Spotkania polityki i narracji, onuc i opatrzności, gówna i wiatraka.
Blog > Komentarze do wpisu

Pięć grobów szpiega Bystrowzodniczewa





W gorący dzień sierpniowy, pod kościołem świętego Wincentego à Paulo sformowano kondukt. Pachniało kwiatami, naftaliną i rozgrzanym ciałem kościoła powszechnego.

Przewodzący konduktowi arcybiskup Jakub Janeczek,  z diecezji łomżyńskiej, a mimo to metropolita, spojrzał za siebie na Strzelców Podhalańskich z wieńcami na bazie ze świeżego świerku, dygnitarzy krajowych i rodzinę zmarłego.
-- Nie ma nikogo z zagranicy; wieńce zwiędną zanim dotrzemy pod kwaterę; ktoś powinien pozwolić strzelcom zdjąć płaszcze. Czy może ksiądz wikariusz dowiedzieć się, dlaczego rodzina spogląda z taką osobliwą zawziętością?
-- Raczy ekscelencja zauważyć, że zawsze tak spogląda.
-- Sprawdzić nie zaszkodzi, księże; mimo szczególnych okoliczności, dziś patrzy ostrzej.

Ksiądz wikariusz Sołowita ostrożnie przejął od biskupa telefon, którego ten nie umiał wyciszyć. Metropolita intonował tymczasem pieśń. W morderczym upale i na wolnym powietrzu hymn zabrzmiał słabo i głucho:

Śpijże już po twoim boju, chrześcijanie ukochany
Śpijże - odpocznij w pokoju, z pętów świata rozwiązany.

Sołowita podszedł do genarała wojsk lądowych i szepnął mu do ucha parę słów. Generał pokręcił głową. Wikariusz zagadnął pewną asymetrycznie otyłą blondynkę. Szeptali chwilę, blondynka od tego poczerwieniała, a Sołowita chwycił się za serce.
-- Ekscelencja miał rację. Ktoś właśnie dzwonił do rodziny z ipeenu; mówi się, że będzie dym, jeśli go pochowamy koło Dmowskiego.
-- Jak to będzie dym,  księże wikariuszu? To jest pogrzeb, proszę porzucić ten sposób wyrażania się. Znaczy zmarły współpracował?
-- Wiadomo, że był rejestrowany.
-- To może być prowokacja. Na razie idziemy. Każcie, księże wikariuszu, informować bezpośrednio.
-- Wola boska, księże biskupie, ruszamy.

Jużeś teraz uwolniony od frasunków i trudności,
Któremiś był udręczony w ziemskiej twojej śmiertelności.


Kondukt przemieszczał się Aleją Główną od Bramy Pierwszej do Piątej, w kierunku kwatery Romana Dmowskiego. Pod sutanną Sołowity zawibrował telefon:
-- Jego ekscelencja miał rację, to była prowokacja. Wiadomo wyłącznie tyle, że była próba pozyskania zmarłego przez służby. Ale zmarły kategorycznie odmówił. Nie tylko odmówił, ale w trakcie próby pozyskania śpiewał  ‘Boże coś Polskę’ i 'Nie rzucim'.
-- No to jeśli Bóg da, przed trzynastą będzie po wszystkim. Ale trzeba iść szybciej, księże wikariuszu, bo coś tu się nie zgadza. On nie umiał śpiewać.
-- No to pójdziem szybciej z nadzieją przewiewu.
-- Co wam znowu w głowie, księże?

Niech ci hojnie Bóg nadgrodzi, coś ucierpiał w doczesności,
Niech cię mile Bóg ochłodzi, za twe krzyże we wieczności.

Za duchownymi szli strzelcy z wieńcami i w płaszczach. Potem karawan otoczony żołnierzami wszystkich rodzajów broni.  Za żołnierzami szła rodzina zmarłego: brat Antoni, wdowa Patrycja, syn z żoną Kornelią i dwiema córkami w wieku gimnazjalnym. Szło z pół tuzina biskupów, setka uczestników rozmaitych zrywów, głównie antyrosyjskich, rzesze łysych narodowców i środowiska konfesyjne, z którymi za życia zmarły się identyfikował. Szli dosyć szybko, ale zamiast ulgi, doświadczali siódmych potów.
Napierśna kieszeń Sołowity zadrżała po raz drugi.
-- Piszą, ekscelencjo, że jest świadek.  Wiarygodny.  
I są pokwitowania. Znaczy mogiła.
-- Dość tych odzywek, księże.
-- Zmarły trzy razy przyjął rekompensatę za informacje. Brał gotówkę, pióro ‘Pelikan’, koniak ‘Ararat’, komplet do kawy. Piszą z Kurii: za nic nie chować obok Dmowskiego.
-- A gdzie indziej?
-- Wykopią nowy grób obok Mieczysława Fogga. Trzeba iść dużo wolniej, a potem długo przemawiać.
-- Jeśli współpracował, to jak ja będę przemawiał?
-- Jeśli wasza ekscelencja pozwoli, wezmę to na siebie. 


Biskup zatrzymał się dla zyskania na czasie; obrócił się, uniósł kropidło jak batutę i zaintonował:

Już idę do grobu smutnego, ciemnego,
Gdzie będę spoczywać aż do dnia sądnego.

Szli od tego momentu wolniej. Rodzina szła jednak od tego momentu szybciej i wyprzedziła karawan, marynarza kroczącego przed samochodem i właśnie brała strzelców. Zorientowawszy się, Podhalańczycy przyspieszyli, szerzej między sobą rozstawiając wieńce, których czubki zatrzęsły się bardzo instensywnie. Rodzina, z Antonim Krowicą na czele, odstąpiła po krótkiej szamotaninie i poszła po trawie, w kierunku kwatery Dmowskiego.  Szli jak burza. Gdyby nie Sołowita, stałaby się rzecz niezwykła, jaką niewątpliwie jest wysunięcie się rodziny zmarłego przed kondukt:
-- Skręcamy, wasza ekscelencjo, raz, dwa, w lewo!

Kondukt ostro skręcił w Aleję Szeroką. Nieutuleni w bólu brat, wdowa i kochający syn wraz z rodziną, zatrzymali się. Część rodziny otarła czoła, synowa Kornelia syknęła przez zęby. Wrócili jednak karnie na swoje miejsce w kondukcie.

Tylko cztery deski, licha biała szata,
Toć cała wysługa mizernego świata.

Pięć minut później, komórki Janeczka, asymetrycznej blondynki, generała wojsk lądowych i Antoniego Krowicy, brata zmarłego, zadrżały jednocześnie. Również jeden ze strzelców dostał smsa. Ponieważ spora część żałobników idąc wpatrywała się teraz w ekrany, strzelec zdecydował się na odczytanie wiadomości.

Sołowita złożył biskupi telefon.
-- Księże biskupie. Wszystko sfałszowano, to była prowokacja Finis Mundi. Zmarły był bohaterem i męczenikiem. Skręcamy w Lipową.

Kornelia, synowa Krowicy, wysunęła się przed karawan by poprawić wstęgi na masce samochodu, które od dosyć gwałtownych skrętów splątały się. Po ukończeniu czynności, dotknęła czubkiem bucika kostki wyprostowanej jak struna, wysuniętej właśnie w tył, nogi jednego ze strzelców; ten zaplątał się i wyłożył na miękki asfalt. Towarzysze gwałtownie unieśli go za ramiona jak rannego na polu bitwy; posypało się igliwie, ale żołnierze nie zgubili rytmu.  Jedynie bardziej niż przedtem spocone czoła i zacięte usta strzelców informowały o niedawnym starciu:

Gdzie mądry Salomon podział się z mądrością,
gdzie Krezus, Aswerus z swoją wspaniałością?

Kiedy komórki drżały po raz piąty, biskup Janeczek ujrzał dużą, rudą wiewiórkę:
-- Księże wikariuszu, czy widzi ksiądz tę ogromną wiewiórkę?
-- Widzę, ale nie jest szczególnie duża.
-- Idzie środkiem alei od blisko godziny.
Skąd ona wiedziała, że będziemy skręcać?

-- Nie wiedziała, księże biskupie, nikt nie wiedział. Nie było jej tu wcześniej. Mam złe wiadomości, ekscelencjo. Dzwonili z Pałacu Prymasowskiego, z Kurii i z naszej ambasady w Moskwie. Nie tylko współpracował, ale to podobno Rosjanin,  Bystrowzodniczew.
-- Wołokam? Słynny Wołokam*?
-- Siergiej, Sierioża.
-- Znaczy Antoni.., święci pańscy, skręcamy, do cholery, skręcamy księże wikariuszu, skręcamy!
-- Trzeba będzie gdzieś pod płotem.
-- Niech kopią pod płotem. I trzeba przynieść wody. Niech przyniosą wody bo mam wizje!


Wiewiórka znowu skręciła jako pierwsza. Przyspieszyła, wskoczyła na kamienne ramię Archanioła Gabriela, wsparła się sprytnie ogonem o skrzydło i, co tu dużo mówić, podrapała się po kroczu. Była to wiewiórka rodzaju męskiego, od czego arcybiskupowi zrobiło się słabo**.
-- Księże wikariuszu, czy widzi ksiądz co robi ten wiewiór na pomniku?
--  Nie widzę żadnej wiewórki, ekscelencjo.

Ja cię tu oddaję Boskiej Opatrzności,
A sam już odchodzę do strasznej wieczności.

Chodzili alejami a to w kierunku płotu, a to kwatery piętnastej; komórki drżały i kondukt gwałtownie skręcał. Wiewiórka za każdym razem znała drogę z wyprzedzeniem. Blondynka zemdlała i zasłabł biskup.

Zdecydowano się wreszcie na kwaterę w najstarszej, rosyjskiej części cmentarza. Rodzina wyparowała, ale widać było, że ktoś chowa się za imponującym grobowcem przedwojennej śpiewaczki operowej.

Blondynkę i biskupa odwiozło pogotowie.

Ceremonię pochówku dokończono pośpiesznie, lecz bez pomijania żadnego z wcześniej ustalonych punktów programu.  

Sołowita, z gorąca jak mniemano, wygłosił ostre przemówienie prorosyjskie, od którego gęsto kładł się trup powstańczy.
Oddając salwę honorową Strzelcy Podhalańscy mierzyli nisko, bezpowrotnie dewastując ornamenty wieńczące odrzwia grobu przedwojennej śpiewaczki.


****
Kiedy Bizpicki przerwał opowieść, w parku zrobił się już wieczór. Wózek z espresso stał teraz tuż obok ławki zajmowanej przez negatywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy:
-- Skąd to wszystko wiadomo tak szczegółowo, panie pułkowniku?
-- Sołowita jest korespondentem naszego tygodnika, poruczniku Veverka, i weteranem grupy D. Trochę koloryzuje, ale takie czasy, nie można samej prawdy.
-- Czy sądzi pan, panie pułkowniku, że o tej porze ktoś pija taką mocną kawę?

[fragment większej całości; szkice poprzednich rozdziałów w kometarzach do poprzedniego wpisu]

 * Imię i nazwskio szpiega rosyjskiego; umiejscowienie Veverki i Bizpickiego w grupie D -- Anumlik

**wpływ Miaukoty, byłego korespondenta blogu.

wtorek, 21 sierpnia 2012, balsamlomzynski

Polecane wpisy

  • The Amerykanie

      Powodem, dla którego termin wizyty w Polsce wyznaczono w ostatniej chwili, było to, że ludzie Trumpa bali się, że coś ich zatrzyma. Z tych też

  • Śmigłowiec

    Niech będzie pochwalony Bóg, przedwieczny ojciec, Maryja, zawsze dziewica i Jezus Chrystus, nigdy nie w służbach, a nawet przez nie bity, zarówno batem jak i po

  • Międzymorza wielu prędkości

    Pierwszy oficjalny tydzień Europy różnych prędkości zastał ambasadora Siergieja Iwanowicza Kisljaka, najszybszego pośród Europejczyków, na gorączkowych rozjazda

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/08/22 16:46:18
Ze wszech miar piękne. Trochę się wstydzę wrzucać tu co chwila wiernopoddańcze komplementy, ale coś mi się widzi, że jesteś w pełnej formie, Balsamie ;).
Dużo lepsze, niż pierwowzór. Dopracowane. Wtrącone fragmenty pieśni liturgicznych, nad wyraz żałobnych - doskonała myśl.
Nie widzę żadnych literówek.
Gdzieś zniknął mój wczorajszy wpis, gdzie obiecałam odszczekać co tylko zechcesz, nadmieniając, iż nie jest to wygórowana cena za przywołanie Cię, szanowny Autorze, ze stanu społecznej hibernacji.
Zadałam też ważkie i nadal gnębiące mnie pytanie: GDZIE JEST OBCIACH? Hę? No, gdzie?... O Miaukotę już nawet nie pytam, chyba się na nas wszystkich obraził albo też tkwi w kryzysie po uszy. Ech.
-
2012/08/22 20:43:10
Bez Twojego imprimatur, serce moje says nie katuj
deine schreibung przejmie kamień
moher dziki, kat liryki

Bez Twojego impirmatur, serce moje sagt non datur
keine tertium, keine quartum, uno, dos, myśli zarzewie
ale dalej, ani wlezie.

Bez Twojego imprimatur, serce moje est comme kratur
puste w śrudku, rozeźlune, sierdzi aż zez ziem podwoi
krwawa lawa się napawa.

Więc nie kryguj Ty się dziewcze
kiedy literatur łechcze
miast wsio obstat! już nie katuj!
rzucisz deine imprimatur
-
2012/08/22 22:53:18
Bardzo to zwiewne i stylowe.
"ulan grzeczie Zosie prosi"
Jeki i wibracje komorek kumuluja napiecie w samo poludnie.
-
2012/08/22 22:54:30
Wszyscy sie pochowali w mysie dziury.
-
2012/08/22 23:05:16
W mysich dziurach jęki i wibracje komórek kumulują napięcie najsilniej.
-
2012/08/22 23:07:34
Silva rerum Bronisława Widlsteina

Las rzeczy forma popularna w literaturze staropolskiej, zbiór tekstów dotyczących ważnych dla autora, acz różnorodnych spraw, opisywanych w rozmaitej poetyce. 'Moja silva jest rodzajem słownika zjawisk i pojęć istotnych dla współczesnej Polski, Europy i świata'.

[za Uważam, rze] Kultura ruszyła po wielotelnim zastoju. Brawo kamień, brawo dziki.
-
2012/08/22 23:09:10
Myślałem, że wierszyk będzie podlegać obróbce Anumlika, ale widać sierpień obróbce nie sprzyja.
-
2012/08/22 23:58:50
Anumlik uznał widać że nie ma co poprawiać [sardoniczny chichot].
Będziem Cię teraz łechtać i namaszczać wonnymi olejkami, abyś jeno nie zwiał znowu w bezkresne milczenie kreatywnej udręki.
Swoją drogą, z nami nie chciałeś pisywać i wykręcałeś się brakiem czasu, ale na ryby to jeździłeś. Z rybami to Ci się chciało [oddala się, mamrocząc i wyrzekając].
-
2012/08/23 00:18:34
Nic tak nie sprzyja twórczości jak ryba. No może jeszcze grzyb. Nie chłodne to i niewspółczesne, ale prawdziwe.
Okazuje się, ze nie ma sprzeczności między konwersacją i działalnością literacką. Wręcz przeciwnie.
-
2012/08/23 00:50:31
@Balsam
Chciałeś, Mistrzu dość dziś marudny, poetyckiej obróbki? Psze bardzo:

Bez Twojego imprimatur, serce moje says nie katuj
deine schreibung przejmie kamień
moher w mord liryki zamień

Bez Twojego impirmatur, serce moje sagt non datur
keine tertium, keine quartum, uno, Dos, a myśli - żagwie
Dalej? Nagle, to po diable

Bez Twojego imprimatur, serce moje est comme kratur
puste w śrudku, rozeźlune, sierdzi , zezem ziemię mierzi
krwawa lawa bólem rzęzi

Więc nie kryguj Ty się dziewcze
gdy Cię literatur łechcze
miast - wsio obstat! już nie katuj!
Zarzuć deine imprimatur
-
2012/08/23 13:39:20
"biskup Jakub Janeczek, arcybiskup łomżyński, mimo to metropolita" - nie bardzo rozumiem intencję tego zdania - jak arcybiskup, to metropolita, jak łomżyński, to tylko biskup - ale może patrząc przez pryzmat kościelnej hierarchii, nie dostrzegam zamysłu autora

"syn wraz z rodziną i córkami" - wg wcześniejszego opisu tej rodziny raczej jedna z wersji: "syn z żoną i córkami" albo "syn z rodziną"

Po ukończeniu czynności dotknęła czubkiem bucika kostki, wyprostowanej jak struna, wysuniętej właśnie w tył, nogi jednego ze strzelców; - zmieniłam przecinki, chyba tak jest czytelniej

"Chodzli alejami" - literówka

"Sołowita jest korespondentem naszego tygodnika, poruczniku Veverka, i weteranem grupy D" - tu widzę pewną niezgodność - w hierarchii kościelnej Sołowita jest wikarym, którą to funkcję pełnią młodzi księża, natomiast jako weteran grupy D, nie jest raczej młody (no chyba, że na proboszcza się nie nadaje, albo ja nie wiem, kiedy wolno być weteranem w służbach)
-
2012/08/23 17:51:10
A czemuż to, drogi Mistrzu, wypisałeś Miaukotę z grona aktualnych korespondentów ???
-
2012/08/23 18:18:49
To prowokacja, gra operacyjna.
-
2012/08/23 22:03:25
Nie wiem dlaczego doszło do secesji Miaukoty , ale wygląda na to ,ze Wielkopolska nie jest ostatnio reprezentowana .
@Balsam
Adomi odstawia koronkowa robotę korektorska , a tu ani be ani me , ani kukuryku.
W imieniu prezesa blogu dziękuje za krotki kurs koscielnosci.
-
2012/08/24 01:36:30
Zgoda, Adomi ma rację w każdym calu i poprawki będą naniesione, z wdzięczym sercem.

Broniłbym może jeno figury:

"Arcybiskup Janeczek, z diecezji łomżyńskej, mimo to metropolita", by -- zakładając powszechniejącą w narodzie nieznajomości rzeczy -- grać na niemożebności Łomży jako jakiejkolwiek metropolii, wyłączywszy może światowy biegun antysemityzmu.

Śmiem też twierdzić, że co innego wikariusz, co innego wikary. Jeśli jednak nikt się autorytatywnie w tej kwestii nie wypowie, powrócę do infułata.

W każdym razie, Admomi, wdzięczność wielka.

Ryba nadchodzi trzydniowa, wybaczcie.
-
2012/08/24 09:10:12
@Balsam
Czy autorytatywnie - nie wiem, ale de lege lata na pewno. "Wikary" to potoczne i zwyczajowe, wyłącznie w Polsce, przyjęte określenie na "wikariusza proboszcza". Czyli "zastępcy proboszcza". "Wikariusz" to zastępca w kościele katolickim i w kościele ewangelickim. Wikariusz w diecezji, to zastępca biskupa (także metropolity) do... Wikariusz generalny, to biskup pomocniczy, a wikariusz biskupi to duchowny wyznaczony przez biskupa diecezjalnego dla danego obrządku lub do sprawowania władzy wykonawczej w części diecezji lub w części spraw dotyczących diecezji. Sołowita zatem może być i wikariuszem (bez sakry biskupiej) arcybiskupa Janeczka, i współpracownikiem "naszego tygodnika" i weteranem "Grupy D". Broń Boże, Balsamie, nie nadaj Sołowicie miana "infułata". Infułat bowiem to ten, który ubrany jest w infułę, czyli ksiądz diecezjany, albo opat w zakonie, który pa prawo nosić części stroju biskupiego - infuły czyli mitry, pastorału, gremjału, dalmatyki, tunicelli, rękawiczek, pończoch i sandałów. Tytuł "infułata" przysługuje miejscu - dziekanii (dziekan, czyli szef diecezjalnego dekanatu, jest również infułatem), pewnym większym probostwom (proboszcz wówczas tytułowany jest także infułatem), a także opactwu (opat równa się infułat).

Pozwolę też utwierdzić Cię w prawidłowości nazwania diecezji łomżyńskiej metropolią. Decyzją papieża, którą przywołał Anumlik kilka miesięcy temu, gdy po raz pierwszy falsyfikowałeś pogrzeb naszego bohatera, utworzona została metropolia warszawsko-łomżyńska, a Ciotce Adomi bardzo się ten pomysł spodobał [odchodzi uśmiechając się złośliwie]
-
2012/08/24 11:41:12
@Anumlik.
Dotad uwazalem , ze metropolia to miasto gdzie jest kolej podziemna.
-
2012/08/24 12:00:05
Nad ziemią też się czasem rozciąga:
www.metropolis-media.com.pl/
Myślisz, że Łomża na taką przestrzeń nie zasługuje?
-
2012/08/24 13:59:49
Fakt, wikariusz jest pojęciem szerszym niż wikary, czyli jest OK
pl.wikipedia.org/wiki/Diecezja_%C5%82om%C5%BCy%C5%84ska

o metropolii warszawsko-łomżyńskiej już zdążyłam zapomnieć, (a przecież ucieszyłam się z tego dowartościowania), ale widać Gospodarz też, skoro zamierza "grać na niemożebności Łomży jako jakiejkolwiek metropolii"

w konkurencji "światowy biegun antysemityzmu" nie chciałabym startować, chyba, że mówimy szerszej, niż tylko o mieście Łomży i bardziej w kontekście historycznym, niż o tym co jest dziś (ja nie znam osobiście ani jednej osoby o takich poglądach)
superlomza.pl/Community/74340,Blog_Wpis,Osadzeni_z_Czerwonego_Boru_uporzadkowali_Cmentarz_Zydowski_w_Lomzy.html


-
2012/08/24 14:24:40
Lomza on my mind - nie zajmuje zbyt wiele miejsca. Nie jestem pewien czy hardy i dumny lud topiacy smutki w ogorkowej i piwie lomzynskim *) chcialby w dojezdzac pociagiem na podboj Afryki.
*)www.podlaskie.strefabiznesu.pl/artykul/lomzynskie-piwo-pija-nawet-w-sudanie-22062.html
-
2012/08/24 15:15:11
Na rybach piszę pieśń : Łomża on my mind.
-
Gość: , *.customer.cdi.no
2012/08/24 16:52:08
Lomza, Lomza,


Stoit w umie kak klen*)

*)(leuciscus cephalus L) Rodzina: karpiowate (cyprynidae)
-
2012/08/24 16:53:59
Lomza, Lomza
Celyj dien
Stoit w umie
Kak klen
-
2012/08/24 22:12:26
Był pewien Mistrz pióra spod Łomży
co ryby wyciągać wciąż dążył.
Chciał myśleć o kleniach
lecz bez powodzenia
Bo umysł do Łomży wciąż ciążył
-
2012/08/25 00:31:33
Mistrz wielki, choć z nazwy Łomżyński,
Z potoku wyciągnął zad świński
Miast upragnionej brzany.
Choć w błocie był utytłany
Pieśń stworzył; Baleźń filipińskij.



-
2012/08/25 01:16:22
Raz pewien literat z Łomży
Wyciągnął klenia spod komży
Jako były wikary
lubił nosić strój stary
Wołał, że nowy zawsze kupić zdąży
-
2012/08/26 10:48:42
@Anumlik
Wydaje mi sie ze bolezn jest rodzaju zenskiego.
Trudno jest Lomze rymowac
Chociaz marchew zbija z nog niejednego wierszoklete.
-
2012/08/26 11:16:23
@Marzencic
Zaimki osobowe i wszelkie inne rodzajniki w wierszykach rozciągliwe bywają, oj bywają. Ale... mnie samemu ta "końcówka filipińska" tego limeryku nie nrawitsa. Tedy zrusysczyłem całość i wyszło tak:

Mistrz wielki, choć z nazwy Łomżyńskoj,
Z potoku wyciągnął zad świńskoj.
Miast upragnionej brzany.
Choć w błocie był utytłany
Pieśń stworzył w baleźni filipińskoj.

Można też tak, bo Balsam odgrażał się, że stworzy pieśń Łomża on my mind

Mistrz wielki, choć z nazwy Łomżyński,
Z potoku wyciągnął zad świński
Miast upragnionej brzany.
Choć w błocie był utytłany
Pieśń stworzył; dytyramb narwiński.



-
2012/08/26 22:10:47
@Anumlik
Jak tylko tak z przyzwyczajenia przynudzam.
Oczekuje ,ze pieśń Balsama to będzie co nieśmiertelnego na miarę Boba Umarleja lub Ryska Karola.
-
2012/08/26 23:27:34
Coś Ty, Marzencicu. Ja myślę, że to będzie poza jakimkolwiek porównaniem. To będzie coś takiego jak zaśpiew aniołów podczas aktu stworzenia. Miasta Łomży, oczywiście.

www.youtube.com/watch?v=1PDdCmJ84LI
www.youtube.com/watch?v=-E4Y-x-GNT8

Do tego czegoś chciałeś porównać naszego Maesta???
-
2012/08/27 08:48:13
Zaspiew aniolow mamy u Janka Chrzciciela Mauniera. Wysluchalem paru innych kawalkow z jego udzialem Ciekawe ,ze kazda ze "partnerek" spiewa nizej od niego i nie dorasta mu do piet w mocy czystosci i harmoniji pienia.
Balsam wlanie nam cajun polo.
www.youtube.com/watch?v=pEBr8u01Pq8
-
2012/08/27 09:32:39
Pewien radny z Lublina.
Chcial Lomze zaklepac dla syna.
Gdy wciagnal go do magistratu.
Oskome mial ten Nosferatu.
Co w szyje sie sie wgryza jak w blina.
-
2012/08/27 22:06:05
www.youtube.com/watch?v=Thls_tMuFkc&feature=BFa&list=PL310B5FB962B78DD0

Stacja Łomża, dziewcze zdąża, nadjeżdża pekaes
Z Łomżą wiąże dziewcze ciąża
Ale nie chce wyjść za dres.
(chórek cienkich głosów: dresa ona ma)

Dworzec Łomża, młodzian krąży, już od paru lat
Biała komża, proboszcz spojrzał
Młodzian bardzo zbladł.
(chórek: młodzian letko zbladł)

Narew skręca raz po raz,
miękka łąka, sosen pnie,
wino mszalne, stacja paliw,
w Alei Gwiazd - napalony dres.

Ja nie Doża, wola boża, przy stacji smażal mam
Łomża bardzo mi nie ciąży
Jakoś już tak mam.
(chórek: kurczak z rożna raz)

Stacja Łomża, ludzie krążą, nadjeżdża pekaes
W Łomży dalej żyć nie można
Ale można trwać.
(chórek: Łomża, ona trwa)
-
2012/08/27 22:15:48
Lepiej nie będzie, wyżej szyi nie powiesisz.
-
2012/08/27 22:35:29
A nie mowilem ,ze Rynek Karol by zbladl od takich ballad.
Witam i zegnam rybiarza.
Co wzielo ?
-
2012/08/27 22:46:07
A zdrada niejedno ma imie
www.youtube.com/watch?v=oazzFrZ8ybE
-
2012/08/27 23:43:32
@Balsam
Doskonale się wpasowałeś w Raya Charlesa. Ale... To ma być do śpiewania, a nie do przeżywania w trakcie ślepienia. Proponuje, abyś w miejsce "Stacja Łomża, dziewczę zdąża..." skreślił: "Łomża, stacja Łomża, dziewczę zdąża..." oraz "Łomża, dworzec Łomża, młodzian krąży..." oraz "komża, biała komża, proboszcz spojrzał...". I jeszcze dalej: "Doża...? ja nie doża, wola boża...". I w ostatniej zwrotce: "Łomża, stacja Łomża, ludzie krążą, nadjeżdża pekaes./ W Łomży, do celu nikt nie dąży / Ale można trwać."

Niech ten Balsam tak nie wyje, bo odwyje sobie szyję. A odwytej nikt nie powiesi, hi, hi.
-
2012/08/28 07:54:13
@Anumlik
Szyitami zwano u nas tych co w szyje dawali za bardzo. Byli tez sztajmesi , gruzinki i braminki. Zaraz za nowowybudowanym Instytutem Matematki Uniwerytetu im Bolka B. we Wroclawiu bylo wielkie skladowisko gruzu ,na ktorym bawiono sie do upadlego.
Trzeba byc zarowno Jerzym Wasowkim i Miskiem synem Jacka, aby polski nierytmiczny jezyk spasowac z sierce szczypatielnoj zaspiewka Karola z Raju.
-
2012/08/28 20:06:57
Zgadzam się co do koniecznych poprawek w zwrotkach zwykłych.
W tej najtrudniejszej, powinno jednak być jakoś tak:

Narew skręca raz po raz
Miękka łąka, twardy las.
Mszalne wino, LPG gaz
Dziki kapłon , napalony dres.

Jeśli, marzencic, o ryby chodzi, to rozumiem je tu dosyć szeroko, o czym pora wspomnieć. Zawsze mam z sobą wędkę, ale idę z nią w góry i niekiedy łowić nie daje rady. Tym razem nie łowiłem -- pokonałem w maksymalnie zdywersyfikowanej (rasowo, itd.) grupce, obszar górski o niezwykłych wprost walorach: 40 km, w sumie 6 tysięcy metrów różnicy wysokości. Dlatego, między innymi oczywiście, pieśń taka jest kiepska.
-
2012/08/28 20:12:36
Rzecz zyskałaby bardzo, gdybym lepiej wydobył definiujący Łomżę kontrast między niezwykle rozwiniętymi sposobnościami adoracji w Katedrze (są ze trzy, oddzielne, 24/7 adoracje w różnych częściach obiektu) i tak zwaną Aleją Gwiazd, w Alei Legionów, szczególnie pod stacją beznzynową Statoil i koło McDonalda, gdzie odchodzi na wpół oficjalna adoracja drugiego rodzaju.

Ale cóż: poetycko ja nie doża, wola boża.

-
2012/08/28 20:19:33
Nie jest tak, żebym się palił do wizyty w podziemiach ministerstwa przy ulicy Goniori.
Tak to jest, jak człowiek przerwie narrację. Gadać trzeba ciurkiem.
A może podziemia nie są dostatecznie ekscytujące? Gdyby były, to bym się do nich przecie palił.
Trzeba nanieść poprawki. Więcej dramatyzmu i poezji, komizmu diabolicznego i polityki historycznej, histerii i podskórnych związków wszystkiego ze wszystkim, jak u Dzikiego Kamienia, muła literackiego.
-
2012/08/28 20:50:02
Jak nic odwyjesz sobie szyję, Maestro;-) jak się dłużej w opary literackich werteryzmów będziesz pogrążał. Podziemia ministerstwa, przy Goniorii, przyciągnęły mnie, gdy śladem Kuppoli zacząłem je zwiedzać. Te podziemia są ekscytujące. Może bym w nich trochę pobuszował i jakoś Cię zachęcił do ich ponownego nawiedzenia? [odchodzi w kierunku Goriori street obserwując jak tajni konfidenci z sąsiednich republik usiłują zmieścić nową tożsamość w stare merchant navy, z patyną godną Secret Intelligence Service]
-
2012/08/28 21:33:19
Super, anumlik.
Parę założeń głównych, intuicji bardziej, niż rzeczy ustalonych raz na zawsze:

Juhann Kukk, były komunista, za pomocą trików i literalnego rozumienia doktryny neoliberalnej, zwolnił całą administrację centralną; teraz nadchodzi pora na niego samego. Kraj kwitnie jak oszalały, w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do ilości pracowników administracji centralnej. Kukk jest zrozpaczony, że potwierdził tezy wrogiego obozu, zamiast wywołania zamieszania, na które liczył.

W ministerstwie jest jeszcze lekarz zakładowy, Scarlatescu, minister Mojca Zajc (jeszcze się nie pojawiła -- takoż była, ale i obecna komunistka, piękna kobieta, szczera, ale boleśnie rozczarowana rewolucjonistka), no i kontroler Kuppola, faktyczny wiceminister.

Juhan Kukk oszalał [chyba] w podziemiach, sam zajmuje się sprzątaniem (zwolnił wszakże personel), opieką nad kwiatkami i za nic nie chce opuścić podziemia (jest tu pewna sprzeczność z zeznaniami byłego rzecznika prasowego Drużprepijcewa, czy jak mu tam, ale to się jeszcze naprawi).

Kuppola ma tajny plan: przejąć dotacje europejskie ministerstwa, zlikwidować urząd i prowadzić dalszą działalność 'rewolucyjną' na innym, prywatnym gruncie. Ma trudności z przekonaniem do planu Mojcy Zajc, więc jej o niczym na razie nie informuje.

To tam, na teren nowego przedsięwzięcia Kuppli, przybędzie (i zginie) były polski ubek, Veverka;będzie kontrolować, ale może i co jeszcze.

Kolejny rozdzialik opisuje spotkanie Kuppoli z Kukkiem (kwiatki? fartuch ciecia? biurko nakryte ceratą, szklanka z kawą po turecku, na spodku?); również spotkanie Kukka ze Scarlatescu, który albo: 1. pragnie wyleczyć Kukkę z jego trwogi, albo 2. Szuka choroby, która mogłaby dać mu podstawę do bezpiecznego urlopowania Kukki. Scarlatescu sam jest skądinnąd umierajacy (ma raka płuc) i czeka na powstanie formalnych podstaw do uderzenia w kalendarz. Jakoś tak. Albo zupełnie inaczej. Działaj.
-
2012/08/28 21:38:41
Tak, mniej więcej wygląda budynek (akurat jest to coś zupełnie innego, ale mniejsza z tym):

media.lonelyplanet.com/hotels/Direct/36/52/1/153223_Hotel-G9_1.jpg
-
2012/08/28 23:21:59
"definiujący Łomżę kontrast między niezwykle rozwiniętymi sposobnościami adoracji w Katedrze (są ze trzy, oddzielne, 24/7 adoracje w różnych częściach obiektu) i tak zwaną Aleją Gwiazd w Alei Legionów, szczególnie pod stacją beznzynową Statoil i koło McDonalda, gdzie odchodzi na wpół oficjalna adoracja drugiego rodzaju"

rozumiem, że to zabieg literacki, bo, chociaż tubylec, nic nie wiem ani o jednym, ani o drugim

pamiętam tylko z dzieciństwa, że miarą "uroczystości" różnych wydarzeń kościelnych typu ingres biskupi, czy koronacja obrazu, był czas ich trwania, a dwie godziny to było minimum;
dopiero jak wyruszyłam w świat, okazało się, że msze bywają krótsze niż godzina, a inne, nawet podniosłe okazje, wcale nie wymagają kilku godzin celebry

w kwestii drugiej - nic nie pamiętam
-
2012/08/28 23:35:44
No to wpadnij kiedyś do Katedry, adorują na cztery ręce.
Co do adoracji drugiego rodzaju, zachodzi tam gdzie wskazałem z całą pewnością. Nie rozumiem tylko dlaczego oczekiwałaś potwierdzenia prawdziwości/fałszywości tej drugiej tezy we własnej pamięci raczej niż pod rzeczoną stacją paliw.
-
2012/08/29 00:31:38
Adomella Ortografia, bibliotekarka miejska, patronka dorocznego biennale Pejzaże Łomży, sportsmenka i zbieraczka grzybów, tankowała zazwyczaj w Orlenie, ale pewnego piątkowego wieczoru posłuchała kapryśnego serca i zatrzymała się pod rzęsiście oświetlonym, ale krańcowo położonym dystrybutorem Statoil. Wsadziła kartę, otworzyła bak, oburącz ujęła wąż i rozpoczęła tankowanie. Dystrybutor wzdychał i trząsł się gwałtownie, chociaż w rytm licznika:
-- To zupełnie inaczej, niż w Orlenie.
Noc miała Adomella dziwnie niespokojną. Śniły jej się niekończące się tankowania i drżące dystrybutory. O świcie udała się do Katedry skupić się i przezwyciężyć złe myśli. Adorowano tam Krzyż, adorowano Sakrament i jakiegoś świętego, którego uznała za odpowiedniego.
-- Święty Krzysztofie, opiekunie podróżnych, dlaczego tam tak się trzęsło, a potem ja tak drżałam?
-- Adomello, Adomello, pójdź i opowiedz grzechy swoje, a dana ci będzie stosowna wiedza.
Adomella ugięła kolano przed konsfesjonałem i wypowiedzała swoje grzechy:
-- Poprawiałam błędy ortograficzne.
-- Nie jest to grzechem, ale nie rób tego więcej.
-- Dlaczego tak się trząsł ten dystrybutor?
-- Adomello, Adomello, a czyż nie tak samo trzęsie się w chwili obecnej ten konfesjonał?
-
2012/08/29 07:40:29
W poszukiwaniu ulicy Goniori natknalem sie na piersiaste lepianki w Czadzie (bardzo ponetna forma budynku dotychczas mi nieznana).
mapcarta.com/17209534
Veverka wyrosl ze schludnego estonskiego korzenia. Jest w Talinie ulica dzbankow ? ( Gonsiori). Tusze ,ze to ta.
-
2012/08/29 10:20:38
Tak, chodzi o Gonsiori 29, ale to tajemnica.
-
2012/08/29 10:30:52
Jaka tajemnica, jaka tajemnica? Każde dziecko w Estonii wie, że przy Gonsiori 29 mieści się Ministerstwo Zdrowia i Polityki Społecznej, a obok, Ministerstwo Finansów. A budyneczek, którego zdjęcie podesłałeś, to hotel "G9". A w Warszawie, w takim samym brzydactwie architektonicznym, przy Al, Niepodległości, mieści się Pedagogiczne Kolegium Językowe UW. Budyneczki może nie najładniejsze, ale za to funkcjonalne. A te ich podziemia!!!
-
2012/08/29 10:35:52
Zdrowia?
-
2012/08/29 11:36:35
Sotsiaalministeerium - Ministerstwo Spraw Socjalnych, w ramach którego działa Urząd do spraw Zdrowia. W Estonii nie ma tak rozbudowanej administracji, jak w Polsce. Mieści się - i owszem - przy Gonsiori 29.
-
2012/08/29 20:39:06
Peter Vever, gdyby mógł, zaoglądał by się na amen, tyle tu było różnego mamidła. Emaliowane tabliczki na drzwiach licznych pokoi informowały starannie wystylizowanym algerianem kogo mają zaszczyt reprezentować. Napis Radca nadzwyczajny i pełnomocny wersalikami i siedemdziesiątką dwójką skrywał skromne: Referat Spraw Ważnych wystylizowanych w aharoni dwudziestką. Nazwisko radcy mignęło zwykłą cambrią w formacie dwunastkowym. Peter chętnie by przystanął, aby przeczytać kto urzęduje za drzwiami referatu do ważnych spraw, ale prowadzący go cieć w liberii, odpicowany na angielskiego butlera, sunął szybko nie oglądając się ani na Petera, ani na boki. Podłoga z orzecha amerykańskiego lśniła bardziej niż jaja Wiewióra Kropotkina, a ikebany pomiędzy pokojami zaskakiwały różnorodnością roślin.
- Od teraz nazywasz się Vever. Peter Vever.
Agaton Bizpicki, mówiąc to, po raz ostatni spojrzał na wózek z espresso. Po raz ostatni, gdyż w tym momencie wózek eksplodował rozrywając pułkownika. Veverka, jeszcze Veverka, zasłonięty Bizpickim , nie zdążył już nic powiedzieć. Pomyślał tylko, chwilę przed wybuchem, że Vever to po norwesku tkacz.
- Czekałam na pana, Vever. Vever to po norwesku tkacz?
- Tak. Podobnie jak po estońsku, tylko inaczej się pisze. Weaver. Jak w angielskim. Nazwisko nawiązuje
- Wiem do kogo nawiązuje. Czy Szaweł to Pańki zawód, Vever?
- Tak jak i pani, ministra Zajc.
- Nie jestem feministką, Vever. A political correctness zwisa mi i powiewa, jak mówią w pańskim kraju. W dotychczasowym kraju. Agaton zdążył panu przekazać, co pan będzie robił u nas?
- Owszem, pani minister. Tuż przed śmiercią. Mam dyskretnie rozpracować, kto jest kretem i na czyich usługach.
- Kto jest kretem to i ja wiem. Zasiądziecie za chwilę w jego gabinecie. A na czyich on jest usługach? O tym macie mi zameldować, gdy tylko wykryjecie, Vever.
Idąc za butlerem, podniesiony nagle do rangi Szawła Vever uprzytomnił sobie, że nie zapamiętał żadnego szczegółu z twarzy Mojcy Zajc. Tyle tylko, ze jak na kobietę była wyjątkowo przystojnym facetem.
Dotarli do gabinetu z tabliczką Radca nadzwyczajny i pełnomocny. Pod Referat Spraw Ważnych w aharoni, odczytał swoje najnowsze nazwisko Peter Vever.
- Kto tu przedtem urzędował?
- Kontroler Kuppola, sir.



-
2012/08/29 21:06:49
Co za werwa, wyboraźnia, styl. I co za intuicja.
Szczególnie jeśli o Mojcę chodzi, ale w to to już się naprawdę nie mogę zapuszczać.
Więcej, więcej, więcej, jak mówił Lisicki zanim zarżnął Rzeczpospolitą.
-
2012/08/29 21:27:49
Czyżbyś pod Lisickim pracował, Maestro. Ja miałem tę krótką (do jednego tekstu) nieprzyjemność. Dzięki za komplement. Sam jestem ciekaw co będzie dalej. Szczególnie jeśli o Mojcę chodzi.
-
2012/08/29 21:31:39
Chybaście, anumlik, kompletnie oszaleli sugerując takie rzeczy.
-
2012/08/29 21:49:22
Na Twoim blogu, Balsamie, nie takie rzeczy sugerowane bywały. Tak sobie tylko zapytałem. No co, no co? To już zapytać nie wolno? [Odchodzi popracować nad intrygą tkaną przez Vevera i Mojcę Zajc]
-
2012/08/30 12:01:52
Przekroczywszy drzwi gabinetu Peter zorientował się, że znalazł się w windzie. Pluszowa ławeczka wyglądająca na nie wysiedziałą od czasu, gdy ją zamontowano, lekko drżała przywołując w Vevrowej pamięci wspomnienie pierwszej publicznej erekcji, której doświadczył przyglądajac się zjawisku na pluszowej ławeczce windy w warszawskim Pałacu Kultury, w czasach, gdy pałacowe windy były oryginalnymi produktami moskiewskiej firmy Lifremont. Tamta winda obsługiwała wyłącznie dyrektora Pekinu, erekcja u piętnastoletniego Piotrusia objawiła się wraz z widokiem pupy sekretarki dyrektora, stojącej na ławeczce i wycierającej zamontowane na suficie lustro.
- Lubi sobie pooglądać, gdy go dosiadam.
Sekretarka podciągnęła wyżej spódnicę, co w Piotrusiu wywołało jeszcze większą ochotę na pooglądanie. Także w lustrze.
- Na spacerek jedzie dryndą pan dyrektor ze swą windą.
Do dziś nie wie dlaczego powiedział to głośno.
- Bystry jesteś.
- To wierszyk Kerna. Ludwika Jerzego Kerna.
Od tego czasu Peter przestał być nieśmiały.
- Panie kontrolerze, minus pięć?
Vever spojrzał na tablicę, zza której doszedł go pozbawiony jakichkolwiek uczuć głos.
- Przecież tu jest wyłącznie minus pięć.
- Proszę nacisnąć.
Jechał dłużej niż podczas ówczesnej podróży dyrektorską windą na trzydzieste piętro Pałacu Kultury i Nauki, tam i z powrotem pięć razy.


-
2012/08/30 13:53:07
Trzytonowy gong obwieścił, że dojechali. Drzwi windy otworzyły się na rozległy sekretariat, którego mahoniowe biurko-recepcja pozostawało w silnym kontraście z zaściełającą jego blat ceratą w czerwono-niebieską kratkę. Ogromny, oryginalny samowar z Tuły na węgiel drzewny oraz paprotka w plastikowej doniczce przysłaniały siedzącą za biurkiem
- Marianna?! Motylak?
Vever z niedowierzaniem spoglądał na towarzyszkę swoich ostatnich dni w Warszawie.
- Proszę?
Sekretarka uniosła brwi, kąciki ust, a Peterowi zdało się, że i czubek nosa.
- Margit Liblikas, panie kontrolerze. Chyba, ze woli pan, aby się do niego zwracać panie ministrze. Kontroler Kuppola tego sobie życzył.
- Panie kontrolerze wystarczy, panno Liblikas. To pomysł pana Kuppoli? Ta cerata i ta paprotka?
- Nie wiedziałam jaki styl pan preferuje, panie kontrolerze. Już zdejmuję. A samowar panu nie przeszkadza?
- Stakańczyk czaju z sacharom na prikusku nie zaszkodzi, every now and then.
Vever poszedł w kierunku solidnych drzwi z mahoniu, które wyłoniły się gdy Margit zdjęła paprotkę.
- To mój pokój, jak rozumiem?
- Tak, panie kontrolerze. Już uprzątnięty z rzeczy pana Kuppoli. A propos pana Kuppoli. Czeka, aż pan go przyjmie w okrągłym gabinecie. I jeszcze jedno. Pan minister Juhan Kukka też chciałby złożyć panu wizytę.
- Prosić obu razem. Jeszcze jedno, panno Liblikas. Dlaczego na minus pięć jedzie się tak długo?
- Każdy ma własne minus pięć, panie kontrolerze.
-
2012/08/30 17:01:14
Dobre, tylko ten trzytonowy gong dosłownie wgniótł mnie w ziemię... Mam wrażenie, że "trójtonowy" brzmiałoby nieco lżej ;)
-
2012/08/30 17:35:53
Masz rację, Tetryku, trzy tony gongu to za dużo nawet jak na Lifremont. Tylko, że trójtonówka z trójpolówką się kojarzy. Ale to i tak lżejszy kaliber. Dziękuję.
-
2012/08/30 18:54:03
Andreas Kuppola sprawiał wrażenie jakby jego garnitur został przez pomyłkę nabity na niewłaściwą osobę. Nabity, to określenie pasowało do nienagannego, jakby spod igły zdjętego garnituru, pod którym wszystko wydawało się wymięte. Policzki, skóra na rękach, włosy, starannie uczesana, a mimo to w nieładzie, nawet krawat doskonale dobrany do koloru marynarki, wydał się w oczach Petera Vevera sznurkiem do wieszania brudnych skarpetek. Nie ma co ukrywać, były generalny kontroler finansowy ministerstwa, nie spał już dwie noce czekając na tę rozmowę. Odwołanie z dotychczasowej funkcji przyniósł mu do domu goniec, informując jednocześnie, że jego obecność w ministerstwie nie będzie mile widziana.
- Cieszę się, że mogę pana poznać, kontrolerze Vever. Mogę panu tylko życzyć, aby jego tkanie nie było gorsze od mojego.
- Kiepski kalambur, panie Kuppola. Mimo to dziękuję za życzenia. Mimo też zaistniałej sytuacji proszę, aby zechciał pan poświęcić mi trochę czasu i wprowadził w sprawy, które pan prowadził.
Telefon na biurku Vevera odezwał się krótkim dryndnięciem.
- Tak, panno Liblikas.
W słuchawce zaszeleściło wprawiając Andreasa Kuppolę w nerwowy dygocik.
Niezły ma słuch, żmija
- Wyjdę po pana ministra sam, proszę się nie fatygować.
Vever wstał i podszedł do drzwi.
- Przepraszam pana, Kuppola. Nie wypada, aby minister sam tu właził, bez asysty.
Wyszedł do sekretariatu wracając po chwili z Juhanem Kukką. Kuppola poderwał się kierując się ku wyjściu.
- Nie będę panom przeszkadzał.
- Nie przeszkadza pan, Andreas. Panie ministrze pozwoliłem sobie zaprosić obu panów razem.
- Widzę i jestem zarówno zaskoczony, jak i zniesmaczony. Nie wiem czy pani minister Mojca Zajc będzie zadowolona, że jej nowy podwładny
- Właśnie to chciałem wyjaśnić od razu, panie ministrze Kukka. Ja tu nie jestem niczyim podwładnym. Ja tu jestem nadzwyczajnym i pełnomocnym radcą. Upełnomocnionym przez Sekretariat Generalny Unii Europejskiej i podlegającym wyłącznie Wysokiemu Przedstawicielowi Unii Europejskiej Do Spraw Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Zostałem też mianowany nadzwyczajnym kontrolerem. Także pańskiego ministerstwa i ministerstwa pani Zajc. A teraz proszę przyjąć ode mnie zapewnienie o mojej przyjaźni i jak najdalej posuniętej życzliwości wobec niego. Pani minister Zajc sam przekażę znak pokoju.
Na twarzy byłego kontrolera Kuppoli pojawił się uśmieszek. Cień uśmieszku. Taki cień Vever widywał na twarzach kleryków i młodych księży, gdy w ich obecności upokarzał w starych dobrych czasach ich przełożonych; proboszczów i biskupów.

-
2012/08/30 20:08:07
Doskonałe, świetne intuicje. Na Vevera wprawdzie za wcześnie, ale nie szkodzi.

Ani morza, ani złoża, nie ma jezior, ani gór
Kiedyś tutaj wybuchł pożar
Łom że każdy w sercu ma?
(chórek: łom ma zamiast mind)
-
2012/08/30 20:47:37
- Pokazałeś Kukce, gdzie jego miejsce, Vever. Mnie nie pokażesz. Wysoki Przedstawiciel Unii zwisa mi i powiewa.
Mojca Zajc spojrzała na stojącego przed nią nadzwyczajnego kontrolera z uśmiechem, który wydał się Peterowi znajomy. Bardzo znajomy.
- Jeśli pani minister otrzymuje instrukcje spoza Unii, to jest to zrozumiałe.
- Głupiś, Peter. Oboje otrzymujemy instrukcje spoza Unii. Ja chcę tylko wiedzieć kto stoi za Kuppolą? Żydzi czy Watykan? Jeśli Watykan to dobrze. Gorzej gdyby to byli Uczniowie Noego.
- Noachici? Od Chabad-Lubavitch? Rozumiem teraz.
- Dlaczego arcybiskup ściskał się patriarchą? Właśnie dlatego.
Ministra Zajc sięgnęła po leżącą na biurku teczkę.
- Masz, przeczytaj. Tajne porozumienie podpisane podczas Konferencji Noachickiej, w marcu 2000 roku przez Root and Branch Association i prezydenta Stanów Zjednoczonych. Uznaje wyższość siedmiu przykazań potomków Noego nad wszystkimi prawami, z konstytucją amerykańską i Deklaracją Praw Człowieka i Obywatela, razem wziętymi.
- Oboje jesteśmy Szawłami, pani minister.
- Właśnie. Polecam ci ten obrazek. Namalowała go Marge Monko, która prócz performance, maluje tradycyjnie, na płótnie.
Obraz wiszący za Veverem ukazywał obleczoną w białe majtki, naturalnej wielkości kobiecą pupę, wyglądającą spod zadartej spódniczki. Cała postać, owinięta w mgłę, zadawała się kroczyć po szczeblach drabiny wprost do nieba. Drabina oparta na pluszowej ławeczce, wydała się Peterowi dziwnie znajoma.
- Co ten obrazek ma wspólnego z Szawłem, pani minister?
- Nosi tytuł Objawienie Szawła. Jaki Szaweł, takie objawienie, panie Vever. Pamięta pan ten wierszyk: Na spacerek jedzie dryndą
- pan dyrektor ze swą windą. To ty!!!
- Głupi by się domyślił. Pewnie myślałeś, ze jestem stara baba. Ja wtedy miałam dopiero co ukończone osiemnaście lat, a dyrektor Pekinu to był stary satyr.
- A ty świeżo pozyskaną...
- Nie kończ, Piotrusiu. W Pałacu Kultury i Nauki odbywały się zjazdy partyjne, bywali najwyżsi dygnitarze. Każdy dyrektor miał po kilku aniołów stróżów. Chodź lepiej, pojeździmy sobie windą.

-
2012/08/30 21:06:20
@Balsam
Dzięki za uznanie. Na dziś koniec, a jutro jadę z rana na ryby.
-
2012/08/30 22:13:49
@Aumlik
Czy to miales na mysli
"Ponieważ ten fakt ma być odnotowany w międzynarodowym Zwoju Honorowym podpisanym przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych i inne Głowy Państw:
tak więc uchwalone zostaje przez Kongres Stanów Zjednoczonych, że dzień 26 marca 1991 roku - pierwszy dzień dziewięćdziesiątego roku życia rabina Menachema Schneersona, przywódcy światowego Ruchu Lubawiczerów, jest proklamowany Dniem Edukacji USA.
Powołuje się Prezydenta do ogłoszenia proklamacji wzywającej naród Stanów Zjednoczonych do uczczenia tego dnia odpowiednimi ceremoniami i działaniami.
Podpisano: George Bush, Prezydent Stanów Zjednoczonych"*)
Chyba byly tylko dwie glowy - a moze sie myle

*) za www.the614thcs.com/40.1193.0.0.1.0.phtml
-
2012/08/30 23:04:33
@Marzencic
Między innymi miałem na myśli Education Day, USA z 26 marca 1991 r. Ile głów oprócz Busha seniora podpisało "honorowy zwój" nie wiem i nie chcę spekulować. W teczkę Mojcy Zajc włożyłem dokument z innego wydarzenia związanego z Ruchem Lubawiczerów. Mianowicie z Konferencją Noachicką zorganizowaną przez Root and Branch Association (organizację Korzeń i Gałąź) 15 marca 2000 r. w Cardozo School w Nowym Jorku. Dokument ten wywodzi zapowiedź dziedzictwa Bnei Noach (hebr. synów Noego) od Majmonidesa, którego orzeczenia i wykładnie obowiązują w judaizmie do dziś. W dokumencie z konferencji noachickiej czytamy "Rambam pisze, że czas ( mesjański - przyp. anumlik) nadejdzie, kiedy chrześcijanie i muzułmanie dostrzegą, że ich religie są fałszywe i obwinią swoich przodków za to, że ich tych fałszywości uczyli. Zaakceptują oni Jedynego Boga narodu żydowskiego, a wszystkie inne religie w jakiejkolwiek formie zostaną zakazane w całości. Czas ten nadszedł właśnie teraz i wszystkie inne podejścia w swych założeniach mają wyłącznie za zadanie opóźnić objawienie absolutnej Prawdy Tory w całym świecie.
Chabad-Lubavitch (Ruch Lubawiczerów) to wpływowy ruch chasydzki, a jego nieżyjący już przywódca, rabin Menachem Schneerson, wywarł tak wielki wpływ na Kongres Stanów Zjednoczonych, że dzień 26 marca (dzień jego urodzin) uczynił Dniem Edukacji Narodowej. Tak, dla ciekawości. Schneerson w swoich "Zbiorach rozmów" (Gatherings of Conversations), wydanych w 1965 roku pisze: <<(...) winno być powiedziane na temat ciała, że osoba żydowska jest całkowicie inna od ciała przedstawicieli wszystkich narodów świata, a różnica w wewnętrznej jakości [między nimi] jest tak wielka, że [ich] ciała winny być postrzegane jako całkowicie innego rodzaju. To jest powód, dlaczego Talmud orzeka, że jest halachiczna różnica w podejściu do ciał nie-Żydów [w porównaniu z ciałami Żydów] ich ciała są na daremno" >>. Dalej Schneerson rozprawia na temat różnic w duszach Żydów i nie-Żydów: <<Większa nawet różnica istnieje w odniesieniu do duszy. Istnieją dwa przeciwne typy duszy, nie-żydowska pochodzi z trzech satanicznych sfer, podczas gdy żydowska dusza wywodzi się ze świętości. (...) Różnica pomiędzy Żydem a nie-Żydem polega na tym, że Żyd nie został [w przeciwieństwie do nie-Żyda] stworzony jako środek dla pewnego celu ale on sam jest celem, gdyż substancja wszystkich boskich emanacji były stworzone jedynie po to, aby służyć Żydowi. (...) Cale stworzenie istnieje tylko ze względu na Żydów >> Można się z tego śmiać, ale można też się zadumać nad samą ideą Education Day, USA z 26 marca 1991 r. A już szczególnie nad patronem tego dnia rabinem Menachemem Mendelem Schneersonem.
-
2012/08/31 00:43:14
Ale się pokomplikowało. A teraz na ryby jedzie.
Ja w sobotę wyruszam na trzy dni. Ostatni weekend lata.
-
2012/08/31 07:15:52
@Anumlik.
Napredce pare wniskow i pytan:
1. Wsio stremitsia k Armagiedonu.
2. Nie mam szans na osiagniecie nieba bo dusze mam bylejakiego gatunku.
3. Trza nam glowy posypac i sklonic przed narodem z wyzszej polki.
...
I pare pytan
1. Czy sa jakies testy na zydostwo ?
1. Co z tymi z szarej strefy czyli mieszancami lub gojkami jak kto woli.
2. Czy mozna w jakis sposob zapisac sie do narodu wybranego *) lub zapewnic te mozliwosc dla naszych dzieci lub wnukow.

*) rozumiem antynomie pytania ale to z desperacji


-
2012/08/31 07:20:40
Bush poczul zapewne wspolnote z galeziami i korzeniem.
Z Kunta Kinte stal sie Tobim.
-
2012/08/31 20:24:04
Pieprzę ryby -- wszyscy jadą, tłok na drogach, do diabła z tym. Idziemy w podziemia samolikwidującego się ministerstwa.
-
2012/08/31 20:54:52
Jeśli niewczesnym żartem wyalienowałem Adomi, to jestem zgubiony.
-
2012/08/31 21:57:03
@Balsam
Oby tak sie nie stalo z Adomi jak podejrzewasz.
Joty tez ani na lekarstwo homopatyczne.
-
2012/08/31 23:00:17
Jota rozgrywa rodzinną kanikułę, daję sobie głowę uciąć. Zagarajet na sonce, kupajetsia, sobirajet cwiety, napiwajetsia winom, ili czto-to drugoje dziełajet.
-
2012/08/31 23:13:55
...a zwłaszcza napiwajetsia winom. Jasne, jasne.
Nic z tych rzeczy. Znowu mnie jakoś rzeczywistość wessała, wiecie, czasem zachodzą takie dziwne okoliczności przyrody. Nie zdołałam nawet jeszcze przedrzeć się przez Waszą gęstą prozę, dotarłam co najwyżej do czterdziestego komentarza, a zatem nie wypowiadam się, póki co.
Poza tym czuję się jakby odmóżdżona. Co - miejmy nadzieję - minie niebawem. Minie. Niebawem.
-
2012/08/31 23:23:22
@Balsam
Pięćset kilometrów dla dwóch okoni i niewymiarowego szczupaka? Fucking fish!
Adoni z pewnością szuka masywniejszego konfesjonału w Statoil.
A podziemia czekają. Dla każdego inne minus pięć.

@Marzencic
1. Armagedanom nie ispugajsia. Każdego czeka jakiś własny.
2. Testów na żydostwo nie ma. Za to jest furtka. Porozumienie Noachickie właśnie. Jahwe, po potopie zawarł z potomkami Noego porozumienie dotyczące wszystkich ludzi, nie tylko Narodu Wybranego. Każdy, kto przestrzega siedmiu praw noachickich, może zostać zbawiony. Pierwszym, który to wyraźnie wyartykułował, był Majmonides. Od tego czasu, gdy Żydzi zostawali trochę bardziej przetrzebieni przez rzezie, stosy i popgromy, prawa noachickie zezwalały na łatwiejszą konwersję na judaizm. Ruch Lubawiczerów dozwalał na to na terenach obecnej Białorusi, skąd się wywodzi (powstał w Lubawiczach w obwodzie smoleńskim) w XVIII wieku, czyli w okresie, gdy w sto lat po powstaniu Chmelnickiego, które w konsekwencji oderwało całą wschodnią Ukrainę od Korony, Żydzi stanowili w dalszym ciągu niewielki procent populacji sprzed rzezi, jakich dokonali na nich Kozacy. Obecnie Chabad Lubawicz dopuszcza do konwersji na judaizm nie-Żydów. Nie muszą oni przestrzegać całego Dekalogu, ni halachy, wystarczy, że przestrzegają siedmiu przykazań noachickich. Mała dygresja w tym miejscu. W Księdze Rodzaju, gdy mowa o tzw. pierwszym przymierzu, Jahwe nie rozwija go w siedem przykazań, jak w przypadku Mojżesza, w dziesięć wyrytych w kamieniu. Mówi (Rdz, 9, 1-17): <<Po czym Bóg pobłogosławił Noego i jego synów, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię. Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko. Nie wolno wam tylko jeść mięsa z krwią życia. Upomnę się o waszą krew przez wzgląd na wasze życie - upomnę się o nią u każdego zwierzęcia. Upomnę się też u człowieka o życie człowieka i u każdego - o życie brata. [Jeśli] kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga. Wy zaś bądźcie płodni i mnóżcie się; zaludniajcie ziemię i miejcie nad nią władzę". Potem Bóg tak rzekł do Noego i do jego synów: "Ja, Ja zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię". Po czym Bóg dodał: "A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi". Rzekł Bóg do Noego: "To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi">>.
3. W ostatnich latach, szczególnie pod wpływem Ruchu Lubawiczerów obserwuję sporo konwersji na judaizm. W Europie warunkiem jest pozytywna opinia rabina, oficjalna apostazja i obrzezanie. W Ameryce z obrzezania zrezygnowano. Raz na rok, na dwa lata zbiera się w którymś z europejskich miast konwent rabinów i zatwierdza konwertytów jako "niepełnych Żydów", którzy jednakowoż mają prawo do obywatelstwa państwa Izrael. Ich dzieci są już pełnoprawnymi Żydami. Tyle, że obowiązuje już ich cała Halacha, to jest 613 przykazań (248 nakazów i 365 zakazów).

-
2012/09/01 00:28:38
Odmóżdżona siedziała u otwartych okien
patrzała na w ciemności odchodzące lato
myślała: czy mózg wyszedł mi bokiem
czy też go nigdy nie miałam, o matko!
-
2012/09/01 00:43:55
Bezczelny telepato.
-
2012/09/01 01:06:49
W noc księżycową, u wód urojonych
telepata dźgał ziemię srebrną łopatą
nie robaków on szukał tłustych i czerwonych
lecz w podziemia się zabierał nader hadko
-
2012/09/01 02:08:47
[ignorując podziemia, sunie znużonym truchtem w kierunku sypialni]
-
2012/09/01 13:48:33
Ja bym jeszcze dołożył sylabę w pierwszym wersie: "W tę noc..."
-
2012/09/01 13:49:52
Ha! Anumlik nie domknął cytatu!
Może mnie się uda.
-
2012/09/01 14:08:37
Pozwolę sobie zatem zapisać wersję proponowaną:

W tę noc księżycową, u wód urojonych
telepata dźgał ziemię srebrną swą łopatką
nie robaków on szukał tłustych i czerwonych
lecz w podziemia się zbierał dość hadko

...moja propozycja:

W tę noc księżycową, u wód urojonych
telepata dźgał ziemię srebrną swą łopatką
nie robaków on szukał tłustych i czerwonych
lecz w podziemia smoliste wgryzał się on chwatko
-
2012/09/01 15:06:31
Hi, hi, Joteczko. TEN telepata do podziemi zabiera się jak pies do jeża; wyraźnie się prokrastynuje, a to łopatką, a to robalami, a to rybami, na które się wybiera i wybrać nie może. Aż słuchać hadko.

A w ogóle, to witaj, dawno nie czytana:)
-
2012/09/01 15:16:47
Wraz z pierwszymi pełgnięciami jesieni powracam na bloga łono. Ale przecież krótko mnie nie było. I tak dalej.
Ponadto Balsam pracowitym jest jak mróweczka. Prokrastynacja jest moją specjalnością.
-
2012/09/01 22:07:02
Drażni mnie ta kursywa. Może teraz pomoże?
-
2012/09/01 22:07:40
nie pomogło. Buuu....
-
2012/09/01 22:21:27
Mnie też drażni kursywa. To już drugi raz. W połowie poprzedniego wątku też się pojawiła. W polu, gdzie teraz piszę, litery są normalne, a kursywa pojawia się, gdy tego chcę. Na "podglądzie" też wszystkie litery są takie, jak chcę. Dlaczego na ogólnodostępnym polu wszystko u mnie zapisane jest kursywą? Jak widzę u Tetryka też. Czy u innych również? Jota, Marzencic, Adomi - odezwijcie się. A przede wszystkim Ty, Balsamie.
-
2012/09/02 00:13:54
Od pewnego już czasu u mnie też wszystko kursywą i też tylko w ostatecznej wersji, wcześniej nie. Balsam musiał chyba coś zmienić w ustawieniach...
-
2012/09/02 10:28:31
I w poprzednim, i w tym przypadku problem zaczyna się od komentarza Anumlika zakończonego kursywą, prawdopodobnie z niedomkniętym tagiem - zabrakło "slash i" w nawiasach. W stronie głównej wpisu jest widocznie jakiś byk - bo lista komentarzy wyświetla kursywy poprawnie.
Balsam może sprawdzić i ewentualnie poprawić felerny komentarz.
-
2012/09/02 10:33:17
Pracowity jak mróweczka Balsam wsiadł do windy prowadzącej do mrocznych podziemi ministerstwa, przy Gonsiori 29. Trójtonowy gong, podczas jazdy mruczał w rytm melodii "Łomża ona My Mind". Po trzynastym refrenie półprekrastynator łomżyński zaczął nucić:

Strzyga... Znów mnie ściga
Przez cały boży dzień
Strzyga jak mamałyga
Lub mamałygi cień
Śmiga przez łeb jak fryga
Albo zerwany kleń
Cyga wśród gwiazd Fotyga
Wartołka pośród mgnień
Strzyga mnie jak fastryga
Przeszywa w zamku Breń
Dziadyga m choć nie wyga
Ani zmurszały leń
Miga jak ta Adyga
Pośród alpejskich lśnień
Strzyga oooo moje strzyga
Kataplazm i żeń-szeń
(Strzyga on My Mind)

Czternasty refren zatrzymał windę na minus pięć. Na Jego minus pięć...
-
2012/09/02 15:53:51
@Tetryk
Domykam tag Slash'em. Może być?
www.youtube.com/watch?v=76vtlREgALI
-
2012/09/02 18:44:08
Hmmm.... myślisz, że na blog Balsama zadziała to samo co na nastolatki z L.A. w kierunku naprostowania?
-
2012/09/02 19:03:05
Hmmm.... Poprzez Les Petits Chanteurs de Saint-Marc na swoim blogu, Balsam też podziałał na nastolatki, jeno nieco bardziej wysubtelnione (i wysopranione). Lubię Mozarta, ale też i Slash mnie kręci. Filmik wstawiłem nie tylko na Twoją wyraźną sugestię, aby zrobić coś z slashem i magicznie zlikwidować tę cholerną kursywę, ale też ze względu na wyjątkową poezję "Gotten". Choćby tego oto fragmenciku:

Maybe it's a bitter wind
That chilled from the pacific rim
That brought you this way
(Brought you my way)
Do not make me think of him
The way he touched your fragile skin
That haunts me every day
I'm out of love but I can't forget the past
I'm out of words but I'm sure it'll never last
-
2012/09/02 21:45:44
Problem zaczyna sie od komentarza:

Mistrzu, czy Ty czasem w brzydki nałóg prokrastynacji nie popadłeś? W w pierwszym wierszyku lato zmieniłbym na latko. Będzie super. W drugim aż się prosi o "łopatkę - srebrną swą, a zabierał nader hadko na zbierał dość hadko. I też będzie super.

Nie moge edytowac, moge tylko skasowac. Moze pomoze, a moze nie pomoze o nie.
-
2012/09/02 22:12:29
Czym ja z Łomży? Ależ skądże, na działkę jeżdżę tam
Trochę gryki, trochę zboża
Ziemniak kupny mam.
-
2012/09/02 22:31:07
@Balsam
Dzięki za przywrócenie "normalnych" liter.
@Tetryk
Jeszcze słów kilka o muzycznych ilustracjach. Balsam jako ilustrację muzyczną do Pięciu grobów szpiega Bystrowsodniczewa umieścił śpiewany przez Dziecięcy Chórek z "niezłym", ale już zmanierowanym chłopaczkiem utwór Gabriela Faure, Pie Jesu. Ponieważ mam w uszach genialne wykonanie Pie Jesu przez Philippe Jaroussky'ego, którego słuchałem na żywo dwa razy, pozwolę sobie je wkleić.

www.youtube.com/watch?v=xTf14maKtT8

Prócz tego, abyś poznał głębię prawdziwego kontratenora, pozwalam sobie na jeszcze dwie propozycje tegoż Philippe Jaroussky'ego: Vivaldiego: - Nisi Dominus oraz Virtuoso Cantatas

www.youtube.com/watch?v=Dmxw69xIptQ
www.youtube.com/watch?v=YTeTwY1sKX8


-
2012/09/03 07:14:44
'utwór Gabriela Faure, Pie Jesu'

Akurat. Jaki Faure?
To są dwa zupełnie inne Pie Jesusy.

[zasypia zdumiony ignorancją ludzką].
-
2012/09/03 07:51:14
Kapusta, leb osli, zakalec i bzik.
Dzis jestem, moj kotku sowsiem lunatic.
Nie szukaj tam mysli ni fajerwerkow.
Gdzie leb zdobia zwoje zwiedlego koperku.
Papka karmiony, spetany po uszy.
Ni umiem losem sierotki sie wzruszyc.
Tak nastroj wyglada pod koniec wakacji.
Gdy cie napadnie chec do prokrastynacji.

[odwoza go na oddzial, a on pogwizduje na melodie Sindbad, Sinbad
Stupor , stupor z toba sie zyje weselej.
Stupor , stupor od piatku az po niedziele. ]
-
2012/09/03 08:19:31
@Balsam
Jaki Fauré? Gabriel Urbain Fauré, francuski kompozytor, organista i pianista. To z jego Requiem op. 48 chórek pod nazwą Śpiewające dzieci (cóś jak poznańskie słowiczęta) wydobył z Requiem (extrait du Requiem) najsłynniejszy fragment Pie Jesu. Cała ta część, wchodząca do repertuaru najwybitniejszych konrtenorów, to Fauréowa parafraza tego fragmentu mszy, która w rycie trydenckim rozpoczyna się słowami Agnus Dei, qui tollis peccata mundi, dona nobis pacem (co w polskich kościołach odmawiane jest przed przystąpieniem do komunii, jako Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, obdarz nas pokojem )
Fauré skomponował genialną muzykę do fragmentu zawartego w czterech zwrotkach:
Pie Jesu, qui tollis peccata mundi
dona eis requiem
Agnus Dei, qui tollis peccata mundi
dona eis requiem sempiternam

A chłopczykowie przed mutacją i dziewczęta (nie powiem wdzięczne w swej świeżości) wyśpiewują to na koncertach w zespole o nazwie Les Petits Chanteurs de Saint-Marc, założonego przez Nicolasa Porte.
Pie Jesu śpiewane przez Philippe Jaroussky'ego, to to samo Pie Jesu , z Requiem Gabriela Urbaina Fauré. Nie są to "dwa zupełnie inne Pie Jesusy", jak sugerujesz, Maestro.
A tak na marginesie. Słyszałem już Pie Jesu grane na pile. Czego to ludzie nie wymyślą.
[idzie do kuchni zaparzyć sobie kawę, na którą niewątpliwie zasłużył]


-
2012/09/03 08:31:47
Nie na moje to ucho mieszanie nienaoliwionych organek z organami z Oliwy.
[oddala sie dmuchajac patetycznie sonate ksiezycowa na okarynie ]
A tak w ogole witam w poniedzialkowy poranek.
-
2012/09/03 09:07:00
Witaj, Marzencicu. Razem z Sindbadem? Na okarynie? Papką karminy? Spętany po uszy? Toś mi bratem na oddziele;-)
-
2012/09/03 10:21:25
@Anumlik.
Balsam mial sie niby do roboty brac. Pewnie latal jak fellahowie pilotem po kanalach albo cwiczyl gasiorami burebony. I teraz spi .
Bo my to co innego - nie mamy mission impossible
-
2012/09/03 11:07:13
Filip spiewa pieknie ale wyglada na to ,ze jesli nie ma rodzenstwa to podobnie jak w przypadku Jarka pokolenie Jarousskich skonczy sie na nim.
-
2012/09/03 12:19:39
@Marzencic
Obok Filipa, na tym samy poziomie (piedestale, hi, hi) postawiłbym naszego Darka. Dariusz Paradowski to zjawisko samo w sobie. Jego kontratenor, a właściwie sopran z elementami koloraturowymi, sytuują go bardzo wysoko, z tym, że w odróżnieniu od Jaroussky'ego, dysponuje Paradowski silnym barytonem. Sądzę, że obecnie na świecie jest tylko dwóch mężczyzn (w pełni mężczyzn), którzy dysponują tek wspaniałymi, doskonale wykształconymi przez lata studiów, głosami. Obaj są także instrumentalistami. Potem długo, długo nic, a potem... Było cymbalistów wielu. Dla porównania, Marzencicu, dwa wykonania; w jednym Paradowski, w drugim Jaroussky:

www.youtube.com/watch?v=Hzi-pc67NBU
www.youtube.com/watch?v=9O-q5UhBwOg

-
2012/09/03 13:18:47
@Anumlik
Dla mienia oni nie pojut kak pietuchi. Nasz jakby mial troche mniej pary i barwy. Po co przerabiac meski glos na kobiecy - mimo ze pieknie brzmi? Mozna przygruchac Sarke Brightman - zreszta niezla laske (lascia Chio Pianga) i po klopocie.
P.S. Szukalem naszego w barytonowym stylu ale niczego nie znalazlem.
-
2012/09/03 13:39:49
Ktos spytal Lestera Younga dlaczego gra na tenorze jak na sopranie.
- Synu ,nie rozumiesz co sie tutaj dzieje.
Ja przyznaje tez niewiele rozumiem sie na operowej muzyce.
-
2012/09/03 19:48:09
To są, Anumlik, dwa różne kawałki z tym samym tekstem. Mozart też napisał muzykę do tekstu mszy żałobnej.

Okoliczność, że nie odróżniasz dwóch rozmaitych kawałków muzycznych od siebie jest Ci wybaczona: i tu i tu cienko śpiewają.
-
2012/09/03 21:35:14
Pust mir budiet z wami.
Jesli spor oprze sie o nomen Kaczynskiego , to ja juz sie boje tego bloga.
Przyznam ugodowo po 5 punktow kazdemu + ostatnie vino verde na spolke.
-
2012/09/03 21:45:32
NO TAK. Po porównaniu dwóch Pie Jesu tego samego amsambla z Notre Dame, dostrzegłem, że Les Petits Chanteurs de Saint-Marc na płycie wykonuje fragment z "Requiem" Gabriela Fauré, a w Twojej wklejce - z "Requiem" Andrew Lloyda Webbera, znanego jako baron Lloyd-Webber od "Kotów", "Upiora w operze", "Jesus Christ Superstar" i "Evity". "Requiem" Webbera to kompilacja Mozarta i Fauré, takie dwa w jednym. Na premierze w 1985 roku, Pie Jesu wykonała Sarah Brightman, ówczesna żona Webbera, wraz z chłopięciem-pacholęciem. Później samo Pie Jesu, jako osobny utwór, weszło dco repertuaru sopranistek i sopranistów. Dla mnie jest gorszym pastiszem Fauré'owego Pie Jesu i zupełnie nie rozumiem ani nagrody Grammy w 1986 roku, ani złotego certyfikatu w Wielkiej Brytanii, w tym samym roku.

Niezależnie od moich tam ocen, za wzięcie Webberowego Pie Jesu za (nawet) pastisz Fauré, należy mi się dekapitacja tępym toporem. Maestro, Ścinaj Waść, wstydu oszczędź. Na koniec maleńka prośba. Czy zamiast ostatniego papierosa, mogę liczyć na kielich Chablis Premier Cru Vaillons?
-
2012/09/03 22:07:43
Anumliku, ty ze wstydu popiołem głowę posypujesz i katu podkładasz, a ja nawet nie zaryzykowałem myśli, że mógłbym je odróżnić!
Soprany to zdecydowanie nie moja bajka - mogę domniemywać wielkość artysty, ale trudno mi wykrzesać radość z odsłuchania.
[Powoli pogrąża się w kompleksach aż do ostatecznego zaniku]
-
2012/09/03 22:15:10
@Anumlik
Bicie sie w dawne piersi Madamme Brightman w towarzystwie winka szabli i szpady moze zlagodzic niejeden bol i przeoczenie.
Mnie wystarczy dzisiaj jakis ulepek typu Spatlese lub tokaj.

-
2012/09/03 22:26:31
Nie ma obowiązku odróżniać, nawet Marsylianki od 'Wszystkie nasze dzienne sprawy', AC/DC od Skaldów, ale za wymądrzanie się należy się surowa kara. Jak faureowskie 'Pie Jesu' ma się do 'Pięciu Grobów'? Jak pięść do nosa.

Sam się lubię wymądrzać w tematach sobie nieznanych, i zawsze sobie potem wymierzam, w zaciszu prywatnej drewutni, surową karę.

[szuka drewutni, nie znajduje, schodzi od garażu]
-
2012/09/03 22:30:49
To co? Spotykamy się na minus pięć?
-
2012/09/03 23:50:54
Chłopcy. Wolnego. Pogodzę Was, mam nadzieję, przedstawiając moją własną opinię na wyżej wymieniony temat konfliktowy. Otóż. Żadne tam Francuzy, żaden Paradowski. Jedynym i największej klasy kontratenorem na tym padole jest oczywiście Andreas Scholl. Na przykład encyklopedyczne, euforyczne, oniryczne i absolutnie mega (jak dziś mawia młódź hipsterska) kawałek Haendla. Polecam, zaprawdę polecam.

www.youtube.com/watch?v=WsbYGdCQsgk
-
2012/09/04 00:17:27
Hm. Męskiego rodzaju słowo "kawałek" nijak się ma do zastosowanych epitetów za co serdecznie przepraszam [oddala się ciężkim krokiem w kierunku drewutni].
-
2012/09/04 01:06:28
Problem nie w oniryczności zapodanych kawałków, z Haendlem i Andreasem na czele rozchodiitsa. Raczej w moim - chwilowym nam nadzieję - zespole onirycznym. Balsam ma rację. Faureowskie Pie Jesu tak się ma do Pięciu grobów szpiega Bystrowzodniczewa jak pięść do nosa, a Haendel do abpa Janeczka. Tam nada była mazniu wkluczyć. Takoju, kak graf Lloyd-Webber i jewo Miłasierdnoj Iisus. No i kicz chłopięco-dzieczęcego sopranu ten kawałek prozy świetnie zilustrował. [idzie do drewutni, a tam tłok]
- Riebiata, a wodyuczka u was jest'?
-
2012/09/04 07:28:33
Nie mam nic przeciw handlu i przeciw tenorowi- szewcu. Nosze w pracy wygodne obuwie Scholla*). [zbliza sie w kierunku szosy aby przyjrzec sie zamiejscowym odaliskom lapiacym okazje do pobliskiego spozywczaka].

*)Kupilem sandalki w Warszawie w czasach pierwszej kadencji cara Alieksandra Kwasniewicza i przetrwaly nawet bombardowanie .
-
2012/09/04 11:51:22
Fascynuje mnie Wasza dyskusja. Ja reprezentuję pierwszy stopień umuzykalnienia - odróżniam kiedy grają i kiedy nie grają (lub śpiewają/nie śpiewają), a może nawet pierwszy i 3/4 - mogę jeszcze powiedzieć, czy akurat wolę jak grają, czy jak nie grają.

A pozbyć się mnie nie tak łatwo, Gospodarzu. Po prostu miałam inne ciekawe zajęcia - przemiana postaci wiadra grzybów (zbiór własny) oraz 4,5 kg linów - złapanych przez małżonka, pomoc dziecku przy produkcji aroniówki, począwszy od zbioru aronii i inne tego typu atrakcje.

Marzencic, ja od kilkunastu lat noszę codziennie "fakirki" Birkenstock, a teraz zakupiłam kolejną taką samą parę, ściągali mi je do sklepu w stolicy z Niemiec, od producenta. Ale ja po prostu nie umiem już funkcjonować bez tych butów.
-
2012/09/04 18:07:34
No właśnie, Adomi, jast nas tutaj więcej z zespołem Hornblowera...
-
2012/09/05 07:38:14
@Tetryk56
Nie znam zespolu Hornblowera. Co lub w co graja ?
P.S. Jesli masz na karku 56 to wstydz sie nazywac tetrykiem.
Ciekawe ze rocznik 56 ma teraz 56 lat.
-
2012/09/05 20:20:17
Postać H. Hornblowera opisał w kilku świetnych książkach C. S. Forester:
pl.wikipedia.org/wiki/Horatio_Hornblower
Gdy w krótkiej chwili pokoju między Francją a Anglią młody jeszcze Hornblower przyjmował salut od mijanego francuskiego okrętu, zastanawiał się, czemu te piekielne żabojady tak hałasują. Dopiero któryś z młodszych oficerów objaśnił go, że Francuz odgrywa hymn brytyjski...
-
2012/09/05 20:22:45
A co do nicka - młodsi ode mnie noszą nicki Starszy, to co mam robić? Jeżeli masz mi za złe, przemianuj się np, na Skamieniałość ;)
Ciekawostkę, owszem zauważyłem ;)
-
2012/09/06 06:57:08
@Tetryk56
W koncu zajarzylem , ze chodzi ci o sluch muzyczny.
Z tym jak z kada inna rzecza trzeba cwiczyc i rezultaty jakies beda.
Co kurne skunks z reszta towarzystwa ?
Pozdrawia marzencic54 z O. Skad jestes - jesli mozna sie zapytac ?
-
2012/09/06 16:18:24
Reszta towarzystwa zbiera się powoli z parteru po ataku pierwszych dni szkoły. Jeszcze trochę, jeszcze parę kroków dziatek w tę szkolną glątwę i wróci, co było: kierat, katorga, fiksacja, stres, brrrr.
-
2012/09/06 20:06:47
@Marzencic: jestem z Krakowa, też ładne miasto ;)
@Jotka: nie martw się aż tak, wszyscy przez to przechodziliśmy i tylko niektórzy zwariowali ;))
-
2012/09/06 20:18:22
@Jota
Kierat, katorga, fiksacja i stres już poza mną, na szczęście. Dzieci wykształciłem i od tego miesiąca oboje same sobie są. Howk. Chyba jednak nie zwariowałem, a i Tobie, sądzę, to nie grozi:)))
@Tetryk
Czy my się czasem na portalu Tygodnika Powszechnego czasem nie spotykam? Tyle, że Tygodnikowy "Tetryk" nie używa w nicku - "56".
-
2012/09/06 20:21:04
Co za korekta! [idzie do drewutni obciąć z postu powyżej zbędne "czasem"]
-
2012/09/06 21:16:52
Anumliku, nie, to nie ja. W Polsce jest wielu tetryków, choć niewielu się do tego stanu przyznaje ;)
Ja trzymam się swojego nicka jak pijany płotu, tylko mocniej, a na TP rzadko bywam.
-
2012/09/06 22:30:40
@Tetryk.
Krakow znam tylko z wizowych krotkich pobytow. Kiedys wpadalo sie tu do konsulatu po wize francuska. Moj Wrocek bardzo odstawal wtedy nieszlachetna patyna od Krakowa. Piastowskie od zawsze miasto bylo rumowiskiem ze starymi piszczacymi tramwajami firmy Siemens Schuckert i urynnym klimatem po hauptdworcem.
-
2012/09/07 07:16:20
Kompletnie pochłonęły mnie konwencje partyjne Demokratów i Republikanów. Wygląda na to, że Obama wygra i to zdecydowanie.

-
2012/09/07 14:21:20
Wygra, bo na mormona Romneya nie odda głosu spory odsetek konserwatywnych katolików i ewangelików. A w następnej kadencji przewiduję zwycięstwo Condoleezzy Rice. Jej przemówienie bez promptera i bez kartki przyćmiło przemówienia Romneya, Billa Clintona i Obamy razem wziętych.
-
2012/09/07 21:56:46
Mam nadzieję, że wygra Obama - choć nie do końca jest człowiekiem z mojej bajki - to jednak da się go zaakceptować. Romneya zaś niekoniecznie. A wręcz wcale nie.

Mówicie, żeby nie wariować? Nie pojmuję, dlaczego własną szkołę przeżyłam indywidualnie, nie męcząc całej rodziny moimi problemami (skądinąd znikomymi). Jakim cudem wiedziałam, do czego służą podręczniki - te przaśne, brzydkie podręczniki PRL-u, z wypełzłymi ilustracjami, kiepskim drukiem i gazetowym papierem?... Dlaczego moje dzieci nie są zainteresowane swoimi przecudnej urody edytorskiej książkami, mimo że wymaga się od nich nie tak znowu wiele?...
Pierworodny już na szczęście po maturze. Syn nr 2 wkracza w liceum - jest rocznikiem eksperymentalnym; na jego nieszczęsnym umyśle przeprowadza się tę wiwisekcję: zalicza survival w ramach nowego programu licealnego. Jest w klasie humanistycznej. Podręcznik do chemii liczy sobie może pięćdziesiąt stron, podobnie fizyka, geografia i biologia. Kończą się te przedmioty na pierwszej klasie, w drugiej będzie miał przyrodę (dwie godziny tygodniowo) - a w niej elementy tych tam, powyżej wymienionych. Matematyki - co kot napłakał. Coś mi się wydaje, że to nie do końca dobry pomysł. Cóż, okaże się w praniu.
Może po raz kolejny zmienią koncepcję programową, zanim córka skończy podstawówkę.
-
2012/09/09 11:04:37
Wszyscy na rybach? Epidemia jak, cy co?
Cały dzień bez żadnej wariacji na temat...
-
2012/09/09 14:48:00
Ech. I owszem. Pojechałoby się na ryby. Taka pogoda! Jak diament.
Niestety, nikt nie chce zabrać mnie na ryby. Pozostaje to, co zwykle - hipsterska impreza na Powiślu ;)).



www.youtube.com/watch?v=dFttaXuC0BM
-
2012/09/09 15:54:55
Dyjament na dnie eksportowej śliwowicji. Z popiołów wystygłych wydobyty. Eeeech. Na ryby - nad leniwą rzeczkę w cień. A na Powiślu biorą? Joteczko???
-
2012/09/09 18:02:30
Opowiem, jak wrócę. Adieu!... Wzywa mnie przygoda ;)
-
2012/09/10 00:21:40
ja, tradycyjnie, na grzybach
właśnie skończyłam przerabiać na wersje: marynowaną, duszoną i suszoną
i mogę iść spać
-
2012/09/10 21:23:40
Zostałem wykiwany: wybrałem się nad słynące łatwą i wielką rybą jezioro, wynająłem łódź, złamałem przepisy używając nielegalnej przynęty (ponoć tak łatwo jest tam coś złowić, że nie wolno używać niczego, co żyje lub cuchnie).

Wiał wiatr, zniosło mnie bóg wie gdzie i nie mogłem wrócić, aż się uspokoila fala, co nastąpiło po zmierzchu. Zero ryby.
-
2012/09/10 21:39:17
Może ta fama to była nielegalna przynęta.. na ciebie?
-
2012/09/10 22:58:49
Wielkie i rybne jeziora
To zmora dla amatora
Ześmiardłą przynętą od Diora
Chciał złowić suma-potwora
Ten rzekł mu fora ze dwora
Fornął. Wypędza wapora.
-
2012/09/11 07:07:17
Nad jeziorem Titicaca
Nie zasadzaj sie na szczupaka.
A nad Genezaret.
Ryby nikakoj niet.
Chcesz miec ryby mrowie.
Kup licencje w Piorunowie*)

P.S. Balowalismy w P. na wiejskim weselu w zeszly weekend zapominajac o strefie euro, austriackim gadaniu , genewskiej konwencji , francuskich manierach i belgijskich deserach. W zamian mielismy dobra zabawe wsrod lokalnych napitkow i specjalow.

*)Piorunow - wies w okolicach Blonia slynna z sali weselnej i mozliwosci polowu ryb w miejscowym stawie hodowlanym.
-
2012/09/11 11:42:24
[pomyka na wrotkach obok kolowrotka i anielskich panien obok niego siedzacych]
-
2012/09/12 23:24:00
...jeszcze tylko słychać skrzypienie wrotek i rżenie anielskich panien...
-
2012/09/13 07:59:56
Pedzim na Bedzin
Walim na Koszalin
Jedziem na ...
Wlasnie , gdzie tu gospoda , na opuszczonym przez gospodarza blogu ?
Dzien dobrrr jak zimno Tetryku.
-
2012/09/13 08:37:21
Zimno i żałośnie? Pośród rżących panien?
Zapomnij o wiośnie, Marzencicu. Nalej!
-
2012/09/13 09:00:55
Witam Anumliku i wznosze na czesc
ulotnej poezji jaka raczysz nas na tym blogu.
[uchyla gasior i przepuszcza przez merle osad po malinowej nalewce]
-
2012/09/13 09:08:30
www.youtube.com/watch?v=1LiWTCeREVE
Dzisiaj jest latwiej . Mozna zarezerwowac czarter na Malte gzie roi sie wprost od kawalerow.
-
2012/09/13 17:43:50
Marzencicu, u nas też się ostro oziębiło - tu jeszcze śnieg z deszczem nie dotarł, ale w górach podobno ma być. Zdrowie!
-
2012/09/13 20:40:18
Uuuu, klimaty - widzę - knajpiane i straceńcze. Weście się w garść, koledzy, doprawdy, cóż to. Po lecie zawsze przychodzi jesienna słota, szarugi mrożą nam paluszki, wichry wyją, a wilki pod chałupy podchodzą coraz bliżej... A przecież jeszcze dwa dni temu upał był nie do wytrzymania!

Niestety, wypiłam już całą pigwówkę, smorodina dopiero naciąga. Co w tej ponurej sytuacji mogę uczynić? Uratuje mnie chyba tylko zupa gulaszowa. I herbata z prądem.

Oraz stary, dobry Mark Knopfler w nowym, bluesowym wydaniu, polecam.

www.youtube.com/watch?v=FyGeZ456mEA&feature=youtu.be
-
2012/09/13 21:14:38
Jotka, ładnie to tak przy herbacie z prądem nasze knajpiane klimaty wyszydzać?
Nie, nie tonę w smutku - po prostu przepijam do przyjaciela. A teraz - w Twoje ręce! :)
-
2012/09/13 21:36:30
Jotka, ja też się skusiłam na nowego Knopflera, ale na razie słuchałam tylko fragmentów w księgarni, a płyta czeka zafoliowana, bo ma być prezentem dla małżonka. Nie mogę się już doczekać, kiedy posłuchamy całości.
-
2012/09/13 21:40:03
Dołączam swój toast wyczyszczoną z fuzli malinową nalewką Marzencica:
Gdy marzną Ci paluszki, a wilcy wyją z wichrami,
Bambosze wdziej na nóżki, w szal skryj szyi aksamit
.

Prozit, Joteczko.

-
2012/09/13 22:00:15
Nu kanieszno jak mawiają rajdowcy
Waldegard !
Ale trzeba z umiarem ,bo skończy sie szybko
Zanim nastaną krótsze dzionki
i chodaki zamienim na walonki.
-
2012/09/13 22:54:18
Tetryku drogi, a czy ja śmiem wyszydzać? To było tylko takie marudne zrzędzenie. Coś w rodzaju gburowatego poklepywania po ramieniu, ku pokrzepieniu dusz, umęczonych dż...dżdżem?... Mnie samą gwałtowna zmiana klimatu przygięła co nieco ku glebie (herbatka się parzy, zaraz wzbogaci się o cytrynę, miód i prąd).

Niniejszym wznoszę drobny toaścik, życząc nam wszystkim dalszej owocnej... eee... no, żebyśmy nie ustawali w staraniach. Balsamowi życzę, aby nam się objawił, rezygnując z dalszych bezowocnych połowów nie wiadomo, gdzie.

Adomi, słucham na You Tubie i nie mogę się oderwać. Piękna płyta.

www.youtube.com/watch?v=7iwafQGpuWw&feature=relmfu
-
2012/09/15 12:30:49
Fajne, tylko rzygać a nie żygać ;)
A co do ilustracji chciałbym zareklamować reaktywację Tropicale Tahiti Granda Banda:
www.youtube.com/watch?v=Z58LHaMG2cw
-
2012/09/15 20:18:57
Dwudziestego dziewiątego września, mniej więcej wtedy, gdy koźlarz czerwony ostatecznie ustępuje pola niekszałtnej gąsce, w przedwojennym mieszkaniu w Alejach, budziła się bliżej nieokreślona polska osoba fizyczna. Budzenie przebiegało fazami, bo stan osoby pod wieloma względami wskazywał na tradycyjne spożycie: była rozpacz w walącym jak młot sercu, było łomotanie pod czaszką, było nieporadnie skradanie się suchych ust do krawędzi pucharu, był wreszcie uwiąd niedalekiej przeszłości podszyty strachem, że stało się coś strasznego.
Z drugiej strony, osoba doświadczała rzeczy niezwyczajnych: obustronne drżenie śródprzponowe, pocenie się w trybie śuzowatym i gęstym, upiorna wysypka i rogowacenie skóry.
Niewątpliwie spożywano; pozostawało pytanie, co.

Osoba uświadomiła sobie, że nic nie wie i sprawdziła najnowszą prasę. Poza Amberem, nic się nie wydarzyło. Prasa donosiła jedynie o ostatecznej śmierci nauki polskiej.
Osoba uświadomiła sobie również gdzie jest łazienka, ale jak przyszło co do czego, nie wiedziała czy ma się odlewć na stojąco czy usiąść. Czy można się dziwić, że się w związku z powyższym porzygała obficie do umywalki? Kiedy ociekając śluzem ujrzała swoje oblicze w jednym z kafelków, zapłakała gorzko, ale łzy pociekły po kostkach i osoba zdała sobie sprawę, że stoi do góry nogami. Kiedy powróciła do naturalnej konfiguracji, sytuacja nic a nic się nie poprawiła, bo okazało się, że obraz świata nie jest juz wiernym, leninowskim odbiciem i odzwierciedleniem rzeczywistości, ale poszatkowaną mozaiką, jak w owadzim oku, albo jak na czteredziestu pięciu ekranach wystaw elektorniki w sklepach wielkopowierzchniowych, co do których, podobnie jak do banków, osoba poczuła gwałtowną chęć ich opodatkowania:
-- Na bóg miły, dlaczego właśnie sklepy i banki, a nie na przykład miedź i komórki?
Kiedy osoba wróciła na salonu, okazało się, że przy szklanej tafli jamnika, siedział jak gdyby nigdy nic prawdziwie wiejski, pryszczaty ogór z piórami z ubiegłego wieku, z oczami krowy, były superagent CBA, Kaczmarek, czy jakoś tak, w każdm razie Tomek. Oczka, które miał na wierzchu, wyrażały niewinność pacholęcia, a głos, którym się chętnie i obficie poslugiwał, przymilność pustynnego węża:
-- Witam waszą ekscelencję, cieszę się, żeście się ekscelencjo obudzili, pora teraz obudzić Polskę. Pozwoliłem sobie przygotować skromny pakiet startowy.
Osoba fizyczna spojrzała na jamnik. Agent ustawił na nim szklankę skoku pomarańczowego z lodem i linijkę białego proszku. Osoba gwałtownie wypiła sok:
-- Pan wybaczy, ale na chwilę się jeszcze położę.
-- Pozostaje do usług waszej ekscelencji.
-
2012/09/15 20:26:09
II.
-- Proszę wybaczyć, ale co do ubiegłego wieczoru, to ja właściwie nie wiem czy on w ogóle miał miejsce.
-- Ani słowa więcej. Proszę się częstować.
-- A co to jest?
-- Sierść psa, który ekscelencję kąsał.
-- Ale co to?
-- Czysta feta. Grodzisk Mazowiecki.
-- A skąd to pan to ma, jeśli można wiedzieć?
-- Od wicemnistra sportu w rządzie waszej eskcelencji.
-- W rządzie? Czy to ma jakiś związek z wczorajszym wieczorem?
-- Coś mi się wydaje, że ekscelencja wzięła wczoraj pod powiekę kwas, a potem ze dwie, albo i trzy fifki huany. Nierozsądnie. Mógła sobie ekscelencja wybić fifką oko, gdyby było tam gdzie je planowano. Proszę przyjąć linijkę i wszystko wróci do normy.
-- Miałem pod powieką kwas?
-- Dietyloamid kwasu lizergowego.
Chociaż osoba nie miała pojęcia jak to się robi, wszystko poszło jakoś dziwnie sprawnie. Lewa dziurka prawy kciuk, prawą wdech po kostki; drugi kciuk, niedrożność w prawej, wdech aż do uzyskania odrzutu w tył, powrót pewności siebie.
-- Niestety, nie pamiętam, czy byliśmy umówieni?
-- Naturalnie, ekscelencja nie tylko życzyła sobie mojej obecności, ale kazała od razu śledzić. Powiedział pan: przyjedź rano ze sprzętem, z linijką fety do mnie prywatnie, od razu założymy sobie podsłuchy i zaczniemy rządzić.
-- Co miałem wtedy pod powieką?
-- Nic, ale na fazie schizowała ekscelencja tak, że to zupełnie inny byl teleport.
-- Czy można zapytać dlaczego zwraca sie pan do mnie per ekscelencja?
-- Zaraz po nominacji ekscelencja przeprowadziła mistrzowskie negocjacje. Będzie większość, zagłosuje nawet dwie trzecie, to już przesądzone.
-
2012/09/15 20:30:08
III.
-- Z kim negocjowałem?
-- Głównie z Palikotem i z Rydzykiem.
-- Co obiecałem Palikotowi?
-- To było na ucho, ale bardzo był zadowolony.
-- A Rydzykowi?
-- Koncesje i trzydziestoprocentowy udział w rynku telewizyjnym.
-- Maryjo, królowo Polski, gdzie ja miałem wtedy fifkę?
-- Ależ to się da zrobić. Rydzyk zobowiązał się pokazywać boks.
-- Boks nie wystarczy na trzydzieści procent.
-- Kobiecy wystarczy na co najmniej dwadzieścia.
-- Kobiety się będą bić?
-- Kobiety i biskupi.
-- Mam nadzieję, że nie po mordach.
-- Właśnie nie, kto ma ryja, ten idzie do przodu; nie będzie wiadomo, czy w ringu jest kobieta i to zapewni brakujące dziesięć procent. W sumie, to będzie teleturniej.
-- Ktoś się już zgodził?
-- Ryczan.
-- A z kobiet?
-- Ziobro zawsze dziewica.
-- Sam to chętnie obejrzę.
-- Widzę, że feta już działa.
-- Kolory wróciły do wnętrza zarysów rzeczy.
-- Czy ciągle kocha ekscelencja wszystkie żywe stworzenia?
-- Rozumiem, że na kwasie, owszem, stan na to wskazywał?
-- Oświadczyła się ekscelencja prezesowi.
-- To będzie związek partnerski?
-- A tego to nie wiadomo. Jest wasza ekscelecnja wytworem polskiej nauki. Pytania zdawała profesor Staniszkis, dane sumował profesor Domański. Niektóre pytania były niejasne, a profesor Domanski jest człowiekekm skrytym i małomównym i nie wiadomo co sumował.
-- Jakie to były pytania?
-- Za jaki powinien być techniczny, merytoryczny, pisowski premier wszystkich Polaków spoza świata polityki, z tytułem profesorskim, może kobieta, a może mężczyzna?
-- Czy materiały i podzespoły przygotował profesor Binienda?
-- Owszem, ale nie ma to znaczenia. Na noc poślubną proszę przygotować knedle z kapustą, kiszkę ziemniaczaną, prezes niczego innego nie będzie żądał. Zapewniam ekscelencję, że do północy się uspokoi, a jeśli nawet, proszę pamiętać, żeby po pierwsze nadstawiać usta. Są najmocniejszą stroną eksclencji.
-- Niemożliwe, nie wiem gdzie są.
-- Z dniem dzisiejszym, ekscelencjo, kończy się wszelki imposybilizm.
-
2012/09/15 20:31:25
Wpis jest zdecydowanie przedpremierowy. Zbieram sugestie, głównie, ale broń boże nie tylko, co do puenty.

Muzyka? Zdjęcie?

Może 'Ostrożnie z tą siekierą, Eugieniuszu?' Takie sobie, ale tytuł ma dobry ('Ostorożno z etim toporom, Jewgienij'):

www.youtube.com/watch?v=BPgAM31N5Co

A zdjęcie może stąd:
www.youtube.com/watch?v=7-dPC-srIbs

(najbardziej podoba mi się klatka z 33 sekundy)
-
2012/09/15 20:33:39
Tetryk56 napisał:

Fajne, ale akurat dzisiaj i mnie się chce żygać; a propos, zazwyczaj są jakieś literówki i błędy do poprawienia, a dziś jakoś nic nie widać.

A co do ilustracji chciałbym zareklamować reaktywację Tropicale Tahiti Granda Banda:
www.youtube.com/watch?v=Z58LHaMG2cw

2012/09/15 12:30:49
-
2012/09/15 21:31:28
@Balsamowi do sztambucha:

Rzyg Twój z rzyci cnych zachwyci,
A Twą żagiew zgasi nawiew
Z cenzury, kiedy zżyci z nią szyici
Wleją w łagiew rzygu małgiew.
-
2012/09/15 21:47:56
@Balsam
Nieintensywna uwaga. Profesorów Domańskich mamy wielu. Chodziło pewnie o
Henryka D.

"Którędy przebiega ten podział?
- To jest bardzo ciekawe, bo po jednej i po drugiej stronie są ludzie, których trudno umiejscowić jednoznacznie, np. w hierarchii społecznej. To wcale nie jest zgodnie z tym stereotypem, że na PiS - mówmy konkretnie o podziałach politycznych - głosują osoby o niższym statusie, a zwolennikami Platformy są ludzie o wyższym statusie, specjaliści, inteligencja. I że oni zajmują stanowisko bardziej chłodne, neutralne w stosunku do Smoleńska. Po obu stronach są reprezentanci obydwu opcji, tylko niektórzy wyrażają to bardziej intensywnie, a inni mniej. Mamy do czynienia z podziałem, który przecina tradycyjne podziały i hierarchie.
Więcej... bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,105840,9397697,Profesor_Domanski__katastrofa_smolenska_poglebila.html
-
2012/09/15 21:53:50
Blog zadziałał jak HowStuffWorks.
Nie wiedziałem ,ze kwas można wciągać okiem.
-
2012/09/15 22:05:51
Ech, wspomnienia, wspomnienia...
Dziecięciem będąc, też się bawiłem w "głuchy telefon"... I też takie jaja z tego wychodziły ;))
-
2012/09/15 23:53:00
Kiedy późnym wieczorem (wartość umowna) wróciłam z ulicy Chłodnej, z bluesem kręcącym się leniwie w głębi czaszki, odkryłam, że nie da mi Śródmieście tego, co może dać mi moja własna dzielnica. To raz.
Dwa. Kasztany sypią się zdradziecko ze wszystkich stron, a niektóre nawet tuż pod nogi, ewentualnie na głowy, co stwarza zagrożenie i może być przyczyną marskości, o ile nie przedwczesnego skrętu kiszek. Z tych nerw.
Trzy. Oczyma duszy widzę tło muzyczne dla tego świetnego kawałka, który zupełnie znienacka [co to jest nienacek] wrzuciłeś, Balsamie. Rzecz jest dziecinnie łatwa, klasyka klasyki:

www.youtube.com/watch?v=HAUobrjo9-k
-
Gość: udubej, *.connect.netcom.no
2012/09/16 14:37:09
Rzeco? Rze kokaina nie łrze? To równie dobrze Soyka mógłby byc bo też cuś tam o kokainie wokalizuje.Wybacz joteczko ale balsamowy stan moze oddać tylko cold turkey www.youtube.com/watch?v=IEnNEIVR9EM. Klip co prawda od czapy ale lyrics jak najbardziej trafia, mimo że o siostrzycy bezlitośnie gnaty łamiącej.
BTW balsamowy opis z początku jak ulał pasuje do sarmackich stanów predelirycznych az tu nagle pierdut agent z krechą.
Sie martwie o osobe fizyczną.
-
2012/09/16 15:15:11
Skąd, skądże znów
łże jak bura suka
bez względu na to
czy pełnia, czy nów

Koka to musi być straszne świństwo. Nie znam z autopsji, przestraszona w dzieciństwie przez Witkacego ("O ile podczas trwania działania jadu, na skutek osłabienia wszelkich wrażeń ujemnych, wszystko wydaje się łatwym do spełnienia, a każde najdrobniejsze wrażenie (od sęka w ścianie począwszy do dzieł sztuki) przesycone jest jakąś niesamowitą doskonałością, którą w normalnym stanie posiadają tylko wyjątkowo udane układy artystyczne czy życiowe, o tyle potem następuje (i to często przy potęgowaniu dawek trucizny podczas tego samego okresu zatrucia) nagłe przekręcenie wszystkich wartości dodatnich na ujemne, tylko w niesłychanie wyolbrzymionej proporcji. Ten stan rzeczy narzuca się z siłą tak straszliwą, że mowy nie ma o wytłomaczeniu go sobie jako czegoś chwilowego jest to prawdziwy światopogląd o takiej logice struktury, wskutek zaatakowania absolutnie wszystkich sfer psychiki, wszystkich uczuć i zainteresowań, że walka z tym zdaje się być czymś nadludzkim, a wobec metafizycznej wprost konsekwencji tego gmachu ohydy logicznie bezsensownym. Albo wgryźć się w ziemię, albo kropnąć nową dawkę jadu oto dwa jedyne możliwe wyjścia. Można ominąć je kolosalną dawką bromu czy czegoś podobnego i ocknąć się w stanie dalekim od pogody ducha i radości życia, ale w każdym razie znośnym: stanie szarej codzienności coś jakby nastrój w poczekalni jakiegoś urzędu czy stacji kolejowej: czeka się przynajmniej na coś, a to już jest wiele. Kokainowa glątwa wyklucza nawet oczekiwanie: zasadniczym motywem stanu tego jest chęć jak najszybszego zakończenia potwornego nonsensu, jakim jest życie.")

Natomiast Soyka ma się do Claptona, jak surowy omułek do kaczki pieczonej w likierze Cointreau. Nie i nie. Już jeśli, to może być aluzyjno-śnieżny kawałek Maleńczuka:

www.youtube.com/watch?v=u-s7aWM8Re8
-
Gość: udubej, *.connect.netcom.no
2012/09/16 17:31:22
aluzja pudelsia cieniutka, nie paniał. Nie znam się na kokainie ani heroinie, panbuk uchował, znam sie za to na przypadłościach drinking class i dlatego " my name is Eric and I am an alcoholic" jest też moim hero, stoi z gitarą na cokole i nie podlega porównaniom żadnym nawet kulinarnym. Mówię że nie wystarczy żeby w tekście było słowo na K i hop, jest ilustracja do tekstu.
Kurcze , bądż jotko człowiekiem i wrzuć przepis na tą kaczkę w likierze, lubię pichcić.
-
2012/09/16 19:22:17
Ależ proszę. Dawno nie robiłam, bo cointreau jakoś się było wypiło i muszę kupić nowe ;).
Otóż. Powiedzmy, że bierzesz 3 - 4 nie za duże filety z kaczej piersi. Nacinasz dosyć gęsto od strony skóry (samą skórę, nie tykając mięsa!), na skos, a potem na skos w drugą stronę - jak leniwe. Zwykle w przepisach od razu każą smażyć, ale ja lubię każde mięso pomarynować nieco. Marynuję zatem mieszanką oliwy i tegoż cointreau. Można zostawić na parę godzin w lodówce. Następnie obierasz ziemniaki i wrzucasz na pięć minut do wrzątku. Jednocześnie na rozgrzanym maśle zaczynasz obsmażać kaczkę, skórą do dołu. Na średnim ogniu, jakieś 10 minut, aż skóra się zezłoci i wytopi tłuszcz spod niej. W tym czasie szykujesz pomarańcze - ze trzy, cztery: ścierasz skórkę z jednej, obierasz wszystkie, usuwasz wszelkie albedo (znaczy to białe), odkładasz łyse cząstki. Z innej pomarańczy uzyskujesz pół szklanki czystego soku.
Wyjmujesz z wrzątku ziemniaki, kroisz w grube plastry lub ćwiartki. Zlewasz na inną patelnię tłuszcz z kaczki, smażysz w nim ziemniaki. Kaczora odwracasz na drugą stronę i dosmażasz jakieś osiem minut. Zdejmujesz z ognia, tniesz na plastry, przekładasz pomarańczami, przykrywasz folią i odkładasz w ciepłe miejsce. Tymczasem zajmujesz się sosem. Do tego, co na patelni wlewasz sok pomarańczowy i startą skórkę, łyżkę cukru trzcinowego, łyżkę winnego białego octu. Redukujesz, gotując kilka minut. Można dodać łyżeczkę świeżego masła. Na koniec wlewasz dwie albo i trzy łyżki cointreau, zdejmujesz z ognia. Serwujesz pierś z pomarańczami, polaną sosem, do tego tamte ziemniaczki.
Dałabym do tego jedynie jakąś delikatną sałatę zieloną z lekkim vinegretem. Plus dobre czerwone wytrawne, ale to się rozumie samo przez się chyba.
-
2012/09/16 19:25:28
Aluzja maleńczukowa grubymi nićmi szyta, nie przesadzaj. "Pokaż mi śniegi - zjedź ze mną po białej łące..." Raz nawet klepie się znacząco po nosie.
Wielbię zresztą ten kawałek. Szczerze wielbię.
-
Gość: udubej, *.connect.netcom.no
2012/09/16 20:14:09
Klepie się znacząco po nosie bo się na nartach wyglebił i zarył,o!Dziękuję joteczko za obiecujący przepis, musze sie rozejrzeć za filetami z kaczki w tutejszych remach 1000 a cointreau w kraju kupie bo lecę jutro na parę dni.Tymczasem lece sie pakowac.
-
2012/09/17 08:07:47
Powiedzmy, że mamy muzykę (chyba Maleńczuk, ale może i Lennon, posłucha się jeszcze), ale co z puentą? Obecna nie jest dostateczna. Nie idziem z tym koksem bez stosownego zakończenia.
-
2012/09/17 09:00:58
@Balsam
Nieśmiało, próbkę zakończenia pod przepełnione mądrością oczęta podtykam:

- Z dniem dzisiejszym, ekscelencjo, kończy się wszelki imposybilizm.
- Mój, panie agent, skończył się wraz z wyłyżeczkowaniem Ziobry zawsze dziewicy. Zostało to, co zawsze - czyli, jak powiedziałby klasyk, wskutek zaatakowania absolutnie wszystkich sfer psychiki, wszystkich uczuć i zainteresowań faktem, że walka zdaje się być czymś nadludzkim czysta przyjemność wąchania. Niuchania, wciągania, wcierania, czy jak pan tam chce. A usta, nie powiem, podam na tacy.
Nieokreślona osoba fizyczna, choć dostatecznie rozbudzona, to niedostatecznie uwolniona z glątwy, wypięła uśmiech na agenta Tomka, czy jakoś tam. Lśniąca tafla jamnika zmieszała oba uśmiechy w jeden. Tak czysty, że nawet zawsze podejrzliwy prezes mógłby zanurzyć się w nim bez obawy .
-
2012/09/17 09:20:31
@Anumlik
Bardzo inspirujaca puenta.
W interpertacji ontologicznej zgodna z zasada sprzecznosci Arystotelesa , że nic nie może zarazem zachodzić i nie zachodzić.
- jam nikt.
Co ujrzala Alicja po drugiej stronie lustra lustracji to juz calkiem inna historia.
Pozdrawiam.
-
2012/09/17 10:14:52
Ty to tam, Marzencicu, ontologii wszędzie się dopatrujesz. Chociaż... gdyby tak jamnika na jamnikta zamienić, to cały Balsamowy oniryczny dialog nabrałby wymiaru Szekspirowskiego. Jamnikt nie jamnikt, oto zapytajnikt. Ha! [odchodzi wciągnąć co się jeszcze da, mimo wczesnej pory]
-
2012/09/17 12:09:14
@Anumlik
Bez obrazy, zainspirowane przez Ciebie puenta, po politurze biurka przecignely obrazy kotow z , Alicji i szelmowskiego usmiechu prezesa.
[oddaje sily googlom w poszukiwaniu wyciagarki do kamienia , ktory gniezdzi sie ontologicznie w poprzek strumienia oplywajacego jego posesje]
-
2012/09/17 16:39:17
Wot' kapitalist!... Strumień mu posesję opływa! I wyciągarka mu się marzy. No proszsz. Po ki diabeł wyciągarka, przywiązać jarzmo do barków wszystkich kobiet w Twej rodzinie! Wiem, że niby młode jeszcze i słabowite, ale niechaj się uczą, co znaczy dola kobieca! W razie, gdyby sarkały - pokaż im relację z aktualnego Kongresu Kobiet ;)
[powłócząc nogami, oddala się w kierunku ragout z podgrzybkami i bakłażanem]
-
Gość: , *.customer.cdi.no
2012/09/17 17:44:26
@Jota
z braku ragout z podgrzybkami i wyciagarki nabylem dwa wiertla marki pirania a 40 kr sztuka i wgryzlem sie niemarkowym mlotem pneumatycznym w miaz tego niefilozoficznego kamienia.
Strymyk to utrapienie pedzace brudne wody poburzowe , podmywajace brzeg i stare zbiorniki na olej opalowy.
[oddala sie oddalajac pozew o kapitalizm]
-
2012/09/17 19:37:11
To jest miganie się -- nie chodzi o kontynuajcę, ale jednozdaniową puentę, która zastąpi obecne, dugorzędne i zastępcze, "Z dniem dzisiejszym...", czymś od czego odbiorca spadnie z krzesła.

I jeszcze wierszyk:

Jeśliś nocą czarną w oko
wtykał kwas -- odrzeczny płaszcz
który czaszkę białą mroczy
lub podświetla, kwestia paszcz

Tedy z Ojcem na manowcach
Nie łącz w jedno bladej śni
Bo ci agent, biały agent
na jamniku świtem kpi.
-
2012/09/17 20:36:04
Wierszyk mnie ómarł. Co też niby trzeba z nim uczynić? Podziwnąć? Podziwiam bez tchu. Weny jednak nimo, o puencie nie ma mowy. Sarkasz na dzieło Anumlika, a ono - moim skromnym zdaniem - bardzo udatne. Zachciewa Ci się, żeby odbiorca spadł z krzesła. Mhm. Jasne.
Niczego nie obiecuję, jednakże udaję się w celu wzmocnienia weny pod katalpę. Ostatnie to już jaranie szlugów na świeżaku [odchodzi, z bezbrzeżnym smutkiem przewracając oczami].
-
2012/09/17 21:20:45
Nie sarczę, tylko mówię jak jest: puenta jest puenta, musi być cięta, nie zaś rozdęta jak blade cielęta srać na zakrętach. Nothing personal, anumlik, business is business.
-
2012/09/17 21:26:23
Chcesz puenty . Nawet najlepsi mieli z tym klopot*)

Choć teraz czasem kwękam
To znam się ja na sękach
A wszystko, co pamiętam
Zawiera ta piosenka
0 sęki na sosenkach
Podarłem sobie rękaw
Garnitur był od święta
Do dzisiaj go pamiętam

Skręt kiszek raz mnie nękał
Po torcie zwanym sękacz
Tort sękacz - to potęga
Do dzisiaj go pamiętam

Wdepnąłem raz na sęka
I do tej pory stękam
Do dzisiaj to pamiętam
Dokucza mi wciąż pięta

Przez dziury po tych sękach
Widziałem wiele piękna
Kobiecość to udręka
Do dzisiaj to pamiętam

Sęk to potęga en-ta!
Niech każdy zapamięta
Wszechmogącego sęka
Po świecie cień się pęta

Chcę, aby ma trumienka
Nie miała na dnie sęka
To leży w waszych rękach
Proszę to zapamiętać.

Piosenki tej pointa
Jest czymś w rodzaju sęka
Lecz choć mi głowa pęka
Pointy nie pamiętam

*) Piosenka dziadka Jacka o Seku.
-
2012/09/18 07:48:35
Pointylista pewien z Otwocka
Kwasem przezarl byl oczka.
Choc dame mial toczka w toczke
Z piersiami z Rubensa i boczkiem
Zmienil ja na szkape pod Klodzkiem.
-
2012/09/18 17:12:50
W temacie pointy A Waligórski jest nie do pokonania:
www.waligorski.art.pl/liryka.php?litera=b&nazwa=19
-
2012/09/18 18:35:51
Nasz ukochany kneź nie tylko pointy, ale całe wątki ucina. Ciach, ciach i nie ma wątku - uciął, Dreptak jeden;-) A Tobie, cny Tetryku, dopiero co dosztukował to, co sobie uciął.
-
2012/09/18 19:06:37
Taaa... bo w sztukowaniu też jest dobry! ;) :-{)
-
2012/09/18 19:21:47
Przywróciłem ucięty komentarz (pierwszy, który uciąłem i zapomniałem przywrócić). To był dowcip do diaska.

Nie zmeniać tematu. 29ty się zbliża. Trzeba puenty, która upuści z konsumenta bez inkontynencji pienistą urynę.
-
2012/09/18 19:33:23
Przeca nic, ino chichotamy! 8-{)
-
2012/09/18 19:40:42
No to dobrze. Ale ciąć, nawet dla żartów, nie uchodzi.

Mam względnie dobrą puentę, ale wulgarna raczej jest. No nie wiem, czy użyję wulgarnej.
-
2012/09/18 21:41:05
U-ŻYJ! U-ŻYJ! U-ŻYJ!...
Miaukota ma nas w nosie od dawien dawna. A tak się składa, że to jemu najbardziej wadziły różne nasze wulgaryzmy.
Niestety, wena nie wróciła pod katalpą. Będę próbować inkantacji pod innemi drzewami Żoliborza.

Puentuj zatem do woli, byle byś na te cholerne ryby znowu nie pryskał.
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne