiego berła
zrobim ersatz z jajem.
Gronostaj z damulki
jakiegoś da-Ełka
ozdobą prymulki
i gałązki świerka.

Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne