Spotkania polityki i literatury, gówna i wiatraka, onuc i opatrzności
Blog > Komentarze do wpisu

Perruquer de les mosques



 

Fryzjer lubelski ma się tak do cyrulika sewilskiego jak Rydzyk do Michnika: robią to samo, ale z różnym skutkiem.

      


Marek Wieczorek, wizażysta lubelski o orientacji damskiej, miał duszę fryzjera, pomyślunek handlowy i typowe dla ponowoczesnych intelektualistów wybiórcze zainteresowania naukowe. W dni powszednie, fryzjerstwo, szczególnie młode i jędrne, było naturalnym ujściem dla jego poleskiej drażliwości, a jeśli w piątki wieczór nadal czuł się niespełniony, napinał się zaocznie i robił kolejny fakultet w którejś z okolicznych szkół na wpół wyższych, renomą sięgających Biłgoraja, Siemiatycz, a na wschód jednakowoż już tylko Horodyszczy. Uczył się angielskiego ze słynnym biłgorajskim akcentem, turystyki zamorskiej, zarządzania nocą i planowania dnia, a we wszystkich tych dziedzinach przewyższał środowisko, wokół którego się obracał, i które przystrzygiwał.

-- Zrobi mi pan trwałą, panie Wieczorek, niech pan spojrzy jak ja wyglądam.
-- Nie mówi się już trwała, mówi się forma.
-- Chcę włosów kręconych. Cała jestem piękna i  niebawem dosięgną mnie pokusy władzy, którym chyba nie będę się opierać, jak pan myśli, panie Wieczorek? Ale włosy mam proste i trudne w obsłudze.
-- Wiele kobiet o włosach prostych pragnie włosów kręconych, a wiele kobiet o włosach kręconych chce włosów prostych. Tak naprawdę te kobiety po prostu pragną zmiany.
-- Jaki pan manadżersko doświadczony, panie Wieczorek.
-- Twarz pani jest w kształcie kwadratu, ma pani charakterystyczne niskie i szerokie czoło o poziomo i prostoliniowo ukształtowanej nasadzie włosów. 
-- A moja słynna reszta?
-- Brwi tworzą linie poziome bez łukowatych wygięć. Policzki i łuki jarzmowe są wystające, czym wzmagają wyrażenie płaskiej twarzy. 
-- Co to oznacza?
--  Loki spiralne, skręt włosa i kontrast muszą w pani przypadku zwiększyć długość od góry i zwęzić policzki.
-- Jaki pan jest wszechstronny.

-- Pani włosy będą jak donica pełna kwiatów.



Jeśli kobieta jest piękna, pragnie mądrości; jeśli nie jest piękna, pragnie urody, nie doktoratu. Jeśli ma urodę i doktorat, ma dość kochanków i pragnie fryzjera. Uroda Joanny Muchy, pomysłodawczyni wprowadzenia rachunku ekonomicznego do kwestii życia i śmierci, zaprowadziła ją w końcu na szczyty. Na wieść o tym, Wieczorek za dnia strzygł, a nocą płakał.

-- Cyruliczku.
-- Ministro.
-- Jadę do Warszawy na zawsze, na najwyższy szczebel.
-- Nic nie jest na zawsze, czyż Sobieski nie jeździ codziennie?
-- Bez twojej delikatnej ręki.
-- Bez twoich miękkich włosów.
-- Jedź ze mną.
-- Jestem zwykłym fryzjerem
-- Bez włosów, sprawować władzę łyso. Pojedź ze mną, zestarzejemy się razem, a jak nasze leczenie nie będzie się opłacać, razem skoczymy do rzeki.
-- Nie mogę.
-- Dlaczego?
-- Nie mam kwalifikacji.
-- Wystarczy rozpacz, rzeka na kwalifikacje nie zważa.
-- Chodzi o zarządzanie ośrodkiem sportu.
-- Ja będę nędznie płacić.
-- W branży pomyślą, żem żigolak.
-- Twoja branża składa się wyłącznie z fajfusów, cyruliku.
-- Wykryją nas i wyśmieją.
--  Pomysł, iż zatrudniłam cię ze względu na korzystanie z twoich usług fryzjerskich jest najbardziej abstrakcyjnym, jaki kiedykolwiek słyszałam podczas mojego politycznego życia*.
-- Jest tylko jeden sposób w jaki mogę zostać z tobą.
-- Jako kochanek?
-- Jako e-fryzjer.
-- Słusznie chcesz się wpisać w cyfrowe majaki mojego rządu. A jak robi to e-fryzjer?
-- Zaczyna od pilotażu, gdzieś gdzie nie widać, najlepiej za uszami.
-- Czysto europejska implementacja programu, bez sensu, drogo, ale przynajmniej poprzez małe e-kroki. Co zapilotujemy najpierw cyruliku?
-- E nierząd.


* Cytat dosłowny.

 

Zdjęcie: http://www.youtube.com/watch?v=F3B0xEUegpM

środa, 08 lutego 2012, balsamlomzynski

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/08 22:21:07
Alez to piekne i bajkowe zupelnie jak milosc w czasie zarazy.
Klopot tylko ze znalezieniem Antuana o strejtowej inklinacji.
Moze trzeba ich sprowadzac az z Sevilli*).
Coz nie czepialbym sie urody naszej krolowej sportu.
Sa bardziej tatarsko - nordyczne przyklady na Wiejskiej niz Anna M.

*) Pytanie. Dlaczego na sklep w Hiszpanii mowia la tienada a nie salamanka ?
-
2012/02/08 22:31:58
Zdjecie jest genialne. Czyzby z Cyrulika ?
Przytocze tu przestroge mojego znajomego.

Powiadala Andzi ciotka.
Nie obgryzaj mi nagniotka.
Andzia cioci nie sluchala.
Zjadla i zwymiotowala.
-
2012/02/08 22:59:17
I jeszcze jedno zanim udam sie na wypoczynek.
www.rp.pl/artykul/9157,809031-Szomburg--Wielkie-przewartosciowanie.html?p=1
Staniszkistowskie rozwazania wioda do zapytan marksistowskich
Czy kultura okresla swiadomosc ? A moze jest odwrotnie ?
Avoir ou tre?
-
2012/02/08 23:00:34
Zjadlo mi e z dachem w etre.
-
2012/02/08 23:08:57
@Balsam
Tak się kończy e-nierząd pani minister:
www.youtube.com/watch?v=VCH6n-OGSJA
-
2012/02/08 23:39:28
Zdjęcie jest z Cyrulika, zdjęte za pomocą "quick screen capture"; muszę pamiętać, żeby podawać źródła.

Bardzo mi się "mucha nie siada" podobała.

Artykuł Jakuba Ostałowskiego, marzencic, po prostu straszny. www.rp.pl/artykul/9157,809031-Szomburg--Wielkie-przewartosciowanie.html?p=1
Co za popierdolona, a jednak kwintesencjalna umysłowość! Powiada głąb jebany (i jest to najklarowniejsza część jego artykułu):

"Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje obecnie w Europie do czego, mówiąc w uproszczeniu, prowadzi kultura południa, a jakie efekty daje kultura północy."

A kiedy się, wale jeden, patrzy? Teraz się durny łbie ku Grekom i Włochom zwracasz, czy parę stuleci wstecz?; A Irlandia, bucu, a Islandia? A Anglia, gdzie padł pierwszy bank tego kryzysu? Czy to jest ciole, południe? Odbieram licencję, do Rydzyka na kuchtę, do Biniędy na hydrant.

Pyta, bezmózgowiec:

"Czy chcemy zmienić model rozwoju naszego kraju z zależno-wykonawczego na podmiotowo-kreatywny? Czy chcemy aktywnie konkurować kształtem naszych kompetencji(zasobów) kulturowo-mentalnych?"

Ja wam mówię, Ostałowski, wy waszymi zasobami (durnym łbem) nie konkurujcie, wy ich (pustego czerepu) w ogóle ludziom nie pokazujcie. I pozdrowienia dla Jadźki.



-
2012/02/08 23:50:33
Balsamie. Cóżeś się tak uniósł? Polecam Ci gorąco fanpage "Czytam prawicową publicystykę dla beki" na fejsie. Tłum ludzi dostarcza mi tam dzień w dzień, Balsamie, same najcudniejsze kwiaty myśli prawicowej. Szkoda mi bowiem czasu na szlajanie się po salonach i inszych frondach. Na FB dostaję wszystko w pigułce i ileż mam z tego radości, strach opisać. Ostałowski to jest małe miki przy niektórych innych tuzach ekonomicznej (i nie tylko) myśli prawicowej.
Wiem jedno - absolutnie nie warto manipulować przy tego typu tekstach za pomocą tradycyjnych narzędzi analizy, takich, jak wiedza czy inteligencja. Ot, czasami można poczytać dla śmiechu, ale żeby szukać sensu?... Co to, to nie, odradzam gorąco.

Chciałabym zarazem podkreślić, iż powyższy kawałek uważam za jeden z lepszych, jakie ostatnio napisałeś.
-
2012/02/09 00:20:13
Miałem nadzieję unieść się bardziej, ładniej, teatralnie i ekstremalnie, ale wyszło na poważnie, jakbym na takie brednie w ogóle jeszcze reagował, co nie jest prawdą. Nie muszę, nie czytam, znam to schorzenie na przestrzał, nie potrzebuję sprawdzać symptomów.
-
2012/02/09 00:38:01
Uff, zatem wsio w pariadkie.

A conto wypowiedzi Tetryka pod poprzednim odcinkiem, chciałabym zaznaczyć, iż nigdzie nie napisałam, że uważam Jacka Nicholsona za przystojnego, chociaż jest on tego rodzaju facetem, dla którego każdy człowiek płci dowolnej musi stracić głowę w ciągu trzech minut, co do tego jesteśmy chyba zgodni.
Wspomniałam tylko o dygocie;).
-
2012/02/09 00:38:47
Jeśli Balsam twierdzi, że zdjęcie jest z Cyrulika to wierzę, ale zaznaczam, ze wrzut muzyczny jest z Kopciuszka.
Analiza. Cyrulik to bardzo słuszna analogia i w tym miejscu pasowałaby aria Figaro Largo al Factotum ( www.youtube.com/watch?v=eyhuIC1sxJY ) Factotum , to własnie taki specjalista od wszystkiego, który żadnej pracy się nie boi.
Balsam ogromnie mnie zaskoczył wstawiając arię z Kopciuszka, ale wiem, że nad rzeką Narwią nic nie jest przypadkowe. Kopciuszek.. piękna dziewczyna, której kazano wybierać groch z popielnika. To jest analogia do sytuacji Pani Minister Sportu.. Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że grzebiąc się w popielniku łatwo sobie spalić skrzydła, delikatne skrzydla owada , a raczej owadki. .. cdn...
-
2012/02/09 00:51:20
Z jakiego Kopciuszka? Whatdafaq. Aria "Zitti, zitti, piano, piano" jest z Aktu II cyrulika (scena 11):

"Po drabinie przystawionej do balkonu wchodzą ubrani w płaszcze Hrabia i Figaro. Figaro trzyma lampę. Hrabia narzeka na pogodę, ale Figaro zwraca uwagę, że jest ona w sam raz dla zakochanych. Dostrzegają Rozynę. Hrabia zwraca się do niej czule, ale Rozyna obrzuca go wyzwiskami, oskarża, że wykorzystał jej naiwność. Hrabia i Figaro są zaskoczeni. Rozyna zarzuca Lindorowi, że chciał ją wykraść dla hrabiego Almavivy. Ten słucha tego z radością, bo jest już pewien, że dziewczynie nie zależy na majątku i zaszczytach. Odrzucając płaszcz ujawnia bogaty strój i przedstawia się jako hrabia Almaviva. Rozyna jest zdumiona i szczęśliwa, hrabia jest równie szczęśliwy, a Figaro uważa, że to wyłącznie jego zasługa. Jednak Rozyna waha się, czy jest godna Hrabiego. On odrzuca jej wątpliwości i prosi ją o rękę. Oboje pogrążają się w czułych wyznaniach i nie zważają na cyrulika, który radzi pośpiech. Figaro zauważa zbliżających się do domu ludzi z latarnią. Wszyscy postanawiają uciekać ("Zitti, zitti, piano, piano"), ale okazuje się, że ktoś zabrał drabinę spod balkonu."

Aria nie jest idealna tematycznie, ale szukałem rzeczy atrakcyjnej muzycznie, ale moim, nader skromnym zdaniem, nie jest o takowe w Cyruliku łatwo.
-
2012/02/09 00:55:15
Nie czas żałować róż gdy płoną lasy (Słowacki - Balladyna). Pani Minister nie zwraca uwagi na klasyków, którzy ostrzegają, że powinna zabezpieczyć sobie w pierwszym rzędzie skrzydła, a nie o włosy. ALe jak tu zabezpieczać skrzydła skoro własnie przedstawiono akt oskarżenia Pawłowi B odpowiedzialnego za loty vipów. Inna rzecz, ze dziwny to alfabet,że zaczyna się od B, a nie od A.
W tej sytuacji los Pani Minister wisi na włosku, a zatem wracamy do punktu wyjścia - włosy to grunt.
Wracam do Kopciuszka.. skoczę do sceny kulminacyjnej - dzwon bije na otwarcie Euro 2012 - pani Minister, przepraszam Kopciuszek , nie może już dłużej, ucieka po schodach stadionu Narodowego (specjalnie poprawianych na tę okazję).. stwierdza, ze ma za ciasny lewy pantofelek, zrzuca go i ucieka póboso jak łania. To jest dla mnie wyjątkowo istotna informacja. Zresztą Pani Minister robi do tego aluzję wspominając o swoim szewcu.... cdn
-
2012/02/09 01:06:48
Ooooo widzę, że nawet z przeciwnej półkuli trudno Balsama zaskoczyć.
Proszę poszukac w google - zitto zitto , piano , piano tysiące trafień w Kopciuszka - La Centerenola.
Prosze spojrzec tutaj - www.harmetz.com/soprano/synopsis/barberseville.htm
Akt 2 ,scena 11 - La testa vi gira (Quartet- Figaro, Bartolo, Count, Rosina)
... pozdrawiam ze słonecznego kontynentu
-
2012/02/09 01:15:31
... kontynuuję ucieczkę Kopciuszka. W skrócie widzę to tak... Kopciuszek chowa się w gabinacie fryzjerskim w Lublinie gdzie odnajdują ją agenci wywiadu ukraińskiego. Zostaje uprowadzona do Kijowa gdzie podpisuje zgodę na przeniesienie wszystkich meczów Euro na Ukrainę w zamian za co poślubi Wiktora Janukowicza, syna prezydenta. Niestety Euro kończy się klęską na wszystkich frontach i Kopciuszek ląduje w więzieniu , w jednej celi z Julią Tymoszenko. Panie mają wiele czasu na porównywanie swych fryzur.
-
2012/02/09 01:26:18
Ja tu się jutybizować i wikipedzić przez oceany nie będę. Niech się ktoś wypowie bezstronnie: gdzie było "Zitto zitto... "? Może i tu i tu?

Podajesz pharlapie liink jutubiczny, www.harmetz.com/soprano/synopsis/barberseville.htm, a nim jest o Cyruliku, a w opisie Cyrlika jest "Zitto, zitto", akt II, scena 11, jakbyś się ze mną zgadzał. Powtarzam ponownie jak komu dobremu: whatdafaq?
-
2012/02/09 11:19:32
Zaraz nam się tutaj Waćpanowie gotowi pobić transpacyficznie, Gombrowicz z Witkacym byliby z Was dumni.
Ignorancja i arogancja naszej Muszki powoli lecz wytrwale zdaje się rozwijać.Trzymam kciuki za jej nowe fryzury.Lecz kudy jej na razie do ignorancji, arogancji i fryzur tamtej Ani ? Mój Boże, aż mi się łza w okach zakręciła.
chomikuj.pl/tofik61/*c5*9aMIESZNE+FILMY/FILMIKI+MINI+6/Anna+Fotyga+-+Jeste*c5*9b+szalona,1009673325.flv
-
2012/02/09 12:25:00
Jotka, czy lubisz filmy von Triera ? Jeśli odpowiesz twierdząco to znów się roześmieję ciepło do środka :) Oczywiście możesz nie odpowiedzieć ;)
-
2012/02/09 16:32:07
Pharlap ma IMHO rację, Balsamie. Ta konkretna aria ("Zitto, zitto, piano, piano...") jest z Kopciuszka ;). Natomiast Ty także masz rację, jest aria o podobnym tytule ("Zitti, zitti, piano, piano...") w Cyruliku, brzmi ona jednak tak:

www.youtube.com/watch?v=J182jh03c2M

...nie wiem, którą wersję wolisz.
Nie śledzę jakoś pilnie poczynań pani minister, zastanowiło mnie jednak, że nie chciała rozmawiać z dziennikarką "Wysokich Obcasów", w związku z czym zresztą powstał artykuł w stylu "Co nam mówi o A.M. każdy, kto z nią kiedykolwiek miał do czynienia". Oczywiście, ma prawo odmówić, nie ma obowiązku sprzedawać siebie w prasie, ale... Miałam tzw. mieszane uczucia.

@Miaukota: niestety, nie, nie przepadam za von Trierem. Obce mi są drgania jego melancholijnej, awangardowej duszy. Lubię kino, operujące innymi środkami wyrazu, niż piłowanie obnażonych nerwów. Podobało mi się "Przełamując fale" i tyle.
-
2012/02/09 17:22:06
Jotka, zrobiłem tym razem zafrasowaną minę Kermita Żaby.
Dla tych, którzy nie znają twórczości Larsika polecam na początek jego "Królestwo".Doskonałe studium ludzkich zachowań w sytuacjach kłopotliwych i wymagających zastanowienia.Pewnie bliskich Balsamowi.
chomikuj.pl/NieslubnaWnuczkaGoebbelsa/*e2*96*baLars+von+Trier/*5b1994*5d+Riget+(Kr*c3*b3lestwo)/1.+Lars+von+Trier+-+Riget+(Kr*c3*b3lestwo).+Lektor+PL,282989541.avi
-
2012/02/09 18:15:15
...ale ja znam, tylko nie lubię ;).
-
2012/02/09 19:48:01
Szanuję wasz blog że nie obrażacie murzynów, no jak na razie.
-
2012/02/09 20:02:12
Bo my jesteśmy w sumie murzyni.
-
2012/02/09 23:15:17
Pierwszy szkic następnej opowiastki, zapraszam do spekulacji:
I.
Środowiska konserwatywne najbardziej do niedawna konserwatywnego kraju Europy utraciły wieloletniego przywódcę, Bogusława Kosę-Bałabucha. Zgon nastąpił w środku gorącego lata, na początku trzeciej kadencji tak zwanych rządów liberalnych, które w tym przypadku oznaczały rządy raczej nieokreślone, niż deregulujące, przyzwoite raczej, niż efektywne, skoncentrowane na tworzeniu wrażenia nowoczesności, które utożsamiano z cyfryzacją.

Okoliczności zgonu Bałabuchy nie były najkorzystniejsze dla wizerunku środowisk, które zmarły reprezentował, toteż gdy Wiesław Janeczek, biskup ordynariusz Diecezji Łomżyńskiej, dowiedział się, że to jemu przypadnie objąć patronat nad organizacją ceremoniału pogrzebowego, cały personel Kurii dostał polecenie gorącego modlenia się w intencji ojczyzny i o dary ducha świętego dla biskupa Janeczka, by ten pomyślnie wybrnął z powierzonego mu zadania.

Rzecz w tym, że zmarły eksplodował w trakcie przemówienia na konferencji prasowej. Bałabuch omawiał brak jakichkolwiek osiągnięć rządu w dowolnej dziedzinie i niesprawiedliwą stronniczość społeczeństwa, wskazał, coraz bardziej rozpłomieniony, że zcyfryzować udało się tylko Instytut Pamięci Narodowej, a i to jedynie dlatego, że Instytut przeznaczono do likwidacji:
-- Bezczelnie zainstalowano algorytmy samouczące, które codziennie ukazują tajemnice komunistycznej bezpieki i jej informatorów w nieco innym świetle, zależnie od nowych danych. Zrelatywizowano przeszłość, zwolniono wszystkich pracowników Instytutu, nasza historia, stała się, delikatnie mówiąc, i to jest określenie naprawdę delikatne, bo można by powiedzieć znacznie mocniej, interaktywna. Nie wiem, co zrobiono temu społeczeństwu, dlaczego aprobuje satanizm, bezczeszczenie, rządy fryzjerów i cieciów.

-
2012/02/09 23:28:00
II.
I najnormalniej w świecie eksplodował. Spuchł, sfioletowiał na twarzy, ciśnienie wzrosło, coś pociekło z uszu, odpadły guziki marynarki, pękły spodnie, nastąpiło coś w rodzaju tąpnięcia wewnętrznego i działacz spłynął po mównicy w kałużę płynów fizjologicznych, w które uprzednio się zamienił. Powołano oczywiście komisję i skonstruowano szereg daleko idących oskarżeń, ale fakt pozostawał faktem: na oczach dziennikarzy i milionów telewidzów, Kosa-Bałabuch wybuchł z wściekłości.

Biskup Janeczek przegrał wszystkie spory z władzami miasta i pogrzeb Bałabucha, zamiast na Powązkach, odbyć się musiał na cmentarzu bródnowskim. Biskupowi udało się tyle tylko wskórać, że Kosa miał spocząć stosunkowo blisko Romana Dmowskiego, w kwaterze piętnastej.

W gorący dzień sierpniowy, pod kościołem świętego Wincentego á Paulo sformowano kondukt. Pachniało kwiatami, naftaliną i żywym ciałem kościoła cierpiącym pod galowymi ornatami. Janeczek, w asyście wikariusza kurii łomżyńskiej, księdza infułata Sołowity, stanął z kropidłem i modlitewnikiem na czele, przed karawanem. Potem miała iść najbliższa rodzina zmarłego, dwa tuziny biskupów, nieskuteczni powstańcy, domniemani kombatanci, oburzeni narodowcy, terenowe środowiska konfesyjne, duża grupa wiernych wyznawców zmarłego lidera. Czoło konduktu ruszyło z nadzieją na odrobinę przewiewu gdy ogon orszaku był jeszcze w rozsypce. Biskup Janeczek zaintonował pieśń, która w morderczym upale i na wolnym powietrzu zabrzmiała słabo i głucho:

Śpijże już po twoim boju, chrześcijanie ukochany
Śpijże - odpocznij w pokoju, z pętów świata rozwiązany.


Szli już główną aleją w kierunku kwatery piętnastej, kiedy w specjalnej kieszonce sutanny Sołowity zadrżał telefon należący do biskupa Janeczka. Sołowita otrzymał bezgłośne upoważnienie orydunariusza do odczytania wiadomości: "Wstrzymać pochówek w okolicy Dmowskiego. Nowe okoliczności z życia zmarłego. Opóźnić marsz do otrzymania nowych isntrukcji."

Biskup Janeczek znał się na konduktorce: przez ramię rzucił szybkie spojrzenie kierowcy karawanu, skręcił w pierwszą w lewo, głośniej niż dotąd śpiewając:

Już idę do grobu smutnego, ciemnego,
Gdzie będę spoczywać aż do dnia sądnego.


Trzy godziny później, kiedy z gorąca konał pierwszy biskup polowy, kondukt nadal zmieniał kierunek marszu.
-
2012/02/10 00:45:31
O, jakie piękne i jakże przewrotne. Wręcz, powiedziałabym, masochistyczne - żeby tak plastycznie i przemożnie opisywać potworności upału - dziś, teraz??
Powiało grozą.
Chciałabym też wyrazić szczery podziw dla cudnie opisanej sceny zgonu działacza B.K.B.. Po wielokroć przychodziło mi coś takiego do głowy, a jednak nigdy nie zwerbalizowałam tak śmiało.
-
2012/02/10 02:04:38
Jota, dzięki za dobre słowo, teraz i poprzednio, poważnie.

Najbardziej interesuje mnie, co IPN nadsyła o BKB, że orszak zmienia kierunki. Czasem, zależnie od nadchodzących wiadomości, chcą BKB chować obok Dmowskiego, a to znowu około Henryka, Wiesława i Pawła Niewiadomskich, czyli Garbusa, Wariata i Mrówy ( Henryk -- ps. Dziad, Garbus (ur. 1948 , zm. 30 października 2007 w więzieniu w Radomiu) domniemany szef gangu wołomińskiego, z wykształcenia stolarz. Wiesław Niewiadomski ps.Wariat (starszy brat), Paweł Niewiadomski ps.Mrówa (syn)). Przychodzą im do głowy inne lokalizacje: (kw. 13-A-6), obok Józefa Spychalskiego ojca marszałka Mariana Spychalskiego; (kw. 20-K-3-16) inż. Bernard Szapiro ojciec Hanki Sawickiej, współtwórca związków zawodowych w Królestwie Polskim,

Po drugie ciekawe jest dlaczego rząd zcyfryzował jedynie IPN.

-
2012/02/10 07:51:13
balsam
Pierwsze pytanie jaki mi sie nasunelo . Czy nie bylo porzadnego cmentarza zydowskiego w Warszawie ?
Drugie moze miec wiele powodow.
1. Szalony absolwent informatyki zastosowal w sieciach neuronowych wielowarstwowych algorytm wstecznej propagacji wychodzac od zyciorysu Boleslawa Chrobrego praszczura braci K.
Przelozyl to wszystko algorytmem genetycznym i logika rozmyta i stalo sie.
Poniewaz IPN byl atraktorem o najwiekszych wagach zniknely centra o mniej istotnym znaczeniu dla panstwa polskiego.
2. W podtopionych archiwach KC - PZPR w Sandomierzu znaleziono w tomie 17 dziel zabranych Jozefa S. palimpsest.
Towarzysz Wieslaw mial zapedy literackie i pisal dziennik. Niestety jego pasje odkryla zona Maria, ukryta stronniczka Natolinczykow i za podszeptem Jozefa Swiatlo i ocenila odmienneie dokonania jej rodakow.
Materialy byly zlej jakosci a bieglosc IPN-owskiego redaktora watpliwa wiec swiatlo dzienne ujrzala mieszanka dziennika tow.Wieslawa i jego zony Marii.
-
2012/02/10 08:05:04
IPN ma stale rownolegle polacznie z kuria i komitetem prawdziwej partii . Meldunki splywaja 24 godziny na dobe. Dyzurny z IPN-goscil swoja wnuczke , ktora postanowil zajac glosna lektura dziennika. Niestety nie przestawil automatycznej sekretarki na tryb offline .
-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/02/10 08:08:53
...pewną rolę mógł tu odegrać niewłaściwy tańszy spowiednik, który po wysłuchaniu spowiedzi uznał się za niekompetentnego w rozgrzeszaniu grzechu sodomskiego, a co gorsza okazał się być cyfrowo połączonym z IPN...
-
2012/02/10 09:35:21
Niezłe Balsam, niezłe.Ja bym teraz wprowadził postać wesołej wiewiórki według kaprysów i pomysłowości której zmordowany upałem kondukt podąża coraz to nowymi alejkami cmentarza.Kompletnie już nie zważając na polecenia płynące z telefonu komórkowego biskupa Janeczka.
-
2012/02/10 13:21:41
A czemuż to łomżyński biskup ma się zajmować pogrzebem na warszawskim cmentarzu? Raczej, jesli nie warszawska "góra", ze względu na niedogodność sposobu zejścia rzeczonego delikwenta, to najwyżej ktoś niższy rangą, ale jednakowoż nie biskup z prowincji, tak mniemam.
-
2012/02/10 17:09:26
@marzencic: w południowo-zachodniej części cmentarza bródnowskiego jest cmentarz żydowski, plan jest, żeby tam kondukt na chwile wpuścić. Pomysł z propagacją wsteczną bardzo dobry. Natomiast odnalezienie starych dzieł Wiesława byłoby sprzeczne z samouczeniem się i innymi efektami cyfryzacji.
@miaukota -- wiewiórkę możesz uznać za zaistniałą.
@obciach -- oczywiście, naturalnie, spowiednik, nie ma rozwiązania bardziej naturalnego; trzeba będzie rozważyć czy nie jest to sprzeczne ze sztuczną inteligencją.
@adomi6319 -- racja, biskup powinien być lokalny. Rzecz w tym, że z biskupem łomżyńskim trochę się już znamy: balsamlomzynski.blox.pl/2011/01/Proroctwa-dziesiatka-J.html
Ale może w końcu awansować, przenieść się do stolicy.
-
2012/02/10 18:13:56
Może też być i tak, że Kurię lub IPN nawiedzają w trakcie pogrzebu kolejne osoby, które trzymały po starych tapczanach materiały straszliwie kompromitujące denata. Można by w tej roli obsadzić kolejnych osobników, usuwanych wcześniej z partii, ku powszechnej czystości ideologii, amen.

Widzę też, oczyma duszy mojej, chudnący w miarę upływu czasu kondukt. Co alejka - ktoś daje dyla, to w lewo, to w prawo... Po wielu nużących godzinach zostaje tylko denat w trumnie, grabarz, ministrant z kadzidłem, wiewiórka i ksiądz biskup. Który ostatecznie grzebie trupa gdzie popadnie, a to z powodu ostatecznego rozładowania komórki.
-
2012/02/10 18:34:15
Jotka, jednakowoż raz jeszcze zapytam.Oglądałaś "Królestwo" Larsa ? I nic, żadnego zauroczenia ?
-
2012/02/10 18:43:40
balsam, nici z tego awansu do stolicy, na emeryturkę juz został przeniesiony
a nowy, co nastał wcale niedawno, musi swoje na prowincji odsłużyć, zanim będzie mógł myśleć o takich honorach

ale niech Ci będzie, nie będę się czepiać
-
2012/02/10 20:09:34
@Miaukota: gdzieś przecież musimy się różnić, żeby było wiadomo, że nie jesteśmy klonami;). Padło na Larsa.

Kiedy oglądam jego filmy, mam wrażenie, że gapi się na mnie zza ekranu, grozi mi palcem i przemawia: "Jeśli nie rozumiesz, to trudno, twoja strata, won i nie wracaj!". Z jego rozmaitych wypowiedzi wysnuwam niepokojące wnioski, iż, mianowicie, jest to po prostu narcystyczny bufon. Cóż, pełno takich w świecie kinematografii, nie zawsze robią złe filmy, ale tego tu jakoś nie trawię.
-
2012/02/10 20:33:52
Ależ masz rację, to jest zasrany, narcystyczny bufon.Tyle, że błyskotliwy i genialny.A kim jest Balsam, w odpowiednich proporcjach, bez urazy dla nikogo ?
-
2012/02/10 21:04:36
Że też się Miaukota czasem za pysk nie możesz oburęcznie ująć i wytrzaskać w pobliską ścianę od czasu do czasu, posłuży Ci na maniery, a i pewnie rysy wygładzi. A co ja Ci zawiniłem w Twoim sporze o Larsa?

Byłem Larsa zwolennikiem. Za Znetropę, ale nie za Fale.

Wiem, adomi6319, że Stefanek na emeryturze. Ale w centrali kościelnej też jest ktoś o podobnym nwzwisku, i radiomaryjny, z łomżyńskim pochodzeniem, jakoś sobie poradzimy. Ale wdzięczny jestem, że ktoś się tu na biskupach zna.

-
2012/02/10 21:51:41
Kod Wiesława G to była druga ewentualność. Po Fayerabendzie i Lakatoszu wzglednosc teoriii pokonala teorie wzglednosci i teraz trzeba z granatami po granty sie udawac.


-
2012/02/10 22:54:36
WOLNOŚĆ WYNIKAJĄCA Z ROZPORZĄDZENIA
Marianna Motylak wytarła upierścienioną ręką spocone pod biskupią tiarą czoło. Tajny sygnał z komórki infułata Sołowity wwiercał się w mózg Motylak-Janeczka mocą papieskiego rozporządzenia dotyczącego ustanawiania jej biskupem diecezjalnym wraz ze zjednoczeniem diecezji łomżyńskiej z diecezją warszawsko-praską, jako jednej diecezji warszawsko-azjatyckiej.
- Czego, księże infułacie? wyszepnęła Motylak.
- IPN otrzymał wiadomość, że w majtkach Kosy-Bałabucha znaleziono złotą zapinkę w kształcie głowy Jar Kha Czyna.
- O, kur - nie dokończył zdania biskup Janeczek. O rzesz ty, Unie - powiedział. - Kim Dzongu - dodał w myśli.
- Tak, tak, ekscelencjo. Prokurator Fotyga z IPN, która badała majtki Kosy-Bałabucha, doniosłą o tym Maciorze, a ten natychmiast skojarzył sobie, gdzie zapinka została znaleziona.
- Czyżby dostojny chowany był także na usługach?
- Ciszej, ekscelencjo. Musi co był.
Janeczek-Motylak teraz zrozumiał sens całego zamieszania. Przywódca konserwatystów na usługach Północnych Koreańców. O kurwa - powiedział do siebie. - Tego nawet Oj. Rydz nie mógłby wymyślić.
- Prowadź kondukt w stronę żydowskiej części cmentarza - powiedziała głośno do Sołowity. - O żesz ty Fotyga - pomyślała Motylak. - Zobaczysz, zdziro co to znaczy, gdy ktoś niepowołany rozporządzeniem grzebie w majtkach Bałabucha.
- Eeee, Ekselencjo??? - w głosie infułata zabrzmiało jednocześnie...
- Nie wątp, synu. Prowadź. - Janeczek znów stał się panem konduktu.
-
2012/02/10 23:21:22
@Jota
Masz teraz możliwość połączenia biskupa Motylak-Janeczka z Chaimem ben Arie Lejb Halberstamem, którego wprowadziłaś na początku naszej wspaniałej znajomości [wystrzał ze stukniętych obcasów zakłóca frazę - "Już idę do grobu smutnego, ciemnego / Gdzie będę spoczywać aż do dnia sądnego"].
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/11 00:02:45
Jota napisała:
"Widzę też, oczyma duszy mojej, chudnący w miarę upływu czasu kondukt. Co alejka - ktoś daje dyla, to w lewo, to w prawo... Po wielu nużących godzinach zostaje tylko denat w trumnie, grabarz, ministrant z kadzidłem, wiewiórka i ksiądz biskup. Który ostatecznie grzebie trupa gdzie popadnie, a to z powodu ostatecznego rozładowania komórki."
Mogło to być tak:
Biskup zmęczonym wzrokiem gapił się na wiewiórkę, która po wielogodzinnym slalomie alejkami cmentarza zastygła w bezruchu na stercie wypalonych zniczy, co jakiś czas liżąc się bezwstydnie jak pies po jajach. Stary grabarz, który w wyniku przedłużającej się niebywale ceremonii zdążył zupełnie wytrzeźwieć, rozglądał się za najlepszym miejscem na jak najszybszy pochówek. Marzył o powrocie do domu, by zanurzyć się z zimnej wodzie, zimnym piwie i sienkiewiczowskiej Trylogii. Ministrant ziewał znudzony, nie zapominając jednak o rytualnym kadzeniu. Tylko kiedy biskup, w ramach beznadziejnej walki z upałem, rozpinał guziki na wysokości pokaźnego brzucha, bladł na ciele i umyśle. Nie odezwał się jednak ani razu.
-- No i patrzcie, kochani, dokąd nas ten wiewiór zaprowadził... Z trzech stron mur. Tu chyba tylko samobójców chowają...To nie może być zwykły zwierz, to musi być szatański pomiot. Wiewiór...Jakaż to choroba przed wojną taką nazwę nosiła?
-- Tryper, Wasza Ekscelencjo.
-- Boże, bądź miłościw. Ale nie mam już sił i dyrektyw. Tu będziemy grzebać. Gdzie popadnie.
Powietrze stało gorące i gęste. Cisza, która nastąpiła po stopniowym wykruszeniu się gwarnego konduktu, dudniła głucho w uszach. Grabarz sprawnie zanurzał łopatę w sypki piach.
-- Co to za fetor? Co ty, gówniarzu, wsypałeś do kadzidła? A może to denat się rozkłada? Ale on się ponoć już na mównicy bez reszty rozłożył.
-- Melduję, Wasza Dostojność, że to kupa, którą żem onegdaj za tym leszczynowym krzakiem samotrzeć sprawił.
-- Boże miłosierny...
-- Zostawmy ją czasowi i muchom, a wkrótce przestanie ona to miejsce poświęcone wonią nikczemną plugawić. A i dół na przyjęcie doczesnych szczątków nieboszczyka Bałabucha już gotowy jest.
-- Pomóż, chłopcze, grabarzowi trumnę do grobu opuścić. Tylko powoli, uważajcie, żeby się wam nie otworzyła, bo się denat wyleje.

-
2012/02/11 01:28:30
Obśmiałam się z przytupem. Snują mi się po głowie jakieś triumfalne refreny. Jakże pięknie, Ob.Ciachu, wysnułeś ciąg dalszy. Cóż, moim zdaniem, tak to właśnie było.
Anumlik, mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe. Chyba jeszcze nie pora na finalne klamry. Obstawiam, że Balsam ma całkiem inne zamiary i czekam, co z tego wyniknie. Tymczasem jednak sugerowałabym pozostawienie Marianny w Szwajcarii, w ramach zasłużonej, wcześniejszej emerytury.
Swoją drogą, interesuje mnie, jak się człowiek czuje, dostając emeryturę. To jedna z tych rzeczy, których nie dane mi będzie sprawdzić empirycznie. Co w kontekście ostatnich doniesień prasy o głodowych, emerytalnych zasiłkach za czas jakiś - przestało mnie w sumie martwić.
-
2012/02/11 08:47:15
Przepraszam Balsam.Rozpędziłem się zbytnio.
-
2012/02/11 09:02:12
nie ma sprawy
-
2012/02/11 09:15:33
@Jota
Marianna jest już jak Kobieta Wymiękła. Pojawia się gdzie chce i kiedy chce nieproszona. To jest asystentką asystenta sekretarza stanu USA, to hydrantem Biniendy. Dlaczego nie mogłaby małą chwilkę pobawić się jako złyduch (specjalnie bez spacji) pod tiarą biskupa warszawsko-azjatyckiego? Przy okazji znika "niespójność diecezjalna". Poza tym ja nie kończę, ja nie klamruję - ja kontynuuję. Wiem, o wielka, że nieudolnie, ale kontynuuję wątek zapodany nam przez Balsama. A u obywatela Ob. Ciacha co? Zakopali Kosę-Bałabucha samotrzeć, a gdzie reszta? Gdzie gawiedź? Gdzie, zcyfryzowany IPN? Gdzie elektorat? Gdzie tajne służby zaproponowane przez Balsama? Wiewiór tylko się ostał, jako co? Jako kontynuacja Wyryćkanego Świstaka? Wolne ryćki. Jak się wprowadza w opowiastkę znaturalistycznioną i wypraną z elementów magicznych, postać magiczną, to należy ją konsekwentnie wykorzystać w następnym (albo końcowym) akcie. A jeśli wiewiór to tryper, to wykorzystać należy tym bardziej. Howgh! Ob. Ciachu, nie obcyndalaj się. Do roboty. Jota czeka, hi, hi.
-
2012/02/11 09:21:14
@Jota
Na emeryturze czuję się tak samo jak na stypendium literackim, które lata temu pobierałem przez rok. Tak samo gówniane pieniądze i aby żyć dorabiać trzeba. Różnica taka, że mam pewność otrzymywać je dłużej niż rok. No i czasu mam więcej, aby czytać i pisać. Także na Balsamowym blogu.
-
2012/02/11 10:06:57
P.S.
Obrazek ukazujący jak bezpiecznie się czuje obecnie emeryt:
lecturesaljuande.wikispaces.com/Inici
Kliknij na pierwszy link.
-
2012/02/11 12:59:03
Anumlik, pięknie wybrnąłeś w kwestii kompetencji biskupów. Nie wiem tylko czyś zamierzył łomżan spostponować azjatycką, czy nobilitować warszawską składową diecezji?

A i jeszcze czy rzesz (żesz) zależy od płci?

Znów się czepiam?

-
2012/02/11 13:17:36
@adomi6319
Od rzesz owieczek, jakie ma na swych modlitwach biskup, od orzeszków, jakie wpieprza wiewiór tryprem zwany, od rzesz gierojów pod bronią, jakich ma pod swoją komendą Kim Dzong Un, bo jemu "rzesznął" wkurwiony Janeczek-Motylak. Od płci najmniej. Do Ciebie zaś powiem - O, żesz Ty, Adom. Purysta z Ciebie, że i rzesze Cię nie zmogą. Co zaś do nobilitowania - kanieczno, warszawską.
-
2012/02/11 15:46:29
Nie do końca - zdarzają mi się rusycyzmy, odziedziczone po Babci, która na wygnaniu w Rosji przesiąkła nimi tak bardzo, że weszły potem do codziennego użytku całej rodziny. (Pamiętam też Jej opowieści, że "za cara" to lepiej było).
A w kwestii pisania mniej ortograficznego - często nie rozumiem co czytam, gdy słowa są z błędami, i to nie tylko wtedy, gdy z inną pisownią wiąże się inne znaczenie. Może dlatego, że jestem wzrokowcem (?)

Ulżyło mi, że chcesz nobilitować, choć po prawdzie :), to przyklepałeś tylko historyczną przynależność ziemi łomżyńskiej do Mazowsza.
-
2012/02/11 20:01:00
Zgadzam się z Wami pod każdym względem, z Anumlikiem też, nie wtrącam się w dyskusje lingwistyczne i nie zamierzam błąkać się po upalnym cmentarzu, albowiem idę precz, w żoliborskie ostępy, wznosić toasty - jak to w karnawale. Jeśli złapie mnie mgła w powrotnej drodze, doniosę, acz nie obiecuję, że dzisiaj.
Zostawiam Wam na pożegnanie Johna L. Dziś mi się przypomniał ten kawałek, jakoś się wcale nie zestarzał:
www.youtube.com/watch?v=LeZpx4rY4RY&feature=related
-
2012/02/11 20:18:44
Wątek cyfryzacyjny (dla łatwiejszego spekulowania o przebiegu pogrzebu BKB) widzę, w ogólnym zarysie tak:

I.

Minister cyfryzacji, z wykształcenia poeta, z pasji taczerysta, z zamiarów deregulator, całą zimę chodził od urzędu do urzędu z nadzieją, że któryś zdigitalizuje. Nie zważając na odwieczny smród stołówek, smutek kolejkowej starości, kaszel pokoleń, zacofanie gastrologów, ciemnotę internistów, sztywność reumatoloów, zaczął, naturalnie, od modernizacji ośrodków publicznych i niepublicznych, bo zdrowie jest przecież najważniejsze:
-- Panie doktorze, trzeba tak zrobić, że jak wchodzi pacjent, to żeby się panu wyświetliły wszystkie jego traumy i choroby dzieciństwa, historia rodzinna, ale bez powstańczych urojeń, chyba że to paranoja, leki przyjmowane oficjalnie i z internetu, błędy dietetyczne i alkoholowe, brak lub nadmiar ćwiczeń fizycznych, co pan na to?
-- Panie ministrze, jakby się coś takiego miało pacjentowi wyświetlić, to on tu nigdy więcej nie przyjdzie.
-- Wyświetli się panu, ale nikomu innemu, a pan, na oko człowiek jest uczciwy i dyskretny.
-- Pajcent może być innego zdania.
-- Może więc pacjent wyświetli się panu, a pan pacjentowi: wszystkie pańskie wzloty i upadki, drobne malwersacje, narzędzia pozostawione w ranie pooperayjnej, przesądy nienaukowe, jeśli pan na przykład wierzy, że na kręgosłup najlepsza jest pokrzywa; łapówki przyjęte i wydane, ostatni raz kiedy pan widział najnowsze badania w swojej dziedzinie.
-- Niechaj się jeszcze może wyświetli, panie ministrze, co pacjetnowi przepisać, co usunąć operacyjnie a co wmówić w trybie placebo, a kiedy kazać mu pisać testament?
-- I jeszcze niech się wyświetli koszt leczenia pacjenta, stan zadłużenia ośrodka i czy ośrodek może tak się dalej prowadzić.
-- To może niech pacjent wyświetli się od razu NFZetowi, a nie lekarzowi?

Minister cyfryzacji poszedł do urzędu dzielnicowego i zaproponował, że jak ktoś prosi o prawo jazdy, to żeby było jasne, czy nie ma zaległych mandatów i alimentów, ale naczelnik urzędu na Słowackiego zasłabł i trzeba było rozmowę przełożyć. Poszedł do urzędu pracy i zaproponował, żeby historia pracy, kształcenia i kwalifikacji, zasiłków i pomocy społecznej była od razu dostępna jak tylko bezrobotny wchodzi do urzędu:
-- Potem można przelecieć bazę z ofertami pracy i dopasować petenta do oferenta.
-- Ale my już wiemy to i owo, i pan na przykład powinien wrócić do pisania wierszy.
-
2012/02/11 20:21:54





II.
Odrzucony przez wszystkie urzędy i zrozpaczony analogowością istot ludzkich, minister cyfryzacji udał się do swojej jedynej prawdziwej specjalistki, inżynier doktor Karoliny Kani, która miała zmysł praktyczny, głowę na karku, była obliczalna i rozumiała naturę procesów komputacyjnych:
-- Cyfryzajca, panie ministrze, oznacza likwidację, powinien pan zatem rozważyć zcyfryzowanie IPN.
-- Ale ja muszę mieć jakiś sukces digitalizacyjny, pani Karolino, albo likwidacyjny, publiczność mi nie wybaczy, jeśli wydam bodaj złotówkę, na modernizację czegoś, co przeznaczone jest do zamknięcia.
-- Dane szpiegowskie wszystkich obywateli podzielimy na dwa podzbiory: treningowy i testowy. Używając pierwszego, oszacujemy funkcję szpiegowską obywatela PRL. Na podstawie kompletnych danych szpiegów i bohaterów, uzupełnimy dane brakujące za pomocą szacunków o wysokiej dozie prawdopodobieństwa. Przestestujemy precyzję naszych szacunków. Algortym samouczący nic nie kosztuje, pracuje sam z siebie, jest lepszy od śledczych dziennikarzy o jakieś 30%, od historyków o 40% i od hien lustracyjnych o 100%.
-- Znaczy hieny zgadują?
-- Gdyby zgadywały, byłoby 50%. Za pół roku wszystkie biografie będą poprawnie oszacowane, IPN zaś nie będzie mieć ani jednego pracownika. Historia szpiegowska tego kraju zostanie zamknięta i to nie w oparciu o spekulacje, ale wiedzę pewną. Na tyle, na ile pewna jest jakakolwiek wiedza empiryczna.
-- A dlaczego aż pół roku?
-- Najpierw każda iteracja potrwa całe tygodnie, potem pójdzie coraz szybciej i aktualizacje będą spływały kilka razy dziennie, aż wreszcie ukaże się wynik ostateczny. Pierwsze wyniki będą grubym przybliżeniem, ale kolejne będą obciążone coraz mniejszym błędem. Zamknie pan usta lustratorom, zamknie IPN.
-- A czy da się to potem zintegrować z NFZetem?
-- Sądzi pan, że przeszłość szpiegowska ma wpływ na przebieg schorzeń somatycznych?
-- Jeśli czegoś z czymś nie zintegrujemy, pani Karolino, utną mi głowę.
-
2012/02/11 22:24:19
Najstarsza na Bródnie i Targówku wiewiórka pospolita, sciurus vulgaris, przemieszała się pogodnie choć z zachowaniem czujności dziesięć metrów przed czołem pochodu. I choć biskup Janeczek bardzo pragnął, żeby było inaczej, skręcał tam gdzie skręcała ruda wiewiórka.

Spocony jak mysz ksiądz infułat drżał ilekroć drżał znienawidzony aparat telefoniczny: "T.W. Bałabuch, psuedonim "Sonieczka", w latach 1968-1980 spotykał się raz w miesiącu w lokalu kontatkowym Marianna przy Krakowskim Przedmieściu, na wprost Świętej Anny, z oficerem prowadzącym, pułkownikiem Pietruszką. Pobierał jako wynagrodzenie długopis Pelikan i koniak Ararat (między innymi). Pochówek obok Spychalskiego, kw. 20-K-3-16."

Wiewiórka przysiadła na gorącym asflacie i pokazała żółte zęby. Biskup Janeczek zawył cichutko z rozpaczy i ponownie wytarł czoło pod birretum za pomocą aksamitnej chusteczki, którą dostał w darze od słabnącego właśnie i, jak miało się okazać, nieodwracalnie, metropolity poznańskiego. Zanim infułat Sołowita sprawdził jaki ma być kierunek dalszego marszu, Janeczek, orydynariusz gorzowski i arcybiskup przemyski skierował brzuch na południe, w alejkę, którą podążała już wiewiórka.

Jezu w Ogrójcu mdlejący,
Krawawy pot wylewający!


Najważniejszy w kraju duchowny słyszał, że chór, który mu do tej pory dzielnie towarzyszył, słabnie i spazamatycznie fałszuje, ale nie obejrzał się wiedząc, że tego dnia straci wielu przyjaciół. Tymczasem Sołowita odebrał kolejny komunikat: "T.W. sciurus vulgaris, pseudonim "Kropotkina", lat czterdzieści pięć, złodziejka i szantażystka."
-
2012/02/12 10:23:11
@Balsam
Jazda bez trzymanki, ale nieco po bandzie. Scirus Vulgaris jako TW "Kropotkina" bije wszystko na głowę. Chapeau bas! Problem w nazwiskach. Karoliny Kanie, po zagooglowaniu, objawiły mi się trzy. Jedna jest studentką etnologii i antropologii kulturowej Uniwersytetu Śląskiego, druga terapeutką integracji sensorycznej - po pedagogice, trzecia hostessą-modelką. Mogą poczuć się urażone, gdy ktoś je połączy z jakimś ministrem cyfryzacji, który łaknie sukcesu, jak kania (nomen omen) dżdżu. Polityk jest osobą publiczną i proces o "wykorzystanie jego wizerunku poprzez podanie nazwiska w kontekście ośmieszającym go" byłby prawdziwego TW "Historyka" ośmieszyło jeszcze bardziej, osoba prywatna - mogłaby mieć uzasadnione roszczenia finansowe.
-
2012/02/12 13:01:26
A mnie zachwyciła perspektywa wzajemności po scyfryzowaniu leczonego i leczącego
-
2012/02/12 16:57:05
Mnie też. Jakby to było pięknie.
Bardzo mi przypadły do serca bezdroża, piargi, pustynne omamy i dramatyczne zawijasy na wyboistej ścieżce kariery ministra cyfryzacji.
Anumlik, ja bym się nie przejmowała tak znowu bardzo kwestią realnych pań Kań. Szansa, iż któraś z nich tu zajrzy i się obruszy jest zaiste nikła.
-
2012/02/12 18:00:16
Swego czasu wymyśliliśmy z kolegą dość zwariowane hasło dostępu do serwera - plątanina cyfr, inicjałów itp. Po dwóch latach spokojnego używania przy kolejnej instalacji linuxa podaję to samo hasło jako hasło roota i co widzę? "Słabe hasło, oparte na wyrażeniu słownikowym"... Wrzucam w te pędy w google ten bełkot i znajduję, ze jakiś czas temu jakieś ważne wyścigi w Stanach wygrał koń o nazwie podobnej do mojego hasła.
Nie da się wymyślić nieistniejącego nazwiska. Do Waligórskiego zgłosił się żywy Dreptak, a i Motylaków wszak dostatek...
-
2012/02/12 18:24:01
Karolina Kania nie brzmi idealnie, i to jest przyczynek do problemu z nazwiskami w lit.; przedkładam zatem tezę do dys.: musi zabrzmieć, i to od razu. Nie może być nadto ilustratwyne i dźwiękonaśladowcze. Szczegónie jeśli ma być groteska i absurd. Nie może być jednak nijakie:

Jestem zatem na przykłąd za Pylaszczkiewiczem, Pimką, Kopyrdą i Bladaczką, ale przeciwko Józiowi Kowalskiemu.

Nawiasem mówiąc Bogusław, w Bogusław Kosa-Bałabuch nie brzmi idealnie. Otwieram się na nowe propozycje.

Inżynier Karloina Kania mogłaby nawzywać się Bożenna Hołoń (ze strony Polskiego Towarzystwa Informatycznego) lub podobnie. W ogóle Bożenna, albo Zoffia ma potencjał.

Jeśli chodzi o Kosę-Bałabucha, to dobrze zabrzmiałoby imię afektowane (Norbert), dziwne (Żyraf, Myszon), albo staropolskie (Mojżesz, Eszel, Orgal).

Naturalnie śmieszne nazwisko pośród nieśmiesznych treści to jest tragedia.
-
2012/02/12 18:49:29
Proponuję Karolinę Kanię zamienić na Violettę Horpyn-Kuszmilas (ach jak cudownie brzmi dr inż.przed nazwiskiem), a Kosę-Bałabucha uimiennieć jako - Konstantego. Ewentualnie może być Norbert, albo - patron myśliwych - Hubert.
-
2012/02/12 19:59:04
W szóstej godzinie przemarszu, Janeczek poprosił infułata o łyk wody do kropidła:
-- Nie chodzi o pragnienie, księże infułacie, ale o niepokój, który zrodził się w moim biskupim sercu. Z tą wiewiórką to oczywiście jakiś żart, prawda? Wiewiórki żyją pięć lat i nie mogą być T.W.? Co najwyżej kontaktem obywatelskim, ale to dlatego, że byliśmy przecież nimi wszyscy.
-- To chyba był żart, księże biskupie, niechętny umarłemu mąż bratanicy ma skądś nasz telefon.

Kropotkina wspieła się na stertę starych zniczy i podrapała się po jajach.
-
2012/02/12 21:17:15
np.: Kajetan, Adalbert, Bożydar, Eligiusz, Ewaryst, Fidelis, Marcjan, Żytomir

mnie się widzi z tego najbardziej - Kajetan Kosa-Bałabuch
i specjalistka od procesów komputacyjnych np. dr inż. Hermenegilda Bąk
-
2012/02/12 21:26:08
Więc biję ją laską po głowie -
Hermenegildę Bąk.
Ona - cy psyjdzies do mnie jutro - powiedz?
Ja - jak nie psyjdę, to psyjdzie mój strąk.

I od razu w parafrazie wierszyka Gałczyńskiego zanika cała powaga wzajemnej cyfryzacji.
-
2012/02/12 21:47:25
Nie, Hermenegilda brzmi zbyt staroświecko według mnie. Mgr inż. Patrycja Wyjak, Zuzanna Gump, Karolina Orzeszek, Ida Fruk, Kamila Bryłka, Kinga Robak?
-
2012/02/12 22:32:10
Aldona Barszcz, Donata Bak, Stojgniew Kozuszek, Klementyna Kociara,
Beata Tylna- Poprzeczka
-
2012/02/12 23:30:41
Virginia Wiaderko, Nikola Nos, Cyntia Cep, Anastazja Rąbek, Gloria Głąb, Paula Pryk,
Kornelia Szablak, Gryzelda Gżyp
-
2012/02/13 00:12:49
Aldona Barszcz podoba mi się do szaleństwa.
Co do Kosy-Bałabucha, może Przemysław? Ludwik? Roman?
-
2012/02/13 07:37:48
Moje typy: Gracja Kic-Wiewiórska.A onemu na imię Grzmocisław Maria.
-
2012/02/13 08:25:45
Tak to widzę, ale proszę o jeszcze, czegoś mi tu brakuje
Ona: Ida Fruk, Kornelia Szablak, Zuzanna Gump.

On: Adalbert, Grzmocisław Maria (Kosa-Bałabuch)
-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/02/13 09:15:40
Ona: Hermina Brandzler (dwuznaczna płciowość, zakamuflowana opcja niemiecka)
On: Narcyz
Nie lęgną się, nie lęgną pomysły nijakie, od kiedy anumlik nakazał mi bezwarunkowe wykorzystanie trypra.
-
2012/02/13 10:27:26
Jak żeś Ob. Ciachu wprowadził trypra do blogu, to go wykorzystaj, albo zneutralizuj (nie musisz w ostatnim akcie);-)
-
2012/02/13 10:33:13
Eryk Buduła, Marceli Jękot .
-
2012/02/13 10:57:20
Mamy piękna historyczna postać w postaci Edwarda Babiucha.
Moza zmienić na Jan Nepomucen czy bardziej poetyckie Rysiek.
-
2012/02/13 13:10:24
Jęzory Onaniasz.
-
2012/02/13 13:43:53
Gwidon Kosa-Bałabusch (opcja prohamerycka)
Lettycja Odrowąż-Łomżańska.
-
2012/02/13 13:47:38
Mistrzu! Przetnij, ukój naszą niepewność.
-
2012/02/13 15:25:23
Marceli Jękot z Jęzorym Onaniaszem w jednym stali domku. Marceli co rano robił Jęz.. Jęzoremu? jajecznicę ze szczypiorem, a każdą rzodkiewkę kroił mu na równe ćwiartki. Za to Jęzory, ach, Jęzory był mistrzem parzenia kawy. Po turecku, w tygielku, ze świeżym imbirem. I z kardamonem.
Zobaczyłam ich i od razu zapałałam sentymentem. Marceli ma niewielki wąs, a Jęzory - bokobrody. I nosi kalesony. Marceli zaś nie wychodzi na miasto bez melonika.
Pora na kawę.
-
2012/02/13 19:12:44
- Jęzory, ach, Jęzory
Czas tracisz na amory,
Chcąc lubej swej Lettycji
Wnieść imbir, w koalicji -
Z Jękotem Marcelim.

Lettycja w cyfyzacji
Zamknięta do kolacji
Została przez ministra.
A jest to oczywista
Gra - Marcela Jękota.

Marceli, ach Marceli
Utrzymaj do niedzieli
Scyfryzowany jęzor
Rojtszwańca Lejzor
ka. Trala, trala, la, la.

- podśpiewywał na melodię "Titina ach Tiitina" minister cyfryzacji i elokwencji. Każdy taneczny krok ministra, bacznie obserwowany przez Kropotkiną, cyfryzował coraz to nowe nagrobki cmentarza brudnowskiego. Strząsnąwszy trypra z jaj Wiewióra zapięła gacie miniaturową główką Jar Kha Czyna.
- Scyfryzował już Mrówę i Wariata, a zaraz dojdzie do grobu Ksawerego, ojca marszałka Rokossowskiego - zameldowała Kropotkina w stronę Targówka.
- Dmowskiego jeszcze nie scyfryzował? - zatrzeszczało w rosnącej samotnie ałyszy.
- Chyba nie zauważył, zajęty cyfryzacją Fogga.
- Nie wolno do tego dopuścić. Scyfryzowany Dmowski zagrozi wpływom Maciory na Jar Kha Czyna. I cała misterna intryga...
- Nie kończ, Wasze Wieliczestwo. Ja wsio panimaju.


-
2012/02/13 20:03:57
Słońce prażyło bezlitośnie, minister posuwał się jednak wciąż naprzód, świadom wagi swych czynów. Gdzieś tu musiał być Dmowski, pamiętał przecież - toporny pomnik na samym rogu.

Szkoda twoich łez, dziewczyno,
Wszystko ma swój kres, dziewczyno,
Żar miłości sczezł
I tylko płonie w szklankach winooo...

Nucił od niechcenia, wspominając niedawny cichy, acz bolesny rozwód. Westchnął. Trzeba będzie Romana odłożyć na najbliższą, nieokreśloną przyszłość. Poczuł wyraźną woń kadzidła. Na sąsiedniej alejce mignęła mu ruda smuga, czyżby wiewiórka?
Za gorąco, trzeba stąd iść. Ruszył szparkim krokiem w stronę bramy numer pięć. Zatrzymał się jednak równie nagle. Zadrżał.
Ze skłębionych zarośli dobiegł go nieco skrzypiący głos, zawodzący w niebogłosy.

Nie ujezżaj ty moooj gałubcziiik...
-
2012/02/13 21:51:04
...pieczialno żyć mnie biez tibiaaaa,
Daj na praszczanieja abieszczaaaanieje
Czto nie zabudziesz ty mieniaaa...
- Skaży ty mnia, skaży ty mnija
Szto lubisz ty mienia - odwył minister machinalnie. - Tfu, ty nieczysta... Bladź twaju mać! - wykrztusił uświadamiając sobie, że odpowiada hasłem na hasło. Od lat nie używane. Zapomniane w dawnym stanie, wojennym, którego nie pamiętał i pamiętać nie chciał.
- Ty nie zabył parola, gałubczyk? - wiewiór Kropotkina przyoblekła najjaśniejszy uśmiech jaki Simonini mógł w tak szczególnych okolicznościach przyoblec na figlarne w tej chwili lico.



-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/13 22:04:05
W kierunku Targówka popłynął nowy meldunek:
-- Cyfryzacja Fogga nieudana. Pogięło go. Powtarzam. Pogięło go.
Z samotnej ałyszy znowu zatrzeszczało:
-- A w czym to pogięcie się przejawia?
-- Wygięło go nienaturalnie w tył i wbiło głowę w zad. Konieczna interwencja analogowa.
-- To dobrze. Wyjęcie głowy z dupy to robota na długie zimowe wieczory. Minister będzie miał zajęcie. Może zapomni o Romanie?
Naczelny cyfryzator kraju oglądał zatroskany swoje ostatnie dzieło. Fogg nie przypominał znanego wszystkim, nieco sztywnego starszego pana, lecz młodego pólnocnokoreańskiego akrobatę w najbardziej ekstremalnej pozie, przyjmowanej wyłącznie w obliczu najwyższych władz partyjnych. Mr Digital zamruczał pod nosem od niechcenia wspominając niedawny cichy acz bolesny wzwód.
-- Jak to naprawić? Wyrwać...wyszarpać...Uuuu!!! Hej, róóób!! Jeszcze raz...Uuuuu... Qrva, nie idzie...Jeżeli czegoś nie da się zrobić na siłę, to znaczy, że użyto za mało siły. Jeszcze raz... HEEEJ RÓÓÓÓB!!!!
Natchnienie przyszło z wonią kadzidła. Minister wsadził w usta śpiewaka rękę, zagłębił ją po łokieć, uchwycił kępę pierwszych siwych włosów i wyciągnął przez gardło byłego gwiazdora estrady jego głowę, szyję i pół klatki piersiowej. Zadowolony z udanej akcji wywrócił odzyskane części ciała na lewą stronę i obciągnął z góry na dół aż do stóp. Fogg jeszcze mniej przypominał dystyngowanego starszego pana, ale jego wykonany ze stopu platyny i irydu odlew będzie można wkrótce oglądać w Sevres po Paryżem jako wzorzec butelki Kleina. Zmęczony nietypową pracą fizyczną i nie słabnącym upałem minister przemieszczał się alejkami w kierunku, skąd narastała woń kadzidła. Nie myślał już o bramie numer pięć ani o Dmowskim do cyfryzacji. Nurtowała go jedna myśl o znaczeniu - jak przypuszczał - podstawowym dla istnienia rządu koalicyjnego.
-- What, the fuck, is ałysza? What, the fuck is ałysza?
-
2012/02/13 22:27:51
- Ałysza, gałubczyk, eta mirabelka. Śliweczka dziczka, ałyszoj po naszemu zwana. A ty mi tu, kurwa, po angielsku nie fukaj, w prastarym polskim kładbiszcze, jeszcze przez Sokrata założonym. - Wkurwiony Simoini wysyczał do ucha ministra jeszcze trzy słowa:
- Koalicja nie przetrwa.
Wszelkie połączenia zostały przerwane.
-
2012/02/13 22:42:07
Myślę, że wielki cyfryzator staje się z wolna głównym protagonistą. Nie przejmujcie się nadto torem moich skojarzeń, czytam Wasze kawałki z wielką przyjemnoscią: Jota wkroczyła na drugą orbitę; An'Umlich, pora wyjaśnić okolicznosci w jakich dostawałeś stypendium literackie -- rok, miejsce, suma, konsekwencje. Obciach wulgaryzyje i horroryzuje tak, że potrzebuję czasu, żeby sie zebrać na odwagę i uwzględnić. Robi się ciekawie, wszystko może się z czasem stac inspiracją. Nazwisk nie uważajta jeszcze za otateczne, to tylko test brzmienia (Babiuch byłby świetny, ale to chyba za oczywiste):

Magna Computanti
I.
Minister cyfryzacji od dziecięctwa kochał literaturę i ojczysty język. Zanim osiągnął pełnię mózgowego rozwoju, zaczytywał się w Konopnickiej i Sienkiewiczu, a potem w Norwidzie, Miłoszu i Konwickim. Jako uczeń szkoły średniej, po której za jego czasów chodzono w miękkich kapciach i niebieskich mundurkach, bito drewnianą linijką i grano w dwa ognie, unikał matematyki, fizyki i prac ręcznych, a ożywiał się wtedy, gdy mówiono o Kochanowskim i Sępie-Szarzyńskim, od czego oczy kolegów przyszłego wielkiego cyfryzatora pokrywały się nieprzeniknioną mgłą :

Owo ja smutny cierpię gwałt nieskończony,
Miedzy nadzieją a strachem postawiony;
Dzień mię nie widzi od frasunku wolnego
I noc spokojna nie zna mię spokojnego.
O, nade wszytkie sroższy okrutne bogi
Kupido! Jakoż ja mam pozbyć tej trwogi,...

Rozumiał przyszły minister każdy zakręt frazy, każdy niuans poetyckiego światła, każdy odcień znaczenia; odróżniał ziarno od plew jednym rzutem oka, niczym analityk, który niezwiedziony pozorami wzrostu przychodów ogółem, patrza w marginesy netto i obniża prognozę cenowego wzrostu:

Całowałbym cię razów sto tysięcy,
Nie przestawając; więc zaś trzykroć więcej,
Więc tysiąc, więc zaś, więc dwa, więc zaś wtóry.
Trzeba tak liczbę mylić, aby który
Człowiek nie urzekł, wiedząc, że tak wiele
Tych całowanków.

Czy można się dziwić, że na progu pierwszego miłosnego zawodu cyfryzator sam sięgnął po pióro? W myślach napisał już tomy wierszy i wiele opasłych epopei, ale nie ważył się dotąd konkurować z wielkimi poprzednikami. I słusznie:

Kiedy wychodzę z domu o poranku
smutny się widok przede mną roztacza
stara kwiaciarka męża wiadrem bije
a on przecież tylko chce na piwo.
-
2012/02/13 22:52:14
II.
Każda próba kończyła się niepowodzeniem przywodzącym na myśl festiwal Eurowizji. Jak to możliwe, że najwrażliwszy z czytelników sam nie potrafił sklecić zdania zdolnego poruszyć wyobraźnią innych ludzi? Otóż jest to niestety zjawisko powszechne, ale niespełniony poeta z jakichś powodów o tym nie wiedział. Znienawidził poezję polską, zwrócił się ku literaturze światowej i z satysfakcją dostrzegł naszą zasadniczą nienowoczesność. Gdyby nie to odkrycie, zapewne zabiłby się, albo zapił. W serca studentów polonistyki, których nauczał i u których cieszył się dużym uznaniem, sączył jad:
-- Proszę państwa, nie traćcie czasu. Jedynym naszym wielkim poetą był Sęp Szarzyński. Ostatnim prawdziwym literatem Konwicki. Nie pokonacie przeznaczenia. Jeśliście Polacy, nic z tego nie będzie. Zajmijcie się produkcją, wytwarzaniem, świadczeniem rzeczywistych usług. Literatura umarła.
-- A Norwid, panie profesorze?
-- Norwid wielkim poetą był.

Pragnienie zniszczenia w umysłach ludzkich obrazu rodzimej literatury jako repozytorium piękna stało się obsesją zbolałego serca i umysłu przyszłego cyfryzatora. Pragnął, żeby ludźmi kierowaly racjonalne impulsy ekonomiczne, nie poetyckie omamy. Ustaliwszy, poprzez coraz liczniejsze wyjazdy zagraniczne, że literatura umiera na całym świecie, postanowił przyspieszyć jej zgon we własnym kraju. Rzucił polonistykę i zapragnął poznać wszystkie dane statystyczne jakie kiedykolwiek opublikowano. Kiedy się okazało, że to naiwne i nieproduktywne, zamarzył o rychłym wprowadzeniu ojczyzny do wszelkich organizacji międzynarodowych, w których zrzeszają się kraje o zaawansowanym poziomie rozkładu sztuki pisanej, w których zabito wszystko, wyłączywszy film. Zadanie zostało zrealizowane, nie za jego wyłączną zasługą, ale przy jego znacznym udziale. Został po drodze badaczem reguł działania biurokracji, którą uważał za prawdziwe siedlisko zachowań paraliterackich; zasłynął jak nieprzekupny ewaluator programów europejskich, demaskator nieskuteczności zabiegów rządowych i międzyrządowych, najbieglejszy śledczy nadużyć publicznych funduszy wydawanych dla realizacji narodowych fobii, kompleksów i fantasmagorii. Po drodze, to naturalne, znienawidził Boga i redemptorystów. Uczyniono go ministrem do spraw anihilacji wszelkich przesądów, wszelkich złudzeń, wszelkich porywów, które nie służą liczbowemu przyrostowi produkcji sprzedanej.
Kiedyś w Paryżu poznał wałęsającą się po tamtejszym bruku Lettycję Obliczną, radykalną feministkę i autorkę pierwszego wiersza napisanego cyfrowo:

Na sucho wpław dzisiaj,
Pojazdem po szuwarach jak brzuchem pobrodzę;
Wśród fal spłaszczonych, wśród niedoli kwiatów,
Wymijam rafy, trafiku burzany.

Już ciemność, gdzie w mordę ten kurchan,
Na niebo oko wrzucam, gwiazdy przeszukam, przewodniki pojazdu;
Tam z dala błyszczy chmura? Świt promuje?
To błyszczy Dniestr, to wzrosła lampa Akermanu.

Wszyscy stoją wokół! - Zamkli wraże twarze! - Słyszałem holowane żurawie,
Które nie są osiągalne przez oczy co koła
usłyszą. Czemu się buja motyl po murawie?

Dokąd wąż śliską dotyka zioła piersi mojej?
W takiej ciszy! - ciekawa taka intensywność ucha,
Żem podsłyszał głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie zwraca.



Cyfryzator długo parzał w oczy Lettycji w nadziei na wykrycie jej prawdziwych intencji. Oczy inżynier Oblicznej były jednak jak niebieski ekran po eksplozji systemu operacyjnego. Po raz pierwszy od lat, posłużył się intuicją:
-- Pani inżynier, chcę by wespół ze mną zabiła pani nasze cuchnące dziedzictwo, zcyfryzowała dziewictwo, przełożyła wajchę rozwoju tam gdzie człowiek człowiekowi jest czystą ilością.
-- W tym celu, trzeba obrócić historię przeciwko Gwidonowi Kosie-Bałabuchowi.
-- To prawda, on jest główną przeszkodą postępu. Jak to zrobić?
-- Trzeba uzupełnić historię.
-- Chce pani ja zafałszować?
-- Chcę oszacować nieznaną przeszłość i ukryte życie wewnętrzne Bałabucha. Cyfryzacja jest anihilacją.
-
2012/02/14 00:42:23
Duże pole do popisu dla ministra otworzyłeś, Mistrzu. O ile wiem (a wiedza ta pochodzi sprzed literackiego stypendium, o które pytałeś) minister, jeszcze jako bean, nie tylko Sępem Szarzyńskim się zachwycał. Oto wierszyk, który wśród studentów polonistyki również miał wówczas powodzenie. Minister bardzo go lubił. Szczególnie jego ostatnią zwrotkę. Czy powtórzył wyczyn pątniczka? Basia płoniła się podczas lektury.

Guilhem

Do Limuzynu sobie z Owerni
Szedłem, jak pątniczkowie mizerni:
Spotkałem żonę pana Bernarda
I Gawarynową;
Przywitały mię poczciwą mową
Na San Lenarda.


A kiedy już mię tak pozdrowiły:
"Gdzie ci to droga, pątniku miły?
Widać ci z oczu, żeś, przyjacielu,
Człek jak się godzi,
Chociaż tym traktem często przechodzi
Ciemniaków wielu".


Ja, ucieszony z takiej gawędy,
Odpowiedziałem paniom w te pędy
I odezwałem się w sposób ten:
"Tarrababart,
Marra babelio riben
Sara ma hart".


Na to zawoła pani Agnieszka:
"Oto nam będzie z niego pocieszka!
Ugośćmy-że go, bo zdaniem moim
To jest niemowa,
Więc i sekretu o tern dochowa,
Co tu nabroim".


Zaraz mię zatem płaszczem okryły
I do komina poprowadziły.
Zastawiały mi posiłek suty,
Gdy ja przy piecu,
Dogadzający zmarzłemu piecu,
Suszyłem buty.


Przy dobrym winie, przy świeżym chlebie,
Gryząc kapłona, byłem jak w niebie;
Jadłem, że ust mi nie dały otrzeć,
Co się zmieściło!
Tak my siedzieli kuchty nie było
W izbie samotrzeć.


"Siostro, ten człowiek, jak mi się zdaje,
Nie jest niemową, ale udaje.
Przynieś no tutaj prędko kocura.
Wnet się dowiemy,
Kiedy go trochę poświerzbi skóra,
Czy tak jest niemy!"


Kiedym strasznego ujrzał kocura,
Jako wyciągał do mnie pazura,
To ci mię przeszedł mróz aż do kości
I tak się zlękłem,
Żem w rozgorzałej ochłódł miłości
I prawie miękłem.


Gdy już zjedzony był obiad wszytki,
To rozebrały ci mię do nitki,
A gdy tak stałem nagi nieskromnie
W izbie przeklętej,
Szponami zwierza wodziły po mnie
Od głów do pięty.


Za ogon wziąwszy mego tyrana,
Druga, co zwała się Ermesana,
Z śmiechem wodziła po moim grzbiecie,
A ja skrwawiony,
Bo mi się w ciało wbijały szpony,
Milczałem przecie.


Rzecze Agnieszka do Ermesany:
"Niemowa z niego nie udawany.
Nuże sposobić się nam do łaźni
I pod pierzynę".
Tak przez niedzielę użyłem krzynę
Ichniej przyjaźni.


Zadowoliłem je bez urazy
Sto osiemdziesiąt i osiem razy,
Że jużem myślał: spodnie mi pękną,
Sprzęt się zepsowa.
A chocia srodze bolała głowa,
Anim nie jęknął.

(Przełożył - Jerzy Lisowski)
-
2012/02/14 21:31:12
Dobre, znakomite, ale powiem szczerze
(spojrzał obocznie, jakoby w złej wierze)
niczego tak usta i serca młode nie ganią
jak aluzji belfera, że mu we łbie ćkanie
-
2012/02/15 13:06:26
Idziemy szczęśliwi
My z łanów i hut
Marzenia ożywić
Wesoły nasz trud.
I w dłoniach jak płomień robota się pali
Bo naszym zadaniem budować SOCJALIZM!

I kroczy przez Chiny
Minąwszy sto rzek
Przez Grecji doliny
Zwycięski nasz wiek
Do bitwy o pokój i wolność nas wiodą
Czerwone sztandary, i pieśni, i młodość.
-
2012/02/15 13:55:57
Rozmarzył się Marzencic i pochód pierwszomajowy pomylił z konduktem pogrzebowym. A oto refrenik:
Piosenka serca nam uzbraja
i naprzód prowadzi nas
piosenka o Pierwszym Maja
święcie ludowych mas.
-
2012/02/15 14:12:52
@anumlik
To dlatego ,ze dzis Chinczyk udaje Greka.
Zastanawiala mnie antynomia masa krytyczna.
Masy moga sie burzyc lub popierac ale zeby krytykowac.
mnie najbardziej jaral inny wiersz

Ludowa Polsko! Piękna, nowa
Nad tobą szumi pieśń majowa!
Socjalistyczna pieśń radosna
Rewolucyjna, tak jak wiosna.
Jak czerwień wspólna, jak sztandary
Śpiewa ją Moskwa, i śpiewa Paryż
Śpiewać ją będzie kula ziemska
W ten dzień majowy,
Dzień zwycięstwa.

Idzie Ochota, Praga, Wola.
Idą fabryki, sztolnie, pola,
Murarze, tkacze, metalowcy
I młodzież. Patrz, dziewczęta, chłopcy,
Za nimi kraj nasz: Tatry, Wisła,
Sztandary znów i znów zabłysła
Tan Wisła.
Taki dzień majowy
Jakimiż mam opisać słowy?
W. Broniewski
-
2012/02/15 14:15:31
Przy slowach
"I młodzież. Patrz, dziewczęta, chłopcy..."
podnosilo sie glowe lekko w gore i przykladalo dlon do czola prawie
jak w amerykanskiej armii.
-
2012/02/15 14:36:54
Zrewanżuję się na parapecie. Hymn Młodych Obozu Wielkiej Polski, z roku 1926:

Złoty słońca blask dokoła,
Orzeł biały wzlata w wzwyż,
Dumne wznieśmy w górę czoła,
Patrząc w Polski znak i w krzyż!

Polsce niesiem odrodzenie,
Depcząc podłość, fałsz i brud,
W nas mocarne wiosny tchnienie,
W nas jest przyszłość, z nami lud!

Naprzód idziem w skier powodzi,
Niechaj wroga przemoc drży!
Już zwycięstwa dzień nadchodzi,
Wielkiej Polski moc to my!
Wielkiej Polski moc to my!
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/15 16:11:55
@marzencic - czy to zamknięcie w wieloosobowej otwartej przestrzeni biurowej w kraju ponurych hiperborejów daje takie odloty?
@anumlik - orzeł, który wzleciał " w wzwyż" niechybnie wejdzie na orbitę
-
2012/02/15 16:39:22
Już wzleciał w wzwyż i nadaje. Sławiąc imię polskich studentów Politechniki Warszawskiej.
-
2012/02/15 17:06:24
Na orbicie to ja jestem, jako rzecze Balsam.
Na Waszym miejscu, drodzy koledzy, zwróciłabym uwagę na fakt, iż mistrz szalenie się zrobił łaskawy i dobrotliwy, chwali i w ogóle.
Podejrzane.
-
2012/02/15 17:13:43
Czy Szanowna Orbitówna (Jota Gazietonowna Orbitówna - to nawet nieźle brzmi) sugeruje, że dowali w najmniej spodziewanym momencie?
-
2012/02/15 19:15:50
Zęby, zęby mnie bolą, ot wszystko, moje miłosierdzie wynika z upiornego bólu zębów. Powierzyłem jamę oszustom, a ci wiercili się w nią ochoczo, kosztownie i nieuzasadnienie; uzbrojeni w maski i wizjery, w grupach dwu a nawet trzy osobowych. Małodusznie myślę o unikaniu wszelkiej strawy. Mój właściwy dentysta będzie dostępny za dwa tygodnie. Czy wytrzymam, czy nie wyskoczę z któregoś z okien szczytowych? Dawno bym to uczynił gdyby nie to, że to jednak jest za nisko. Wrócę jeszcze do siebie, ufam, opierdolę równo.
-
2012/02/15 19:21:01
Czy zauważyliście, że jak kupić dwa pudełka Acuvue Oasys, to zawieszka na torebkę jest gratis?
-
2012/02/15 19:46:58
Czy Mistrz, proszę Mistrza, soczewek kontaktowych potrzebuje, aby dokładnie przyjrzeć się ubytkom w uzębieniu? I czy Mistrz zawieszek na torebki używa, aby owe ubytki ukryć, czy wyeksponować? To nie jest błahe pytanie, proszę Mistrza , z którym łączymy się (no, niech ktoś spróbuje się nie łączyć...) w bólu. To jest pytanie na miarę "To be, or not to be". I ma wyraźny (och, jak wyraźny) wpływ na "opierdolenie równo" (-_*)
-
2012/02/15 20:39:19
Ja nie wiedziałem co to jest Acuvue Oasys, ani o jaką torebkę chodzi, ani czy torebki na ogół mają zwieszki. Zainsteresował mnie jedynie związek miedzy czystymi ideami: dobro konsumpcyjne--zasobnik na to dobro--zawieszenie zasobnika (z dobrem w środku lub bez niego) na jakimś organie cielesnym. Następnie z faktu, że zawieszka jest gratis, a także ze znajomości życia (przekroczyłem zatem sferę rozważań analitycznych, ale to tylko z powodu bólu zębów), wywiodłem konkluzję, że zawieszka nikomu na nic nie jest potrzebna. I wtedy znalazłem powód do wygięcia bolesnej wargi w zapowiedź uśmiechu.

Czy twierdzisz, An'Umlich, że zawieszka jest niezbędna? Jeśli tak, to wywodzę z tego (oraz ze znajomości życia), że jej produkcja w porównaniu do ceny Acuvue Oasys, nic nie kosztuje, co, tak myślę, ale nie chce mi się sprawdzać, było do udowodnienia.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/15 20:48:47
Czy to znaczy, że
Balsam w uzębieniu bezbolesny = Balsam w gniewie niemiłosierny?
Ciężko nas, Mistrzu, doświadczasz i charaktery nasze wszawe.
-
2012/02/15 21:39:43
Ze Słownika Komunałów Gustawa Flauberta.

Zawieszki - towarzyszące dobrom konsumpcyjnym idee.
- Użyteczne:
1. "Posiadam wydruki ze stacji w której samochód był podpięty do komputera i nie ma tam słowa o poduszkach powietrznych, a posiadam zawieszkę z komisu, na której są w wyposażeniu samochodu",
2. "Zawieszka nadaje ubraniom przyjemny lawendowy zapach",
3. "Zawieszka podwójna typu L jest przeznaczona do umieszczenia narzędzi warsztatowych w kształcie T".
- Nieużyteczne, choć też idee:
1. "Przetańczywszy urynały jednopłetwowe szypułkowatość zawieszek objada się wysterylizowanym rasizmem wielopłciowym",
2. "Jubiler poleca na zbliżający się karnawał lub dla odważnych kobiet okazałą srebrną zawieszkę w kształcie prostokątu. Do zawieszki poleca się takie same kolczyki",
3. "Czy zauważyliście, że jak kupić dwa pudełka Acuvue Oasys, to zawieszka na torebkę jest gratis?".
(cytaty oryginalne)
-
2012/02/15 21:58:00
Gdybym do bólu miał dostęp bezpośredni, wyznałbym pewnie jak on na mnie wpływa:
czy łagodzi nastrój, czy też wręcz przeciwnie, pianę z ust wytacza. Acetylsalicyl, acetaminofen i kwas propionowy stoją jendak na mglistej przeszkodzie. Mało mnie to wkrurwia i z tego wnoszę, że sam ból nastroju łagodzi bądź nie, ale któraś z wypustek tlenu, CH3, albo HN, owszem, co jest obserwacją trywialną.
-
2012/02/15 22:01:26
@obywatelu- Tnacy.
Nie znalem slowa hiperborej. Najsamprzod myslalem ,ze mnie Pan obrazasz. Od czego jest w koncu Kopalinski - tez w zasadzie konskie nazwisko.

Zaczalem pisac komentarz ,a tu znowuz jakies podejrzane przeklenstwo - Acuvue Oasys. O zawiszkach nic nie wiem ale corka pasjami kupowala zawiski .
-
2012/02/15 22:49:39
Zawieszka po rosyjsku to kułon, a po łacinie pendanti po baskijsku colgante, po jidisz Steigebigel .

Oznacza: Trójkątna chustka z połowy apaszki, strzemię, wieszak

Użycie w zdaniu:

"Morda w wiedrie" , powiedział rześki Szasa
przekraczając akwen pod Norylskiem, w Karsnojarskim Kraju
wciskając pendanti w obolały bok koński, zmuszał go do niewykonalnego skoku
"Na Staigebiglu ze szmata to tobie jaja podwieszać, a nie konno przez balię skakać"
powiedziała hebrajska kobyła z Rioja Alavesa, drwiąc z wiejskiej colgante Saszy z połowy apaszki, machając ogonem ujętym w wystawny kułon.
-
2012/02/15 22:59:27
Czysta idea kułona spod ogona
Lichutka wyszła, jakby ciut skulona.
-
2012/02/16 10:36:23
Jak to lichutka?... Wręcz przeciwnie, wyszła, jak się patrzy! Balsam daje z siebie wszystko (no, prawie), będąc w opiumowym amoku, trawiony podskórnie przyhamowanym chemicznie bólem - szuka dla nas dogodnych wersji translatorskich ciekawego słowa "zawieszka", ba! komponuje nawet błyskotliwy tekścik z onymiż - a Ty, Anumliku, krzywisz paskudnie warg korale, wytykając, że lichutka?
No, nie wiem. Wezbrało mi jakoś w sercu współczucie, ponadto pamiętacie zapewne, że jestem dyplomowaną siostrą PCK (ale tylko w czasie wojny); siłą rzeczy cierpienie bliźniego łagodzi mi obyczaje, a wręcz skłania do zwyczajowego w naszej tradycji miłosierdzia.
Wcale nie lichutka.

Pozwólcie, że ku rozweseleniu zacytuję Wam za "Polityką" naszego ulubionego autora, dwojga imion Ziemkiewicza:
"Pod medialną kryszą michnikowszczyzny, straszącej Kaczyńskim i plotącej o drodze do Europy, zbiorowym wysiłkiem rządzącego cwaniaczka i jego świty oraz wszelkiego rodzaju sitw i kamaryl, z poparciem ościennych czarnych orłów, odbudowano w Polsce ten właśnie system."
Otóż fraza owa w całym swoim bogactwie przekonuje mnie dobitnie, że facet jednak robi sobie totalne jaja, o co go do tej pory nie podejrzewałam, zważywszy na charakterystyczne dlań przaśne i niezbyt lotne poczucie humoru. Jednakże nie ma możliwości, żeby człowiek do tego stopnia pierdolił, jak poparzony i mniemam, że się ze mną zgodzicie.

Niniejszym, z okazji Tłustego Czwartku, życzę Wam serdecznie chrupkiego faworka.
Balsamie, współczuję Ci całkiem serio, weź jednak pod uwagę, iż omijając kaloryczne pokarmy masz szansę zyskać linię piętnastolatka. Co bywa pokusą u progu wieczności.
-
2012/02/16 12:38:52
To Balsam jest już u progu wieczności ? A linia piętnastolatka - zawsze jest pokusą :D
-
2012/02/16 13:10:40
Z www.blog-bobika.eu

O czym dumać
środa, luty 1, 12 | Autor: Bobik

O czym tu dumać? No, znalazłoby się
O lekach, euro, ACTA, o kryzysie,
o rządzie, sądzie i prokuraturze,
o ważnej kwestii czy przed-, czy zamurze,

o brzozach tudzież innym drzewostanie,
o tym, co z nami robią tanie dranie,
o telewizji trwaniu, o klimacie,
o szkole, w której miast etyki pacierz,

o pobielałych z oburzenia maskach,
o Ziemi, która niekoniecznie płaska,
i o tym panu, co to sami wiecie,
i co w gazecie, i co w internecie,

i czemu władza gnębi nas pieniądza
A gdy tak dumać, trawić i rozsądzać,
pytanie przy tym nawet nie zaświta,
czy aby warto. A warto by spytać.

-
2012/02/16 14:06:34
Ładne ;).
@Adomi - wszyscy stoimy u progu wieczności ;)).
Natomiast linia piętnastolatka nie dla każdego jest pokusą, na przykład mój piętnastoletni syn, który jak najbardziej linię tę posiada - ma ją dokumentnie w nosie i jeszcze nie wie, że za dwadzieścia lat będzie ciężko wzdychał, wspominając konsumowane bez żadnych konsekwencji tony ciast i ciasteczek.
-
2012/02/16 17:39:02
Jota! Bardziej żałować będzie możliwości piętnastolatka, choćby w zakresie bezkarnego pochłaniania rzeczonych ton :)
-
2012/02/16 18:31:53
@Jota
Problem z naszym Mistrzem Ukochanym i w opiumowym szaleństwie snadź pogrążonym, poległ był w tym konkretnym przypadku na zadęciu objawiającym się słowami "zainteresował mnie jedynie związek miedzy czystymi ideami", a ich egzemplifikacją kilka postów dalej. Hebrajska kobyła z ogonem upiętym w wystawny kułon, to skromnym zdaniem anumlika coś pomiędzy frazą: ""Zanucił macką i szarym końcem do walenia", a wyznaniem: "Jeśli pytasz pani, czy bardziej będę panią kochać, jeśli zaczniesz znikać, opowiadam: nie mogę się doczekać by zacząć panią kochać bez opamiętania". Dlatego też napisałem, że czysta idea jakaś taka lichutka wyszła po jej zegzemplifikowaniu.
-
2012/02/16 18:45:40
Raczę się z Tobą Jotka serdecznie nie zgodzić, Rafcio nie robi sobie żadnych tam jaj ani innych podśmiechujek.On pierdoli jak potłuczony te swoje farmazony w jak najściślejszej zgodzie ze swoją dokumentacją techniczno - ruchową, tzw. dtr - ką.Fabrycznie cymbał tak ma.Zauważ ilu jego kolesi z saloonu po prawej stronie puebla używa identycznego języka, słów - wytrychów i innych memów.Nie zastanowiło Cię to ? Choćby te nudne już "lemingi" na określenie każdego myślącego inaczej niż chłopcy z malutkimi pistolecikami z saloonu.Niekoniecznie lewaka, żyda czy innego pedała.
-
2012/02/16 18:52:30
Nawiasem mówiąc polecam Wam lekturę najnowszej "Polityki" ze względu na całkiem rozumne artykuły dotyczące problemów wszelkiej władzy z internetem i zrozumieniem fenomenu jego społeczności oraz rozmaitych bractw sieciowych.Warto.
-
2012/02/16 19:09:43
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11161766,Kaczmarek__Za_czasow_PiS_badano__czy_mialem_romans.html?lokale=bialystok


Jeśli chodzi o tego strasznego cieniasa, wypreparowanego egezemplum choroby zwanej prawopolactwem, to nie zaszczycę. Albo tylko trochę: on zawsze jakby żartuje, żartuje kłamliwie, uśmiecha się zakładając, że czytelnik i widz też się strasznie zaśmiewają, podczas gdy oni, czytelnik i widz znaczy, myślą czy taki przechodzący dla efektu ironicznego w falset żartowniś mógłby wyginąć po siódme pokolenie i nie nużyć bez końca masowego widza zapyziałym sceptycyzmem, analfabetyczną pierdudycją.
-
2012/02/16 22:18:15
Rafcio Z to niezly kafar podobny zreszta do Tomcia Zorro. To samo zadecie i wzdecie.
Obaj zakochani w sobie do szalenstwa.
-
2012/02/16 22:43:35
Uuu, napisałam długi komentarz i gdzieś go wcięło. Trudno. Z okazji Tłustego Czwartku, pozwólcie, że zaniżę chwilowo poziom i zaproponuję Wam coś w duchu Pudelka. Oto nasz analfabetyczny pierdudyta, z uroczą małżonką:
www.fakt.pl/Kreacje-gwiazd-na-Balu-Dziennikarzy,galeria,3795,30.html
-
2012/02/16 22:49:59
Powtarzam raz jeszcze, to są w swojej większości biedni idioci z mózgami jak ze sztancy wiejskiego kowala.Choć zdarzają się wśród nich także bystrzejsi ludzie, przyznaję.I chętnie bym takiego nazwijmy to konserwatystę zaprosił na nasze wakacyjne spotkanie i obiadek.Balsam, co Ty na to ? Wielkanocna owieczka z chorągwią wśród smoków Otchłani ? ;)
niepokornizdaleka.blog.onet.pl/
Anton.Pierdolić gnoi, którzy bzdury Ci wypisują.Nie przejmuj się tym chłopie.Na blogu Balsama masz już sympatyków, ludzi podobnie myślących, pokaleczonych przez życie, choć może na sposoby, których nie znasz.Życie nikogo nie oszczędza.Pierdolić życie ;) Niech sobie płynie wedle własnego upodobania.
Anton, czy znasz dokonania słoweńskiej grupy Laibach ? Mam wrażenie, że ci kolesie zrobili dwadzieścia lat temu to co Ty teraz próbujesz delikatnie przetkać w Sieć swoim nawiązywaniem do Ducha i Idei.Próbuj.Trzymam kciuki za Ciebie :)
www.youtube.com/watch?v=_4uyN7vZaWQ&feature=related
-
2012/02/16 22:59:22
Cyniczny, pazerny na kasę i powielający się w dziesiątkach felietonów, które po przeczytaniu pierwszego zdania odstręczają od dalszej lektury, Rafałek, sam z siebie zaplątał się w tym co nazywasz, Balsamie, prawopolactwem. Jego poglądy na ekonomię, liberalny konserwatyzm (w wydaniu JKM) i "salon" doprowadziły do tego, że sam sobie zaprzecza. Rafałek z czasów "Najwyższego Czasu" był jeszcze do poczytania, z obecnych enuncjacji w "salonie" jest wyłącznie do ośmieszenia. Takich złotych myśli, jakie przytoczyła Jota - ""Pod medialną kryszą michnikowszczyzny, straszącej Kaczyńskim i plotącej o drodze do Europy, zbiorowym wysiłkiem rządzącego cwaniaczka i jego świty oraz wszelkiego rodzaju sitw i kamaryl, z poparciem ościennych czarnych orłów, odbudowano w Polsce ten właśnie system." - można u Rafałka Z. znaleźć wiele. On jeśli sobie robi jaja, to z wszystkiego, bo to cynik. A jak większość cyników - megaloman.
-
2012/02/16 23:07:55
A Naszej Cudnej Joci dedykuję tą "faszystowską" piosenkę Laibacha.
Utul mamo swe dziatki ciepło i bezpiecznie.Zaśnij błogo, nie niepokojona przez nikogo.
www.youtube.com/watch?v=7lxmHHNNm_E&feature=related
-
2012/02/16 23:16:21
@Jota
Uwielbiam Twoje komentarze, rodem z "Pudelka", czy innego "Plotka". A Rafałek wypisz wymaluj egzemplum z naszych identycznych na jego temat ocen. Tylko czy warto poświęcać mu aż tyle uwagi???
-
2012/02/16 23:20:11
-
2012/02/16 23:47:01
Anton podsunął mi swoim troszkę nazbyt może śmiałym pomysłem powitanie wiosny.W lutym.Ale, co tam, niech ona w końcu przylezie ;)
www.youtube.com/watch?v=bIbgg2Ca1vk
-
2012/02/17 00:07:44
Ale z refleksją Starszych Panów. Bez refleksji się nie zgadzam.
www.youtube.com/watch?v=corKC0hmM3A
-
2012/02/17 17:43:18
@Miaukota, dziękuję za dedykację. Muszę jednak wyznać, że w języku niemieckim jestem w stanie słuchać pieśni Brahmsa, songów Brechta i ewentualnie Marleny. Cały pop niemiecki odpada, budzi bowiem we mnie głuchy i paskudny chichot. Rammstein i inne takie nie dla mnie, o nie.
@Anumlik: nie zamierzałam wywoływać dyskusji na temat RAZ-a, podejrzewam bowiem, że wszyscy jesteśmy zgodni w ocenie tej makabrycznej intelektualnie postaci. Zdjęcie miało na celu rozbawić Was nieco, li i jedynie. Porzućmy już zatem ten nieprzyjemny wątek.
Miałam niby spać, o 23 z minutami? Wolne żarty. Jak zwykle krążyłam po zaprzyjaźnionych, żoliborskich chudobach. We mgle.
-
2012/02/17 18:03:23
Zdziwił mnie bardzo wasz brak zainteresowania potencjalnym czyimś romansem z Hojarską.
Gdyby nie zęby, napisałbym historię romansu Gwidona Kosy-Bałabucha (całe to imię i nazwisko pójdzie jednak na przemiał) i Hojarskiej. Zaczęłaby się tak:

Romans z Hojarską jest jest zadawanie się z Brudzińskim -- ruska trumna na brezencie pokrywającym wieczne błota.
-
2012/02/17 18:05:28
Niniejszym oddaję się w ręce kolejnych dentystów. Gdybym do rana nie wrócił, złóżcie białe kwiaty pod dowolnym urzędem pocztowym, które za życia upodobałem sobie najbardziej.
-
2012/02/17 18:57:29
@Balsam
Weź i przestań, jak powiedziałaby Jota. Kwiatki, i to białe, to możesz sobie zjeść na śniadanie, ośle jeden. I to zdrowymi zębami.

O romansie Hojarskiej z wymoczkiem ministrem od policji i administracji należałoby napisać nie pamflet, a operę w trzech aktach. Czekamy na pierwsze zadęcie w surmę bojową.
-
2012/02/17 20:42:25
Oczyma wyobraźni zobaczyłem straszliwie zakrwawionego dentystę pogryzionego przez Balsama ;)
-
2012/02/17 21:36:44
W oczekiwaniu na audiencję u wybitnych detnystów, schroniłem się w szumiącej cichym wnetylatorem poczekalni preanastezjologicznej kiliniki neurologicznej, gdzie są kwiaty, espresso (przez rurkę) i dużo światła. Miałem też do wyboru poczekalnię kliniki operującej głowy i szyje, ale ogólna neurologią wydała mi się bardziej, w miesiącu lutym, w dniu dzisiejszym, w chwili obecnej, optymistyczna. Jak wyjaśnie uczonym stomatologom, że przedawkowaszy weterenaryjne środki przeciwbólowe pozostaję w dobrym zdrowiu, nastroju, siorbię kawę i bredzę tylko w miarę w miarę, jak typowy pacjent? Powiem może, że moim życiowym wzorcem jest Hojarska.

Romans Kaczmarka z Hojarską nie interesuje mnie; postuluję romans Gwidona z pomorską (Nowy Dwór Gadański i Malbork) posłanką. Już sama potecjalna mechanika tego romansu kojarzy się z hodowlą zwierząt wyposażonych w poroże i liczne wymiona, ubojem w ryku i piskiu, orką zmarzniętej ziemi pomorskiej, pijanym zasiewem okolic podmokłych i z gruntu nieurodzajnych. Czuję jednak, że ten kawałek nie powstanie -- Gwidon rzeczywisty nie jest już godny literackich uniesień, a fikcyjny zmienia właśnie nazwisko. Z drugiej strony, cóż to, Gwidon nie brzmi tak źle jak mi się wydawało wczoraj.
-
2012/02/17 21:56:14
Możesz zawsze zmienić imię na Gwizjusza - sparciałe królewiątko obsiewające kaszubskie poletka, a na boku figlujące z wymemłaną posłanką Pomorską, to może być hicior (hojarski hicior, oczywista).
-
2012/02/18 01:39:16
Hojarska wydaje się być klasyczną Kobietą Wypełzłą. Ach, rzecz jasna, news o domniemanym romansie wydaje się pozornie zabawny, a jednak, jednak. Być może polityczna poprawność lub nadwrażliwa kindersztuba zmemłały mnie do końca, bo naśmiewanie się z cudzej brzydoty i ogólnej niewątpliwej krowiastości uważam za lekuchno nie na miejscu. Nie to, żebym krytykowała czy wybrzydzała. Zastanawiam się tylko - rozumiecie - czy gdyby ktoś podejrzewał Kaczmarka o romans z - bo ja wiem - Scarlett Johansson - czy wówczas wszyscy zarykiwaliby się równie ochoczo?...
Jeśli uznacie, że przesadzam, ani trochę się nie zdziwię.

Balsamie, trzymam kciuki za preanestezjologiczne dokonania w miejscu wiadomym. Oby skuteczne. Gwidon nie wydaje mi się zły tylko nieco ancien regime, pojmujesz. W zestawieniu z nazwiskiem daje efekt komiczny, całkiem, jak z jakiejś poczciwej noweli Prusa. Jeśli o to Ci chodziło - doskonale.
Wydaje mi się jednak, że coś tu powinno ulec zmianie. Jeśli Gwidon, to na nazwisko Pierożek czy jakoś tak. Kosa-Bałabuch brzmi nobliwie i całkiem jak z almanachu gotajskiego.
-
2012/02/18 08:54:56
Żyję i jestem ostatecznie skompromitowany, w oczach uczonych denstystów, ale nie tylko -- nic mi nie było, poprzedni kłotas konował, przypadkowy dentysta nie spiłował, zgryz się przesunął, ząb nie trafił w ząb, próżnia w próżnię i wybuchła inflamacja.
-
2012/02/18 10:32:58
"Obywatelu poruczniku, melduję że podczas pełnienia dyżuru w pułkowej Izbie Chorych nic ważnego nie zaszło. Umarł jeden symulant i skończyła się aspiryna"
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/18 13:16:15
Nie trafiła próżnia w próżnię i wybuchła inflacja. Skutek kwantowej fluktuacji próżni. Pięknie. Balsam wydoiwszy muchy i bałobuchy, czy też borubary i scyfrowane ministry szykuje nową opowiastkę od samych podstaw, od poczęcia zupełnie nowego wszechświata. Z tych emocji nawet Mu się palce na klawiszach omskły i wyszła "inflamacja". Zaraz, zaraz...A może to coś znaczy? Od czego google? Mam. "Inflamacja podstawy żołędzi penisa" :(
Lepiej się zwinę w butelkę Kleina i poczekam na rozwój wydarzeń...
-
2012/02/18 14:21:20
@Ob.Ciach
Nic, jak sądzę, Balsamowi się nie omskło. W jego przypadku inflamacja to - podaję za Słownikiem komunałów Gustawa Flauberta:
Inflamacja - Niewygojone zapalenie ostre, które może przejść w postać przewlekłą, o możliwych niekorzystnych konsekwencjach zdrowotnych w postaci trudnych do leczenia chorób przewlekłych. Badania nad mediatorami zapalenia powstającymi z AA *) doprowadziły do identyfikacji pochodnych WNKT**) o potencjale przeciwzapalnym.
*) AA - kwas arachidonowy
**) WNKT - wielonienasycony kwas tłuszczowy

Do butelki Kleina wlewam trochę informacji z google, które również ubieram w formę godną Słownika komunałów Flauberta:

Inflamacja żołędzi - Zapalenie żołędzi i napletka powoduje ich zaczerwienienie, obrzęk i ból. Najlepszym zapobieganiem jest regularne, codzienne oczyszczanie żołędzi po ściągnięciu napletka, najlepiej wodą z mydłem.

Trochu wody z mydłem też Ci wlewam, Ob.Ciachu, do butelki Kleina. Nie przeżylibyśmy inflamacji Twojej żołędzi.

P.S.
Przy okazji badania w googlach tematyki inflamacji, natknąłem się na taką informację:
"Dla większości ludzi, zoofilia jest złym żartem, ale dla niektórych może okazać się kwestią życia i śmierci, według nowego badania, które pokazuje, że mężczyźni, którzy uprawiają seks ze zwierzętami, są dwa razy bardziej zagrożeni rozwojem raka penisa niż pozostali". Trza by naszego bacę z jednego z pierwszych postów przebadać na okoliczność zapadnięcia na raka penisa.

Raz baca krótkowidz z owieczki korzystał
dziwiąc się że mu ona nie meczy lecz śwista
Dopiero na kolegium mu wytłumaczono
że wyryćkał świstaka, co jest pod ochroną.
(Andrzej Waligórski)

-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/18 16:08:27
@anumlik - dziękuję za pouczający wykład, zakończony na dodatek czterowierszem mojego ulubionego Waligórskiego z powracającym w Twych wpisach motywem wyryćkanego świstaka. Nie mogę tylko pojąć roli, jaką mają pełnić mediatorzy od Anonimowych Alkoholików.
-
2012/02/18 16:22:48
Za takie bezeceństwa wg "Zbrodni straszliwych w dawnym Tarnowie" niejednego ścięciem głowy skarano.
-
2012/02/18 16:35:30
Jerzy Z. Nowak z Zakładu Farmakologii, Katedry Farmakologii i Farmakologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi nie wytłumaczył tego w swojej pracy: >>Przeciwzapalne prowygaszeniowe pochodne wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega 3 i omega 6<<, z której zaczerpnąłem cytat, a wydał mi się przedni. Tłumaczenie, że proresolving mediators wygaszają AA w gabinetach psychoanalityków u Anonimowych Alkoholików, za pomocą kwasu arachidonowego, wydaje się być najbardziej uprawnione, aby znaleźć się w Słowniku komunałów Gustawa Flauberta.
-
2012/02/18 17:08:54
@Marzencic
Coś Ty. U nas karą największą jest groźne skrzywienie warg, czy ściągnięcie brwi w zlewającą się w ideologiczną jedność linię u Mistrza Balsama. Zgrzytać zębami biedaczek nie może, bo mu konowały zgryza spitoliły, jak zeznał skonfundowany.
-
2012/02/18 20:28:55
Panowie, zastanawiam się, czy w związku z zaistniałymi kwestiami inflamacyjnymi nie chcielibyście zostać na czas jakiś we własnym gronie? Póki nie rozwiążecie kwestii zdrowotnych, właściwych dla Waszej płci i wieku?...
Jednakże muszę zaznaczyć, że piłam dziś barolo i ku mojemu zaskoczeniu nie jest ono wcale tak niebiańskie, jak sądziłam.

Pozwólcie, mam tu dla Was taki fragmencik na temat owieczek. Bardzo pouczający. Po prawdzie, moim skromnym zdaniem, jest to najlepsza komediowa scena wszechczasów. Znana Wam zapewne, ale cóż - nie zaszkodzi obejrzeć raz jeszcze. Signori e signore - Roberto Begnini!
www.youtube.com/watch?v=oyNeGEjejTQ
-
2012/02/18 20:36:24
Podczas dorocznej rozmowy ewaluacyjnej, pomniejszy agent emigracyjny z Long Beach w Kalifornii, Ezequiel Garcia dobył rewolwer i postrzelił przełożonego Kevina Kozaka, zastępcę dowódcy kalifornijskich sił emigracynych. Znajdujący się w pokoju trzeci agent, wyjął na czas broń własną i zastrzelił na śmierć Garcię. Kozak przeżył. Nazwiska trzeciego agenta nie ujawniono.

www.timesunion.com/news/article/Federal-agent-opened-fire-during-job-discussion-3340741.php
-
2012/02/18 20:40:18
Marianna Motylak z nonszalancją wynikłą z nadużycia wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega 3 i omega 6 dłubała w dziurze w zębie. Zgryz miała idealny. Uwypuklał on sztucznie i byle jak przyklejony uśmiech przykrywający strach Motylak przed kolejnym wcieleniem, jakie ją czekało. W przedsionku bardo, który przybrał w tej chwili nieorientowalną rozmaitość dwuwymiarową, przycupnął po obu stronach wstążeczlki Möbiusa Obywatel Obciach. Usiłował się przekształcić w kota Schrödingera, ale za cholerę mu się to nie udawało.
- Wysmaruj się mydłem - powiedziała Marianna. - Szarym. A potem z pomocą Anonimowych Alkoholików zacznij mediacje z boginią. I nie zapomnij o kropelce kwasu arachidonowego. Kali uwielbia kwas archidonowy.
- Motylak! Do bogini! - wrzasnął Łonacek Łomzyński. Wstęga Möbiusa zafalowała z irytacją.
- Co się, kurwa, wydzierasz - wysyczała. Przez te wrzaski dojdzie do samoprzecięcia mojej powierzchni, a ty z Motylak wylądujesz w czwartym wymiarze jako Kleinsche Fläche.
- O, nie! - zawołała Marianna. - Nie z Łonackiem. Na Obciacha mogę przystać, ale z łomżyńskim rypadłem w jednej butelce Kleina, i to w czwartym wymiarze? Nie!
Przeszła z godnością obok rypadła i stanęła jak wryta.
- To ty? Wasza Boskość?
Tatiana Grigoriewna Anodina pogładziła koraliki z miniaturowych czaszek miękkim półgestem obleczonej w glac'e dłoni i uśmiechnęła się półgębkiem.
- Półgłówkom objawiam się jako straszydło, tobie, moja droga, jako szansonistka i diwa.
Twoje czterdzieści dziewięć dni właśnie minęły. Spieprzaj z bardo.
Zabrzmiało to mniej elegancko.
- W jakiej postaci? - spytała przytomnie Marianna, nie kryjąc zadowolenia, że Kali Anodina zaliczyła ją do całych główków.
- Rafałły Mucha-Hojarskiej.
Kali odwróciła się i zarzucając koniec od walenia na Łonacka zaśpiewała.
"Tolka raz bywajet w żizni wstriecza
toka raz sud'baju rwiotsa nić
tolka raz w chołodyj, zimnyj wieczier
mnie tak choczetsa liuuuubit"
- No, rypajło łomżańskie, wpierod. Budiem rypat'sa.
-
2012/02/18 22:43:31
@Jota
Kwestie inflamacyjne zostawiłem w bardo, co pewnie miałaś okazję zauważyć. Jak do tego podejdzie Ob.Ciach - nie wiem. Na usprawiedliwienie, do wiadomości Jej Wrażliwości, oprócz inflamacji żołędzi, kilka znakomitych pomysłów podrzucił.

Kwestie barolo nie są aż tak oczywiste. Po pierwsze - włoskie wina zupełnie inaczej smakują w Polsce niż we Włoszech. Sprawdziłem to wielokrotnie. Włoskie wina pite w Italii to niebo w gębie i spokój na duszy. Podobnie jak pite w Wiedniu, Berlinie, czy w Londynie. W Warszawie uzyskują lekko kwaśnego posmaku - nawet te najlepsze - Denominazione di Origine Controllata e Garantita, odpowiadające francuskiemu Grand Cru Classe. Nie wiem dlaczego tak się dzieje i nie jestem w tym zdaniu odosobniony. Po drugie - samo barolo. Barolo barolu nie równe. Inaczej smakuje Barolo Borgogno Riserva 1978 , po 699 za butelkę, a inaczej Barolo Morando 2005 z Biedronki za 19,99 butelka w roku 2010, a za 29,99 butelka w 2011. Te ostatnie - niezłe. Za dwie, trzy dychy masz flaszę przyzwoitego trunku. Choć ja za tę cenę wolę znacznie lepsze wina portugalskie, z tejże "Biedronki", w której zresztą często się w wina zaopatruję.

Roberto Begnini rzeczywiście rewelacyjny. Znacznie lepszy niż szemrane (być może) barolo:)
-
2012/02/19 00:48:10
Jakże pięknie i zgrabnie zawiązałeś byłeś kukardkę na mocno rozplątanych sznurówkach naszych niegdysiejszych wątków. Wyznaję, że zaszlochałam melancholijnie. Czy to możliwe? Minęło już czterdzieści dziewięć dni? Jako sen złoty mija? Tyś jeden pamiętał o tym przytomnie, Anumliku. Kto wie, gdzie by wylądowała Marianna, gdyby nie Twoja trzeźwa ocena upływającego czasu.

Powrócę jeszcze na moment do kwestii barolo. Piłam je w knajpie i winiarni zarazem, nader zacnej. Nie było tanie, niestety. Powiedzmy, że sytuowało się pomiędzy sto, a dwieście. Tymczasem o połowę tańsze Poderi Angelini z Puglii okazało się dużo bardziej interesujące. Primitivo di Manduria DOC. Warto zapamiętać, doskonałe.
-
2012/02/19 01:24:26
Dzięki za kokardkę. Za polecenie Primitivo di Manduria też. Znam. Wyśmienite. Nagradzane w 2006, 2007 i 2008 roku na Międzynarodowej wystawie win w Weronie. ("Diploma di Gran Menzione dla Primitivo di Manduria DOC 2006/07/08). Jakbyś chciała posmakować czegoś z winnic z Poderi Angelini z Puglii, to zapisz się na degustację w Restauracji - Winiarni "Kotłownia", przy ul. Suzina 8, w Warszawie. Degustacja odbędzie się w sobotę, 3 marca, o godzinie 20,12. Rezerwacji możesz dokonać pod numerem telefonu: 22 833 23 27. Degustacja prowadzona będzie przez Vincenzo Angeliniego, z Poderi Angelini. Być może - do zobaczenia.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/19 09:17:23
@anumlik - przestań mnie w dwojakim, a właściwie w jednojakim świetle ukazywać! To niby ja na balsamowy blog trypra wprowadziłem, a teraz się po nim z obrzękłym żołędziem obnoszę? Jak Balsam do kupy te insynuacje pozbiera, to jeszcze w swej nieprzejednanej dobroci gotów mnie zbanować. I gdzie ja się wtedy podzieję?
-
2012/02/19 11:00:37
Jak to gdzie. Albo po obu stronach wstążeczki Möbiusa, albo w pudełku kota Schrödingera, zamiast kota. Ale nie pękaj, Ob. Ciachu. Balsam cierpliwy jest , łaskawy jest. Balsam nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Istny człowiek.
-
2012/02/19 22:31:22
Lettycja Novacque, prorządna specjalistka komputerowa , pamiętająca z dzieciństwa niedostatki tłuszczów zwierzęcych i przetworów mięsnych (pasztet drobiowy, szynka konserwowa) dobierała lokale nie po bliskości i ogólnej konweniencji, ale wedle kształtu wieczoru. W śniegi i mrozy, chadzała na Stare Miasto; w deszcze i mgły jadała i piła korporatywnie, gdzieś między Grzybowską, Krochmalną i Pereca; jak było słońce i pogoda, gotowała w domu. Ponieważ słońca i pogody nie bywało, a śniegi i mrozy trzymały miasto za pysk jak zły nałóg, dziennikarscy szpiedzy opozycji nacjonalistycznej widywali Lettycję jak każdego wieczoru nachodzi krokiem specjalistki wysokiej klasy, ale o niedostatecznym wynagrodzeniu miesięcznym, od Barbakanu ku Nowemu Miastu, gdzie wprawdzie nie ma wielu dobrych restauracji, ale te które są, ustawicznie padają, wprowadzając jakże potrzebną tym okolicom atmosferę dynamizmu.
Jadała sama, albo w towarzystwie starszego mężczyzny. Rozmawiali o interesach, przewidywaniu przeszłości i o ujęciu przeszłości w karby, co nazywali nieładnie "rozwiązaniem ostatecznym". Lettycja traciła swą żelazną na ogół koncentrację tylko wtedy gdy podawano wino:
-- Nie sądzi pan, że włoskie wina zupełnie inaczej smakują w Polsce niż we Włoszech?
-- Lettycjo, błagam.
-- Sprawdzałam to wielokrotnie. Włoskie wina pite w Italii, to niebo dla podniebienia, sklepienie dla potylicy, inflamacja dla organów rodnych i spokój dla duszy.
-- Lettycjo, przecież ty nie bywasz we Włoszech na tyle często, ty po prostu bardzo nie lubisz Polski.
-- Podobnie jest jeśli włoskie wina pić w Wiedniu, Berlinie, czy w Londynie.
-- Lettycjo, błagam.
-- W Warszawie uzyskują lekko kwaśnego posmaku, nawet te najlepsze: Denominazione di Origine Controllata e Garantita.
-- Bo pijasz te wina, Lettycjo, po rosole, albo do szczawiowej z jajkiem.
-- Nie wiem dlaczego tak się dzieje i nie jestem w tym zdaniu odosobniona.
-- Jesteś, jesteś, natomiast nie przeczę, wielu ludzi pragnie w jednym zdaniu zdradzić i znajomość win i częste podróże, To normalne w krajach rozwijających się, przejdźmy, Lettycjo, do rzeczy. Trzeba nam wyprzedzająco spętać szaleństwo fundamentalistów, zanim zniweczą wszystko, co uważam za postęp.
-- Po drugie, barolo barolu nie równe. Barolo Borgogno Riserva 1978, w Warszawie powoduje czkawkę.
-- Zamówiłaś Barolo Borgogno Riserva 1978 , po 699 za butelkę? Ja pijam Barolo Morando 2005 z Biedronki za 19,99 butelka w roku 2010, a w 2011 za 29,99.
-- Te ostatnie - niezłe. Dwie, trzy dychy i masz flaszę przyzwoitego trunku. Choć ja za tę cenę wolę znacznie lepsze wina portugalskie.
-- A nie trzeba ich pić w Lizbonie, Lettycjo, czy nie stają się tu kwaśne, albo gorzkie?
-- Lizbona tonie, Portugalia umiera, ministrze.
-
2012/02/19 22:33:19
- Czy wiesz, że po pustych autostradach Portugalii jeżdżą jedynie samochody przewożące do Polski wino dla Jeronimo Martinsa. Właśnie wybudował...
- Lettycjo?
- Tak, tak. Na rogu Dolnej i Sobieskiego. Dziewięć pięter, ze sklepem na parterze i parkingiem w pięciu podziemnych kondygnacjach.
- Przenosi Portugalię do Polski?
- Razem z Palácio da Bacalhôa, rocznik 2007 i Quinta da Alorna, Reserva, rocznik 2008.
- Pytałem, czy nie staną się kwaśne w Warszawie?
- Nie. Próbowałam. Ale wzmagają laktację.
- Lettycjo? Laktację? U ciebie? Przecież jesteś panienką.
- Och, ministrze...
Lettycja pogładziła końcami palców sutki
- Czyżbyś nie wiedział, że za pomocą mechanicznej stymulacji piersi można wywołać laktację u kobiet które jeszcze nie rodziły i u kobiet już po menopauzie? Zawsze miałam kompleks małych piersi, ministrze. Od dziecka. Gdy cierpiałam na niedostatki tłuszczów zwierzęcych, pomagałam sobie uzupełnić je wywoływaną erotyczną laktacją indukowaną. Portugalia tonie - Lettycja nagle przeszła do przerwanego laktacją wątku. - Podobnie jak Grecja i Italia. Nic to, że wina im w Polsce kwaśnieją, nic to, że polskie konowały mylą kwas arachidonowy z inflamacją żołędzi, a zgryz próżni po pustce wybucha w rytmie muzyki z Kleinsche Fläche. Polska jest dla nich dalej zieloną wyspą.
Letycja wpędziła się w trans. Zapominając o manierach siorbała kapuśniak z jajkiem na rosole i perorowała coraz głośniej. Goście u "Samsona" przerywali konsumpcję karpia po żydowsku i gęsich pipków spoglądając na falujące coraz intensywniej piersi Lettycji po laktacji. Minister cyfryzacji i elegancji dyskretnie zasłonił twarz ostatnim numerem "Wysokich Obcasów".
- Lettycjo, nie podniecaj się - wyszeptał zafascynowany widokiem coraz jędrniejszych i twardszych sutków Lettycji po laktacji.
-
2012/02/19 22:35:12
...bowiem nie masz takiej rzeczy na morzu i lądzie, w powietrzu i w otchłani, której nie zna kolega Anumlik. Zna on knajpy Brukseli i ulice Sieny, a wszystkie wina degustuje zanim jeszcze dojrzeją winne grona na stokach Burgundii i Toskanii! I nie sugeruję tego z prostej zazdrości, tak po prostu bywa...
Godzina degustacji w Kotłowni nie do końca się zgadza, bowiem, jak twierdzi autor notki na Facebooku, wyrzuconej przez gugla, odbędzie się ona między 19.00, a 22.00 ;)
Nie wybieram się tam jednak w tym terminie (choć z drugiej strony, nie jest to całkiem nieprawdopodobne), bowiem wino owo piłam wczoraj nie gdzie indziej, jak właśnie w Kotłowni, o czym nie wspomniałam, unikając kryptoreklamy. Cóż, nie muszę już teraz ukrywać, że jest to moje ulubione miejsce w Warszawie ostatnimi czasy.

"Ponieważ słońca i pogody nie bywało, a śniegi i mrozy trzymały miasto za pysk jak zły nałóg, dziennikarscy szpiedzy opozycji nacjonalistycznej widywali Lettycję jak każdego wieczoru nachodzi krokiem specjalistki wysokiej klasy, ale o niedostatecznym wynagrodzeniu miesięcznym, od Barbakanu ku Nowemu Miastu, gdzie wprawdzie nie ma wielu dobrych restauracji, ale te które są, ustawicznie padają, wprowadzając jakże potrzebną tym okolicom atmosferę dynamizmu. "

Za takie właśnie akapity cenię Twój niekwestionowany talent literacki, Balsamie, nie wspominając o błyskotliwych pomysłach. Jednym z nich, tradycyjnie przez Ciebie stosowanym, jest - jak widać - wykorzystanie błahej w końcu wymiany zdań na temat win i przekucie jej na jakże interesujący passus z udziałem Lettycji. Brawo. Najbardziej jednak wzruszył mnie Twój jakże twórczy wkład, polegający na zasugerowaniu szczawiowej z jajkiem, jako elementu negatywnie modelującego smak trunku. Stęskniłam się za szczawiową. Z jajkiem.
-
2012/02/19 22:51:07
Sądzisz, Anumliku, że żywili się Pod Samsonem? Tam strasznie marnie karmią ostatnimi laty. Wcale nie zdziwiłby mnie kapuśniak z jajkiem, do to nich podobne.
Czyżby minister cyfryzacji sugerował, że panienka nie może powić dziecięcia? Co zatem począć z Marią z Nazaretu, nie wspominając już o mojej koleżance J. z Wrocławia?... Biedny minister cyfryzacji, żal mi go nieco. Jest on bowiem mężczyzną skromnych gabarytów i jako taki może budzić pewne rozczulenie, na mocy odwiecznych, kobiecych instynktów macierzyńskich. Ponadto trzeba zaznaczyć, iż urodził się pod znakiem Bliźniąt, całkiem jak ja. Na pewno jest lotny, inteligentny i błyskotliwy. Być może także niestały w uczuciach.
Na temat laktacji nie będę się wypowiadała. Działo się to wieki temu, w innej epoce, nikt nie miał jeszcze Iphone'a!
-
2012/02/19 23:17:36
@Jota
Wyobraźnia musi być wspierana doświadczeniem, Droga Przyjaciółko. Spośród wszystkich rzeczy na tym ponurym, deszczowym i coraz bardziej zcyfyzowanym świecie, najbardziej kocham poezję i wino (w takiej kolejności). Kobiety też, ale niestety w kolejności trzeciej. Osiem lat z ostatnich dziesięciu spędziłem na podróżach. Jako uczestnik i organizator targów, kongresów i konferencji międzynarodowych. Nic więc dziwnego, że miałem możliwość degustować wina zanim jeszcze grona użyte do ich produkcji dojrzały na stokach Burgundii, Doliny Douro, Langwedocji, La Rioja Prowansji, czy Toskanii. Bym się pewnie jeszcze o mojej pasji poznawania win porozpisywał, ale wystarczyło mi zdanie Mistrza - "wielu ludzi pragnie w jednym zdaniu zdradzić i znajomość win i częste podróże" - aby z pokorą przejść do rzeczy wielkich.

"Kotłownia" stałą mi się ostatnio bliska, a różnica w godzinach degustacji zawarta w mojej informacji, a tej, którą podają na Facebooku, bierze się chyba z tego, że dostałem imienne zaproszenie na rzeczoną. Dwudziesta dwanaście pewnie została - z jakichś tam względów - podana dla takich jak ja. Opojów i notorycznych degustatorów. W tym przypadku win włoskich. Ale w Warszawie (a nie tylko) jest jeszcze kilka innych miejsc, gdzie Bachusowe Bractwo się spotyka. Na degustacjach. O rany. Toż to zabrzmiało jak "stowarzyszenie fartuszkowców";-)
-
2012/02/20 00:11:49
Masz rację, skrywając przed Mistrzem koneserskie skłonności. Jak się zirytuje, przyfanzoli jednym, zgrabnym ciosem, nie bacząc na zgryz i pustkę.
Swoją drogą (idę dalej grząską ścieżką relacji z podróży), ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu spędziłam dziś całą niedzielę w Kazimierzu nad Wisłą. Serwują tam szatańską kawę. Ciekawie jest przyjechać w okolice, znane dotąd wyłącznie z kwitnących bzów, pierwszych wiosennych komarów, lodów, przejażdżki statkiem po Wiśle i tak dalej - w porze, kiedy wszystko tapla się po kolana w burej brei, coś w rodzaju grochu z kapustą pada z nieba, wszystko jest przydymione, nieliczni autochtoni przemykają zaś trwożliwie, pragnąc jak najrychlej znaleźć się w pobliżu pieca.
Liryczny dysonans.
-
2012/02/20 00:59:56
Ale i herbatę znakomitą serwują. "U Dziwisza". Tradycyjnie parzoną, po angielsku, w imbryczku. I podaną w szlafroczku, jak w Londynie (Balsam straci zaraz resztki prawidłowego zgryzu). A do tego Pischinger. Mniam, mniam. Gdy jestem w Kazimierzu (a drugie moje miejsce mojego doczesnego pobytu mieści się w Janowcu, po drugiej stronie Wisły) zawsze do Dziwisza zaglądam. Wisła w Kazimierzu o tej porze roku to coś więcej niż liryczny dysonans, to liryka, liryka, tkliwa dynamika, angelologia i dal, jak mawiał mistrz Ildefons.

A po pogrzebie pod korniszon
niech epitaphium mi napiszą:
TU LEŻY MAGIK I MAŁPISZON,
pod spodem taki tekst:
"liryka, liryka,
tkliwa dynamika,
angelologia
i dal".
-
2012/02/20 05:21:48
Czy widzieliście film Wima Wendersa "Pina", o Tanztheater Wuppertal? Kurna!
-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/02/20 09:46:01
O 22:31 Balsam zamieszcza tekst o Lettycji. Przeczytanie tekstu zajmuje mi około dwóch minut, odczekanie aż informacja wstępnie osiądzie (skąd ja to znam, no skąd?) to kolejne 2 minuty. Ponowne przeżucie co smakowitszych kęsów - znowu 2 minuty. W sumie minimum 6 minut. Jadę dale: aha, Anumlik napisał ciąg dalszy, a Jota skomentowała oba teksty. Kiedyż Oni to zrobili? Odczytuję: odpowiednio 22:33 i 22:35.
Ludzie!!! Nic nie rozumiem!!! Albo działacie od światła chyżej, albo zostałem ukarany za używanie bez stosownych uprawnień terminów przynależnych kosmologii, fizyce kwantowej i topologii.
Osobie, która mi ten fenomen wyjaśni, będę dźwięczny dozgonnie.

-
2012/02/20 10:11:16
Na Twoje "Kurna!", Balsamie, wykrzyknę "Kurna, kurna!!". Widziałem "Pinę" i długo nie mogłem szczęki z ziemi podnieść po obejrzeniu filmu. Diabli wiedzą co podziwiać bardziej - Wima Wendersa, "Tanztheater Wuppertal", czy Pinę Bausch? Wendersowi udało się w filmie pokazać coś więcej niż samą Pinę przed jej śmiercią, bo także i ją po śmierci, żywą w tańcu zespołu z Wuppertalu. No i nie byłoby wielu scen w "Pinie", gdyby nie wcześniej kręcone przez Wendersa filmy, choćby "Niebo nad Berlinem", Buena Vista Social Club, czy "Lisbon Story".

Ten ostatni uświadomił mi, że "memy" chodzą swoimi drogami. Twoje przypomnienie "Piny" nastąpiło dokładnie wtedy, gdy z Jotą prowadziliśmy rozmowę o Kazimierzu nad Wisłą. Dla mnie Wim Wenders "zostawił" w Kazimierzu jedno z najbardziej przejmujących doznań intelektualnych, by tak rzec. Nie bezpośrednio, a poprzez zespół "Madredeus" i Teresę Salgueiro. W 2001 roku Salgueiro wraz z zespołem śpiewała w ruinach zamku w Kazimierzu, podczas festiwalu filmowego. W scenerii, by tak banalnie powiedzieć, nieziemskiej. Tysiące świeć oświetlały ich występ, a było to głęboko w nocy. Jej fado "Céu da Mouraria", brzmiało tak, że gdy oglądam czasami "Lisbon Story", to nie widzę dachów Lizbony, a ruiny zamku w Kazimierzu.
www.youtube.com/watch?v=7zCWXfSyIUI

Do "kurna!" dorzucę jeszcze wiersz-epitafium, jaki Wim Wenders opublikował w "The Guardian", 1 lipca 2009 roku:

Pina Bausch is dead.

The sudden and abrupt end of her life and her creativity
shocked her family, her friends, dancers, collaborators
and admirers of her art all over the world.

We are in mourning.

Pina will continue to influence all of us
who were in touch with her
and who experienced the magic of her work
as well as the righteousness and tenderness of her look
at us and at our times.

I'm brokenhearted
that we started our long-envisioned collaboration and film
too late.

"Tańczcie, tańczcie, inaczej wszyscy jesteśmy zgubieni" - powtarzała często Pina Bausch. To także podtytuł filmu Wendersa.
-
2012/02/20 10:26:29
@Ob. Ciach
Duch Boży unosi się nad wodami i dmie kędy chce. Także w "memy" dmie, a te wyczyniają przeróżne harce. Jak tachiony, he, he.
-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/02/20 11:07:34
@anumlik - Spirytusem to ja kiedyś zwykłem był wyjaśniać wszystkie swoje wątpliwości. To nie jest na dozgonną dźwięczność wyjaśnienie.
-
2012/02/20 13:20:46
Kapuśniak na rosole z jajkiem ? Miaukota zamrugał nosem smakowicie.
-
2012/02/20 15:25:46
A Miaukocie to tylko żarcie w głowie, prosz'pana! Nie ma go, zjawia się i od razu o kapuśniaku, fuj! Pamiętasz chyba: miejsce kapusty jest w bigosie. Po namyśle dorzucę jeszcze pierogi z grzybami i kapustką, ale domowej roboty, oczywista.

@Ob.Ciach: nawet nie tyle spiryt flat ubi vult, co trafiło się, ot, siedzieliśmy przy kompach i pisaliśmy równocześnie. Przypadek. I cóż, po prostu często tu zaglądam, nie będę się wypierać. Ponadto szybko czytam i szybko piszę ;/. Takie zboczenie zawodowe.

Balsamie, tak, widziałam "Pinę" w kinie, w listopadzie chyba. Podobnie, jak Anumlik, uważam, że odlot, eksplozja emocji, powiązanych z intelektem tak subtelnie, że ho ho. Mam w oczach całe obrazy, wbite w podświadomość. Pięknie zrobione, o pięknym człowieku, przez pięknych ludzi. Rzadki to widok.
-
2012/02/20 15:35:01
Tak, tak, u Dziwisza też byłam, kupiłam herbatę; trzy domy za Dziwiszem zjedliśmy obiad u przyjaciół, a po sąsiedzku - w Faktorii - była ta kawa. Kawę również wywiozłam z Kazimierza i zaraz idę mielić w ręcznym młynku. I parzyć w ekspresie, i pić. O kawo, kawo, bez ciebie, jak bez ręki, nogi, ucha, oka - bez ciebie nie ma życia...
-
2012/02/20 15:38:19
I jeszcze: byłam na koncercie Madredeusa & A Banda Cosmica, w Palladium, dwa lata temu. Wzmocniony skład, dwie wokalistki, dwa zestawy perkusyjne, skrzypce, harfa! Bogowie, cóż to był za koncert.
-
2012/02/20 15:40:36
Po dłuższej lekturze tego bloga pomyślałem , że jego treść może Cię Anumlik zainteresować.
Tutaj akurat tekst o moim ulubionym tłumaczu Robercie Stillerze.Nie wiedziałem dotąd, że taki był Kryspin z tego Robcia.No prosię.
kompromitacje.blogspot.com/2011/10/donos-jako-forma-uczestnictwa-w-zyciu.html
-
2012/02/20 17:01:20
Jotka, tą scenę z "Nocy na Ziemi" mógłby równie perfekcyjnie a może i lepiej zagrać trzeci z Robertów - Górski.Warsztat aktorski mają podobny, twarze również ;) Co Ty na to ?
www.youtube.com/watch?v=_-BnUqAuNjk&feature=related
-
2012/02/20 17:16:12
Ten skecz jest chyba nawet bardziej reprezentatywny dla niego ;)
www.youtube.com/watch?v=V40ekhm0DYk&feature=related
-
2012/02/20 19:46:58
@Miaukota
Po dłuższej lekturze tego samego bloga pomyślałem, że treści jak treści - ujdą, choć dla mnie nihil novi cum sole, ale forma zupełnie mi nie odpowiada. Dlaczego? Donos, jako forma uczestnictwa w życiu publicznym, jest czynnością tak starą, jak samo życie publiczne. Donos anonimowy jest obrzydliwością. Donos sygnowany imieniem i nazwiskiem znanym tylko cesarzowi, jest "zwalczaniem politycznego przeciwnika"; obrzydliwością jest wyłącznie dla owego przeciwnika. Donos sygnowany imieniem i nazwiskiem i przybity do słupa na miejskim placu, jest wyrokiem wydanym przez zacnego i szanowanego urzędnika cesarza. Donos sygnowany imieniem i nazwiskiem, zamieszczony w gazecie, jest artykułem, reportażem, felietonem, esejem, wybitną powieścią, i co tam jeszcze chcesz. Nawet jeśli zawiera treści kompromitujące dla bohatera donosu, jest dopuszczalny. Donos sygnowany anonimowym akronimem EBENEZER ROJT, jest obrzydliwością. Redaktor bloga opisując fakty, ponoć prawdziwe (adresy bibliograficzne to sugerują), ukrywa się za pseudonimem.Większość ujawnionych w blogu przypadków - łącznie z działalnością Roberta Stillera - opisano wielokrotnie w prasie, a nade wszystko w książkach Joanny Siedleckiej. Ta ostatnia nie jest księżniczką z mojej bajki, zbyt często rozgrzebuje gówno zamknięte w szafach IPN dla samej czynności rozgrzebywania, ale... rozgrzebuje to gówno jako Joanna Siedlecka , a nie jako bliżej nieznany EBENEZER ROJT. Nawet Stiller, donosząc kto jest Żydem w książce "Żydowskie abecadło twórców literatury polskiej, czyli od A do Żet z prawa na lewo", donosi obecnie (rok 2011) pod własnym nazwiskiem.

Drugą, nie mniej obrzydliwą, czynnością, którą EBENEZER ROJT uprawia, jest małostkowość i brak gradacji przy ocenie kompromitowanych bohaterów polecanego przez Ciebie Miaukoto, bloga. Przykład Herberta jest tego dowodem. EBENEZER ROJT nie mogąc zarzucić Herbertowi jakiejkolwiek formy kolaboracji (Siedlecka też na Herberta nic nie znalazła - ot żal) z ubecją, z lubością wywleka fakty Herbertowego lenistwa, strojenia się przez poetę na wyrost w pióra męczennika politycznego i ... awanturniczy charakter Herberta, wynikający z jego pijaństwa (zapiski z "Dzienników" Kisiela).

Zniesmaczył mnie ten blog, Miaukoto. Wolę "Plotka", albo innego "Pudelka", tam przynajmniej zamieszczają zdjęcia ładnych kobitek (chłopów-ciach też).
-
2012/02/20 20:45:32
Zajrzałam i muszę przyznać, że nie. Nie i nie. Po pierwsze - to, co napisał już wyżej Anumlik: nie interesują mnie anonimowe donosy na blogu. Po drugie: facet (?) pisze te swoje teksty w stylu kulturalnym, nobliwym i pełnym uprzejmości. Nie jest to płaska retoryka mistrzów z Gazety Polskiej i salonu, to pewne. A przecież nie jest wcale przez to mniej zjadliwy. Przypomina mi to seans wyrywania skrzydełek muszkom, ale w białych rękawiczkach i złotą pęsetą.
Jakieś takie niekonieczne.
O ile lubię Herberta - poetę, o tyle nie przepadam za Herbertem - człowiekiem. Konkretnie nie przepadam od czasu słynnej "Hańby domowej". Wiem, że był chory, ale cóż. Nie wnikam, które z jego zachowań, zwłaszcza po '89, były wynikiem choroby, a które - charakteru. Tak czy inaczej, nie budzi mojego podziwu, nie jest to zupełnie ktoś z mojej bajki i tyle. Nie chcę jednak czytać tego typu wywlekania: powiedział, że kilka lat, a to było tylko piętnaście miesięcy, Tyrmand zaniżył mu pensję, oh well.
Swoją drogą, pięknie "Hańbę domową" skwitował Kazimierz Brandys w "Miesiącach" (cześć paryska, 1985 - 1987). Polecam.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/20 20:55:58
@Jota
"...trafiło się, ot, siedzieliśmy przy kompach i pisaliśmy równocześnie. Przypadek."
Drugi pisał równocześnie z pierwszym, zaczynając w tym miejscu gdzie pierwszy miał zamiar skończyć. Równocześnie z nimi pisała trzecia, recenzując obu, a pierwszego nawet cytując. Coś mi to przypomina...
31-go grudnia, między 20:05 a 20:25, telewizja i radio we wszystkich programach nadały noworoczne wystąpienie na żywo towarzysza Edwarda Gierka. Między 20:02 a 20:05 rozgłośnia polska radia Wolna Europa przedstawiła streszczenie owego przemówienia z komentarzem redakcyjnym.
-
2012/02/20 21:40:48
@Ob. Ciach
Nie pozostaje mi tedy nic innego, jak przyjąć Twoją pierwszą supozycję: "zostałem ukarany za używanie bez stosownych uprawnień terminów przynależnych kosmologii, fizyce kwantowej i topologii". Siedziałeś po obu stronach wstążeczki Möbiusa? Siedziałeś. Wysmarowałeś się szarym mydłem? Musi co nie, bo nie jesteś kotem Schrödingera, a Ob. Ciachem. Pewnie za bardzo się rozpychałeś na blogu i doprowadziłeś do przecięcia powierzchni Kleinsche Fläche. To wiele tłumaczy. Jesteś w czwartym wymiarze, Ob. Ciachu. A tam wszystko widać równakowo, jak mówił mój syn, gdy miał cztery lata.
-
2012/02/20 23:46:07
Napisałem do Ebenezera Rojta list z prośbą o jakieś szczegóły jego biografii; bardzo interesujący człowiek. Zawodowy detalista i erratyzator, ezoteryk, filozof, żyd, chyba tłumacz literatury, zapewne mieszka gdzieś za granicą (ale w Europie) od wielu lat. Jakoś mi pasuje do Marianny Motylak, Tatiany Grigoriewny, doktora Minelli, Lettycji Novacque'j, ministra cyfryzacji, choć rozmaite wyrażone tu sentymenty podzielam. Rzecz w tym, że minister cyfryzacji pisze w pewnym momencie donos na całą Europę, zarzucając jej nieistnienie; Monsieur Rojta, piszący bez końca detaliczne donosy przeciwko gwałcicielom reguł językowych, zasad stylu, naruszycielom niuansów bibliograficznych, to postać piękna. Coś jak ów sinolog z Auto-da-fé. Mam nadzieję, że się nie obrazi i zrozumie, że zamiary mam uczciwe, czysto literackie.


Ob.ciachu, Ob.ciachu:
"...trafiło się, ot, siedzieliśmy przy kompach i pisaliśmy równocześnie. Przypadek."
Drugi pisał równocześnie z pierwszym, zaczynając w tym miejscu gdzie pierwszy miał zamiar skończyć. Równocześnie z nimi pisała trzecia, recenzując obu, a pierwszego nawet cytując. Coś mi to przypomina...

To jest akurat bardzo proste: jeśli chcę usprawnić mój własny komentarz (choć nie wpis), muszę go w całości wyciąć i pownownie wkleić. Wersje z błędem lub niedoskonałością trzymam na blogu, aż kolejna jest gotowa; wszystkie wersje wyglądają nieomal identycznie, gołym okiem tego nie dostrzeżesz, ale wydaje się potem, że inni odpisali na komentarz w niemożliwie krótkim czasie.

-
2012/02/20 23:59:28
Na razie jest obrażony, ale odpisał w kwadrans. Nawrzucał, ale delikatnie, rzec można filozoficznie i z dużą znajomością reguł satyryzmu.
-
2012/02/21 00:05:51
Wiecie, że Ebenezer to główna postać "Opowieści Wigilijnej" Karola D.?
-
2012/02/21 00:09:45
A nie mówiłem. Wlazł w czwarty wymiar, nie zachował czujności czekisty (na naukę do zawodowego detalisty i erratyzatora, ezoteryka, filozofa i Żyda się udaj O. Ciachu) i Kleinsche Fläche spłatała mu figla. Ob. Ciachu, nie przybrałeś wedle ukazu "wyglądu lichego i durnowatego, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego" i masz. Mistrz popodmieniał posty, a czas pozostawił nie zmieniony. Odetchnąłem z ulgą. Mistrz jednak nie jest aż tak wszechmocny.
-
2012/02/21 00:13:45
Przypomnij mi anmulik, jakie są reguły pisania Żyd z małej lub dużej litery?
-
2012/02/21 00:25:12
Czyli jak zwykle wyszłam na blondynkę?... że niby mnie to się wcale nie wydało dziwne? Balsam wyczynia cuda, wycofuje posty, to znowu je wkleja, specjalista od puzzli się znalazł. Przypomina mi to dopiero co wymienionego Tyrmanda. Pamiętam, jak ukazał się Dziennik 1954. Przeczytałam, ba! połknęłam w całości, a potem czytałam od początku i tak da capo senza la fine. Wertując bez końca, myślałam sobie: ależ facet genialny, jak on to przewidział? skąd wiedział, ze tak właśnie dokładnie będzie?... Nu, kanieczna: jasnowidz. Dopiero jakiś czas później dowiedziałam się, że odrobinę redagował wiele lat później. Czasem odrobinę, a czasem trochę więcej. Tu dopisał, tam zmienił.
Żyd z dużej pisze się o wyznaniu, z małej - no, o żydach. Jak mniemam.
-
2012/02/21 00:28:29
...ale to jest Monsieur Rojt, Balsamie, poprawiam, jako znana nie od dzisiaj erratyzatorka.
-
2012/02/21 00:30:17
Z Żydami oczywiście odwrotnie. Za długo siedziałam w PracoVni i oto efekty.
-
2012/02/21 00:36:27
Trudna odpowiedź na na tak proste pytanie. Jak potraktujesz rzeczonego jako przedstawiciela nacji, jak hindusa, czy araba, to z małej (jak napisałeś), ale przez lata (przez wieki nawet) "żyd" pisany z małej litery był mianem obraźliwym i dla nacji i dla człowieka i ta tradycja wbiła mój palec w klawisz z dużym "Ż". "Izraelczyk" jednak nie oddawałby Twoich intencji. Z Polakami jest łatwiej. I nacja i obywatelstwo w jednym. Ja konsekwentnie "Żyd" piszę z dużej litery.

Skoro jesteśmy przy wersalikach. EBENEZER pisany wersalikami, to nazwa izraelskiej akcji mającej za zadanie wspierać powrót przedstawicieli narodu żydowskiego (bezpiecznie wybrnąłem z literowania) do Izraela. Może nasz ezoteryk i domorosły lustrator takie wersalikami pisane miano przybrał, aby dać delikatnie do zrozumienia, że przedstawiciele narodu wybranego powinni ku Izraelowi swe kroki kierować.

Tak sobie pomyślałem.
-
2012/02/21 12:06:06
Anumlik.Jeśli to jest kolejny spisek żydowski to cóż jest prawda ? Motyla noga ! Zgrabnie nie użyłem w poprzednim zdaniu dźwięcznego słowa - kurwa ;)
Przypomniała mi się scena z "Killera", gdzie Jurek, stary wilk jest odpytywany przez bandziorów, jakie środki bezpośredniego przymusu gangsterskiego są według niego dozwolone.Po wyczerpaniu przez Jurka Killera całej listy rozczarowany bandzior pyta:
- To co kurwa wolno jak nic nie wolno ?
-
2012/02/21 13:11:43
W nawiązaniu do piątkowej chyba konwersacji na temat scen komicznych, muszę dodać, że nie przepadam za Kabaretem Moralnego Niepokoju. Mam spory problem z kabaretami ostatnio. Śmieszyły mnie stare kabarety. Pod Egidą, zanim Pietrzakowi peron odjechał. "Studiuje u nas taki Gruzin, Goridze się nazywa, a na imię ma Awas. I jest docent Pietajew..." - zaprawdę, to wcale nie jest takie śmieszne. A przecież gęba Pszoniaka wystarczy. Tak, jak wystarczy Roberto Benigni.
Zastanawiam się, co to jest - dlaczego śmieję się opętańczo z hiszpańskiej inkwizycji, a ziewam, oglądając współczesne skecze kabaretowe? Z niewielkimi wyjątkami, jak wczesny Mumio.
Ciekawa jestem, co Was śmieszy? Ale tak, żeby zrywać boki i turlać się, szlochając i kwicząc?
-
2012/02/21 13:26:08
Mysmy się w domu spłakali na tym kawałku i to zarówno za pierwszym razem, jak i później
www.youtube.com/watch?v=HKiIqp74ZhU
ale głównie w kontekście tego, że mój mężu jest "z branży" i pytanie o detale typu "prawe czy lewe" jest standardem, a tu się okazuje, że ktoś potrafi tak zapytać, że to staje się śmieszne
-
2012/02/21 15:01:51
Adomi, jak świnia kupuje drzwi to musi być cyrk ;) Ale nieprzekonanych nie przekonasz.
Jotka, jeżeli uważasz, że Górski w tym skeczu "politycznym" nie jest godnym następcą Fronczewskiego z Egidy to ja nie wiem kto nim jest dla Ciebie.Bez urazy.
www.youtube.com/watch?v=ll3nGm0s7Qo
-
2012/02/21 15:34:43
No nie, te wstawki o świniach i rzeźni to akurat cienkie były, ale cała reszta - miodzio
-
2012/02/21 18:36:06
Ja wolę trochę starsze kawałki.
www.youtube.com/watch?v=f2eXAqaJR3o
-
2012/02/21 21:20:27
No nie, ale chyba nie ryczysz ze śmiechu przy Piwnicy? Oni są wszyscy sami w sobie i wspaniali, to jednak inna poetyka, uśmiech przez łzy, ewentualnie melancholijne westchnienie.
Mnie jeszcze bawi do łez Harold Lloyd:
www.youtube.com/watch?v=shdzRq4BYWk

Miaukota - według mnie Górski szarżuje. Widać, że jest przekonany o własnej nieodpartej śmieszności, a przez to zupełnie nie jest śmieszny. Śmieszny naprawdę to był Laskowik. Vis comica, wdzięk, szybki refleks. A ci tutaj, od KMN, jacyś tacy sobą zanadto zachwyceni, doprawdy.
Czyli popatrzmy: Harold Lloyd, Monty Python, Pod Egidą, Tey, no i stara banda z "60 minut na godzinę", ale to oczywiste. Z nowszych Roberto B.
Z kogo by tu się jeszcze pośmiać?...
-
Gość: , public30288.xdsl.centertel.pl
2012/02/21 22:03:38
Oj, Miaukota, nie zauważyłam że puszczasz oko.

Jota, ja też uważam ze Górski przesadza, zdecydowanie wolę z KMN Cieślaka, a już zwłaszcza w tym drzwiowym skeczu

Wciąż jeszcze bardzo mnie śmieszy "Chłopaki nie płaczą", kultowym stał się w moim domu tekst: "przedwczoraj ściszałem telewizor"
-
2012/02/21 22:04:15
www.youtube.com/watch?v=FlluZfX9dh8&feature=related

Pod wszystkim co piszesz Jota -- podpisuje się obiema nerkami. Kaberety od lat wywołują u mnie zdumienie, że się komuś to w ogóle chciało spisać, przeczytać, a potem odegrać. I że ci, którzy to obejrzeli, wrócili po jeszcze, zamiast skoczyć zbiorowo z wąskiej kładki pod pędzące ku krajom bałtyckim ciężarówki. Inne formy jeszcze naszym komikom nie wychodzą. Polityczne kawałki Majewskiego są okazjonalnie bardzo zabawne, ale zdarza się to tak rzadko, że wydaje się każdorazowo być dziełem zbiegu okoliczności.

www.youtube.com/watch?v=eNqLoFHJxM0
www.youtube.com/watch?v=2RUvoJ-DLzI&feature=related


-
2012/02/21 22:19:33
@Jota
Nie ryczę ze śmiechu w Piwnicy. Czasem przy Awdiejewie. Ale on sam w sobie jest "piwnicą"; przywołałem go dlatego, że ten sam rodzaj dowcipu, który (jakoby???) prezentuje Górski, można pokazać w zupełnie inny sposób. Choć, bywało, zarykiwałem się w Piwnicy podczas monologów Dymnego, albo Litwina. Szczególnie ten ostatni, z vis comica la przywołany przez Ciebie, Joto, Harold Lloyd, wywoływał "śmiech liczony w rykach". Obok Lioyda uwielbiam Baster Kitona.
www.youtube.com/watch?v=53FSGl1yev8
No i "Kabaret Starszych Panów". Zawsze i o każdej porze.
www.youtube.com/watch?v=FiXh5hUsoGo
Czy z NIMI coś się może równać?
-
2012/02/21 23:11:32
A żeby wam nie było za wesoło po Bigu Lebowskim i innych Pulpach Fictionach, maleńki dosmucacz:
www.youtube.com/watch?v=T7u0oaciRQA
-
2012/02/22 00:44:20
No tak, tak. Kabaret Starszych Panów jest jedną z tych rzeczy, którą - utrwaloną w dowolny sposób - chciałabym zabrać ze sobą na tamten świat. Każdy epizod, każda piosenka to absolutny majstersztyk. Jasne, że tak.
Jednak nie turlam się i nie płaczę.
The Big Lebowski należy do ścisłego grona moich filmów kultowych, Pulp Fiction też - co ciekawsze, jest to jedyny film Tarantino, który naprawdę lubię. Nie zarykiwałam się jednak przy żadnym z nich, tak jak przy tym przemiłym, seryjnym mordercy:
www.youtube.com/watch?v=UIrX_di3J9s
-
2012/02/22 01:10:32
Finezji, Joteczka, trochu finezji. [odchodzi z melancholijnym uśmiechem, który - cholera wie czemu - wygląda jak jak u kota z Cheshire. Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek rechocą w rytm pieśni śpiewanej przez Roberta Górskiego, przy akompaniamencie Bartłomieja Krauza - akordeon].
-
2012/02/22 14:21:00
Znaczy, że brak mi finezji?...
Możliwe, całkiem możliwe. Lubię stare piosenki, stare filmy, stare książki i stare kabarety. Stare domy, stare ubrania i stare meble.
Greenawaya bardzo cenię - widziałam może nie wszystko, ale sporo. Jednak rzadko było mi do śmiechu. Chciałabym skądinąd wypowiedzieć się możliwie precyzyjnie: chodzi mi o takie sytuacje, które doprowadziły Was do łez, do śmiechu frenetycznego, kiedy wszystko boli, ale nie można przestać. W tym przypadku chyba nie należy mówić o finezji.
-
2012/02/22 14:55:49
Znaczy? Ty w ogóle jesteś finezją, więc nie można Ci zarzucić jej braku. Finezję natomiast widzieć chciałbym także w tym, od czego ta dyskusja się zaczęła. Od kabareto-podobnego tworu zwanego "Kabaret Moralnego Niepokoju". Reszta była pochodną. Rzadko śmieję się głośno, raczej się uśmiecham, ale "ten typ tak ma".
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/22 17:21:42
@Jota - pytasz perfidnie:
"Ciekawa jestem, co Was śmieszy? Ale tak, żeby zrywać boki i turlać się, szlochając i kwicząc?"
Od razu zrozumiałem o co Ci chodzi. Kabaret starszych Panów - to zachwyt. Od początku, kiedy w telewizorze u sąsiada ujrzałem "Niespodziewany koniec lata" do dziś. I na zawsze.
Autoironiczny dowcip Woody Allena, krótkie wierszyki Waligórskiego, niektóre piosenki Młynarskiego - to podziw, jak to im zgrabnie powychodziło. Ale kwiczę na najbardziej zwariowanych scenach z filmów braci Marx ku zgorszeniu żony. Przed laty rodzice przybieżeli mnie ratować od domniemanego ataku choroby psychicznej, a ja czytałem "Mackbetta" Ionesco. Zdarza mi się boki zrywać po usłyszeniu kawału, niezależnie od jego tematu. Kiedyś w kinie autentycznie zwaliłem się z krzesła na filmie, którego tytułu nawet nie pamiętam (ale stylistycznie to byli bracia Marx).
Bardzo ciekawą pracę domową zadałaś. Puściłem pamięć po głowie, poprzypominały mi się co radykalniejsze odjazdy w chichot, ale CO TO JEST co mnie skręca - nie wiem.
Myślę zresztą, że nikt z tu gwarzących na Twe pytanie nie odpowie.
Spotkałem raz gościa, który by umiał odpowiedzieć. Za schyłkowego Gierka siedziałem z dwiema paniami w kawiarni. Opowiadałem kawały. Lubię to, chyba umiem, mnóstwo znam (raczej znałem). Przy sąsiednim stoliku siedział solista sącząc jakieś winko. Musiał mnie doskonale słyszeć, bo to było tuż obok, kawiarnia prawie pusta i cicha, a ja się nie krępowałem i nie szeptałem. Gość siedział jak mumia. Ja zmieniałem tematy dowcipów, żeby wyczuć, które lepiej trafiają do moich słuchaczek. No i opowiedziałem tak zwany "oświęcimski". Reakcja pań była umiarkowana, za to facet rozłożył się na stoliku i przez minutę wył ze śmiechu.
-
2012/02/22 17:43:14
Uff. Bingo. Właśnie w tym rzecz, i gdzie tu perfidia, ja się pytam? Po namyśle doszłam jednak do wniosku, zanim jeszcze Anumlik dopisał się w kwestii uśmiechania - że, mianowicie, nie każdy kwiczy. I turla się. Tymczasem mnie to jest wręcz niezbędne do życia. Jak się nie odśmieję porządnie raz na jakiś czas, czuję, że usycham.
Mam właśnie tak, jak piszesz, Ob.Ciachu: zachwyt, podziw, uśmiech ironiczny - nieobce mi są i jak najbardziej odczuwam je wobec wymienionych przez Ciebie ikon komedii i jej okolic.
Ale śmiech, śmiech targający trzewiami, oto, czego szukam i czego pragnę! Nie da się ukryć, że śmiech ten, na pograniczu tarzania się po podłodze, często wywołuje nasz ulubiony Mistrz Balsam. I to nawet dosyć często.
-
2012/02/22 19:33:55
Dwa razy kwiczałem, jak prosię, ze śmiechu, publicznie. Pierwszy raz w Moskwie, na "kukiełkowym" kabarecie wystawionym w teatrze Obrazcowa. Aby to zrozumieć, trzeba to przeżyć. Skecze i piosenki (wszystkie bez wyjątku), to był zmultiplikowany Alosza Awdiejew, którego "Telewizor", z "Piwnicy pod Baranami", wkleiłem wyżej. Drugi raz na spektaklu "Zimy Żal - czyli Piosenki Starszych Panów, w wykonaniu Magdy Umer, Piotra Machalicy i Macieja Stuhra. Te same piosenki, słuchane dziesiątki razy, z oryginalnego "Kabaretu Starszych Panów", wywoływały (i wywołują) u mnie uśmiech, półuśmiech, uśmieszek. Zachwyt - jak napisał Ob. Ciach. Rechot na spektaklu Umer wywołała we mnie publiczność. Nobliwa taka, że aż skręcało. Półuśmiechnięta, półzachwycona, w półochach i półachach. Piosneczki wykonywali nasi znakomici skądinąd aktorzy poprawnie, z kulturą i kindersztubą. Nudziłbym się pewnie, gdyby nie rzeczona publika. Im wyżej Machalica wspinał się na aktorskie wyżyny (a trudne to było, bo kac go trzepał mimo wieczorowej pory), im bardziej panienka w rzędzie przede mną szeptała teatralnie "genialne, ach, ach", tym głośniej rechotałem. Jedyny, cholera, w całym kinie "Ochota", na teatr przerobionym.

Rozumiem, Jota, co miałaś na myśli pisząc o śmiechu targającym trzewiami, na pograniczu tarzania się na podłodze. Do jego wywołania potrzebny jest może nawet nie sam dowcip, a kontekst, w jakim został wypowiedziany. No i pewnie potrzeba jakować - ekspiacji? katharsisu? spojrzenia z boku na siebie? Przecież ja w tym teatro-kinie "Ochota" rżałem też ze śmiechu z siebie. Smutasa durnego, który półuśmieszkiem kwituje dowcip wypowiadany w celu rozśmieszenia publiki.

A zauważyłaś, Jota, w scence rozpoczynającej "Kuplety z nóżkami", jak pięknie zagrał do "aktu nieznajomej - tyłem" listonosz, w którego wcielił się Czesław Roszkowski. Na chwilkę się wcielił. Ale jak?! Majstersztyk.
-
2012/02/22 23:18:29
Aż zajrzałam do "Kupletów";) Listonosz zaiste rozkoszny. Najbardziej podoba mi się ten dziarski salut i sposób, w jaki wychyla kielonek. Przypomina mi to sposób "na krawacik", znany Wam zapewne, panowie...

Swego czasu, paroksyzmy śmiechu wywoływała we mnie złota, francuska trójca: Louis de Funs, Fernandel i Bourvil.
www.youtube.com/watch?v=oRVTTvGi6Rs&feature=related
-
2012/02/22 23:42:37
Dołączyłbym do tej trójki Jacques'a Tatischeff, jako Jacques'a Tati - reżysera i aktora grającego pana Hulot. Nie wiem, czy bez pana Hulot powstałby zarówno cyrk Monty Pythona, jak i Jaś Fasola.
-
2012/02/23 00:00:53
A to dopiero! Dołączyłem do grona, żechocho, że cho cho! Jak Jota kogoś dołącza, to ów dołączonym jest rzeczywiście, i to bez najmniejszej szkody dla grona, do którego go zaliczono. Jeśli chodzi o zdolność ocenną Joty, wiem co mówię.

Zwracam uwagę, że o ile śmiech do granic pęcherza jest nie tylko zjawiskiem rzadkim, to na ogół dotyczy słowa mówionego, filmu lub teatru. Kiedy ostatnio ktoś czytał coś nowego i zabójczo śmiesznego? To jest konkurencja trudniejsza, więc dostaję podwójne punkty.
-
2012/02/23 00:18:51
I za ten puryzm... no - puryścik - intelektualno-werbalny szanuję Cię, Mistrzu Balsamie. Pewnie, ze nie dołączyłbym, a - dodałbym, albo dopuścił (bym). A'propos szanuję. Z dowcipów Aloszy Awdiejewa: Spotykają się na krakowskich plantach menel z menelką. Menel wyciąga jabola, odbija korek i podaje damie.
- Pij - chrypi.
- Nie wypiję.
- Nie???
- Nie. Z gwinta nie pijam.
- I za to cię, Ziuta, szaaaanuję!!!

Jak chcesz, Balsamie, to możesz punkta wrzucić.
-
2012/02/23 00:46:43
Zdrada. Wysłałam bałwochwalczego posta i zniknął. Istnieje też ewentualność, iż Balsam spłonił się z zawstydzenia i usunął. Nie ma lekko, wysyłam raz jeszcze.
Chciałam otóż zaznaczyć, że masz, Balsamie, rację z rozśmieszaniem tekstualnym - jest ono dużo trudniejsze. Ba, skoro już kadzimy sobie bez cienia żenady, dodam, iż wręcz nie pamiętam, kiedy tak szczerze i tak często turlałam się ze śmiechu, jak tutaj właśnie [perfidna akcja pt. "Usypianie czujności wazeliną"].
Czasem zdarza się, że dorwie mnie szatański chichot nad felietonem Janusza Andermana w Gazecie.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/23 18:50:40
@Jota ujawnia:
"Czasem zdarza się, że dorwie mnie szatański chichot nad felietonem Janusza Andermana w Gazecie."
Prawda, i mnie dorywa, ale mała w tym zasługa Andermana. 3/4 jego felietonów zajmują cytaty z jedynie słusznej prasy, same z siebie uwalniające ów chichot o niewątpliwie szatańskim rodowodzie. A dzisiaj niewinny (?) tytuł w Gazecie w dziale Nauka sturlał mnie w kwik i trzewiem mym targnął. Jeszcze nie zdążyłem się otrząsnąć z balsamicznego "szarego końca do walenia", a tu dostaję jak na tacy "Walenie w stresie".
-
2012/02/23 19:13:45
Walenie w stresie! - niesie po lesie.
A na polanie waleń w sedesie
Uwalnia chichot
Z szatańskich lichot
Od Andermana. Oblige noblesse.
-
2012/02/23 20:52:17
Przepaliła mi się żarówka w samochodzie, kupiłem niewłaściwy zamiennik, zapomniałem potem szczegółów procedury wymiany. Krwawo otarłem knykcie, wrzuciłem uszczelkę w załomy podsilnicza, gdzie, jak wyschnięty liść, leżała już, zapewne, uszczelka z ubiegłej jesieni. Obejrzałem, ponownie, ale znów za późno!, filmik w youtubie z cyklu "Jak zmienić żarówkę w samochodzie takim a takim z roku tego a tego?". Wyszło, że jest tam taka zawleczka druciana, którą trzeba najpierw do się, a potem w lewo, albo w lewo i do się. W każdym razie, nie wyłącznie płasko i nie wyłącznie w prawo, do zdarcia paznokci lub zapadnięcia zmroku. Widok krwi przypomniał mi mglistą ubiegłoroczną jesień, zdumiewająca nieobecność grzybów, pegno di fedelt, kwaszenie ogórków, początki prezydencji.

Jadąc do sklepu w celu wymiany towaru, przewiduję, co się wydarzy. Ćwiczę na sucho jak zażyję obsługę, gdy zacznie ze mnie drwić (co pokazuje niezbicie, jak osobliwie zachowuje się dekiel satyryczny podczas wydłużonej jazdy):

-- Ależ pan podał wczoraj niewłaściwy rocznik wozu. Mogę zapytać dlaczego?
-- "Wóz" jest dwuznacznie i pretensjonalnie, proponuję "samochód"; a jeśli musimy oficjalnie, choć nie wiem dlaczego mielibyśmy musieć, proponuję "pojazd".
-- Cokolwiek się wydarzy, wymieniając żarówkę proszę nie dotykać palcami szkła.
-- Nie po raz pierwszy robię to o własnych siłach.
-- W tej furze?
-- Nie mówmy "fura", to właściwie stosuje się tylko do zachwytu nad pojazdem. Podobnie zresztą jak "bryka". Nikt nie mówi: "ta bryka chadza na paliwo płynne" , albo "komu fura nocą siądzie, ten za dnia się zatrze."
-- Prawda, mało kto tak mówi. Jak generalnie z deklem?
-- Jeśli mackami za bardzo nie szturchać, działa. A jak fejs pański?
-- Jeśli nałożę rano tapetę, pociągnie.
-- Ach to pani, a gdzie mąż?
-- Zatarł się.
-- Grypa?
-- Rozedma.
-- Dużo palił?
-- Dużo brykał.
-- Chwilowo się zatrał czy ostatecznie?
-- W pamięci.
-- Rozwód?
-- Myślę, że wącha od spodu.
-- Taniej, ale to trzeba sprawdzić.
-- Niepewność, drogi panie, dobra jest w miłości.
-- A w nienawiści?
-- Siekiera w dekiel, zewłok na furę, niebo gwiaździste i szczery las.
-- Dlaczego zatem mówi pani: " myślę, że wącha".
-- Fura jest dwuznaczna, a sam koń nie bryka.

A co do Andermana, bedę znowu zaglądać jak co napisze w Gazecie, ale on kiedyś napisał książkę: Michnik ją pod niebiosa, ja do księgarni, bo to zdaje się była "pierwsza prawdziwa literatura o stanie wojennym" i od razu na miarę Prousta; ja strona za stroną, czytam z wypiekiem. Michnik, ty świnio.
-
2012/02/23 20:57:36
An'umlich, w zasadzie, za wierszyk tego rodzaju zasługuje na roczne stypenium literackie. Niniejszym udziela się: oby poszło lepiej, niż poprzednie.
-
2012/02/23 21:19:16
Mistrzu! Nie wiem w co najpierw ze szczęścia się pomiziać*) - w wątpia, czy w serce miłością gorejące.

Postanowiłeś, jak czytam, mój półuśmiech półgębkiem zamienić w śmiech kwiczący szczerym męskim rechotem. A czy Twój blog ubezpieczyłeś na wypadek nagłego zejścia ze śmiechu jego przypadkowych penitentów; mam też na myśli, czy i Ty, w tak nagłych przypadkach możesz być penitencjariuszem?

*) czynność, którą mój kot przedkłada nad pełną michę.
-
2012/02/23 23:48:30
Ty - wódkę za wódką w bufecie... a tymczasem trzeba było przeczytać "Fotografie". Dużo, dużo lepsze, naprawdę dobre. Wiem, bo czytałam i to, i to.
Jak skończyła się historia z żarówką? Czyli została ona wymienioną? Czy słusznie podejrzewam, Balsamie, że nie lubisz gmerać w samochodach? Gdy tymczasem jest to ulubiona zabawa większości prawdziwych samców alfa?...
Ach, nic mnie tak nie nuży, jak opowieści motoryzacyjne. Nie mam tu bynajmniej na myśli Twojej wesołej historyjki o deklu i brykaniu, Balsamie. Chodzi mi o prawdziwe, wysoce zaangażowane rozmowy o gaźniku i sprzęgle. Zawsze wtedy wyobrażam sobie takie nieduże, kolorowe mazaki, żywcem wyjęte z obrazów Juana Miro. Zresztą, lubię nawet czasem popatrzeć pod maskę: te enigmatyczne zwoje przewodów, śrubek, skomplikowane w formie pudełka, połączone pod i nad; gmatwanina ponad wszelkie możliwości percepcji.

Oraz muszę dodać, iż ja też dziś kwiczałam nad "Waleniami w stresie". Jeszcze gorzej było, kiedy zauważyłam notkę, iż chodzi o KAŁ WALENI. Toż to brzmi jak nazwa awangardowej grupy punk rockowej z lat 80-tych.
-
2012/02/24 00:15:15
Naturalnie, ze lubię grzebać w samochodach, ale to bardzo drogo wychodzi, więc unikam.
Naturalnie, że żarówkę wymieniłem, ale dziś się okazało że potrzebuję nowego kompletu kół. Jestem więc krótszy o pół średniej krajowej.

-
2012/02/24 00:35:36
Grzebanie w samochodzie??? Wyłącznie przy wymianie żarówek (w rękawiczkach, mam takie, opinają palce, a nie "krwawią" knykci), albo kół. Reszta jest udręką. Cóż znaczą Twoje koła, Balsamnie, przy moich tarczach hamulcowych przednich i tylnych, klockach hamulcowych (komplet) oraz tulejach amortyzatorów przednich i tylnych kół. Średnia krajowa z kawałkiem poszłam u zaprzyjaźnionego mechanika. W serwisie fabrycznym zapłaciłbym jeszcze z tauzena. Jota zaraz pewnie na wino do "Kotłowni" pójdzie z nudów. Ale cóż. Chłopy tak mają.
-
2012/02/24 00:59:47
Sama nie wiem. Miejscami to brzmi jak proza oniryczna - tarcze i klocki, tuleje, serwisy, szwungszajby. Tysiące tajemnych struktur, smary i pokrętła. Wolę jednak przemieszczać się transportem publicznym, choć ostatnio jeden pan puścił pawia na tramwajową podłogę, cztery siedzenia przede mną.
-
2012/02/24 08:27:20
Ciesz się, że nie siedział naprzeciwko. Na pewno nie skończyłoby się jak u klasyka "izwinicie, ja was obryzgał", tylko na Twoje pełne oburzenia "no co pan!!!" poleciałoby pewnie w Twoją stronę "z obrzygańcami nie rozmawiam" albo jakaś soczysta wiącha.
Ja nie lubię transportu publicznego bardzo, nie pamiętam już kiedy ostatnio korzystałam.
I chociaż też zostawiam co jakiś czas kupę pieniędzy w warsztatach, to chyba moja kochana "zielona strzała" będzie ze mną od jej "narodzin" (jako jedyna wśród znajomych wciąż jeżdżę na czarnych tablicach), aż do śmierci technicznej.
I pogłaskać mogę, "kochany samochodzik" albo "moja śliczna" do niej mówić, ale żeby rozmawiać w towarzystwie, co mi się tam znowu w niej posypało, to nie, to chyba tylko panowie tak mają :)
-
2012/02/24 08:52:02
No tak, no tak. W towarzystwie to tylko o rocznikach win i nasłonecznieniach winnic w roku 2007 można porozmawiać. Ewentualnie o uśmiechu Harolda Lloyda czy łyku z Kleinsche Fläche przegryzanym Pischingerem z przepisu cioci Adomi.
-
2012/02/24 09:57:34
Niestety, zawiodę Cię i to dwukrotnie. O winach wiem, że są czerwone i białe (mniej więcej tyle samo o innych alkoholach), a w kwestii Pischingera musiałam skorzystać z pomocy google :D
-
2012/02/24 10:28:58
No, bo Anumlik do mnie chyba pije. I do mojego domniemanego wyrafinowania, które do tak prozaicznych spraw, jak motoryzacja, się nie zniża.
Jeśli się nie mylę, to wyznać muszę, że jesteś w błędzie, Anumliku. W realu ględzę godzinami o trywialnych problemach patelni, skarpetek, i gdzie dostać taką kapę na łóżko, czy i dlaczego lubię kryminały Marthy Grimes, jaki jest najlepszy przepis na pizzę, czy aby ściereczki mikrofazowe z Lidla warte są nabycia, dlaczego kupić tańszą, a nie droższą suszarkę do włosów i czy w Biedronce naprawdę bywają niezłe, tanie wina (szlag by to, jednak wyszło na to, że dyskutuję o winach ;/).

Zważ jednak, że Mistrz surowo napominał na temat poziomu. Niby wątek usunął, ja jednak mściwie pamiętam. Poniżej barolo nie zejdę, howgh!
-
2012/02/24 11:02:59
No... Omskłem się z powrotem w towarzystwo. Mistrz wątek usunął chyba ze strachu przed użyciem nożyc, którymi musiałby poucinać nam paluszki za "nietrzymanie poziomu".
-
2012/02/24 11:50:34
A co?, "balsam" coś usunął?, i nie chodzi mi o dentyste?, może moje posty? Pewnie boi się konkurencji?, zrozumieć mogę a pochwalić już nie...)
-
2012/02/24 14:28:06
Oj tam, nie wałkujmy już dalej tego wątpliwego tematu. Każdemu trafi się mniejszy lub większy wpadunek, nie mam zamiaru rzucać w Balsama oberwanym deklem.
Tymczasem wichura przetacza się przez moją okolicę, gwałtownie osuszając okoliczne moczary i w pył roznosząc niezliczone psie gówna. Pewność, iż nie są to gówna mojego psa tylko w niewielkim stopniu poprawia mi humor.
O, Lettycjo, muzo cyfryzacji, spraw, by wiosna nadciągnęła nieco szybciej!
-
2012/02/24 14:54:22
Ja w imieniu Lettycji. Może piosneczka poprawi Ci humor:
w579.wrzuta.pl/audio/62HCvUWq6yK/andrzej_szczepkowski_-_juz_wiosna
A jej refrenik towarzyszy mi od... ho, ho, ho, i jeszcze trochę. I zawsze wprawia mnie w dobry nastrój:
"Już wiosna kalendarzowa, niebawem przyjdzie prawdziwa
I tylko patrzeć, i tylko patrzeć, jak chłopcy zaczną podrywać,
I tylko patrzeć, i tylko patrzeć, jak chłopcy zaczną podrywać".
-
2012/02/24 15:27:44
Chciałam rzucić klasycznym, wiosennym songiem Nad Prosną, po namyśle jednak uznałam, że skoro chłopcy będą podrywać, powinni wysłuchać innego kawałka, równie klasycznego:
www.youtube.com/watch?v=p5mnDjaYw6U
-
2012/02/24 15:38:48
a ja od lat czekam każdego przyjścia wiosny z Grechutą:
www.youtube.com/watch?v=q80BAs4QjQQ
uwielbiam cały ten album, w dodatku słucham tego na starym gramofonie z płyty zwanej w niektórych kręgach "pilśniową", i jest to razem tak klimatyczne, że od razu chce mi się żyć; chyba ją dzisiaj wyciągnę i zacznę przywoływac tę wiosnę
dzięki, ze mnie naprowadziliście na tę wspaniałą myśl, będę miała piękne popołudnie
-
2012/02/24 16:25:11
A to dla tych, którzy oczekują od wiosny nie wiedzieć czego. "Sawsiem mnie ubrali iz wiesny" - jak śpiewał Wołodia Wysocki.

www.youtube.com/watch?v=nM1sDiL8p1I
-
2012/02/24 21:56:40
Lettycja Nowackie, bogini cyfryzacji, za dnia robiła w lipnym warsztacie samochodowym w zagłębiu blacharni, myjni bezdotykowych i wulkanizatorni kalandrycznych między Burakowską a Rydygiera. Była jedyną kobietą na cały Żoliborz, a może i Warszawę, której nie straszny był rozrząd, hydropneumatyka, przepustnice, wielowypust, wiskoza i zestawy głośnomówiące; wielu mniemało, że warsztat przykrywa amfę, albo nierząd, ale nikt nie spodziewał się, że kryje się pod nim przekazywanie tajnych zleceń cyfryzacyjncyh.

www.youtube.com/watch?v=nK4j-zW0PEI

Dla niepoznaki chodziła po zapleczu i kantorze z zakręconym w metalowy pałąk korektorem prześwitu stosowanym w zdumiewajacym systemie zawieszenia Citroenów, które to samochody Lettycja kochała najbardziej. Jesienią i zimą nie robiła wiele, grała płyty pilśniowe z Demarczyk i Grechutą na gramofonie Bambino, a kiedy przyjeżdżali Octaviami, Astrami, Fabiami i Qashqaiami, pytając o przeglądy okresowe i naprawy gwarancyjne, uciszała ich korektorem i zaczynała świadczyć jedną usługę na jakiej się znała: wymiana opon zimowych na letnie. Z niezawodnym wyczuciem zaczynała wymiany kiedy ostatni prokrastynatorzy zgłaszali się jeszcze po ogumienie na śniegi i mróz. Każdego roku zaczynała wymiany trochę wcześniej, od czego zrodziło się przekonanie, że warsztat Lettycji jest sprawcą coraz lżejszych i krótszych zim. Wskutek osamotnienia i braku jodu w diecie, nikt tu naprawdę nie wierzył w globalne ocieplenie.

Tymaczasem chodziło o to, że na przednówku głupieli biskupi, a że głupieli coraz wcześniej i coraz bardziej, Nowackie dostawała zlecenia coraz wcześniej. Minister cyfryzacji przysyłał młodego i wszechstronnie wykszłconego szofera, Leona. Leon wołał w kilku językach: "Nie chodzi o przegląd ani gwarację, chodzi o koniec zimy." Lettycja odkładała korektor prześwitu i mimowolnie przyśpieszała nadajście wiosny.
-- O kogo chodzi?
-- Biskup Janeczek musi zamilknąć. Jeśli to możliwe, przed 26 lutego.
-- Potrzebuję minimum czterdzieści dni. Co jest 26-tego?
-- Pierwsza niedziela postu.
-- Co zamierza zrobić wtedy Janeczek?
-- Pomylić Żydów z masonami.
-- Z kim myli masonerię?
-- Ze szwungszajbą.
-- A co to jest?
-- Jednopłciowość.
-- Janeczek jest dwupłciowy?
-- On jest trans, tu chodzi o Michnika.
-- A co on jest?
-- On jest po mo.
-- Znaczy?
-- Post-modernistyczny.

Lettycja pociągnęła masońskim nosem, którego używała do przewidywania pogody i przyszłych narracji postmodernistycznych. Poczuła, że idzie lato, do którego jej zdaniem dzieliło nadwiślańskie plaże tylko czterdzieści dni. Przez czterdzieści dni niczego poza avocado, rucolą i jogurtem kozim nie jadła, nie piła niczego poza wodą Pellegrino. Plan cyfryzacji Janeczka zrodził się kiedy waga Lettycji wróciła do poziomu z ubiegłej jesieni.

fakty.interia.pl/polska/news/abp-michalik-krzyz-to-politycy-a-nie-episkopat,1516684,3
-
2012/02/24 23:14:43
eee, przez chwilę myślałam, że Lettycji naprawdę "nie straszny był rozrząd, hydropneumatyka, przepustnice, wielowypust", że o zestawach glośnomówiących nie wspomnę, a ona tylko opony i tylko w jedną stronę
już miałam zapytać, czy na hydraulice ogólnej też się zna
www.miczek.pl/rozne/slusarz.html
a wygląda, że tylko na cyfryzacji i (na szczęście) na przyspieszaniu wiosny;
chyba już działa w tym kierunku bo się dzisiaj zakopałam w rozmiękłej ziemi i musiałam pod koła jakichś gałęzi nałamać żeby wyjechać;

ciekawam bardzo scyfryzowanego Janeczka
-
2012/02/25 00:36:39
Oczyma duszy widzę Lettycję, z gałązką rukoli, zatkniętą kokieteryjnie za uchem. Pląsa pomiędzy rozmaitymi modelami citroenów, tu machnie korektorem prześwitu, ówdzie przyciśnie lewarek...
Bardo - czterdzieści dziewięć dni.
Cyfryzacja Janeczka - czterdzieści dni.
Koincydencja, czy ciąg arytmetyczny? Czekam niecierpliwie na wyjaśnienie tej zagadki.

Swoją drogą, to straszna ściema z tą wodą Pellegrino.
-
2012/02/25 01:09:36
Czy myśmy się, adomi6319, już oficjalnie witali? Całuję Twoją dłoń, niezależnie od tego, ile ich masz.
-
2012/02/25 07:11:48
Dawno mnie tu nie było. No cóż, przygoda na Mariensztacie, zdarza się czasami osobom w wieku dojrzałym. Daję tedy znać, że jestem, ale raczej jako obserwatornik niż aktywnik. Za dużo kosztował mnie spór wokół TV Trwam, chtóren to w moim zadupiu, zazwyczaj zwanym czikagowem, przybrał formę tornada z licznemi uderzeniami poniżej tego, co się pasem zowie. Czytam, czytam wszystko jak leci i raduje się dusza moja, że ludziska en masse nie myślą tylko o wieku emerytalnym i brzozie, co nie miała prawa...
-
2012/02/25 08:57:02
Adomi, dzięki serdeczne za przyholowanie tutaj kolegi Miczka.To jest to co lubię, umysł ścisły, techniczny z zacięciem humanistycznym.Tym razem także się sprawdziło.
A Marzencicowi zapewne spodoba się ten tekst, mnie rozczulił i zachwycił, zapachniało mi nieco Morcinkiem, którego lubię od dzieciństwa:
www.miczek.pl/rozne/historia_zbawiynia.html
-
2012/02/25 09:08:29
"Lettycja Nowackie przechadzała się Tłomackie" - durna piosneczka, którą nuciła, zupełnie nie pasowała do jej ulubionego Grechuty; cholera wie dlaczego przyczepiła się do niej w chwili, gdy Lettycja wyszła z budynku Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych, skrywającym prawdziwą tożsamość warsztatu, w którym specjalistka od cyfryzacji ukrywała swoją tożsamość. "A w synagogie będzie wielkie trwogie" - zażydłaczyła w głowie Lettycji dalsza fraza piosenki. "Gdzie ten cholerny Leonek? - zniecierpliwiła się, gdyż ministerialny poliglota od specjalnych poruczeń spóźniał się na spotkanie.
- Bios się zwiesił - usłyszała głos. Rozejrzała się, ale na rogu Corazziego i Tłomackie nikogo nie było. "Hasła to do siebie mają, że czasem same z siebie są" - pomyślała.
- Dodając Socketa do Chipsa zcyfryzujesz Janeczka - odpowiedziała.
- Dzięki. - Nie wiadomo co zmarszczyło się w ducha miejsca Wielkiej Synagogi Marconiego. Przybrało uśmiech kota ciotki Adomi i dodało wyraźniej:
- Czy zcyfryzowany Janeczek będzie przez Socketa z Chipsem mniej wiarygodny?
- A czy pustelnik z Grzechyni jest wiarygodny? - odpowiedziała pytaniem Lettycja.
- Nie. Od kiedy wyznał, że Najświętsza Panienka kazała mu internet traktować jako jej osobisty dar. Spadam. - Uśmiech kota zmarszczył się z powrotem w ducha miejsca i zniknął.
Lettycja powoli zaczęła cyfryzować wiosnę.
-
2012/02/25 10:58:31
@Jota
Czterdzieści dni, to czas Wielkiego Postu. Rozpoczyna się w środę popielcową i trwa do niedzieli Wielkiej Nocy. Czterdzieści dni to też okres przebywania Jezusa na pustyni. W tym czasie Zbawiciel pościł przygotowując się do swojej działalności w Judei. Okres ten zakończył się słynnym kuszeniem Jezusa przez Szatana.
-
2012/02/25 11:54:12
Cudny przepis na zupę krabową wielkopostną tłumaczony przez maszynę na żywca z języka wietnamskiego.
Może to jest kierunek literacki przyszłości, kto wie ?

"Jak i bulion krab.
Zamieszać w wodzie kraba usuwać zanieczyszczeń. Odklej jutro i miłością, na ciele moździerzu lub puree w mikserze na puree. Za mało soli mięsa kraba była gładka i wlać do wycisnąć całą wodę, rysować mięso kraba wody. Kiedy przelewanie wody było płytkie, pozostając ciało wysiłku przez sito, tkaniny wodą gładką. Powtarza proces dekantacji, filtrowaną dwukrotnie całego mięsa kraba i zwłoki wyrzucone.

Woda może być umieszczona na kraba piec mięso dusić, pokrywa i wymieszać crabmeat delikatny pan dolną bez przyklejania. Nadal dusić, aż woda niemal wrze, a następnie stale mieszając, aby wstać i mrożone mięso kraba na fundamencie. Korzystanie patch, zwykłej soli w garnku do mięsa kraba do miski. Daj mi wody i owoce do garnka nadal gotować i gotować na wolnym ogniu. Kiedy mi rosnąć w garnek gotowane, wyjąć z garnka i belki w misce z niewielką ilością wody, aby odciągnąć wodę i wlać sok z tamaryndowca kwaśny do garnka. Dodaj przyprawy sól, przyprawy, sól, trochę sosu z krewetek, posmakować smaku wody.

Weź mały kij lub małą różdżkę i spowodować podejmuje kraba powłoki. Ropy naftowej lub smaru na patelni, szalotka niearomatycznych, rozdrobnione suszone czosnek i kraba stir fry szybko, wylewa się na powierzchni mięsa kraba został wybrany z puli. W celu uzyskania dalszych krojonych pomidorów na patelnię smażony tłuszcz ma dziewięć cegły wyspy, a następnie wlać w rosole pomidorowym.

Niektóre gospodynie domowe nie są zbierane mięso kraba z puli wody do pozostałej w garnku, a następnie nie-aromatyczny krab będzie wylany nad crabmeat. Niektóre z innych gospodyń domowych, w celu zwiększenia liczby mięsa kraba, mrożone mięso kraba lub bardziej, często mieszając z odrobiną mięsa kraba lub jajkiem biały tofu zmiękczyć przed gotowaniem. Rosół może być również zabezpieczenie z rury kości świń , lekko obrane krewetki lub wielbiciele następnie wykorzystywane w oczyszczaniu wody, nawet jeśli katastrofy mają jeszcze kilka grzyby w smaku aromatycznej."
Smacznego ! :)

http://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=vi&u=http://vi.wikipedia.org/wiki/B%25C3%25A1nh_%25C4%2591a_cua&ei=AbtIT8-WMcWLhQfP8o2UDg&sa=X&oi=translate&ct=result&resnum=5&ved=0CE8Q7gEwBA&prev=/search%3Fq%3DBanh%2BDa%2Bcua%26hl%3Dpl%26client%3Dopera%26hs%3DsBG%26rls%3Dpl%26prmd%3Dimvns
-
2012/02/25 12:17:34
A oto przepis, który wypróbowałem i polecam.Na weekend jak znalazł.Anumlik, proszę dobrać winko :)
video.wieszjak.pl/kuchnia/612437,pstrag-marynowany-na-surowo---przepisy.html
-
2012/02/25 13:32:31
No i mam ddylemat
czy się ucieszyć, że mnie Gospodarz tak pięknie oficjalnie powitał, czy obrazić dozgonnie na Anumlika za ciocię Adomi (chyba się odgrywa, że ośmieliłam się Go poprawiać gramatycznie i pouczać towarzysko) - i to kusi i to nęci
Anumlik, wiedz, że mam liczny fanclub wśród rówieśników mojej córki, i jeszcze długo nie dam się zaszufladkować do ciotek z kotem
-
2012/02/25 14:46:39
O, Adomi, dziękuję Ci gorąco za tego Tuwima! Ile ja się tego naszukałam swego czasu, przeżywając długotrwałe zaćmienie umysłu... I co za zbieg okoliczności. Zaledwie kilka postów wyżej miałam ochotę trzepnąć wielką laudację Tuwima. Napisałam nawet zarys, wydał mi się łzawy i nie na poziomie (sic!), porzuciłam zatem ów plan.
I proszę, Tuwim sam mi się pakuje przed oczy, musi znak to jakiś, żeby rozprawkę o nim napisać, iż, mianowicie, wielkim poetą był. Wielkim magikiem, bo jakże go inaczej opisać? Słowa same wyfruwały mu z kapelusza, a metafory niedbale wytrzepywał z rękawa.

Miaukota, dzięki za wietnamski przepis. Mój ulubiony fragment:

pozostając ciało wysiłku
przez sito
tkaniny wodą gładką.
Powtarza proces dekantacji
filtrowaną dwukrotnie
całego mięsa kraba
i zwłoki wyrzucone.

...czyż nie jest atrakcyjnym przykładem poezji współczesnej? Zaiste, cały tekst jest piękny, pięknem absolutnej abstrakcji. Nic, ale to nic z niego nie zrozumiałam ;).
Natomiast do tego pstrąga marynowanego, to chyba tylko czysta wódka.
Jednak nie przepadam za marynatami. Pstrąga najbardziej lubię pieczonego w folii, na żarze z ogniska.

Anumlik przeprowadził Lettycję z Burakowskiej na Tłomackie. Pojawił się Genius Loci, możemy oczekiwać klątwy rabina. Może zawiesi się dziewczynie harmonogram wdrażania? Albo też przekieruje ją ostatecznie i bezpowrotnie w tryb analogowy.
-
2012/02/25 15:42:52
zanalogowana bogini cyfryzacji, to chyba zbyt okrutne

a może pociągnie ją, w duchu Tuwima, ku Grubej Kaśce
-
2012/02/25 16:33:18
@Adomi
Dla Ciebie wierszyk, abyś się nie obrażała dozgonnie. Ty chyba nie wiesz, jakie kochane są ciotki (-_*)

Ciotka Adomi nie zbieranym kotem
Domowe mięso kraba w puli wody
Wypłukuje na fundamencie
Fanclub córek Ciotki
Filtruje gramatyczne błędy
Przez sito gładkie towarzysko
Dekantacja crabmeat
Postępuje dozgonnie
Smażąc anumlika
W ropie naftowej
Stir fry szybko zabezpiecza
Rury kości świń klątwą rabina
Sok tamaryndowca
Zanieczyszcza katastrofę
Duchem Tuwima
Z Grubej Kaśki
Lettycja wychodzi
Z Krainy Analogii
-
2012/02/25 16:35:20
@Miaukota
Jota ma rację. Do tego pstrąga to tylko dobrze zmrożona wódeczka. A do crabmeat kieliszeczek nafty.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/02/25 16:52:53

Wietnamska wagina Lettycji
wróciła do poziomu z poprzedniej jesieni.
Weź mały kij przez sito i kilka grzyby.
Za mało soli, za mało soli
z innych gospodyń domowych
w celu zwiększenia liczby mięsa
powtarza proces inflamacji.
I zwłoki wyrzucone.
--------Nie będę dalej wulgaryzował i horroryzował, bo się Balsam wkurzy.
-
2012/02/25 17:26:47
Jezus Mariola !!! Co ja najlepszego narobiłem tym azjatyckim przywołaniem Bogu ducha winnych krabów !!! ;)
Zgadzam się z sugestiami, do tego swoistego pstrągowego ceviche (klasyczne jest na soku z limonki) na myśl przychodzi od razu zimna siwucha ale za mną łazi jakieś białe, ultrawytrawne, niemieckie albo austriackie.Riesling jakiś smakowity.Anumlik, podpowiedź jakaś ?
-
2012/02/25 18:47:32
@Miaukota
Kraby może są i Bogu ducha winne, ale my - jak widać - z byle instrukcji poezję zacną stworzyć możemy.

Rieslingów masz jak mrówków. To szczep, więc uprawiają go niemal wszędzie. Najlepsze są niemieckie i francuskie. Do Twojego pstrąga podałbym:
- Riesling Diermannsee - biały mocno wytrawny,z Moseli, dostępny w wielu sklepach za kwotę poniżej 50 zł. butelka
- Riesling Halbrocken, rocznik 2008 półwytrawny. Z winnicy St.Urbans-Hof z Moseli. Czasem bywa w dobrych sklepach, a cena około 100 zł. butelka
- Villa Maria Private bin - Riesling, Marlborough, rocznik 2010, z Nowej Zelandii. Dostępny w cenie około 60 zł. butelka
- Lucien Albrecht Riesling Clos Schild , francuski z Alzacji, rocznik 2005. Tym już można nieźle zabłysnąć. Trzeba specjalnie sprowadzić, za około 300 zł. butelka





-
2012/02/25 19:01:08
Dziękuję za szybką i jasną odpowiedź, jutro pomknę zapolować na winiunio, ryba już się kisi w lodówce.
-
2012/02/25 21:18:54
Anumlik, Ob.Ciach, Wasze wiersze przypomniały mi chiński poemat liryczny "Pijąc przy księżycu" w przekładzie Themersona na poezję semantyczną
co-najmniej.blog.pl/anna-glt-i-po-dwa,7832588,n
a skoro o Themersonie mowa, to polecam:
www.culture.pl/baza-film-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/eAN5/content/przygoda-czlowieka-poczciwego

Anumlik, miło jest być muzą, chociaż nie pierwszy raz mi się to zdarza :)
-
2012/02/25 22:02:33
Piękne! Wietrząc spisek, natychmiast rzuciłam się sprawdzać "Dwóch ludzi z szafą", ale Wiki podaje Themersona, jako możliwe źródło inspiracji. Znaczy - nie nakryłam Polańskiego na totalnym, tajemnym plagiacie. Cóż. Co ma wisieć, nie utonie.
Na dodatek, muzyka Stefana Kisielewskiego. Bardzo ciekawe.

Jeśli chodzi o białe wina - moimi absolutnie ulubionymi są Tokai Friulano z Friuli-Venezia-Giulia, które to wino w niczym - wbrew nazwie - nie przypomina węgierskiego tokaju. W Polsce trudny do zdobycia i drogi. I Gewürztraminer alzacki lub z Alto-Adige. Mniam.

Anumlik, Ob.Ciach: prosiłabym uprzejmie o jeszcze odrobinę horroryzowania i wulgaryzowania, nie sądzę, żeby Balsam miał cokolwiek przeciwko temu. Odeśmiałam sobie tyłek, czytając Wasze utwory ;D.
-
2012/02/26 00:11:09
@Jota
Themerson dosiadł tej przypadłości, której na imię prekursorstwo. Zarówno w filmie, jak i w poezji, która wtłoczona została w nurt tzw awangardy krakowskiej, a której genialnym kontynuatorem stał się Tymoteusz Karpowicz, twórca poezji lingwistycznej (wszystkie te etykietki o kant dupy można potłuc). A co do filmu - nie bez przyczyny, myślę, pognałaś, Joto, najpierw sprawdzić co było najpierw - "Przygoda człowieka poczciwego" czy "Dwóch ludzi z szafą". To nie ma znaczenia. Themerson tworzył filmy pod wyraźnym wpływem Man Raya, a kadry z "Emak Bakia" są podobne do kadrów małżeństwa Themersonów. Polański poszedł po "Dwóch z szafą" i "Nożu w wodzie" swoją, inną drogą. Z Themersona pozostanie dla mnie "Wykład Profesora Mmaa" - cudo w prozie, a z Kisielewskiego (też się imał paru upraw metodą trójpolówki) felietony - cudo w publicystyce.

Masz rację, co do Tokai Friulano z Friuli-Venezia-Giulia. Ale Friulano (dawniej Tocai Friulano) jest synonimem odmiany winorośli znanej bardziej jako Sauvignonasse i Sauvignon Vert. Gewürztraminer to zupełnie odrębny od rieslinga (o którego pytał Miaukota) szczep. Prócz tradycyjnych - alzackich i z rejonu Alto - warte polecenie są (niedrogie) gewürztraminer z Kalifornii (Sutter Home California) i tenże ze Słowacji (Tramín červený słowacki Gewürztraminer , białe wino, mimo nazwy, o zapachu róży herbacianej.

Uprzejmie odpowiadam, że - nie bacząc na Balsama - jeszcze sobie trochę czasami pohorroryzuję, a i powulgaryzuję też niemnożka. Joteczko, nie obśmiewaj sobie całego tyłka, na czymś trzeba czasem siadać.
-
2012/02/26 04:54:24
"Pan jesteś inteligentny, pan się chcesz opierdalać":

www.youtube.com/watch?v=OQ2UEVbpbbI&feature=related
-
2012/02/26 15:31:20
I oto klasyczny dysonans poznawczy. Oceniając wygląd, timbre głosu, sposób wypowiadania się i odwagę cywilną dziadka - powiedziałabym, że na sto procent antyklerykał.
A tu - proszę bardzo...

Anumlik, zdaję sobie sprawę, że wspomniane przeze mnie wina nie są odmianą rieslinga. Wymieniłam je tak zwanym nawiasem, zresztą średnio by chyba pasowały do marynowanego pstrąga, jako zbyt treściwe. Ale dzięki za namiary na słowackiego Gewürztraminera, może da się go pić i niedrogi? Bo, ustalmy od razu, normalnie nie stać mnie raczej na winko po stówaku, eheu, eheu.
-
2012/02/26 15:50:00
Ani mnie, Szanowna Joto, ani mnie. Czasem..., przy okazji... No i szukam możliwości degustacyjnych. Tyle, że podczas darmowych degustacji kieliszeczkiem trzeba się opędzić przez wieczór, nie flaszunią, ale smak i aromat poznać można. Obok słowackiego Gewürztraminera polecam też już wymienionego "Sutter Home California", ceną zbliżonego.
-
2012/02/26 17:08:06
Degustować, to ja najbardziej lubię po piwniczkach Burgundii ;). Zdarza się raz na sto lat, ale przynajmniej nikt się nie wygłupia z nalewaniem jakiejś homeopatycznej ilości, ledwo dostrzegalnej na dnie kieliszka. Uczestniczyłam w takiej warszawskiej degustacji kilka lat temu. Śmiech na sali. Kelnerowi ręka się trzęsła, żeby nie nalać aby zbyt wiele - a to, co nalewał, trudno było nawet nazwać łyczkiem. Żenada.
Sutter Home znam i lubię.
Dlaczego ponura opatrzność kazała mi się urodzić w kraju chmielu, pszenicy i ziemniaka?...
-
2012/02/26 23:06:44
Bo złą kobietą byłaś.Buchuuu...
-
2012/02/27 10:27:09
Sam jesteś złą kobietą.
Mogłoby być tak pięknie. Mogłam się urodzić w San Gimignano albo w Honfleur. Albo i w Udine, czy gdziekolwiek indziej, gdzie dostępne są sery, oliwki i wino. Tyle mi wystarcza, żeby przeżyć.
Ale nie. Opatrzność zesłała mnie między bulwy ziemniaczane, a tymczasem za wódką nie przepadam. "Rów, w którym płynie mętna rzeka nazywam Wisłą. Ciężko wyznać - na taką miłość nas skazali, taką przebodli nas ojczyzną..." [popada w ponure zamyślenie]
-
2012/02/27 12:01:32
No, to se pogadałyście, jak kobieta z kobietą. Sam miałem w Nicei takie samobójcze pomysły, coby się tam urodzić, ale... Jak jestem dłużej niż tydzień poza Warszawą, to nie mogę sobie miejsca znaleźć, po dwóch tygodniach już kupuję bilet powrotny, albo ładuję walizkę do bagażnika samochodu. I to nie tylko w Wiedniu, gdzie bywam najczęściej, ale i na ten przykład we Florencji. W San Gimignano spędziłem dwa dni, bo ileż można mieszkać w pięknych, bo pięknych, ale wąskich i ciągle pod górkę, albo w dół uliczkach. Dwa lata mieszkałem na rogu Celnej i Rynku Starego Miasta w Warszawie. Turyści o czwartej rano rzygający po oknami, skutecznie równoważą uroki starych uliczek. [wsiada w samochód i jedzie nad Wisłę, aby pospacerować sobie bulwarem wzdłuż Wisłostrady, a ponieważ nigdy dość Wisły, jedzie do Janowca i na tarasie nad samą skarpą wgapia się w wiślane wiry, Kazimierz naprzeciwko, a ruiny zamku janowickiego z lewej strony]
-
2012/02/27 12:07:34
Jotka, Twoja szklanka i tak jest do połowy pełna.Mogłabyś urodzić się w zairskiej lepiance albo leśnej chacie na północy Syberii, nie narzekaj ;)
-
2012/02/27 13:16:33
Rozrechotałem się serdecznie przy lekturze poniższego tekstu.Można dojść do wniosku, że jeszcze się taki nie urodził co by Żydom dogodził.Swoją drogą ciekawe co o tym artykule by powiedzieli bywalcy Salonu24, świat na głowie stanął ? ;)
izrael.org.il/opinie/2102-prawo-tala-gazeta-niekoszerna.html
-
2012/02/27 16:53:03
Dzięki, Maiukocie, za ten ożywczy zefirek z państwa Izrael. Powinniśmy się teraz przeturlać przez wszystkie salony24, frondy i inne wpolityce, podrzucając linka. Niechaj wiedzą.

No, wiem, wiem, mogłam się urodzić na Islandii albo na Grenlandii, ewentualnie na Alasce. Czy może na Nowej Ziemi, gdzie mój stryj przebywał jako nastolatek, zgarnięty we wrześniu 39, spod Wilna. Trafił tam z kolegami na dłuższy czas i obserwował przypadki kanibalizmu.
W sumie Żoliborz, to nie jest najgorsze miejsce do życia na ziemi.
-
2012/02/27 19:07:09
nawet biorąc poprawkę na sąsiedztwo
-
2012/02/28 17:11:10
Dość paskudny w tym miejscu Genius Loci wziął się za bary z duchem cyfryzacji. Lettycjia Nowackie cierpliwie rozwala złą atmosferę Błękitnego Wieżowca zastygłą w klątwie rabina, z 16 maja 1943 roku.
Uśmiech kota ciotki Adomi już się nie pojawiał, choć o jego istnieniu przypominały Lettycji dochodzące z sali wystaw czasowych Żydowskiego Instytutu Historycznego odgłosy zaklęcia rodem z Themersona: "Stir fry szybko zabezpiecza rury kości świń klątwą rabina".
Ostatnie trzy piętra zcyfryzowane beze mnie - pomyślała Lettycja specjalnie się nie dziwiąc, bo gdzie jak gdzie ale w judaikach cyfryzacja postępowała najszybciej. - Pora na molocha. - Lettycja wsiadła w tramwaj, aby jak najszybciej zająć się cyfryzacją miejsca bez stałego ducha, Pałacem Kultury i Nauki.
-
2012/02/28 17:44:16
Moloch tkwił w analogowej próżni. Lettycja wyczuwał wielość duchów, które unosiły się nad bezmiarem chaosu dziejów miejsca zwanego Placem Defilad. Spojrzała na wykutą w szlachetnym granicie twarz Mickiewicza. Obok wieszcza złośliwie chichotał duch Józefa Wissarionowicza. Wyglądał jak... Lettycji zagrały w duszy dźwięki wydobyte z prozy jej mistrza. Ten duch przypomina... - pomyślała - ... wspartą o srebrny świerk posadzony jeszcze za czasów generał-policmajstra Andrieja Storożenki, stojącą piękność z boku i z daleka, ale z żadna, młodą kobietę w rosyjskiej czapce dookolnej, obutą w kozaczki; spowitą w czerń dłonią dociągała ona połę płaszcza do wydatnej grdyki, położonej tuż poniżej obszernych, tradycyjnych ust polskich, zwartych w nienawistnym uśmiechu.
- Josif, eto wy?
- Tak - odpowiedział po polsku Dżugaszwili. - I na żadną cyfryzację nie pozwalam. Pałac musi pozostać analogowy.
Powiało grozą.
-
2012/02/28 20:06:35
Wcięło gwiazdkę z odnośnikiem, po słowach: "zwartych w nienawistnym uśmiechu" *)

*) "La petite apocalypse", 17 listopada 2009, blog: balsamlomzynski.
-
2012/02/28 22:11:37
Korekto redakcyjna, bezlitosna pani!
Czynisz mnie bezmóżdżem, zanęcasz do pracy
A imię twe - milijon wersji i człek jest do bani,
Nim spocznie w łożu i odleci, jako czynią ptacy.
-
2012/02/29 00:08:30
Ptak niech ptakiem ulata.
Człek w łożu znużony
czknie czosnkiem, kata
wezwie, by ścinał androny
w zarodku. Nie zna korekta
właściwszej antyfony
niźli jeden z miliona.
Uprzysposobiony.
-
2012/02/29 00:45:58
Ze Słownika Komunałów Gustawa Flauberta:
Uprzysposobiony - weź korektę na Monty Pythona:
www.youtube.com/watch?v=cUjoE6-l8zc
-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/02/29 08:12:59
Ptak niech się ptakiem odciska
Gdy wzleciał z łorza boleści.
Korekto! Jakrześ mi bliska!
Ja ciebie z piersi i z pieśni!
Nie będzie czosnek się qurvił
Ni rzadna inna androna.
W zarodku łeb hydże urwij
I dołącz do milyjona.


-
2012/02/29 09:44:46
Siadł korektor na przyzbie
I uplótł androna
Co mi po tej maźnie
Ja wolę pytona
[odchodzi rozsiewając woń czosnku w kierunku składanej tablicy wiadomego cyrku]
-
2012/02/29 09:46:33
Errata, o rety! - "maliźnie", a nie "maźnie". Niebezpiecznie jest się bawić korektorem;-)
-
2012/02/29 12:50:32
Niebezpiecznie jest się bawić korektorom
-
2012/02/29 13:02:15
Bo jak się korektor spersonifikuje, to może cenzorem zostać. A tego na tak zacnym blogu nie chcielibyśmy. Prawda, Mistrzu? Mistrz milczy uparcie i skrycie, musi co nowego bloga wklei. [odchodzi czekając wyniośle, co też nowego Mistrz dla Lettycji wymyślił]
-
2012/02/29 16:40:38
Kiedy zdarza się, że mam sporo wolnego czasu i żadnych terminów na horyzoncie - czuję dziwny niepokój, duszę przysłania mi mgła melancholii, poleguję bezwładnie na kanapie i w znudzeniu przeglądam gazetę. I oto eureka! nadciąga miecz Damoklesa i wiesza się u powały, jest praca, jest termin, deadline mruga z kąta ostro jak brzytwa, neurony przebierają nerwowo raciczkami, gotowe do nowych zadań.
Pytacie, co się wtedy dzieje? Czy pryska melancholia, czy poprawia mi się tempo reakcji chemicznych?
Ba, oczywiście, że wszystko się zmienia. Wstaję rano i pełna energii zaczynam działać: odkurzam starannie mieszkanie, myję bardzo dokładnie obydwie łazienki, zaczynam pedantyczne porządki w kuchni, przegląd w szafkach, w stosach papierów na stole, myję ubabrane w soli buty, wstawiam drugie pranie, ceruję leżące od miesięcy skarpetki Młodego, idę z psem i na zakupy, następnie - już nieco znużona - zaczynam gotować, piec i smażyć - gorliwie, obficie i bez końca.
Koło wieczora siadam z ciężkim westchnieniem do komputera i ostrożnie zaglądam do pilnego dokumentu. Wygląda nieprzyjemnie, wręcz odpychająco. Szczerzy wrogo kły i jest na mnie zły. Otacza się cuchnącymi oparami. Krzyczy i jęczy rozpaczliwie, druk się rozmazuje, jakby go ktoś polał kwasem solnym, oczy zaczynają mi łzawić i nagle przypominam sobie, że przecież jeszcze nie wypiłam popołudniowej kawy! I że warto zrobić krótką przerwę na lekturę gazety. A potem znowu, zaraz, za kwadrans - usiądę do pracy. Tak. Do pracy.

Dziękuję Wam jednak serdecznie za ciąg dalszy cyfryzacji, i za udane exempla poetyckie. Balsam porzucił nas zapewne na czas dłuższy [ponuro kiwa głową].
Wracam w odmęty prokrastynacji.
-
2012/03/01 21:53:47
Dla Jotki i dla Adomi.Obejrzałem ten film po kilkunastu latach i pomyślałem o Was, a nie o facetach.Może jest i w tym filmie i we mnie coś kobiecego ? Zabijcie, nie wiem.
chomikuj.pl/cinemaparadiso/Jan+Jakub+Kolski/*5b1990*5d+Pogrzeb+kartofla/*5b1990*5d+Pogrzeb+Kartofla,151482646.avi
-
2012/03/01 23:05:40
Nie potrafię spojrzeć na "Pogrzeb kartofla" inaczej niż poprzez "Żywot Mateusza", Witolda Leszczyńskiego, gdzie Franciszek Pieczka stworzył podobną postać - Mateusza - czystą, odartą z jakiejkolwiekj martyrologii. Kolski, po 23 latach od premiery "Żywotu Mateusza", wykorzystał Pieczkę do statystowania w scenografii krajobrazów, wspomnień i świątków. Pieczka jednak pozostał Mateuszem z filmu Leszczyńskiego, a właściwie z "Ptaków" Tarjei Vesaasa.
Nie lubię Kolskiego. Jego filmy wydają się "oddychać cudzym powietrzem".

Co do kobiecości w mężczyznach i męskości w kobietach (czyli o tzw. pierwiastku kulturowym a nie genetycznym, jak chcą wyznawcy Judith Butler) niedawno spisałem sobie do notatnika przednie "haiku muralowe":

Mężczyźni kłamią,
Ale czasem mają ładne tyłki.
Ja lubię ładne tyłki.
-
2012/03/02 15:55:31
O! Pochwalam wymowę, ze wszech miar.
Nie mogę się jakoś doprecyzować w kwestii Kolskiego. Może dlatego, że nie kupuję jego sposobu na kino, nie do końca. Nie chodzi o to, że klimaty archetypiczno-wiejskie, że ugory i praca na roli. Sama nie wiem, o co chodzi, ale mijamy się cokolwiek.
Obserwuję posępnie Już-Prawie-Wiosnę zza okna, znużona koniecznością podstępnego przymuszania się do pracy zarobkowej. Fuj.
-
2012/03/02 16:55:07
Dla @Joty, aby choć trochę ukoić Jej melancholię:

Twe nogi w butę obute
Wbijają dziś marszrutę
Prokrastynacji - w bruk.

Wiosny woń pętasz drutem,
I ćwiczysz ciężkim knutem,
Nie tak, chciałaś, nie tak!

Druk, jak imadło kute
Ściska serce podtrute
W archetypiczny strach.

Z deadlinu łzy wysnute
Damoklesową nutę
Spuszczają. W smętne ACH, ach, aaaa.

[odchodzi śpiewając: Aaa, kotki dwa, szarobure obydwa]




-
2012/03/02 18:58:24
Warto tu wpaść bodaj dla wierszyków anmulika.
Kolski -- dokładnie tak samo o nim myślę. Jest coś przestarzałego i nieprawdziwego w jego agronarracjach.
Jak się zajął krajobrazem innego rodzaju, na przykład w 'Wenecji', zdradził się jako zwykłe beztalencie. Nie mogę uwierzyć, że ten gniot w ogóle powstał. Wracając do domu z kina kląłem, że tak się dałem nabić w butelkę.
-
2012/03/02 21:32:02
Zabawna sprawa, zostałem osamotniony na tym anty - Kolskim polu.Wszyscy tacy wyrafinowani, subtelni, eleganccy i pióra w dupach powiewają.Czy "Historia kina w Popielawach" to też jest według Was tandeta i żałość kinowa ? Nie rozumiem zarzutów.Za jasną cholerę.To może i wiochmeńskie dzieła Kondratiuka utopmy w jego filmowej gnojówce ?
chomikuj.pl/cinemaparadiso/Jan+Jakub+Kolski/*5b1998*5d+Historia+kina+w+Popielawach
chomikuj.pl/titi4/film+polski/kondratiuk/Gwiezdny+Py*c5*82+1982,131530690.avi
A to dla złagodzenia atmosfery.Bo w końcu, kurna, gdzie kończy się stół to wiem...
chomikuj.pl/Alecto/Filmy/Big+Bang/Big+Bang+1986+Teatr+TV,115625937.avi
-
2012/03/02 23:07:25
Cytat z Antona: "Tylko mówiąc coś że śnieg topnieje i woda przybiera itd., więc ja Anton z Bagien biorę na siebie całą misję informacyjną: teraz tak, odnośnie mozaiki etnicznej w Syrii tylko u mnie mapka z zaznaczonymi regionami gdzie kto mieszka:

- Sunnici (zielone) 69%

- Alawici (niebiesko-zielony) 13%

- Chrześcijanie(purpurowy) 10%

- Druzowie (różowy) 3%

- Szyci (ciemno-zielony) 3%"
blogcenzurowanyantona.blox.pl/html
A niech oni tam wszyscy mieszkają sobie na zdrowie.
Antonie, pieczarki lubią bardzo pieprz ziołowy i kwaśną śmietanę, wypróbuj, polecam.Szanuję Twoją dbałość o czysty blat na kuchence na zdjęciach, u mnie to różnie bywa ;)
Kapustę kiszoną możesz także podsmażyć krótko na oleju lub smalcu.Możesz wrzucić również nieco ziarenek kminku jeśli lubisz.Ogólnie trzymasz poziom, pozdrawiam :) Miaukota.
-
2012/03/03 00:48:04
No zaraz, zaraz, Miaukoto, czy ktoś użył słowa "żałość" i "tandeta"?... Nie wydaje mi się. Coś Ci się czknęło rozgoryczeniem i strzelasz z katapulty kapustą. Mamy wszak prawo kręcić nosem na Kolskiego... I wara mi od Kondratiuka, bo to mój ukochany reżyser, zwłaszcza "Gwiezdny pył". A "Dziewczyny do wzięcia"? Majstersztyk. No, ale to już nie klimaty agrarne, chociaż - poniekąd. W tle.
[odchodzi, nucąc "Pieski małe dwa.."]

@Anumlik: dziękuję! Melancholia dokumentnie ukojona. Wierszyk przepisuję sobie do kajecika. Popatrz tylko na Balsama. Wpada tu chłopak gościnnie, od czasu do czasu, żeby poczytać Twoje poezje. Ho ho.
-
2012/03/03 09:23:41
@Jota
Podpisuję się pod Twoją oceną twórczości Kondratiuków. OBU. Bo to bracia. Andrzej (ten starszy) zrealizował "Gwiezdny pył" i "Big Bang". Mieszka w Gzowie (stąd te wiejskie klimaty), wraz z żoną, Igą Cembrzyńską. Młodszy, Janusz, nakręcił "Dziewczyny do wzięcia". Obaj (także wespół w zespół działający) są według mnie najbliżsi postrzegania tego, co nas konstruuje - by tak górnolotnie (Balsam, nie bij) się wyrazić. Czyli tych naszych związków z tradycją wiejską i tzw. ludowością, jakiej jeszcze nie przesłoniła "cepelia". Na gruncie teatru takie postrzeganie wiejskiej tradycji realizuje, według mnie, Stowarzyszenie Teatr Węgajty, w ramach którego działa Schola Teatru Węgajty oraz Projekt Terenowy Teatru Węgajty, a które wywodzi się z Teatru Wiejskiego Węgajty. Ale o tym mógłbym godzinami, więc lepiej przestanę. Kolski tak się ma do Kondratiuków (obu), jak Teatr Węgajty do (zacnego skądinąd) Zespołu Pieśni i Tańca "Mazowsze".
www.youtube.com/watch?v=3CWcBNac_vE

Bardzo, barrrdzo, Szanowna Pani, cieszę się, że choć na moment zdołało mi się rozwiać Jocine smuteczki znad rzeczki:)))
-
2012/03/03 12:39:00
@anumlik
Nie zagladam tu czesto od konca mięsopustu .
Takie umartwienie sobie zadalem.
Balsam ma racje . Wiersze sa wyjatkowej urody i pociesznosci.
Po prostu jak mawial redaktor Rzeszot
"Fajerwerki strzalow druzyny radzieckiej
To jest hokej w najwyzszym swiatowym amatorskim wydaniu."
-
2012/03/03 12:44:39
"To ja jeszcze dokroje salcesonu" przemnknelo mi przez glowe- chyba z Kondratiuka.
A film traktowal o planach matrymonialnych chlopca ze wsi , ktory mial krzestnego pracujacego jako wozny w bursie szkolnictwa zawodowego dla panien.
Mozna sie przyczepic czy to nie polska Milosc Blondynki Milosza F.
-
2012/03/03 12:47:24
@anumlik
Zajrzalem do twojej notki .To bylo chyba z Dziewczat do wziecia.
-
2012/03/03 14:37:53
@Anumlik: ależ tak, "Dziewczyny..." zrobił Janusz, młodszy z Kondratiuków. Pamiętam, jaka byłam zdziwiona, kiedy - wieki temu - odkryłam, że jest ich dwóch ;). Faktem jest, że tworzą często w symbiozie, jak choćby "Wniebowziętych".
Sprawdziłam i o ile się nie mylę, to była pierwsza większa rola Himilsbacha po "Rejsie", a na pewno pierwszy duet z Maklakiem.
Zdałam sobie także sprawę, że kiedy siedziałam z Himilsbachem w Harendzie, w 83 chyba - i wydawał mi się prehistorycznym starcem - był mniej więcej w tym samym wieku, co ja teraz [osłupiały wytrzeszcz oczu].
Głęboko przejmujący jest ich cykl rodzinny, "Cztery pory roku", "Wrzeciono czasu".
-
2012/03/03 16:13:24
Weźcie, kur..., i przestańcie mnie w samozachwyt wbijać. Już się zaczynam w portkach nie mieścić. Ale za ciepłe słowa dziękuję.

@Jota: Po wspólnym rejsie w "Rejsie" Himilsbach z Maklakiewiczem zagrali razem w kilkunastu filmach, a każdy epizod to osobny poemat. "Wniebowzięci" i "Jak to się robi", to, obok "Rejsu", najlepsze dla mnie filmy jakie w Polsce powstały. O "Gwiezdnym pyle" i "Dziewczynach do wzięcia", już sobie pogaworzyliśmy. Jeśli mogę popaść w porównanie (choć w innych realiach politycznych i w innej tradycji grała ta para) , to porównałbym Himilsbacha i Maklakiewicza do Louisa de Funs i Bourvila. I dalibóg nie wiem, którą z tych par aktorskich wyżej bym postawił.

O dozgonnej miłości Himilsbacha do Maklakiewicza niech zaświadczy anegdotka, którą podaję za Witoldem Paczkowskim (Klub Miłośników Filmu, 12 grudnia 2009):
<<Fragment rozmowy telefonicznej między Himilsbachem a matką Maklakiewicza w kilka dni po pogrzebie.
Jan Himilsbach: Jest Zdzisiek?
Czesława Maklakiewicz: Ależ panie Janku, przecież umarł! Był pan przecież na pogrzebie...
Jan Himilsbach: Wiem, kurwa... ale nie mogę się z tym pogodzić...>>
-
2012/03/03 16:49:36
@anumlik.
Byc moze to znana powszechnie anegdota.
Himilsbach dzielil hotelowy pokoj z Jerzym Putramentem na zjezdzie literatow.
- No to jak panie Putrament umawiamy sie ? Lejemy do umywalki.
-
2012/03/03 17:56:34
@Marzencic
Anegdotkę znam, tyle, że z wstawionym w miejsce Putramenta Mieczysławem Jastrunem. A co do sikania do umywalki. Scenka w tramwaju w czasach wczesnego Gierka. Siedmiolatek, pod opieką tatusia, rozrabia. Ojciec wyczerpawszy już wszystko, co dozwolone w publicznym miejscu, aby gówniarza przytemperować, sięga do argumentu ostatecznego:
- Jak się nie uspokoisz, powiem mamie, jak się zachowujesz.
- A ja powiem mamie, że sikasz w kuchni do zlewu.

A z anegdotek o Himilsbachu, najbardziej lubię tę, w której naprany Janeczek wychodzi z baru i widząc, jak robotnicy układają chodnik, mówi:
"Tyle dróg budują, tylko, kurwa, nie ma dokąd iść!".

-
2012/03/03 18:08:07
Mamy dzisiaj tzw dzien przeznaczony na konserwacje systemow. Siedze od 12.00 i czekam na Godota doslownie. Choc w koncu podniesli moje systemy i moge testowac czy dzialaja. A miala byc godzinka a moze dwie.
P.S. Szkoda watrob i nerek gosci.
Wielu malyach i wielkich wodka wyeliminowala i niestety dalej eliminuje.

-
2012/03/03 20:12:51
Się rozpływam w błogostanie. Więcej, więcej tego dobrego! - mam na myśli Himilsbacha anegdotycznego. Czytałam to już wiele razy, ale nigdy mi dosyć.
Te posiedzenie z Himilsbachem w Harendzie były może raptem trzy czy cztery. Najlepiej pamiętam wódeczkę na dole. Są może tacy, którzy pamiętają jeszcze dawną Harendę - na parterze szyk socrealu i kawka, oraz milion studentek neofilologii. Na dole - barek, lustra, wódka i lorneta z meduzą. Obydwa te miejsca stały się moją alternatywną alma mater, zajęcia miałam bowiem na Oboźnej, tuż obok - i dużo czasu. Płakać mi się czasem chce z tęsknoty, zwłaszcza za dolnym barem z lustrami - jakiż tam panował klimat, bogowie!...
Kręciło się trochę szemranego towarzystwa, łasego na wdzięki neofilologicznych dzierlatek. Pamięć podsuwa niejakiego Rycha, mężczyznę o nieco zwietrzałym uroku niegdysiejszego przystojniaka. Rychu miał zawsze dużo kasy, cyniczne poczucie humoru, nigdy, przenigdy nie wyskoczył z niewczesną prowokacją. Dystyngowany cinkciarz, jak podejrzewam, chociaż brzmi to jak oksymoron.
Nie wiem, czy są dziś takie miejsca, nie robi się już drobnych interesów przy secie z golonką.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz oglądałam "Wniebowziętych" - siedziałam, szczerząc zęby od początku do końca.
www.youtube.com/watch?v=AiI2SEoTMdk&feature=related
-
2012/03/03 22:59:30
Wyleczona (podobno? na chwilę?) z melancholii, samaś mnie w melancholię wspomnień (harendowych) wbiła, Joteczka. Chadzałem do Harendy, chadzałem, i spotykałem się z pewną studentką neofilologii, młodziutką, śliczniutką... Ach. Od trzydziestu lat za żonę ci ją mam, a ona od trzydziestu lat, co roku, dwadzieścia jeden lat kończy i ani roku więcej. A śliczniutka w dalszym ciągu ci jest. Lornety pod meduzę, z Himilsbachami i Maklakiewiczami w tle raczej, też nie są mi obce. Ach, ach... [odchodzi do barku, wyciąga lornetę, napełnia czystą wódeczką, i...]
Dobranoc, Joteczka;-)
A na dobranoc Himilsbach, ale jako pisarz:
www.youtube.com/watch?v=gc1qmdb_wPk
-
2012/03/04 00:05:30
O Himilsbachu Janusz Głowacki wspominał, jak ten mu tłumaczył że nie warto dla dziwek kupować prezerwatyw, bo leczenie jest bezpłatne, a prezerwatywy nie. Cytował opowieść o jednej, która otwarcie uprzedzała, że ma wenerę, i że można złapać. - I co, Jasiu, złapałeś? - pytał Głowacki. - Jeszcze jak! - odpowiedział rozpromieniony Himilsbach :))
-
2012/03/04 15:41:04
Zapluwszy się z radości, Tetryku ;)

-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/03/06 11:40:30
Poczucie wielorakiego obowiązku i wzmożenie moralne zmuszają mnie do poczynienia uwagi, że jeżeli Balsam nie zamieści natychmiast nowej opowiastki, a normy etyczne, oczywiście mam na myśli zdrowe normy, a nie te, którymi kieruje się nieudolny rząd platformy Obywatelskiej i osobiście Donald Tusk, wręcz wymuszają na nim zamieszczenie nowej opowiastki, jako że poprzednia zaprezentowana była prawie miesiąc temu, to bywalcy niniejszego bloga, mam na myśli oczywiście w miarę stałych bywalców, których grono wbrew rozsiewanym przez wiadome środowiska niebywale obrzydliwym plotkom nie maleje, a nawet zostało ostatnio poszerzone o jedną osobę płci żeńskiej, mogą zacząć zapadać, z absmakiem to słowo wymawiam, w marazm, nie wyłączając Marzencica, który już popadł w umartwianie i Joty pogrążonej w proktastynacji.
-
2012/03/06 12:33:13
Stan prokrastynacji Jota zamieniła musi co w twórczą wenę, pod wpływem wenery Himilsbacha. Marazm, faktycznie, obezwładnia. Balsam, nie obcynadalaj się, Twój wierny ludek czeka na nowego bloga-(
-
2012/03/06 13:52:07
Niestety, muszę przyznać ze wstydem, tak, ze wstydem, że weny brak, prokrastynacja się pogłębia, za to termin, dla odmiany, zbliża się wielkimi krokami. Dziś rano przyszyłam ostatni oderwany guzik. Mogłabym jeszcze zacząć wielkie, wiosenne porządki w piwnicy.
Na szczęście nieoceniony Jan Pospieszalski podsunął mi pewną koncepcję: dzięki jego wzruszającej filipice krakowskiej wiem już, dlaczego nie mogę się zabrać do uczciwej pracy! Wszystkiemu winien jest Tusk.

Co do Balsama, muszę wyznać, że wkurza mnie takim milczeniem. To w końcu jego blog, do diaska! Jak nie przedstawi solidnie udokumentowanego dossier medycznego na swoje usprawiedliwienie, pójdę sobie i zagłębię się w pracy. Phi.
-
2012/03/06 14:18:03
Zagłębie się i zagłębia
(Jak gdyby nigdy nic)
Win Tuska nie oziębia
Pospieszalskiego witz

[zarażony Jociną prokrastynacją odsuwa od siebie robienie czegokolwiek, pewnie i na strony Łonacka Łomzyńskiego zaglądać mu się nie będzie chciało]
-
2012/03/06 14:23:07
Jota, a może to przemyślane (tudzież przemyślne) działanie Balsama, w celu spowodowania Twojego zagłębienia
-
2012/03/06 14:50:23
Nie sądzę, doprawdy. Balsam skłonny bywa, co prawda, do poświęcenia, ale żeby aż tak? Nie widać go od czterech dni, a i wtedy wpadł tylko po to, żeby poczytać wierszyki Anumlika, jak się wyraził był expressis verbis.

O, Lettycjo, porzucona w łanach cyfryzacji!
O, Marianno, zawieszona w ciasnej niszy bardo!
Lekce was sobie waży nasz blogmistrz bez spacji
Za to go poszczujem pudelkiem z pstro kokardo!
-
2012/03/06 16:30:09
A gdy wreszcie wylezie z pudła Schrödingera,
Nikt już wiedział nie będzie co to za cholera.
-
2012/03/06 23:44:33
Obciach to bystry gość, uprzedził moje własne wynurzenie na ten temat.Nic więcej nie powiem.
www.youtube.com/watch?v=LTso3SNYTbA&feature=related
-
2012/03/07 00:54:07
Marian przeładował broń, wiatr i nawała deszczu oślepiała mu oczy.Z oddali usłyszał nadciągające sygnały aut dyżurnych.W huku własnych myśli i w dudnieniu rzeki wrzasnął: Heeej ! Marianno i Letycjo mego kurwa samotnego serca ! Czyż nie jestem godzien choćby maleńkiego wspomnienia w sercach waszych ? Małej fotografii w pamiętniku czy tatuażu na biodrze !? Czy nic już po mnie nie pozostanie ? Hałas niebiańskiej nawałnicy zagłuszył jego krzyk.Grube krople deszczu placały na szybę auta bardzkiej policji, przełamana, rumuńska ciężarówka na moście zdawała być się wyzwaniem tak dla zdrowego rozsądku jak i dla niedzisiejszych już zupełnie literackich potyczek.
static.panoramio.com/photos/original/18289551.jpg
-
2012/03/07 07:40:02
@miaukota
Wydobywasz ciagle z nieczynnej juz zapewne czesci mojego tylomozgowia dawno zapomniane obrazy.
Wracalismy z kumplem stopem z Lublina. Po zmroku kolo Wielunia zatrzymal sie Robur albo inne demoludyczne motoryzacyjne cacko. Lalo niemilosiernie. Gosc co pare metrow stawal i przecieral rekawem przednia szybe bo wycieraczki mialy spalone motorki.
I tak pedzilismy 30 na godzine przez pare godzin w kierunku stolicy Zdolowanego .
Slaska.
P.S. W pociagu zagadnalem nieopatrznie goscia podobnego do kolegi z poprzedniej pracy. Takiego wybrzydzacza nie dorobil sie nawet PIS.
-Popatrz pan na chmury jak ukladaja sie w znamienne fale. To przez cwiczenia NATO.
I potem mamy przez pare miesiecy wyz w jednym miejscu podczas gdy leje gdzie indziej. Ale podrygujaca w takt muzyki oblozona telefonami i tabletami mlodziez nie jest w stanie tego zauwazyc.
-
2012/03/07 10:13:18
Obciach to bystry gość, a Miaukota wynajduje niezłe kawałki: obśmiałam się do rozpuku przy scenie samolotowej. Poza tym onże wydobywa z tyłomózgowia zapomniane obrazy i rzuca zadziwiającymi czasownikami: "Grube krople deszczu placały na szybę auta ..."
Placały, powiadasz. Pochyliłam się nad powyższym orzeczeniem - najpierw lekko zaskoczona, bowiem nigdy nie miałam przyjemności wpaść na takie dziwo, ale od paru minut mamlę placać i placało, i coraz bardziej mi się podoba ;).

"Marianno i Letycjo mego kurwa samotnego serca ! ..."
Bardzo ładna apostrofa.
-
2012/03/07 11:17:03
Psze pani, Miaukota znów się wyraził za pomocą apostrofy. Co z tego, że ładnej, kiedy nieładnie, ooo;-(
-
Gość: Ob. Ciach, pc-77-46-124-82.euro-net.pl
2012/03/07 13:02:32
Apostrofa miaukocia przednia i można ją o poranku wielokrotnie wykrzykiwać, niemniej zawarty w niej wyraz, który wrażliwość anumlika poruszył i do donosu słusznego pchnął, zacniej prezentowałby się na przedostatniej pozycji, bezpośrednio przed sercem.
-
2012/03/07 18:27:40
Otóż będę polemizowała! Na tym przedostatnim miejscu widziałaby go tradycyjna syntaksa, jak najbardziej. Zgoda. Dlatego właśnie, wypuszczone nieco przed szereg, słowo to - tak słusznie przez Anumlika zauważone i podniesione - jeszcze bardziej bije po oczach, a przeczytane głośno - także po uszach.
Tak jest ciekawiej i dziwniej, a przez to lepiej i mocniej.
Nadto Miaukota juz parę razy nadużywał, Anumliku, chyba dawne wstręty poszły w niepamięć. Można słusznie rzucić słowem od czasu do czasu. Biorąc pod uwagę głęboką rozpacz Mariana i totalną zawieruchę wokół, wszelkie rozpaczliwe wykrzykniki wydają się wysoce usprawiedliwione.

-
2012/03/07 19:17:13
Jakie wstręty? Jakie wstręty? Pogadalim sobie z Miaukotą jak dres z dresem, ustawki uniknęlim za pomocą tulipana, a że czasem syntaksą apostroficzną się poprzerzucamy, no to co...? Też do pani, psze pani, ze słusznym donosikiem uskuteczniałaś nawijkę, kiedy Miaukota kurwą, albo i innym piździelstwem rzucił;-)
-
Gość: , 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/07 20:22:26
@jota - ale żeś mnie dowartościowała! Przeżyłem pół wieku w przekonaniu, że mój sposób rzucania mięsem to ulica, melina i gorsze podwórko, a tu dowiaduję się, że to tradycyjna syntaksa!
[oddala się nieśpiesznie w samozachwycie, przytrzymując niedbale macką szary koniec do walenia]
-
2012/03/07 20:29:57
Anumlik, przestaniesz Ty wreszcie biegać z jęzorem, skarżypyto ? Syntaksa apostroficzna ? Aż jęknąłem z wrażenia.To jest godne pióra Balsama ;)
-
2012/03/07 20:36:31
Och, to takie tam żarciki były... Donos przyjacielski ;)
-
2012/03/07 20:39:44
Miaukocie, rozdwoiłeś się na rozmaite adresy??
-
2012/03/07 21:26:36
@Miaukota
To dla Ciebie wierszyk, abyś nie myślał, że tylko kobitki perłami obdarowywuję:

On rozdwoił, Dres, adresy,
Niezłe biesy, niezłe biesy!
Syntaktując swe karesy ,
Niezłe biesy, brzdęk!

Balsamiczne zżarł rulesy,
Niezłe biesy, niezłe biesy!
Background z majtek od metressy
Niezłe biesy, brzdęk!

Do Jocinej sięgnął kiesy,
Niezłe biesy, niezłe biesy!
Apostrofą wylazł w kresy,
Niezłe biesy, brzdęk!

-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/07 21:32:14
@jota - przepraszam, to ja znowu cichacza puściłem...Cóż...tyle lat jako tajny współpracownik, więc z zastarzałego nawyku się nie ujawniam.
[Odchodzi niepyszny i na twarzy spąsowiały jak róża luksemburska]
-
2012/03/07 22:10:21
Jotko, treść tego anonimowego wpisu sugerowałaby ślady kocich łap ale duch i charakter to przecież Obciach :)
Anumlik, dresiany druhu ! Dla Ciebie w odwecie.Złamałem wszystkie zasady limeryków ale co tam, nazwijmy to miaurykiem ;)
"Raz pewien facet z Lublina
fakt, bydlę, chamidło i świnia
swą mową uraczył był syna:
Nicponiu, wałkoniu i żmijo
Mój czas niestety już mija
Lecz nie myśl Ty o tem, że twardym banknotem
Owinie się po mnie Twa szyja."
-
2012/03/07 23:08:40
Żmij tfujnął był twardym banknotem
I ojca zostawił - pod płotem.
-
2012/03/08 07:38:49
Kliknalem na zdjecie z prezesem , a tam podpis
jaroslaw_kaczynski_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg
-
2012/03/08 07:57:40
Przyjrzalem sie dokladnie zdjeciu i niczego niezwyklego nie zauwazylem.
-brwi podniesione,
-drobny wytrzeszcz oczu,
-spojrzenie atakujaco-szkliste,
- usta w ciup, nieznacznie wykrzywione ku gorze z prawej strony.
-
2012/03/08 11:54:49
Ja pisac po Polski slaby, alo czy ten Kaczynski lubi murzynow?
-
2012/03/08 12:19:54
@obambo.1
Na pewno nie lubi PO-lakow - niezaleznie od koloru skory.
-
2012/03/08 14:41:29
Aha, a juz myslal ze nikt mi ne odpowie, ze murzyn.
-
2012/03/08 15:53:40
O ile mnie pamięć nie myli, Obambo, wcześniej pisałeś po polsku całkiem, ale to całkiem poprawnie. Może to powrót do korzeni. Albo Alzheimer - zapominasz, czego się nauczyłeś... I tak bywa.
Ob.Ciachu - syntaksa nie wartościuje. A zatem słowo kurwa może i wiąże się emocjonalnie z meliną... Chociaż - zważywszy na jego - tego słowa - absolutną powszedniość i niewiarygodną wręcz popularność - śmiem wątpić. Czy jest wśród Was ktoś, kto nigdy w życiu nie użył wyżej wymienionego? A przecież kudy nam do melin, ulic i gorszych podwórek. Tu sam bon ton, hihg life i fi donc.

Anumliku, wierszyk co prawda dla Miaukoty, ale pozwalam sobie przepisać go do mojego tajemnego kajecika, bowiem boski jest. Miauryk też piękny.

Marzencic - sądzę, że wymiar niestandardowy ma cały Prezes, od stóp do głów. O stanie psyche nie wspominając.
-
2012/03/08 16:38:58
Co pany?, ja muwit dobrze, ale pisne jescze ne za bardo.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/08 17:23:02
@Joto - a było to tak:
1. Miaukota wystąpił publicznie ze słowami:
" Marianno i Letycjo mego kurwa samotnego serca"
2. W tym niewinnym zawołaniu wykryłaś apostrofę.
3. Zasugerowałem, że lepiej by brzmiało "Marianno i Letycjo mego samotnego, kurwa, serca". Tak mięsem rzucam, bo tak mnie nauczyły ulica, melina i gorsze podwórko.
4. W mojej kolejności wyrazów (kurwa, jak zawsze, przed sercem) wykryłaś tradycyjną syntaksę.
5. Zachwyciłem się, że tak ładnie mówię, podobnie jak Jourdain, gdy dowiedział się że od czterdziestu lat mówi prozą.
6. Z tego podniecenia nie podpisałem się pod podziękowaniem, które przez to zostało przypisane Miaukocie.
7. Historia zatoczyła się w koło.
8. Jeszcze trochę się pogrzebię w tym temacie, a wróci trollowaty i zaproponuje poluzowanie gumki.

[ a najlepsze, że teraz sam już jestem za kolejnością z miaukociej apostrofy ]

Balsamie!!!! Wróć i wrzuć tu coś, bo Twój wierny ludek w przyczynkarstwie grzęźnie.


-
2012/03/08 18:09:12
Balsaaaamie! Nie bądź odludek;
Grzęźnie ludek, grzęźnie ludek.
Wracaj pod znajomą budę,
Zgrzęźnie ludek Twój.

Nie wystawiaj jej na nudę;
Grzęźnie ludek, grzęźnie ludek.
Gdyż gotowa wkręcić rude
Włosy w grzęźnięcie.

Przyczynkarstwa scedź ułudę,
Grzęźnie ludek, grzęźnie ludek,
Zaduj w surmę, w róg, bądź w dudę
Zgrzęźnij zadęcieeee!

(Ob.Ciacha, Joty, Marzęcica, Maiuakota, An'Umlich'a , i całego ludka balsamiocznego)






-
2012/03/08 18:18:02
Ach, wróć, Luciu, wróć Luciu, wróć!... ("...złudzenia Guciu rzuć...")

www.youtube.com/watch?v=fyw0MOzk7fs

Ob.Ciachu, ależ tak, jak najbardziej, wszystko się zgadza. Plan - tak jasno przez Ciebie przedstawiony - tożsamym jest z moją wizją sytuacji. I na tym chyba zakończymy ten jakże owocny wątek syntaksy;).
Postanowiłam sprawdzić, od jak dawna tkwię na blogu Balsama. Cóż, pierwszy wpis umieściłam 6 maja 2010. I w samym tylko maju onego roku Balsam wyprodukował był kilka rozkosznych epizodów.
Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, a balsamowy koń najwyraźniej okulał albo i zwyczajnie padł ze starości. Zobaczycie, że B. pojawi się bez słowa, nie zaszczyci komentarzem naszych tęsknych zawołań i będzie się zachowywał, jakby nigdy nic. Ewentualnie zmami nas kolejnym mrożącym komunikatem na temat swojego zdrowia.
-
2012/03/08 20:08:59
Chyba, że już, tfu ! wziął i umarł.Zazwyczaj na takie ponure pogłoski prędko odpowiada ;)
-
2012/03/08 21:30:45
Balsamie!, nawet ja Anton z dalekiego kraju cie wzywaju, nie łaz po nocy, wyciąg ręce z pod kocy, i napisz nam ku dobrej nocy, a my wyrwiemy cię z blogowej niemocy, nawet o północy :D
-
2012/03/09 14:57:03
Balsam nie wraca ranki i wieczory,
Lud czeka strwożony srodze.
Po blogu snują się damskie wapory,
Strzyg-Fotyg pełno przy drodze.

Musi co Balsam w spóźnione amory
Wdał się, a wiek zmógł go srodze,
Albo mu domu wciąż czyni honory
Ministra, nam ku przestrodze.

Oj, Balsaaamie, Balsaaamie,
Ty lepiej pooopraw sieee.
I poooojaw sieee.
I zaaabloooguj sieee!



-
2012/03/09 15:41:43
Anumlik, szacun !
każdy temat potrafisz zamienić w wiersz
i to jaki

tu jest dla Ciebie godne pole do popisu:
wyborcza.pl/hymnodnowa/1,125582,11315419,Piszemy_piata_zwrotke_naszego_hymnu_.html
wróżę Ci sukces
-
2012/03/09 16:36:15
Dzięki za szacun. Co do piątej zwrotki naszego ukochanego hymnu. Moja "piąta zwrotka", którą ad hoc napisałem nadaje wyłącznie do ... Sama zresztą, Adomi, zobacz:

Jeszcze Polska nie zginęła,
Kiedy my żyjemy,
Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.
Marsz, marsz, Dąbrowski,
Z ziemi włoskiej do Polski,
Za twoim przewodem
Złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
Będziem Polakami,
Dał nam przykład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Jak Czarniecki do Poznania
Po szwedzkim zaborze,
Dla ojczyzny ratowania
Wrócim się przez morze.

Marsz, marsz, Dąbrowski...

Już tam ojciec do swej Basi
Mówi zapłakany -
"Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany."

Marsz, marsz, Dąbrowski...


Wbij taraban w zabór brzydki,
Polaku kochany.
Basi w pąs zakwitną łydki,
Ty rozbij kajdany.

Marsz, marsz, Dąbrowski

No, sama widzisz, że ja do patriotycznych wzdychów nie nadaję się zupełnie;-)))
-
2012/03/09 17:36:32
Hy!... Kusim, jak możem, to waporem, to znowu tarabanem, a Balsam nic. Miaukot nawet kostuchą nęcił. Cisza. Pustki.
Strwożona sięgam, kędy wzrok nie sięga, w zatęchłe odmęty wirtualnych czeluści: BALSAMIE! Powstań, ja Ci to mówię, wróć, ucałuj, jak za dawnych lat bywało! Dam Ci za to pizzy najpiękniejszy blat!

Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby...


Nie bądź samolubem, utul spłakane sieroty!
[celowa i prowokacyjna redundancja wykrzyknikowa]
-
2012/03/09 18:31:17
Jota, jak Ty zrobiłaś kursywę? Korzystam z tych podpowiedzi na dole i za cholerę mi nie wychodzi.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/09 21:12:14
Balsamie! Skoro nie dbasz o zdrowie psychiczne swego wiernego choć czarnego luda, to zadbaj choć o stan swego obejścia. Inwentarz bez dozoru spustoszenie na nim czyni. Już to piątą kolumnę do hymnu tworzą, już to w szale macgyveryzmu kursywą piszą, już to każdy temat mową wiązaną komentują, już to bluźniercze pogłoski o Twym zejściu szerzą. A Ty gdzie? To przecież Twój blog! Albo niezwłoczna miotła nowej opowieści przywróci porządek, albo wkrótce będziesz nas wynosił na kopach redundancji wykrzyknikowej!
-
2012/03/09 21:45:36
A z tych nudów kursywą napiszę, Balsamie nie naśladuj kapitana Schetino i wracaj na blog, bo ludzi ogarnia mrok, nie każdy jest stworzony do pióra i chrzani jak jakaś ciura :D
-
2012/03/10 00:23:38
Dobra nasza, anton mało że kursywą, to i rymem leci. Lodowce Grenlandii topią się na samą myśl o tym wydarzeniu, zobaczymy, czy drgnie coś w duszy Balsama.
Przebóg, chyba nas nie porzucił całkiem i na zawsze?...
Szuja! - fałsz i ruja ekskluzywnie powodują nim!...

www.youtube.com/watch?v=vm6fMSb97Xg&feature=related

...Anumliku, kursywę tworzę zgodnie z dyrektywami pod ramką, ni mniej, ni więcej.

-
2012/03/10 12:11:21
@Jota
Jean Anouilh: "Miłość kolejny problem, którego Marks nie rozwiązał".
Doskonale to to pasuje do "Słownika komunałów" Flauberta.

Dyrektywy pod ramką nie są u mnie aktywne. Przeczytałem w instrukcjach "Bloxa" wszytko o edytowaniu tekstów, jestem od dwóch miesięcy szczęśliwym posiadaczem loginu na Balsamowym blogu i ... nic;-( Phiii...
-
2012/03/10 12:19:19
Anumliku, istotne jest aby teksty "i" i "/i" (podobnie jak inne tagi) otaczać nawiasami kwadratowymi, a nie ostrymi jak w czystym HTML-u :)
-
2012/03/10 12:38:29
Chyba jednak muszę żyć bez kursywy i pogrubiania [odchodzi w melancholii]
-
2012/03/10 12:48:39
Możesz także popróbować współpracy z innymi przeglądarkami.Tuszę, że nie korzystasz z IE 6 ? ;)
-
2012/03/10 12:52:50
Już wlazłem w kursywę, jak widać na załączonym obrazku. Zapomniałem o "ukośniku" na końcu. Dzięki szanownemu konsylium:)))
-
2012/03/10 18:31:39
Cisza.Nadal.Niedobrze.
Jeżeli się nami nie bawisz...
www.youtube.com/watch?v=t7NdBIA4zJg&feature=related
-
2012/03/10 22:32:51
No wreszcie, Balsamie! Słyszysz ten stukot kamieni spadających z serca?
Leonem się zbytnio nie przejmuj - szofer nie musi być doskonały.
-
2012/03/10 22:58:04
To nie szofer ma być doskonały, to Balsam musi być zum Ende gebracht.
-
2012/03/11 08:58:09
He, he, to działa ! Wylazł i nawet się obraził ;)
-
2012/03/11 10:40:45
Miłość w cieniu ciecia

Lettycja ciężko wbijała w bruk Patelni nie dość już zcyfryzowne, a nie do końca jeszcze zanalogowane stopy. Werbel poprzeczek od zawieszek wybijał rytm na przypadkiem dobranym stołku przypadkiem dobrany cieć. Dobijał emerytury graniem na Patelni w dzień, nocą zaś molestował Zeitgeisty, Poltergeisty i inne Genius loci, które, jako cieć miejsca pilnował.
Wbij taraban w zabór brzydki,
Polaku kochany.
Basi w pąs zakwitną łydki,
Ty rozbij kajdany
- zanuciła Lettycja w rytm cieciowego werbla. - Tfu, skądże mi, ach skąd - pomyślała, choć..., pomyślała... na konkurs Gazety Wyborczej by się ta piosneczka nadała, zgodnie z sugestią Ciotki Adomi.
Patelnia wchłonęła kolejną porcję śpieszących do pracy Warszawiaków, których wyrzuciło z dwóch kierunków kolei Metra; Kabackiego i Młocińskiego. Leon wyłonił się z bramki jako ostatni.
- Guten Morgen, Lettycja - powiedział z akcentem nowoursynowskim. - Masz, jak słyszałem od ministra, kłopoty ze zcyfryzowaniem Pałacu.
- Duch, kurwa, Stalina wlazł w ździrę ze starej opowiastki. Wywarczał, że Pałac ma zostać analogowy. Bonne journée vous - dodała, jak poliglota poliglocie, po francusku z akcentem starożoliborkim.
Cieć przestał werblować taboret.
- Ja wsio słyszu - dodał po rosyjsku. - Baćka skazał mnie, cztoby posmotrieć eto miesto.
No ja nie pazwaliu jewo zcyfrawat'. Paniato?!
Powiało grozą.
-
2012/03/11 11:57:51
Lettycja spojrzała na ciecia uważniej.
- Ty jesteś?
- Jestem - odpowiedział cieć z wyraźnym akcentem krakowskim - Lukasz Gibała, herbu Gowinat. I jako świeżo zcyfryzowany poseł RPP słucham teraz bat'ki Stalina.
- Zamienił Gibała kardynała na marszała - wtrącił szofer ministra. - Ty mi tu, cieć, nie mieszaj w cyfryzacji.
Lettycja poczuła jak wciągać ją zaczyna magiczny urok cwanych ocząt ciecioposła. Jej sutki twardnieć zaczęły pod kusym t-shirtem z nadrukiem Sodalicja Mariańska. Jeszcze chwilka - pomyślała, a ...
- Lettycjo, nic ci nie jest? - usłyszała jakby z oddali. Leonek wyrżnął posłociecia w pysk.
- Paszoł won! - warknął. Patelnia echem odbiła plask i warknięcie .
-
2012/03/11 12:13:19
- Ach! - wykrzyknęła Lettycja. - Ach... - powiedział ciszej Gibała. - Jeszcze... - powiedział - - jeszcze. Bij mnie, Leonku. Dręcz mnie, męcz mnie, ręcznie. A potem... Mam wolne po dziewiętnastej, może zjemy razem kolację?
Lettycja spojrzała na obu panów z niedowierzaniem.
- Kiebyś ty był mój - zaśpiewała po góralsku - dałabych ci welun, ach... Ale ześ ty nie mój, nie mój... nie ci kupi Leun. Leeeeuuuun - dodała.
-
2012/03/11 16:48:28
Osunęłam się z cichym kwikiem. Scenka rodzajowa na Patelni jest jak marzenie Dziewicy Orleańskiej o jaraniu blantów - zupełnie niemożliwa. Boska. Nie używam wykrzykników, zgodnie z zaleceniem Balsama, zauważcie.
Poprawiłabym jeno drugie zdanie z pierwszego fragmentu ("Werbel poprzeczek...etc"). Fonetycznie daje po uszach do zawrotu głowy, ale pierwsza część w nikły sposób przystaje do reszty - albo alergia wziewna, która jak co roku atakuje mnie wiosną, przymuliła mnie tradycyjnie na amen.

Chciałabym skromnie zwrócić Waszą uwagę, iż wywróżyłam co do - nomen omen - joty powrót Balsama na łono bloga. Sklął nas szpetnie, pochwalił niechętnie (i to tylko Miaukotę, po znajomości), wytłumaczył się nader oszczędnie i poszedł sobie, za nic mając nasze żałobne jęki. Niezły z niego dziadyga, swoją drogą.
-
2012/03/11 17:45:06
Werbel to nie tylko instrument perkusyjny, to także rytm. I w tym znaczeniu użyłem słowa werbel. Masz rację, Joteczko, to miało fonetycznie bić po uszach. Teraz, po Twojej uwadze, zmieniłbym nieco inkryminowane zdanie, na: Werbel poprzeczek od zawieszek walił rytmem na przypadkiem dobranym stołku. Dzięki za uwagę;-)

A co, biedny Balsam miał razem z nami jęczeć? Nad swoim chwilowym (mam nadzieję) ogłupieniem? Hi, hi;-)
-
2012/03/11 17:50:17
Aha. I postawiłbym kropkę. I już z dużej litery Przypadkiem dobrany cieć dobijał emerytury graniem na Patelni w dzień, nocą zaś molestował, bla, ba, bla

Nigdy dość korekt.
-
2012/03/11 19:27:37
O, to, to. Taka wersja dużo lepsza.
Fascynujące, swoją drogą, ile może interpunkcja, prawda? Skończyłam przeglądać korektę mojego tłumaczenia, usianą żałosnymi trupkami skasowanych przecinków. Samokrytycznie przyznaję, że sieję przecinkami nader rozrzutnie. Z drugiej strony długo czasem dumałam nad zamysłami redakcji; wprost wierzyć mi się nie chciało, że w tylu miejscach mój przecinek był omyłką ;/.

Nie oczekiwałam balsamowych jęków. A zresztą. Cóż ja mogę wiedzieć o mechanizmach męskich zachowań. Nic zgoła.
-
2012/03/11 20:24:21
Jotka, jesteś doświadczoną kobietą.Chłopy to proste maszyny: źreć, spać, trochę seksu i drapania za uszkiem.Misiu, jesteś wspaniały, nikt inny by tak nie potrafił przetkać tego zlewu w kuchni jak mój osobisty Cudowny Niedźwiedź ! No i tyle.Balsam inny nie jest.
-
2012/03/11 21:42:13
Rozszerzę co nieco tę - w krótkich żołnierskich słowach wypowiedzianą przez Miaukotę - analizę mechanizmów napędzających męskie, szowinistyczne reakcje na stres wywołany urżnięciem "połowy ważnego organu", jak mogliśmy wyczytać z Balsamowej lamentacji. Chłop to nie tylko źreć, spać, trochę seksu i drapania za uszkiem. To także lęk (czasem histeryczny), że ktoś (coś) odbiera mu jego część: Ząb, nerkę potrzebną do przeszczepu, aby ratować życie córeczki, woreczek żółciowy wypełniony kamieniami, zżarte przez nikotynę pół płuca. Nawet tę odrobinę krwi potrzebną do przeprowadzenia badań morfologicznych. Kobiety tego nie mają. Co miesiąc składają "daninę z krwi", a podczas porodu wydają na świat "owoc swego żywota" (no i co z tego, ze owoc jest w połowie drapanego za uszkami misiaczka) oraz łożysko. Niektóre, jak moje prababka, po urodzeniu siódmego, na miedzy podczas żniw, odpępowiają gówniarza, przecierają do sucha lnianą szmatką, dają cyca, i po zawinięciu w trzymane wcześniej na tę okoliczność pieluchy, zostawiają w cieniu, a same kończą zbieranie w snopy pokosu. Kto by się, w takich okolicznościach, bólem i "stratą" krwi oraz łożyska przejmował. Ta sama prababka jednak męża swego ukochanego w najlżejszym przeziębieniu pielęgnowała, misiaczka pieprzonego.

Tyle Ci, Joteczko, mogę (z własnego doświadczenia, popartego obserwacją) na temat mechanizmach męskich zachowań dodać (-_*).
-
2012/03/11 21:45:00
Zresztą uważam, że nic się tak Stwórcy świetnie nie udało jak Kobieta.Mądra, zapobiegliwa, czujna, odważna i silna.Nie zważająca na fumy swojego faceta w sytuacjach krytycznych.Niosąca biedna nieraz cały dom, potomstwo i kłopoty rodziny na głowie i barkach.Często decydująca za gnoja, który uciekł od odpowiedzialności.A co One od nas bydlaków dostały w podzięce ?
www.youtube.com/watch?v=0CpLN21Kp6A&feature=related

-
2012/03/11 22:06:36
Co Ty Anumliku gadasz za głupstwa i brednie ? Byłem przy porodach obu moich synów.Obcinałem pępowiny jednemu i drugiemu.Nie waż się porównywać jakiegokolwiek cierpienia rodzącej kobiety z męskim woreczkiem żółciowym wypełnionym kamieniami.Nie masz prawa ! Jestem facetem tak jak i Ty ale wara Ci od takich porównań ! My mężczyźni gówno wiemy o cierpieniu.Polecam Ci lekturę książki Swietłany Aleksijewicz - "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety".Z szacunkiem.
www.empik.com/wojna-nie-ma-w-sobie-nic-z-kobiety-aleksijewicz-swietlana,prod59120393,ksiazka-p
-
2012/03/11 22:21:50
Eee tam, precz z seksizmem, panowie. Znam przypadki obrzydliwie histerycznych, tchórzliwych kobiet, wysługujących się wszystkimi dookoła, durnych, tępych i leniwych. I znam facetów zapobiegliwych, jak mrówki, dzielnych i niezłomnych.

I bez przesady z tym cierpieniem przy rodzeniu dzieci. Sprawa jest doprawdy banalnie prosta, wysiłek, owszem, trochę bólu i po krzyku. Nigdy nie mogłam zrozumieć dramatycznych wątków filmowych ze stosami prześcieradeł i wiadrami gorącej wody.
-
2012/03/11 23:15:16
@Miaukota
Tośmy se pogadali jak rodzący z rodzącym. Byłem też przy porodach syna i córki. Ba, jeden sam odbierałem, bo karetka nie przyjechała na czas, I wiem jaki to jest wysiłek ze strony kobiety, jakie cierpienie przy porodzie i jaka radość, gdy dziecko przyjdzie na świat. Jeśliś nie odebrał ironii w moim poście, to już niczego nie rozumiem. Chłop z byle odciętego kawałka skóry potrafi robić aj, waj. Każdy wyrwany ząb przeżywa, jakby dziecko rodził, a przy pobieraniu kilku centymetrów krwi mdleje. Sam widziałem. Oczywiście, że nie można uogólniać. Jota ma rację. I histerycznych bab jest na pęczki. Mnie chodziło o to, aby pokazać, że kobiety inaczej niż mężczyźni (pokorniej) znoszą ból i cierpienie. A te wynurzenia z seksizmem (@Jota) nie wiele mają wspólnego. Ja, na ten przykład, byłem rodzony trzydzieści sześć godzin i moje rodzicielka o mało na tamten świat się przy tej okazji nie przekręciła. Syna sam odbierałem w sumie około godziny, a córka na świat przyszła po około trzech godzinach. Ale szacunek dla rodzącej kobiety mam nie mniejszy niż Miaukota. A do lamentujących chłopów - żadnego.
-
2012/03/12 00:50:21
Ale moja uwaga na temat seksizmu odnosiła się głównie do nader pochlebnych uwag Miaukoty na temat kobiet. Fakt, użyłam liczby mnogiej ("panowie"), żeby nie brzmiało to nazbyt okrutnie.
Kierunek, w jakim zmierza nasza dysputa, wydaje się bardzo obiecujący. Muszę wyznać, że do tej pory nie dyskutowałam o porodach z mężczyznami. To raczej klasyczny wątek ("Ile-trwał-mój-poród-i-jak-to-było") wielu damskich spotkań. Jeśli koniecznie chcecie, to czemu nie. Rodzi się jednakże nieśmiałe podejrzenie, iż reszta użytkowników bloga może poczuć chęć natychmiastowej ucieczki ;)).
-
2012/03/12 01:00:23
I wcale się tej reszcie nie będę dziwił. Co miałem do powiedzenia - powiedziałem. I nie zamierzam więcej rodzić;-)
-
2012/03/12 11:05:11
A ja z porodu najbardziej zapamiętałam, że położna podzieliła się ze mną swoim obiadem, bo mi jeszcze nie przysługiwał :)
I wciąż pamiętam, że wszyscy byli bardzo ciepli i życzliwi, jakby co najmniej brali udział w akcji "Rodzić po ludzku", choć takie "fanaberie" nikomu nawet na myśl wtedy nie przychodziły.
Dobrzy ludzie sa dobrzy, niezależnie od okoliczności.
-
2012/03/12 17:43:41
Adomi, twoje ostatnie zdanie powinno wisieć w ramkach...
-
2012/03/12 20:49:05
Zwracam uwagę publiczności, że Perruguer wraca do Lublina.
Można liczyć dni do dymisji de la Mosca. Nie żeby mnie to ziębiło, albo grzało, ale uruchomienie przez Muchę feministycznych podtekstów, dla obrony własnej, było tyleż desperackie co bezczelne.
-
2012/03/12 20:54:03
no, ale teraz juz nie masz wyjścia Gospodarzu - czas na nowy wpis :)
-
2012/03/12 21:23:10
Łonacku, a nie byłoby Ci miło, gdybyśmy, jakbyś był Kopernik, zwracali się do Waćpani - Balsama? W desperacji bezczelnej, oczywiście;-)
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/12 21:37:04
Anumlik się zarzeka, że więcej rodzić nie będzie, Tetryk uważa, że dobrzy ludzie powinni wisieć, Jota odpędza seksizm wiadrami gorącej wody...Oj, narobił bigosu niedostatek Gospodarza, narobił...Pójdę lepiej z cieciem pomolestować patelnię.
[Odchodzi, wywijając pępowiną jak szarym końcem do walenia].
-
2012/03/13 11:34:56
Zastanawialo mnie " perruquer de les mosques".
Tlumaczylem sobie jako "balwierza z meczetow ". Nadal nie wiem dlaczego ma chodzic o moskiewskiego lewatywnika. Chociaz brzmi to bardziej swojsko.
Balsama czystej formy wilebiciela czystej formy niczym ublagac sie nie da.
Woli pozostawac Joycem bloga niz blogowym.
Choc wg mnie i jedno i drugie niezle mu wychodzi.
W koncu na scene padna gruchy i zgnile pomidory.
Balsam, balsam...
-
2012/03/13 11:59:48
Ten fryzjer Michy się dzisiaj podał do dymisji, zaszczuli chłopaka dranie :D
-
2012/03/13 18:24:40
Dla Marzencica, o ile go jeszcze fiordy nie pożarły.Dźwięk Barda.
www.youtube.com/watch?v=LWTvMltknzg
-
2012/03/13 22:38:30
A to dla Ciebie, zanim pożrą Cię "dziwne dźwięki". Ten jest akurat pomiędzy Bardem, a Tobą. Pierwszy został zarejestrowany w jaskini w Tybecie. To jest coś pomiędzy "bardo",
a Bardo:
www.youtube.com/watch?v=IrqdxGTxeOs
-
2012/03/13 23:00:13
Nie wiem, co zostało zarejestrowane w Tybecie, ale to tutaj brzmi jak zwarcie na stacji transformatorowej ;/.
-
2012/03/14 00:29:34
Różne mądrale tłumaczą to jako: albo przesuwanie się płyt tektonicznych ziemi z powodu jej przebiegunAwienia, albo "muzyką" z kosmosu, która naszemu wszechświatowi towarzyszy od chwili "Wielkiego Bum". Dźwięki są, jakby nie powiedzieć, tajemnicze i podobne zarówno w Warszawie (zerejestrowano), w Lublinie, w Czechach, w Tybecie i w lasach, gdzie nie ma w pobliżu żadnych stacji transformatorowych. Filmik Miaukoty z okolic Nowej Rudy (kudy jej do Barda Śląskiego), leciał na podkładzie takiej dziwnej muzyczki. Fakt, że potem komponującej się z fortepianową frazą. Ale... - Jak mawiali uczestnicy powstawania "Białej Lokomotywy" przez Grechtę i Jasińskiego (byłem tego świadkiem, he, he), właśnie w Nowej Rudzie, gdzie powstało słynne powiedzonko: - Lepsza Nowa Ruda, niż starta blondyna. Witam, Joteczko, w nowym dniu bez dziwnych dźwięków.
-
2012/03/14 06:26:21
Anumlik, najlepszy komentarz wyjaśniający fenomen "dziwnych dźwięków" znaleziony gdzieś na forum.
"To piszczy bieda pod rządami Tuska" ;)
-
2012/03/14 08:09:07
Muchy nie Michy, też muszę uważać na pisownięęęęę :D
-
Gość: marzencic, www.proxy.u.dep.no
2012/03/14 09:07:04
Zadam pytanie natury ogolnej. Czy mieszkanka Bardo to Bardotka ?
@anumlik @miaukota
Pogodze was
Czy Neue Rude czy Alte Bardo jak mawiaja wypedzeni Niemcy,
czasowo przebywajacy w Essen und Trinken.
Alles Scheiese alles Dreck
Nich war jajka nich war Speck.
-
2012/03/14 09:18:28
W muzyce rudzkiej zadnego madru tu nie ma . W mongolskie Zaduszki przypominaja o sobie w dyskretny sposob dusze poleglych pod Legnica Tatarow .
www.youtube.com/watch?v=RxK4pQgVvfg&feature=related
-
2012/03/14 10:46:24
Przypuszczam, że mieszkanka Barda to bardaszka ;)
-
2012/03/14 17:49:09
Trochę zmienię nastrój. Oto link do filmu o "Dywizjonie 303", który nakręcił brytyjski Chanel 4. Film nie został w Anglii nigdy wyemitowany. Widać do dziś nie jest wygodny dla Brytyjczyków.
www.youtube.com/watch_popup?v=ptijNcDanVw
-
2012/03/15 00:08:36
Parę tygodni temu pokazywał go Walter Chełstowski w swoim prywatnym kanale sieciowym. Bardzo ciekawy film!
-
2012/03/15 07:39:54
@anumlik
Ales mnie koles zalatwil. Najpierw siedzialem do polnocy aby przeinstalowac zepsuty laptop.
W koncu zajrzalem na bloga i kliknalem w linke. O pierwszej krwi po pierwszej postanowilem sie polozyc. Ale nie mozna sobie kimnac po takim filmiku.
I dzisiaj jestem zombi od 5.45 mniej wiecej. Musze miec cos na znieczulenie aby zniesc prawdziwe historie o szlachetnosci i odwadze gnojonej zza biurek opanowancych glownie przez oportunistow lub zadnych wladzy psychopatow.
-
2012/03/15 09:36:38
Żaden z 200 tysięcy Polaków walczących w armii aliantów nie został zaproszony do udziału w "paradzie zwycięzców" przed obliczem Jego Królewskiej Mości w czerwcu 1946 roku. To wystarcza za wszelki komentarz. Aha. O operacji "Enigma" w Wielkiej Brytanii pisze się sporo. Szczególnie o roli Alana Turinga. Pomija się jednak, albo marginalizuje udział Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego w rozszyfrowaniu kodu "Enigmy". Masz rację, Marzencicu, potrzebne jest małe conieco na znieczulenie.
-
2012/03/15 10:07:44
@anumlik
Dostalem ostatnio cos do leczenia duchowego duchowym.
"Oswoic lęk" Marshalla J. Cooka.
-
2012/03/15 20:16:44
Ja też obejrzałam wczoraj ten film, interesująco zrobiony, jak większość brytyjskich dokumentów. Cóż rzec - nie jest to dla mnie nowość; odkąd skończyłam lat dwanaście hoduję pasję historyczną, a druga wojna światowa była na tapecie od samego początku, w różnych aspektach. Stryj mojego ojca przeszedł cały szlak z Andersem.
Kiedyś szlag mnie trafiał, owszem. Pierwszy raz - kiedy obejrzałam we Francji film dokumentalny o Monte Cassino. Miałam wtedy jeszcze młodzieńcze złudzenia. I otóż, jakież było moje zaskoczenie, kiedy nie usłyszałam ANI JEDNEGO SŁOWA na temat udziału Polaków w bitwie. Domyślam się, że wrzucili ich do jednego worka z Anglikami.

Uodporniłam się na to, tyle Wam powiem. Nie rwę już szat z powodu obrzydliwego wydymania, jakiego dokonał na wojsku polskim Napoleon. Nie rzucam gromów na Wielką Brytanię, nie rozpamiętuję, ile armatniego mięsa wykończyli Rosjanie, rzucając armię Berlinga w ogień pod Lenino. Nie pierwszy to raz i nie ostatni zapewne. Dobrzy jesteśmy w działaniu, dużo gorsi w public relations; trzeba było brać przykład z De Gaulle'a - do dziś z drżeniem i podziwem myślę o majstersztyku, jakiego dokonał, windując kolaborującą Francję na pozycję wojennego herosa. Ile to książek, artykułów napisano, ile filmów zrobiono na temat resistance!... śmiech na sali.
-
2012/03/15 20:44:01
Bo drugą wojnę światową jak wiadomo wygrali Francuzi zarażając niemieckich żołdaków w paryskich burdelach wstydliwymi chorobami.Właściwie to Francuzki ją wygrały ;) I nie ma co tam wiele szczekotać.
www.youtube.com/watch?v=vLXcPFkJB3k
Jotko, z przyjemnością się dowiaduję, że jesteś pasjonatką historii World War II.A to ci ! Dlaczego wcześniej nic o tym nie powiedziałaś ? Witaj w klubie :)
-
2012/03/15 21:03:42
Zresztą to my, Polacy, jesteśmy Przedmurzem i w ogóle.Może zresztą czasami i tak jest ?
www.youtube.com/watch?feature=fvwp&NR=1&v=HeaQzfE2kHw
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/15 21:32:16
- "No wreszcie, Balsamie! Słyszysz ten stukot kamieni spadających z serca?
Leonem się zbytnio nie przejmuj - szofer nie musi być doskonały. -"
To jest wpis Tetryka z 10.03. Czego on dotyczy?
Balsam znowu swój wpis wyciął, potem już nie z godziną, ale z datą inną po subtelnych zmianach wklei, a Ob.Ciach idiota głupszy niż się zdaje będzie swe obie komóry mózgu do roboty zapędzał żeby pojąć, jak może reakcja o tydzień poprzedzać akcję.
(chyba, że jak ta ruska trucizna, co działa na pół godziny przed zażyciem)
@Jota- ujawniając swą oddziecięcą pasję historyczną pozwoliłaś mi zrozumieć wreszcie, skąd u Ciebie ta zagadkowa fascynacja Feynmanem: toć to autor "sumy po historiach"!!!
[ zobowiązałem się do niestosowania didaskaliów i przyrzeczenia dotrzymuję; o wykrzyknikach nic w cyrografie nie było].
-
2012/03/15 22:07:26
Chyłkiem-zmyłkiem - chytry lis
Balsam - sprzątnął znów swój wpis.

Bo Balsam jest doskonały,
Bo Balsam jest doskonały!
A my są durne wały,
A on być - zum Ende gebracht.
-
2012/03/15 22:10:01
Zatroskany o zdrowie mitów narodowych zapraszam Was na spotkanie z ekspertem z zamku Chojnik.Andrzejem Ciosańskim.To trochę taki Cejrowski polskiej historii.Być może a może nie.W innych miejscach i czasie słyszałem podobne wypowiedzi.Także o walecznej husarii.
Najwyraźniej każdy naród potrzebuje mitu założycielskiego.Próby demitologizowania historii zostają uznane jako sprzeczne z aktualnie obowiązującą wykładnią.Cholera, czy ktoś nastawił wodę na kawę ? ;)
www.youtube.com/watch?v=VH-Dwxh1y4U&feature=related
www.youtube.com/watch?v=xjICmQVf_lY&feature=related
-
2012/03/15 22:12:30
Anumlik, mów za siebie i nie wrzeszcz tak okropnie na okolicę.
-
2012/03/15 22:45:58
Jak będziesz tak doskonały jak Balsam, to też wrzasnę. A teraz co...? Miauknę co najwyżej... hi, hi...
-
2012/03/15 22:54:07
Ciosański podoba mi się za coś jeszcze innego.Według niego pierwszym narodowym, polskim świętem ustalonym przez Władysława Jagiełłę była rocznica pokonania wrednych Krzyżaków przez siły sprzymierzone.Czy wolicie listopadowe deszcze czy raczej lipcowe, rześkie zgromadzenia rodzinne na piknikach na polach Grunwaldu ?
-
2012/03/15 22:58:38
-
2012/03/16 15:13:20
Tak, my Polacy śmy som wyłącznie złote ptacy i gniazda nie kalamy, ale czy wiecie, drodzy przyjaciele, że ponoć husaria jeździła do boju BEZ skrzydeł? Te opowieści, że to niby wytwarzały one skrzydła hałas, który wprawiał w panikę konie wrogiej armii - to czcza bujda. Szczerze wyznam, że zabolało mnie to bardziej, niż brak info o polskim udziale w bitwie o Monte Cassino.
Co prawda historycy spierają się na ten temat, logika każe jednak przyznać rację frakcji, która twierdzi, że skrzydła bywały używane wyłącznie w sytuacjach paradnych, przy rozmaitych uroczystościach.

Nawet nie zauważyłam, że Balsam usunął wpis. Pewnikiem wydał mu się nazbyt osobisty. Jego prawo. Ale niechby tak zajrzał i napisał kilka słów na odczepnego, zamiast porządki miotłą czynić...

Miaukota, wydawało mi się, że już się zgadaliśmy na ten temat. No tak, tak. Teraz co prawda bardziej siedzę w tematyce holokaustowej i pogromowej, ale ciągle i wciąż II wojna i lata po niej. Od biedy, dwudziestolecie.
-
2012/03/16 16:21:11
Tym razem to będę już kompletnie nudny Jotko, mnie także interesuje tematyka holocaustowo - pogromowa.Ale o tym to chyba już kiedyś pisałem.
-
2012/03/16 17:16:18
Tak, wymienialiśmy liczne uwagi na ten temat i dawałeś linka do Po-lin.
-
2012/03/16 17:59:15
Jak Imć Andrzej Ciosański słusznie prawił, skrzydła, a nawet proporce na wzór języka żmija wrogo furkocące, przeszkadzałyby w natarciu. A tu liczyła się szybkość, możliwość zeskoczenia z ubitego konia zaraz po uderzeniu na kopie pierwszego szeregu kopijników i wskoczenie na drugiego, a nawet trzeciego konia, którego w zapasie trzymał sługa, zwany giermkiem. Rację ma Ciosański - to byli bardzo majętni rycerze, od dziecka w husarii szkoleni do takiej ofensywy. Coś, jak japońscy samurajowie, jeno lepiej uzbrojeni. Bo zamożniejsi. Jeszcze przed Unią Lubelską i Unią Brzeską, Korona była jednym z najzamożniejszych krajów europejskich. Dzięki gospodarce. Imć Ciosański w "wykładzie" o średniowiecznych kmieciach, przedstawia ich jako bardziej podobnych współczesnym farmerom amerykańskim, niż ówczesnym zachodnim chłopom pańszczyźnianym. Wolne zarządzanie pięćdziesięciu, stu hektarowym gospodarstwem (dwa do czterech łanów aredny, to była norma), pozwalało na taką produkcję żywności, lnu, miodu, drzewa, smoły i potażu, która dawała niezłe utrzymanie rodzinie i zapewniała spory przychód właścicielowi, czyli owemu rycerzowi - bratu w husarii.

W XVI wieku Polska byla najlepiej zmeliorowanym krajem ówczesnej Europy. W każdej wsi byly stawy polączone groblami, z bardzo sprawnie dzialającymi "stawiskami" pozwalającymi w czasie ulewnych deszczy spuścić nadmiar wody na okoliczne pola i dzialającymi jak lokalne zbiorniki retencyjne. Pola poprzecinane byly rowami melioracyjnymi, utrzymywanymi w stanie przepustowości i regularnie "obkoszanymi". Większe rzeki, z Wislą na czele byly splawne i - gdzie trzeba - prawidlowo obwalowane. Sama Wisla byla jedną z najsplawniejszych rzek w ówczesnym świecie. Ren do takiego stanu splawności "doszedl" dwieście lat później.

Po porozumieniu polsko-litewskim w Krewie, 14 sierpnia 1385 roku Wisła zaczęła się stawać najpoważniejszym w tej części Europy szlakiem komunikacyjnym. Zachód Europy, wstrząsany nieustannymi wojnami oraz zajęty podbojem i kolonizowaniem zamorskich terenów, potrzebował zboża i drewna. Tego dostarczały ziemie nad Wisłą. Jak pisze Andrzej Piskozub, w książce "Informacje o Wiśle" (Warszawa 1997) "była to funkcja transportowa na miarę światową. Znad Wisły płynęło zboże, żywiące Europę Zachodnią. Obok zboża szły najważniejsze surowce dla ówczesnego budownictwa okrętowego: drewno na statki, wysokie świerki na maszty, len na żagle, a konopie na liny okrętowe, smoła i potaż do uszczelnienia kadłubów okrętowych. Apogeum handlu wiślanego przypadło na pierwszą połowę XVII wieki, kiedy zmagająca się w wojnie trzydziestoletniej zachodnia część kontynentu doprowadziła swe importy znad Wisły do maksymalnych rozmiarów. Jeśli znaczenie rzeki mierzyć jej zadaniami przewozowymi, to Wisła była wówczas najważniejszą gospodarczo rzeką świata. Ilość ładunków przewożonych wówczas Wisłą miał Ren osiągnąć dopiero dwieście lat później. Giełda amsterdamska, wtedy największa w świecie, czwartą część swoich obrotów dokonywała w handlu z Gdańskiem".

Nic tedy dziwnego, że tak zamożny kraj mógł sobie pozwolić na tak znakomitą armię, jak husaria.

Mógłbym tak godzinami. Witam w gronie historyków amatorów:-)
-
2012/03/16 19:13:24
Anumlik, aż jęknąłem z wrażenia, choć to nie moje tematy dziejowe zasadniczo.Właź do klubu, przyrządzę Ci ginu z tonikiem, lodu, cytrynka ? ;)
-
2012/03/16 19:56:46
Dziękuję. Gin ze Schweppesem i kostką lodu, please, choć i whiskaczem Chivas Regal, tak na oko trzydziestosześcioletnim bym nie pogardził, he, he.

Nie mam "tematu dziejowego". Szlajam się od ściany do ściany. Zjednoczenie subkontynentu indyjskiego około 250 roku p.n.e, przez Aśokę, który mało znaną sektę jaką był buddyzm, uczynił religią państwową, traktuję równie poważnie jak słowa Bohdana Chmielnickiego "Polacy oddali nas w niewolę przeklętemu nasieniu żydowskiemu" wypowiedziane w 1648 roku. Słowa stały się swoistym zapalnikiem rozpoczynającym pogromy żydowskie na Ukrainie w niespotykanej dotąd skali i doprowadziły w konsekwencji do "przyzwolenia na holocaust.

Filmik o "Dywizjonie 303", do którego linka wkleiłem, a który tę niewielką dysputę na Balsamowym blogu (przy zupełnie niezrozumiałym milczeniu Gospodarza) zapoczątkował, uświadomił mi jeszcze jedno. Straty w ludziach, w przypadku braci rycerzy oraz braci lotników, były porównywalne. Maksimum pięć procent. Straty zaś w sprzęcie (konie i samoloty) wynosiły około sześćdziesiąt procent. Ta statystyka też coś tam mówi;-)
-
2012/03/16 20:34:36
Towarzysz Koba by litościwie się uśmiechnął na Twoje statystyki.U niego szło wszystko równo na przemiał, i ludzie i maszyny.Miał rozmach skurwesyn.To tak na marginesie.
-
2012/03/16 20:52:50
No... miał ten rozmach, miał. Ale też potrafił dość trzeźwo skonkludować - "wprowadzenie komunizmu w Polsce byłoby podobne do nałożenia siodła na krowę".
-
2012/03/16 21:29:28
@anumulik
I w obu przypadkach perfekcja zawodowa i zmydlone slowo "etos".
Dzisiejszy, poczynajac od muzyki przez nauke a konczac na sporcie i produkcji swiat nawet nie udaje ze istnieja jakies niepisane reguly.
-
2012/03/17 19:27:48
Hej, precz z tym bezproduktywnym pesymizmem, kolego Marzencic!...
Co do powiedzenia Stalina, bardziej pasowałoby mi ""wprowadzenie komunizmu w Polsce byłoby podobne do próby wydojenia konia" ;).

Pamiętacie "Polskę Piastów" i "Polskę Jagiellonów" Jasienicy? Moje kultowe lektury dzieciństwa, he he.
A propos tej melioracji - najlepszej w Europie - przypomniał mi się zbiór reportaży Wańkowicza "Katoda - anoda", z jego przedwojennej podróży po Kresach. Wańkowicza też kiedyś czytałam nałogowo i w zasadzie do dziś czytam, a "Ziele na kraterze" pozostaje ukochaną lekturą na wszelkie grypy, głównie ze względu na liczne elementy żoliborskie. W "Katodzie.." opisuje między innymi - z wielką swadą - kresową spółdzielczość. Boję się właściwie wkraczać w temat spółdzielczości, bo jej wzloty (na przykładzie choćby genialnej instytucji, jaką była przedwojenna Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa) i powojenne upadki miotają mną gorzej chyba, niż niesprawiedliwość dziejowa układów pojałtańskich... Z pewnością byliśmy w tej kwestii liderem europejskim. I co z tego zostało?
Ale dziś pierwszy prawdziwie wiosenny wieczór, nie trwóżmy się zatem. Idę w sobotnie fandango, historyczne sploty porzucając do jutra.
-
2012/03/17 19:59:13
<<Co do powiedzenia Stalina, bardziej pasowałoby mi ""wprowadzenie komunizmu w Polsce byłoby podobne do próby wydojenia konia">> napisałaś, Joteczko. Końska dama nazywa się klacz i po wydojeniu daje niezły napitek nazywany kumys. A i osiodłać się pozwoli. A spróbuj osiodłać pana byka, hi, hi, hi?
-
2012/03/18 11:02:51
Chodziło mi o niezbyt trafne zestawienie Polski z krową. Jakoś nasz kraj słabo mi się kojarzy z krowią spolegliwością, poczciwością etc. I tak, wiem oczywiście, że na ogół da się od biedy wydoić każdą samicę wśród ssaków ;).
-
2012/03/18 11:07:44
Stalin to był Gruzin, Bera to był Gruzin, nie lubię Gruzinów - a znowusz Kaczyński sie w nich kochajetsa...
-
2012/03/18 11:13:54
I właśnie dlatego porównałem osiodłanie Polski do osiodłania pana byka. Z tym już trudniej było, co też i lata "ganiania w siodle" pokazały;-) Gdzieżbym śmiał, Joteczko, podejrzewać, że nie wiesz o możliwości wydojenie od biedy... Oj, Jota, Jota, chyba fandango tak na Ciebie podziałało (-_*)
-
2012/03/18 13:56:39
No dobrze, zakończmy już temat dojenia, per favore ;). Ale dodać muszę, bo się uduszę, że byk jakoś mniej mi się kojarzy z RP, niż koń - najwyraźniej mam w głowie banalny schemat.

Fandango nic mi złego nie zrobiło, śniło mi się jednak, że brałam udział w wojnie w Wietnamie i miałam zostać rozstrzelana w trakcie zbiorowej egzekucji. Nie doszło do niej, na szczęście, bowiem wrogi oficer, który miał wydać ostateczny rozkaz, zapałał do mnie gorącym uczuciem. Droga redakcjo, cóż to miałoby oznaczać?...
Czarno widzę. Jeśli Balsam nie rzuci nam jakimś ochłapem, ugrzęźniemy w pół kroku między niechęcią do pożegnania się z szacownym gronem komentatorów, a pragnieniem rzucenia się w wiry nieco bardziej ożywionych, wirtualnych dyskusji. Bój się, Balsamie.
-
2012/03/18 16:36:19
@Jota
Redakcja odpowiada:
We środę, o godzinie 16,54 przyjdzie długo przez Ciebie oczekiwana, Droga Przyjaciółko, wiosna. I wtedy, zgodnie z piosneczką, którą redakcja, w celu przyspieszenia przyjścia tejże wiosny, zamieściła była, "chłopcy zaczną podrywać". Ty, Szanowna Czytelniczko, możesz być pewna, że zabójczo przystojny oficer CIA zaprosi Cię na Barolo Borgogno Riserva 1978, do restauracji Antica Osteria da Divo w Sienie, Via Franciosa 25.
-
2012/03/18 23:04:49
Ooo, jak tam pięknie! Każdy agent CIA miałby duże u mnie szanse, gdyby zaprosił mnie do takiej osterii, nie ma najmniejszych wątpliwości. Jest tam piwniczka, która risale al periodo degli etruschi ed e interamente ricavata nel tufo, jak twierdzi autor strony internetowej. Znaczy się, urządzili knajpiany zakątek w etruskim loszku. Jednakże najbardziej podoba mi się średniowieczny korytarzyk, przylegający do murów obronnych miasta Sieny:
www.osteriadadivo.it/ita/foto-e-storia-salone.htm
...dzięki, Anumliku. Czuję się napojona barolo w całkiem godziwych okolicznościach przyrody.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/18 23:20:16
Nie wiem, jaki niecny cel przyświecał "drogiej redakcji". Wprowadzenie w błąd Szanownej Czytelniczki co do momentu przyjścia wiosny ( w rzeczywistości we wtorek o 6:14, rano) daje podstawy do podejrzeń, że i inne zapowiedzi redakcji z gruntu fałszywe są.
Zabójczo przystojny oficer CIA, który ma ją zaprosić na Barolo Borgogno Riserva 1978, do restauracji Antica Osteria da Divo w Sienie, Via Franciosa 25, okaże się zapewne obleśnym byłym tajnym współpracownikiem WSI, który ją wyprosi z baru Antyczna Ostryga dla Dziwy w Tiranie, filia w Płońsku.
-
2012/03/19 00:16:45
Oooo, skrupulant roku przestępnego się znalazł jakiś. Szanowna redakcja, z lat normalnych, nie "przestępnych" wymysłów astronomów, sen Szanownej Czytelniczki wyinterpretowała. Reszta się zgadza, tajny agencie Służby Wnieszniej Razwiedki. obywatelu Ob.Ciach.
-
2012/03/20 15:32:20
O Antyczna Ostrygo!... ilekroć wspomnę twe naruszone zepsutym zębem czasu ściany, mury obrośnięte liszajem, tylekroć pamięć podsuwa znękaną twarz agenta bezpieki, który usiłował wciągnąć Lettycję na listę płac, bezskutecznie zresztą. Spocona kelnerka stawiała przed nimi kolejne talerze solianki i pajdy żytniego chleba. W na poły opróżnionej butelce migotała zwodniczo zimna stolicznaja.
Ach, gdzie jesteście, etruskie lochy Płońska! Gdzie się podziałaś, niegdysiejsza butelko Angello Mocnego Porzeczkowego!...
-
2012/03/20 16:54:25
- Z wiosną wypełzła Kobieta Wypełzła. - Lettycja z intuicją właściwą tylko cyfryzatorkom pierwowo sorta, spoglądała na oddalające się, spocone pośladki gwiazdy Antycznej Ostrygi. Kelnerka zalotnie skłoniła złoty loczek, niesfornie wymykający się spod fizelinowego small czepka. Oczyma duszy widziała jak pośladki Kobiety Wypełzłej pąsowieją zachęcająco. - Do kogo pąsowieją? - spytała. - Do mnie czy do znękanego agenta? Przystojny, gnojek, to fakt.
- Mówiłaś coś, Lettycjo?
- Tak. Ostryga, w której jesteśmy risale al periodo degli Vichinghi ed e interamente ricavata nel argilla.
- Al periodo degli Vichinghi? Przesada. Falsyfikat mogieński wymienia Plonzch jako studnię, o konstrukcji zrębowej, z której czerpał wodę święty Wojciech przed masowym chrztem w Gdańsku. 27 marca 997 roku.
- To dlatego Angello Mocne Porzeczkowe smakuje inaczej niż Siemiatyczach. Popatrz, popatrz. A ja myślałam, że to Ziomal Malinowy z etykietą Angello.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/20 17:06:03
O naiwny agencie bezpieki o znękanej twarzy! Ty chciałeś wciągnąć Lettycję na listę płac? Ty bezskuteczny platfusie moralny. Lepiej by ci było spróbować Azję na pal nawlec lub Europę na byka. Nie doceniłeś, prostaku, jej mocarnego łba. Już trzecia stoliczna opróżniła się zwodniczo na zimno, już liszaje ze ścian wyszczerzyły ku tobie zepsute zęby czasu, już spocona kelnerka stawiła się samopas na twe bezsilne beknięcie w niegdysiejszą butelkę. Na nic, ty ubecka świnio, ty etruska locho płońska.
[Anumliku, do dzieła!]
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/20 17:07:20
Wyprzedził moje zanęcenie...:)
-
2012/03/20 17:38:02
Zyg, zyg, marchewka [odchodzi balansując na czubku wskazującego palca odciętym z pępowiny szarym końcem do walenia]
-
2012/03/21 13:42:24
Zyg, zyg, popłakałam się ze śmiechu przez tę etruską lochę płońską. Popłakałam się też ze śmiechu nad enologiczną dysputą. Łzy me rzęsiste spadły na żyzną, acz mieszaną glebą żoliborskiego parku, gdzie dziś zauważyłam kwitnące krokusy. Tak, proszę państwa.

- Cicho tam!... Znużona nagabywaniem tajniaka Lettycja z pewną trudnością zbierała rozproszone jak wiosenne krokusy myśli. Czy Angello Mocne Porzeczkowe zawiera polifenole, drapieżne inhibitory, przeciwutleniające wszystko, co żywe w przewodzie pokarmowym, czy też li i jedynie dwutlenek siarki? Lettycja nigdy nie była zbyt mocna z chemii, tym bardziej nie znała tajników technologii żywności.
Gdzieś nieopodal chybotał zwodniczo etruski lok spoconej kelnerki. Zamarła na moment w swym służbowym biegu, wpatrując się z pełnym podtekstów uwielbieniem w nietrzeźwego agenta. Nie masz drugiego takiego junaka w całym Wołokałamsku! To więcej niż pewne. Rychło wróciła jej jednak przytomność umysłu, oddaliła się do swych obowiązków, kołysząc wężowo biodrem i snując ciche marzenia o pąsowych pląsach w czasie wolnym od obowiązków służbowych.
Lettycja i agent trwali nad stygnącymi w smalcu pierogami.
-
2012/03/21 16:44:46
Junak Wołokałamski nalał.
- Dziorniem. - Podniósł zadziwiająco sprawnie stakańczyk. - Za wstrieczu.
Lettycja dotknęła wargami brzegu kieliszka.
- I za rasstanije. Mnie nada idti. Paka gałubczyk.
- Ależ Lettycjo... Przecież jeszcze...
- Nie będzie żadnego jeszcze, locho płońska. Etruska locho płońska - poleciała Bondem. Wykręcając wężowym ruchem ruskiego pieroga z przestygniętego smalcu podała widelczyk junakowi.
- Zakąś porządnie. bo się tak ubzdryngolisz, że pomylisz loczek naszej kelnerki z drapieżnym inhibitorem.
Esbek wybałuszył gały.
- Co się gapisz, znasz przecież tę wymiękłą wywłokę. Ze szkolenia we wsi Szapkino. Porwałeś ją w siedemdziesiątym siódmym na pobliskie wzgórza, gdzie chlaliście szampańskoje igristoje pod polską kaszankę. Nie pamiętasz, gałubczik?
Gały junaka wybałuszyły się do końca.
- Skąd???
- Cyfryzowałam dla Mosadu kanał łączący Wołgę z rzeką Moskwą i chwilowo pomieszkiwałam w Szapkino.
Junak przełknął pieroga z takim wstrętem, że gały mu się odbałuszyły.
- A na stałe byłaś zameldowana na Nowodworskoj?
- Tak. Róg Szkolnowo prijezda. W samym centrum Wołokałamska.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/21 18:05:46
Junak Wołokałamski zamarł służbowo na znękanej twarzy. Pojął, że to już koniec jego kariery. Wiedział, że zawalił sprawę. Wiedział, że cała Antyczna Ostryga o tym wie, i że Centrala już też o tym wie. Wszystko co żywe w jego przewodzie pokarmowym, nie zważając na stopień przeciwutlenienia, ruszyło radośnie ku górze. Agent wstał. Zachwiał się niebezpiecznie, wyciągnął więc rękę, jeżeli ją miał, szukając na oślep punktu oparcia. W końcu namacał węża kołyszącego się w pąsowych pląsach, ale o dziwo stabilnego przestrzennie. Oparł drugą rękę na niekończących się splotach zapewne morskiego, bo mokrego węża, odepchnął się, odwrócił i pochylony ruszył na szerokich nogach w kierunku nieodległego kibla, uwalniając z uścisku poślednie biodro kelnerki, zastygłej w siódmych potach i cielęcym zachwycie. Trudności techniczne trasy nie uwolniły agenta od ponurych myśli. Koniec z emeryturą przed czterdziestką. Koniec z nieograniczonym funduszem reprezentacyjnym. Koniec z zaszczytami tajnej służby. Ale przedtem wymyślne tortury, bo Centrala kultywowała wiarę w skuteczność kar fizycznych w prewencji ogólnej. Będą mu miażdżyć palce? Wyrwą po jednym wszystkie włosy i włoski? Obiją łańcuchem miejsca wstydliwe? Zrozpaczony dotarł do drzwi wychodka, chwycił za klamkę, szarpnął i przesiąkniętym harą mózgiem pojął, że najgorszego nie wziął pod uwagę. Całą przestrzeń kabiny zajmował otoczony straszliwą acz zasłużoną sławą przerzucony z Norwegii Moskiewski Lewatywnik.
-
2012/03/22 01:31:15
Ksiądz Isakowicz-Zaleski, nie ubek, nie pedał i nie żyd, modlił się do najlepszego Boga krakowskiego, jakiego umiał sobie wyobrazić:
-- Boże miłosierny, wszechobecny, wszechmocny, nieskończony, niczego nie podpisujący, heteroseksualny, krwi czysto niebieskiej.
-- Wy mnie tu, Isakowicz, nie podrywajcie.

(za tydzień powinienem nazad wiernutsia )
-
2012/03/22 07:15:14
@balsam
Dobrze ,ze dajesz znaki zycia.
Blog przyjmuje 5000 komentarzy *). Mamy wiec troche pola do popisania zanim sie zamknie.
Lubie czerstwa i pryncypialna buzie popa Izaka-Mojsiejewicza Zaliewskowo. Owszem, sieje buran . Ale pelni pozyteczna role kontr-rozwiedki .

*) patrz - kataryna.blox.pl/html
-
2012/03/22 07:51:16
@anmulik
Ziomal Malinowy .
Czy jeszcze schodza takie z tasm Przedsiebiorstwa Panstwowego Las posrod pisku biegajacych gryzoni i kolysajacych pracownikow , odzianych w gustowne kufajki.
Pamietam ,ze kazdy region mial jakis produkt regionalny.
U nas byla Liczyrzepa , a na pomorzu Bryza.
Locha et-ruska pieknie sie wywiodla z piwniczek i lochow Watykanu i Lubianki.
W mojej pierwszej pracy mielismy kierowniczke o wdziecznym pseudonimie floha od inicjalow jej nazwiska i imienia na zawsze panienskiego.
-
2012/03/23 11:04:10
No nie, nie i nie. Ob.Ciachu, proszę o dalszy ciąg perwersji wołokałamskich z udziałem Moskiewskiego Lewatywnika, bowiem moja wyobraźnia odmawia. Żądam. Proszę.

Co prawda, przeżycia agenta bezpieki w kiblu mogą się okazać prawdziwym hardcorem, to jednak nie mogę nie wspomnieć o porzuconej wśród grona innych konsumentów Lettycji.

Siedziała, jak wykuta z etruskich marmurów, melancholijnie wpatrując się w stygnący pieróg. Wódka, przeciwnie, stawała się coraz cieplejsza.
Z chrypiących głośników docierała do jej uszu smętna fraza Żanny Biczewskiej. Dawne to czasy, kiedy słuchała tej samej prastarej wojennej pieśni w swoim mieście rodzinnym. Było czerwone wino wytrawne, udziec jagnięcy i czułe szepty ministra nad uchem.
Było, minęło! Nie czas na smętne dumki, kiedy na horyzoncie nieogarnione perspektywy cyfryzacji.
Kelnerka zarzuciła biodrem i poprawiła wężowe sploty na karku.
- Rachuneczek?

www.youtube.com/watch?v=hLs-GuucQQ0&feature=related
-
2012/03/23 12:21:38
@jota
Kiedy slysze Biczewska rozumiem dlaczego gogolowski zenich uwazal , ze wszyscy swieci konieszno mowia po rosyjsku.
Oj dawne to czasy kiedy sie tego sluszalalo na czornych plastinkach na patiefonie Bambino
-
2012/03/23 15:33:25
Czy wyście wszyscy już powariowali do szczętu czy to wiosna wionie ? ;) Mmm, pewnie to wiosna... :)
www.youtube.com/watch?v=LVZeiYdSWM4
-
2012/03/23 19:05:03
Najlepiej zniknąć dyskretnie i nie pojawiać się przez tydzień, a potem upupiać zjadliwym komentarzem, drogi panie ;).
Do roboty, podnieś nam poziom (pamiętając przy tym o dyrektywach Ojca Balsama)!

Za ten link dostajesz niniejszym Order Świeżej Rzodkiewki. Dziękuję! Jak zwykle. Jeszcze nie obejrzałam do końca, ponieważ trzy razy cofałam i oglądałam samą czołówkę. Chyba nigdzie dzisiaj nie wyjdę z domu ;)).
-
2012/03/23 19:06:40
Jeśli chodzi o DNA, to nie widzę tu przestępstwa; przestępstwo jest wtedy jak nieprezes wyczerpuje wymiona omamów prezesa, których zasadniczo jest siedem: 1. Omam jedynego systemu moralnego: kościół rzymski wymyślił uczciwość nikt inny innej nie wymyślił, wobec tego Rydzyk jest biały baranek dobro czyniący; 2. Omam socjalizmu realnego: socjalizm był zły pod każdym możliwym względem, wyłączywszy to, że majątek był w rękach narodu, każdy miał po równo, ludzie równo chodzili i jakoś tak było normalniej; 3. Omam stałego zagrożenia; jak nic nie zagraża to dlatego, że się czai; 4. Omam kolejowy: koleje są fajne; 5. Omam mohera nawiedzonego: moher wie lepiej; 6. Omam mgły i odwróconych nastęstw złej widoczności: jak kto leci we mgle to dlatego, że później wybucha; 7. Omam Hofmana: świnia powinna być piękna.
-
2012/03/23 20:31:52
Okrutniku! Jak możesz tak o Hofmanie. Co do mnie, jestem przekonana, iż on sam ma się za wielkie ciacho (na samą myśl o tym więdną mi cebulki włosowe).
Zapomniałeś o ósmym omamie: są tacy, co stoją tam, gdzie ZOMO, ale bezpieka działała nader skutecznie i to se ne vrati. Chlip.
-
2012/03/23 21:29:41
Omam ósmy, J-23: ZOMO jest nieustannie, bezpardonowo, brutalnie atakowane, niejednokrotnie z tej strony, po której stoi, przez siły z któych nieoczyszczono państwa polskiego, jak się o to prosiło.

Czy dostrzegacie, ze Jurek wraca do Jarka?
-
2012/03/23 22:10:44
Opowiesci Hofmana maja sie tak do Opowiesci Hoffmana jak operetki Offenbacha do muzyki Bacha.
-
2012/03/23 22:16:09
W Berlinie Zach, palowana bez enschuldigen sie mlodziez krzyczala como , como.
-
2012/03/24 00:41:03
Ukryta opcja niemiecka. Chcą zawłaszczyć nasze ZOMO!
Co do Hofmana, to bez urazy, przyjacielu, ale tak się ma do Offenbacha, jak Angello Mocne Porzeczkowe do Veuve Clicquot.

Wraca Jurek do Jarka, bo u Jarka... (mam straszna ochotę napisać "większa szparka", trzymajcie mnie, trzymajcie) ...większe są możliwosci, a ludziom żyje się lepiej.
-
2012/03/24 09:55:58
Lettycja, pochłonięta tłumieniem melancholii delikatnie snującej się nad stygnącym w etruski marmur smalcem na ostatnim pierogu, nie usłyszała Wymiękłej.
- Ę?
- Rachuneczek?!
- Nie teraz. - Spojrzała czujnym już wzrokiem cyfryzatorki pierwowo sorta na DNA Wymiękłej. - Przed cyfryzacją była z ciebie zwykła analogowa bladź, a teraz...? - przewierciła DNA Wymiękłej jeszcze uważniej. - Zaraz, zaraz. Wtedy... na Patelni... to ty jako ździra ze starej opowiastki w rosyjskiej czapce dookolnej...?
- Tak, pani Nowackie. Bat'ka się we mnie wcyfryzował. No, tak nizińko, rabuśnik bożyj, się wcyfryzował. W żopu, znaczyt sia.
- Rozumiem. To dlatego dupa ci pąsowieje do każdego chłopa?
- Nie do każdego, pani Nowackie. Do pani spąsowiała mi już dawno. Och, pani cyfryzatorko, gdyby pani tylko...
- Dość! - Lettycja ujrzała nagle, jak pośladki Wymiękłej przybierają kolor robotniczej krwi ze sztandarów wodza wszystkich proletariatów. - Coś dobrego do wypicia, oprócz tej ciepłej już hary i Angello Mocnego Porzeczkowego masz?
- Ach... Dla pani... butyłyczku Klikowskoje szampanskoje najdziotsa.
- Masz Veuve Clicquot Ponsardin? Nu, dawaj.

-
2012/03/24 10:51:23
Sala Antycznej Ostrygi, pusta już o tej porze, tłumiła w glinianych ścianach krzyki Junaka Wołakaiłomskwo.
- Nie ispugajsia, barysznia. - Wymiękła wyjęła z kubełka z lodem półtoralitrową butelkę Veuve Clicquot Ponsardin, rocznik 1990. - To Lewatywczyk pracuje nad naszym biednieńkim junaczyczkom. Lewantywczyk eta artist.
- Champagne Brut La Grande Dame - odczytała półgłosem Lettycja. - No, no. Tu?
- Dla specjalnych gości...
Nalała do długich jak krzyki junaczyczka kieliszków trunku wdowy po Filipie Clicquot.
- ... na specjalne okazje. Pani zdrowie, Lettycjo.
- Z przyjemnością. - Lettycja posmakowała szampana, mlask, mlask. Wypiła do dna. - Niezły. Ale kaszanką chyba nie będziemy tego zagryzać?
- Och, pani Lettycjo. Wtedy, z junaczkiem, piliśmy...
- Wiem, wiem. Igristoje szampańskoje. Tartineczki jakiejś...
- Się robi - jak duch bat'ki Dżugaszwilego ze starej opowiastki, pojawił się kelner w nieskazitelnie skrojonym fraku. - Minibliny z kawiorem (banalne, pomyślała Lettycja), trufle a'la champagne (lepiej, lepiej), ostrygi, Quiche z krewetkami, a na deser truskawki.
- Nieźle. - Prawie rozluźniona uniosła pusty kieliszek w stronę kelnera. Wymiękła lekko kiwnęła palcami. Młodzian zniknął tak szybko jak się pojawił.
- Ja naleję. Lepiej nam będzie bez świadków.
-
2012/03/24 10:53:22
@Ob. Ciach
Chłopie, nie obcyndalaj się. Wprowadziłeś Lewantywczyka, to kontynuuj (-_*)
-
2012/03/24 11:01:27
@jota.
Poniosla mnie zbieznosc nazwisk i tytulow z rzczywistoscia nie majaca nic wspolnego.
Opowiesci Hoffmana do opwiesci Hofmana maja sie tak
jak rozterki Hamleta do stresow Kozuchy K.
-
2012/03/24 14:54:28
Anumlik, te teksty prężą się ogrowato i wbijają w Zakroczymskie Międzykrocza Witkacego.Parno się porobiło.Dobrze, że kupiłem dwa pęczki dorodnych rzodkiewek a dzieciory i psy wioną wiosną za oknem.Posiekam rzodkiewki, świeży koperek, poleję to ukwaszoną śmietaną osiemnastką, przyprawię, zjem i może nieco ochłonę ;)
A to dla Jotki, na wiosnę i upalne lato.Chyba wszyscy w Jej Jotkowatości trochę się podkochujemy ? ;) W Naszej Rodzynce Jedynej Żoliborskiej :)
www.youtube.com/watch?v=q80BAs4QjQQ
www.youtube.com/watch?v=PBZvm34iS_k&feature=related
Idę siekać rzodkiewki.
-
2012/03/24 15:47:46
Miaukocie, gwoli ścisłości, bywa tu także Adomi. Podejrzewam jednak, że Twoja wiosenna życzliwość dla dam bez cienia trudu obejmie nas obie. A zatem wespół, zespół, by żądz moc móc zmóc! Rzodkiewki w tej kwestii nie są żadną przeszkodą, tym bardziej z koperkiem. Imaginuj sobie, że ja też siekam od rana. Na razie wykonałam wiosenna pastę z wędzonej makreli (jajka, szczypiorek, serek, trochę majonezu, szczypta soli i pieprzu). Retinolu, fosforu i sodu jak naplute.
Obecnie przystępuję do produkcji twarożku, z ogórkiem, pomidorami, czosnkiem i dymką. Do tego jogurt naturalny, nie zaś śmietanka [patrzy karcącym wzrokiem na Miaukotę].

Kwitną krokusy.
Balsam obiecywał, że z końcem tygodnia wstanie z martwych, trzymam go za słowo.

Anumlik bryluje, rozwijając zadziwiający wątek erotycznych fluidów pomiędzy etruską kelnerką, a Lettycją - raczej jednostronny, to prawda, ale poczekamy, może coś się z tego wykluje. Lewatywnik czeka na Ob.Ciacha.

-
2012/03/24 16:11:40
Nie śledzę z wielką uwagą produkcji naszego kolegi i Letycja jest mi wiotko obojętna.Adomi zaś zbyt rzadko pojawia się tutaj bym do niej słał pachnące koperty ;)
Natomiast, i to z dużą satysfakcją zauważam, pierwsze witaminy wiosny wykorzystujemy z perfidną zawziętością.Mój koperek okazał się nad wyraz aromatyczny.Za chwilę ukaże się cudnej piękności na wpół jeszcze plastikowa ale już polska sałata.Natomiast zastępowanie gęstej śmietany jogurtem uważam za wysoce naganne.No, chyba, że jest to jogurt grecki za 7 PLN kubeczek.Wtedy tak.
Jotka, pogotowałbym z Tobą różne kaczki i mintaje.Och, jo...
www.youtube.com/watch?v=fM61DnXz6lg
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/24 16:14:16
@Anumlik - moskiewskiego lewatywnika nie ja wprowadziłem, ale Marzencic. Tylko że, zupełnie jak w przypadku jocinej kobiety wypełzłej, i ta wspaniała postać przeszłaby niezauważona, gdyby nie moja czujność (o niewątpliwie agenturalnej proweniencji).
@Jota - "Lewatywnik czeka na Ob.Ciacha."
Naprawdę chcesz mnie oddać w ręce tego zwyrodnialca????
-
2012/03/24 17:59:30
Obcyndalasz się, Ob.Ciachu, cynicznie. Choć lirycznie i idyllicznie - przyznać muszę - też. W wątek, Ob.Ciachu, w wątek Lewawtywnika wprowadziłeś, nie w bloga. Większość dramatis personae w blog wprowadził Balsam, jak nie przymierzając, Lettycję, którą ja sobie z Jotą prowadzimy od scenki do scenki, raz lepiej, raz gorzej. A w ogóle, to jak długo pozwolisz męczyć moskiewskiej enemie biednego Junaka Wołokałamskowo, cyniku o niewątpliwie agenturalnej proweniencji???
-
2012/03/24 18:59:14
Przy czwartym kieliszku Wymiękła wymiękła jeszcze bardziej.
- Pamięta pani, Lettycjo, co o Wierchowieńskim pisał Dostojewski w naczalie ramana?
- ???
- Stiepan Trofimowicz "niesłychanie na przykład lubował się w roli ściganego i, że tak powiem, zesłańca. Oba te słowa lśnią swego rodzaju klasycznym blaskiem, który go urzekł raz na zawsze i wywyższając go stale, przez długie lata, we własnym mniemaniu, wprowadził ostatecznie na piedestał wzniosłości, niezmiennie łechcącej jego ambicję."
- No, i?
- To zupełnie jak u waszewo Jarosława Rajmundowicza. Im mniej w nim ściganego i zesłańca tym bardziej on ściganym siebie widzi. Kożuchy kupuje, na zesłanie wybiera się.
- A czemuż to ty, gałuboczka, nagle o prezesie tak pryncypialnie? Aa? I skąd u ciebie taka znajomość Dostojewskiego, czto ty jewo procitirowajesz po pamiati?
- U mienia stiepień doktora fiłosofii w russkoj litieraturie. Ale... proszę do mnie tak mówić stale. Gołąbeczko. jaskółeczko, ach... może być i mysia-pysia.
Pośladki Wymiękłej stanęły mocno w pąs. Lettycja poczuła jak stają jej sutki. Całkiem jak po stymulowanej samotnie laktacji - pomyślała. - A może by tak postymulować je samowtór? Żanna Biczewska przestała śpiewać "Czornowo worona" i z głośników rozległ się:

Uże wieczier, druzja, uże wieczier
I łuna swaju łampu zażgła
Tak ostawim raznyje wieczi
Atarniomsa na biełystoła.

- Ech ta Żanna, Żanna - westchnęła Wymiękła. - Ja pomniu w diewianosto szestom...
Nie dokończyła co stało się w dziewięćdziesiątym szóstym. Pąs z pośladków przeszedł na policzki, po których spływać zaczęły łzy. Jęki Wołokałamskowo coraz bardziej zagłuszały jęki Biczewskiej.
- Choć mysiu-pysiu. - Lettycja objęła delikatnie Wymiękłą. Poszły w kierunku schodów prowadzących do pokoików na pięterku Antycznej Ostrygi.



-
2012/03/24 19:54:05
O święty Maurycy. Nie pójdę ja tam za nimi.
Chodziłam, co prawda, do żeńskiej, humanistycznej klasy, ale żeby takie tam, to nie. W ogóle, jak na mój gust, zanadto już zrobiło się łzawo. Nie mogłyby one kobitki pobzykać się wesoło, gdzieś, w kanciapie stróża? Muszą iść na pięterko?...
Ob.Ciachu, Lewatywnik czeka na Cię, porzuć wszelką daremną dialektykę i wątłe tłumaczenia, że niby Marzencic. Nie ma co zwalać na kolegę, wstydź się. Biedny agent wrzeszczy, a Ty nic, litości nie masz w sercu. Kończ waść, co zacząłeś.

Jogurt grecki? To jakieś niewczesne, marketingowe wymysły. Zwykły zott wystarczy, albo - jeszcze lepiej - doskonały jogurt bałkański... Taki z jakimś fagasem w baranicy na okładce. Miaukota, zbieraj siły, wszak bliski już czas pikniku. Nie darujemy go Balsamowi w tym roku, zgadzamy się chyba w tej kwestii. Zmusimy dziada do marynat rybnych i innych delicji. Na drewnie olchowym.
-
2012/03/24 20:35:15
O święta Jotencjo, a kto powiedział, że one idą się bzykać? Lettycja wprowadziła do organizmu sporo gorzałki, co z Klikowskom szampanskom daje mieszankę, po której z księciem Lulejko, a nie z Wymiękłą można u Morfeusza pobaraszkować. A wąteczek z Jarosławem Rajmundowiczem to pies? Szczególnie w solidnej literackiej podbudowie Dostojewskiego?
Co do Ob.Ciacha, zgadzam się z Waszą Świętością. Jak to na samym początku naszej znajomości zapodał był Erg Samowzbudnik Obiecanki macanki, u głupiego wzwód.
-
2012/03/24 21:37:00
www.youtube.com/watch?v=aggmMXRNvJ8&feature=related

Nie ispugajsia, barysznia

W miejscowości Szapkino pod Wołkołamskiem, wydajni agenci Mosadu omiatali ultrawiotką zawiązką promieni elektrooptycznych niezmierzone połacie wschodzącego koperku, który wysiano dla zatarcia ofiar budowy chybionej inwestycji stalinizmu, kanału łączącego rzekę Moskwę z Wołgą zamiast z Donem.
-- Nie ispugajsia, barysznia. Agjent gieroj, Lewatywnik, gdzje oni? Gdzje mosty?
-- Zrzygli.
Kelnerka żyła jeszcze i okiem naprowadziła agentów na mlecznobiałe i lepkie kałuże wielkości narodowych stadionów budowanych niegdyś pośpiesznie na analogowe igrzyska umierającej epoki.

Agent Leon Retznensteid Chauffeur, ekonomtera, szofer ministra i miłośnik Letycji, jeśli nie wiedział to przeczuwał wszystko, ale i tak zapytał maszyny, której niebutowanie spłaszczało wodoszczelny moduł. Posmakowała rurkowatą końcówką, mlask, mlask. Wypiła do dna:
-- Jądra rzodkiewek ukwaszone śmietaną osiemnastką.
-- Nie lieszat, łom.

Kelnerka zarzuciła biodrem i poprawiła wężowe sploty na karku.
- Rachuneczek?
Kanał tłoczący zbędne wody Wołgi w rdzawą od kłamstw Moskwę zastygł w pieróg zakola przed Czyprinajowką. Wódka, przeciwnie, stawała się coraz cieplejsza i oblicze Chauffeura odrzuciło na wschód, ku miastu.
Stabilny przestrzennie prąd powietrza w kształcie węża zawinął czas od pośladków kelnerki po Róg Szkolnowo Prijezda, w samym centrum Wołokałamska:
-- Nie ispugajsia, barysznia.

Leon Retznensteid Chauffeur, ekonometra poczęty chaotycznie w najbardziej seksualnie skomplikowanym klubie nocnym Sewilli; dziecko sangrii i flamenco, wnuk madryckiej anarchosyndykalistki i adepta paryskiej szkoły rabinistyczej, dzielących w pierwszych latach wojny pryczę w cygańskim szałasie w ostrzeliwanych z powietrza wschodnich Pirenejach, Leon Retznensteid Chauffeur, dar Sonsolez Espinozy dla polskiego ministra cyfryzacji, spojrzał w wzwodniczy pośladek kelnerki:
-- Zastępowaliście śmietanę jogurtem?
-
2012/03/24 21:45:18
No, Balsam. No weź i przestań. Dlaczego taki smaczny kawałek najpierw rzuciłeś na pożarcie. Ach... na jakie pożarcie. Na ucztę wzniosłą i radosną, a potem skasowałeś??[odchodzi w zakola pieroga łączącego rzekę Moskwa z rzeką Wołga, aby tam potaplać się w kałużach wielkości stadionów narodowych. Duch Sewilli w postaci agentmosada Antona Chauffeur'a rzuca w koperek jogurcikiem i pośpiesza kak maszyna za maszynoj ]
-
2012/03/24 21:48:03
Szybki jesteś, gałubczik. Oszybku isprawił i wsio w pariadkie.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/24 23:20:46
@Jota, @Anumlik - przysięgam, że napisałem długą jak nigdy historię bliskiego spotkania junaka z lewatywnikiem, kliknąłem "wyślij" i gdzieś wcięło w fis-dur!
-
2012/03/24 23:37:19
@Ob.Ciach
Nie ispugajsia. Balsam spalił naszą dwójeczkę, razem z mostem. Oto dowód:
"Agjent gieroj, Lewatywnik, gdzje oni? Gdzje mosty?
-- Zrzygli."
[odchodzi pełen wiary, że Ob.Ciach nie przysięga się na niby]
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/25 00:09:15
Paw, którego Wołokałamski po długiej i krętej drodze od stolika do ustępu przeniósł heroicznie - jak to mówią Rosjanie- w nutrii, wyrwał się na zewnątrz, wzleciał oszołomiony wolnością i osiadł w prawym górnym rogu ściany z pisuarami. Byłemu agentowi wydało się, że rozłożył skrzydła, by je powoli opuścić i w tej smętnej pozie zastygnąć. Ostatnie pierogi przeciwutleniały się w smalcu coraz bliżej krtani, by w kilkunastu wstrząsach całym agencim jestestwem o malejącej amplitudzie opuścić junaka, pozostawiając go skrzętnie wyczyszczonym. I pustym, jak cała jego przyszłość.
Człowiek szafa cierpliwie obserwował z kabiny naziemne paroksyzmy agenturalnej przeszłości. Ujął nieboraka jednorącz za kołnierz, uniósł, sprowadził do względnego pionu, przykrył płaszczem i wyprowadził niezauważalnie na zaplecze, gdzie czekała furgonetka dostawcza z przyklejonym bluźnierczym hasłem "Każdy dzień ze świeżą rybą". Ukryty w sedesie nieczynnej kabiny magnetofon zaczął emitować jęki i wycia, jakie mógł z siebie wydawać tylko Piekarski na mękach, w ostateczności Zabłocki na mydle. Dźwięki te, doskonale słyszalne w sali bankietowej Antycznej Ostrygi, będą przez lata nawiedzać coraz krótsze sny licznie tam zgromadzonych agentów wielu służb. Funkcja prewencji ogólnej działała znakomicie.
-
2012/03/25 00:19:23
No, Ob.Ciachu, mamy wyjaśnioną zagadkę z zażigannom mostom.
www.youtube.com/watch?v=bTu4TTXksXM
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/25 00:39:08
-- Cccco jest? Gdzie ja jestem? Co to, kurwa, za maszyneria? Ale się wczoraj musiałem najebać...
-- Wczoraj? Całą dobę spałeś. Ale nie szkodzi, mnie się nie spieszy...
-- Poznaję cię. Ty jesteś lewatywnik. Poniechaj mnie.
-- No co ty? Rozkaz to rozkaz. Za spartolenie zadania kara być musi. A swoją drogą, jakim trzeba być idiotą, by z tą bladzią pić kieliszek w kieliszek. Kiedyś, na szkoleniach, podchodziliśmy do niej sztafetą, po pięciu. Zdarzało się, że ostatniego nie wynoszono. Wychodził sam, choć na czterech.
-- Skąd mogłem wiedzieć, że ksywa "Pancerna" pochodzi od mocarnego łba, a nie od umocowania w cnocie? Poniechaj mnie...
-- Głupiś! Za zdradę kremacja na żywca, za niewykonanie zadania spłuczka i życie w sromie.
-- To nie mogłeś mnie od razu w Ostrydze spłukać? Mielibyśmy to za sobą. Poniechaj mnie...
-- Przecież ci tłumaczę, że niel'zia. W Ostrydze nie miałem oprzyrządowania. Porządna spłuczka to nie gumowa gruszka w dupie, ale cała naukowa procedura i zaawansowana technologia. A poza tym ja jestem artysta! W stanie nawalenia ominęłyby cię niepowtarzalne doznania, których tylko ja jestem w stanie dostarczyć. No...jest jeszcze jeden Kitajec...ale on robi w sektorze prywatnym, na usługach gangsterów.
-- Poniechaj mnie...
-- Zamknij się! Ciesz się, że jestem w znakomitym humorze. Jakiś norweski Paliak cyfryzator wywiódł mnie z prowincjonalnego fryzjera i pospolitego owada. Na Centrali zrobiło to wrażenie. Wysłali mnie do Oslo, bym zdolniachę namierzył i do współpracy namówił. Śledzić, osaczać, przekonywać, haki zbierać, szantażować...Jak ja nie lubię takiej roboty. Na szczęście dałeś dupy i odwołali mnie w trybie awaryjnym bym się tobą zajął.
-
2012/03/25 01:01:50
To się nazywa sobotni wypas! Żoliborskie zamglenia towarzyskie i białe wino. Hulanki bez swawoli, jak zwykle. I co widzę po powrocie? Obfite wpisy. Nie tylko zrealizował się Ob.Ciach, ale i Balsam objawił, komplikując nam Leona. Ki diabeł, ten Leon? Fraza "ekonometra poczęty chaotycznie w najbardziej seksualnie skomplikowanym klubie nocnym Sewilli; dziecko sangrii i flamenco, wnuk madryckiej anarchosyndykalistki i adepta paryskiej szkoły rabinistyczej" omotała me synapsy doszczętnie.
Jak również to: "niezmierzone połacie wschodzącego koperku, który wysiano dla zatarcia ofiar budowy chybionej inwestycji stalinizmu, kanału łączącego rzekę Moskwę z Wołgą zamiast z Donem."
Mogę tylko westchnąć z satysfakcją. Pięknie, pięknie.
-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/25 01:02:33
-- Poniechaj mnie...
-- Kurwa! Jak chujem o ścianę! Ciesz się, że masz możliwość wyboru. Coca cola, ropa z łupków, przeterminowany olej jadalny rzepakowy, pomidorowa z ryżem, sok z kiszonej kapusty, kwas chlebowy z Krasnojarskiego Kraju, Red Bull, sok z brzozy smoleńskiej, osiemnastoprocentowa śmietana z siekaną rzodkiewką i szczypiorkiem. Wyjście otworem gębowym, nosem, uchem lub obieg zamknięty. Wejście oczywiste, cha, cha, cha. Cztery godziny pompą ssąco-tłoczącą, albo godzina kompresorem. Wreszcie skutki na całe życie: totalne wyluzowanie zwieraczy, wielokrotne przerośnięcie prostaty z przemieszczeniami, cichy acz bolesny wzwód na dźwięk słowa "kurwa", zatwardzenie ostateczne niereformowalne, przekształcenie odbytu w wuwuzele, wiatry bezdźwięczne o bogatej nucie zapachowej, oksymoron.
-- Oksymoron? A co to za chujnia?
-- Rozwolnienie. Sraczka. Defekujesz rzadko i często. Wybieraj. Wybór należy do ciebie.
-
2012/03/25 15:14:15
Strach, strach, rany boskie! Obieg zamknięty z coca colą? Albo i ze śmietanką z rzodkiewkami?
Biedny agent. Kto wie, czy nie objawi mu się już za moment boska cząstka Higgsa.
-
2012/03/25 15:37:54
Też tak myślę. I podczepiony do warkocza boskiej cząstk,i będzie spieprzał gdzie pieprz rośnie, byle dalej od Lewatywnika. Gdy trafi na pole Higgsa, przeleci do czwartego wymiaru, gdzie śmigają tachionowe taksówki i - być może - spotka samego siebie z okresu szkolenia w Szapkino. Lettycja omiata "ultrawiotką zawiązką promieni elektrooptycznych niezmierzone połacie wschodzącego koperku, który wysiano dla zatarcia ofiar budowy chybionej inwestycji stalinizmu, kanału łączącego rzekę Moskwę z Wołgą zamiast z Donem".
Co będzie wtedy robił nasz junosza? Joteczko, masz wdzięczne pole do popisu (PO-PiSu?). Nie musisz się badziać po pokoikach na piętrze przypominających Ci Twoją żeńską, humanistyczną klasę, hi, hi.
-
2012/03/25 15:39:42
Obciach, przeczytałem i odmawiam dzisiaj spożycia jakichkolwiek posiłków.Schodzimy na kundle mości moje państwo.Chociaż literacko niezłe.Przyznaję.Przyszły mi na myśl sceny z "Wesela" Smarzowskiego.Jak dojdziemy już tekstami do poziomu obrazów z "Ładunku 200" Bałabanowa - przestanę jeść w ogóle.Niżej już chyba nic nie ma.Błuuueee !
Jotka, oczywiście, że zgadzamy się ze sobą jak zwykle.Tyle, że duch w Balsamistrzu uznaję za mizerny oraz zamierający, a i on sam kompletnie niczego nam już pewnie nie zaproponuje.A ja tam narzucać się raz kopnięty w żopu nie lubię.Proponuję drogie panie i panowie rozpisać konkurs na wybór sympatycznego miejsca w tym wesołym kraju gdzie moglibyśmy się spotkać.Gdzie tam komu pasuje.Wrzucajcie propozycje: od Tater do Bałtyku.Ja podejmuję się skoordynować nasze ewentualne działania integracyjne.A więc piszemy: proponowany termin spotkania - od początku lipca do połowy września.Proponowane miejsce - aktualny obszar RP.Z ewentualnym rozszerzeniem za południowe, przyjazne nam jak na razie granice.Dawno już nie jadłem utopenców i marynowanego sera w takiej ichniej radosnej gospodzie ;)
Jestem otwarty na wszelkie uwagi i spostrzeżenia.Zaznaczam, że pewnym punktem odniesienia powinny być dla nas letnie możliwości turystyczne Imć Marzencica.Kolega ma trochę daleko i kłopotliwie.Reszta niech postara się dostosować.
Ze swojej strony zaproponuję właśnie na miejsce naszego spotkania gościnne miasto Bardo.Marzencic - ukłon :) Lub cudne inne miejscowości Kotliny Kłodzkiej.Włącznie z wszelkimi Zdrojami.
Jotka, wyobraź sobie wspólne mieszanie kopystkami w takim kociołku sławnego, pyrkoczącego, paprykowego C.K. halaszle zez karpia nad brzegiem Nysy Kłodzkiej, gdzie nieopodal Marian Dzięciel kroczył zdesperowany wśród plaskoczących, grubych kropel deszczu, dzierżąc w ręku zabójczą broń, miaaauuu ! :)
www.youtube.com/watch?v=dh2PyBBuD3s&feature=related
www.youtube.com/watch?v=DT7A6Tkm5o8&feature=related



-
2012/03/25 16:56:23
Na przykład:
www.nocowanie.pl/noclegi/brzeznica_9/agroturystyka/83845/
lub:
e-wczasowicz.pl/nocleg,bardo,pod,cisowa,gora,bardo.html
Ci pod "Cisową Górą" mają stawy rybne.Z "możliwością wędkowania".Tak czy owak myślcie i dawajcie odpowiedzi.Balsam, Ty także się w końcu cholero wypowiedz.
-
2012/03/25 18:12:36
Marna to prowokacja. Na Balsama nic już nie działa. Od dawna hołubię niejasne wrażenie, że ma on nas, oględnie mówiąc, w nosie i wcale nie marzy o jakimkolwiek spotkaniu. Co innego wirtualne snucie i bajdurzenie.
Możemy rozpocząć działalność logistyczną, czemu nie. Należy jednak ustalić z Marzencicem, czy on także chciałby się z nami spotkać, a jeśli tak - to gdzie? Jestem w stanie od biedy dotrzeć do Bardo, chociaż przyznaję bez żenady, że wolałabym jakieś bliższe rejony (bliższe stolicy znaczy). Po ustaleniu orientacyjnej daty wykonamy research i porównamy, a wszystko stanie się dojmująco jasne.

Jeśli chodzi o lewatywniczą opowieść Ob.Ciacha, to łatwo krytykować. Zaproponuj coś równie wstrząsającego. A Ty nic, tylko się krzywisz i narzekasz. Lettycja Ci zwisa, płukanka Red Bullem brzydzi, Leona masz za nic.
Do roboty.
-
2012/03/25 21:48:58
Muszę, bo się uduszę. Chciałabym móc tak pięknie rozłożyć każdy tekst tego bęcwaliszcza:

galopujacymajor.wordpress.com/2012/03/25/poradnik-dla-rafala-ziemkiewicza/
-
Gość: , public29483.xdsl.centertel.pl
2012/03/26 00:18:35
Wysoka Komisjo
Uprzejmie donoszę, że Adomi zagląda regularnie, tylko pisze nieregularnie. Przeczyta wszystko jak leci - z zaciekawieniem, z przyjemnością, ba, zachłannie nawet (no, może prócz harlekina), ale z pisaniem to już gorzej.Taka bardziej techniczna jest, więc odzywa się głównie jak rozmowa schodzi na bardziej konkretne tematy. Owszem, zdarzyło się jej popełnić kilka wierszy, ale miały rym, a co najmniej rytm. W życiu nie wygeneruje tekstu o Lettycji albo Kobiecie Wypełzłej - za wysoki poziom abstrakcji.
Nagrodę proszę położyć na parapecie. Życzliwy.
www.youtube.com/watch?v=h6RxlI-AXOU&feature=related

Jotka, dzięki, że się za mną ujęłaś :)

Z Bardo Śl. zapamiętałam muzeum, w którym wisiały setki prawie identycznych obrazów, będących wotami dziękczynnymi ocalonych z zarazy.

-
2012/03/26 00:21:49
hehe, żeby nie dwa ostatnie zdania, wyszedłby bardzo porządny anonim
-
2012/03/26 11:00:44
Jotka, tekst Majora faktycznie jest powalająco błyskotliwy i inteligentny.Szkoda, że adresat jest głęboko impregnowany na takie argumenty.Zmieli racicami perłę nawet jej nie zauważając, zakładając oczywiście, że by go przeczytał.
Pomysł znalezienia miejsca spotkania bardziej w centrum kraju uważam za bardzo praktyczny i godny rozważenia.Czekamy na pierwsze opinie i sugestie.
-
2012/03/26 12:27:00
Tekst Majora jest przede wszystkim merytoryczny. Czego w polskiej publicystyce ze świecą szukać. Ziemkiewicz prezentuje taki poziom znajomości prawa, jaki większość naszych parlamentarzystów, którzy konstruują prawo nadające się do natychmiastowego nowelizowania. Interes partyjny, albo "grupy trzymającej władzę" ciąży nad większością ustaw. Kodeks Cywilny (który z lubością przywołuje Major), jako jeden z nielicznych aktów normatywnych, wolny jest od "partyjnego ducha". A mimo to rozróżnienie pomiędzy "zadośćuczynieniem" a "wyrokiem" , pomiędzy "karą" a "orzeczeniem zadośćuczynienia", stanowi zaporę nie do przebycia dla intelektu intelektualistów pokroju Rafała Aleksandra Z. Na lewicy takich kretyńskich felietonistów też można ze dwa pęczki znaleźć. Polecam niektóre teksty z Krytyki Politycznej.

Na wspólne pogaduchy przy pieczonym turbocie, z dodatkiem kilku butelek dobrego wina, jestem tak samo łasy, jak reszta koleżeństwa. Ale wolałbym, aby taką samą chęć spotkania w Balsamowym gronie wyraził sam Mistrz. "Mistrzu, Mistrzu, Mistrzu - zako... ups... - odezwij się".
-
2012/03/26 14:05:53
@anumlik.
Mysle ze zgroza ,ze Beata Kempa prezentuje calkiem przyzwoity poziom prawny na tle sredniej sejmowej i redaktorowej .
Z drugiej strony Trybunal Konstytucyjny to podworkowe Forum dla Romanow. Z pol obrotu skopali ziobrowa probe przykrecenia im srubki o pol obrotu.
Pewnie ,ze fajnie byloby sie spotkac oczywiscie w towarzystwie Mistrza chocby bez Malgorzaty ale za to z Jota. I te miaukotowe kulinarne wynalazki podlane winkiem to na pewno mistrzostwo swiata z krainy kwitnacego ziemniaka.

-
2012/03/26 15:57:12
Miaukota niewątpliwie macha Ci dziarsko z krainy kwitnącego ziemniaka, zważ jednak, kolego Marzencic, że wiążemy z Tobą nasze wakacyjne plany wyżerki. Kiedy planujesz zjechać z północy? Orientacyjnie, rzecz jasna? To raz. Dwa: czy żona Cię puści na taki event?... I proszę się nie śmiać, znam żony, które nie puszczają (po latach dochodzę czasem do wniosku, że być może mają rację).
Cóż, jasnym jest dla nas wszystkich, że najmilej byłoby się spotkać z Balsamem lub wręcz u Balsama, onże jednak z powodów rozmaitych nie rwie się do organizacji pikniku. Może ledwo dycha i trzeba to zrozumieć. Zresztą, jeśli ustalimy jakiś punkt zborny, niewykluczone, że zaszczyci nas etc. Nadzieja umiera ostatnia.
Chciałabym też zaproponować mniej piknikową wersję spotkania, we Wrocku. Sądzę, że dałoby się Marzencica wyciągnąć na jedno popołudnie. Piknik na Wyspie Solnej, spacer po mieście, a kto wie, może i szybka wyprawa do Bardo?
Wiem, nie jest to centralna Polska, da się jednak dotrzeć.

Adomi, symultaniczny przeszczep nerki copyright by Ewa Szumańska jak zwykle wprawił mnie w (bardzo głośny) zachwyt ;)). Do usług i w ogóle!

Trochę się martwię o agenta. Czy zdołał przeżyć rozrywki Lewatywnika?
-
2012/03/26 16:22:26
@Jota
Trochę się martwię o agenta. Czy zdołał przeżyć rozrywki Lewatywnika?
Iżeś jeszcze go do boskiej cząstki pana Higgsa nie podczepiła. Samaś na tak wspaniały pomysł wpadła, i co? Jota - powiem jak do Ob.Ciacha - nie obcyndalaj się;-)
-
2012/03/26 17:02:45
@jota
Bywaja panowie Oblapiccy w moim wieku ale to raczej wyjatki niz regula.
Powod mojej nieczasowosci jest inny. Mam mame w wieku 95 lat mieszkajaca we Wrocku u brata. Jesli tylko moge bywam u niej . Mama jest w zlej formie i raz czuje sie lepiej a raz gorzej. Wpadam raczej jak po ogien zastanawiajac sie czy jeszcze ja zobacze. Dlatego nie planuje zasadniczo niczego na wyrost w tym roku oprocz wakacji z dziecmi.
@anumlik
Lewatywnik wzial sie ze sceny z cyrulikem z Piratow Polanskiego.
Gosc w loczkach a la Newton pompowal w kapitana statku plyn z wiekiej zloconej strzykawy. Probowalem znalezc w Googlach czy do zadan cyrulika nalezala taka czynnosc ale nigdzie o tym nie pisza.

-
Gość: Ob. Ciach, 85-202-61-9.internetia.net.pl
2012/03/26 21:17:30
@Jota - piszesz "Trochę się martwię o agenta. Czy zdołał przeżyć rozrywki Lewatywnika?".

Lewatywnik miał nieskutecznym agentom zapewniać nie zejście, lecz życie w sromie.
Życie w sromie gwarantował każdy ze skutków finalnych spłuczki.
Junak Wołokałamski, dostawszy możliwość wyboru, zdecydował się na najłagodniejszy z wariantów. Tak mu się zdawało. Wybrał cichy acz bolesny wzwód na dźwięk słowa "kurwa" jako skutek spłuczki sokiem z brzozy smoleńskiej, z kompresorem, w obwodzie zamkniętym.
Pierwszego szoku doznał przy porannym goleniu. Tradycyjnie zaciął się za uchem, co skomentował werbalnie wiadomym słowem. Szarpnięcie w kroczu było tak potężne, że zmaltretowane ciało junacze uniosło się w powietrze co najmniej na półtrzecia cala. Lewatywnik złośliwie nie ostrzegł, że cichy i bolesny wzwód będzie również wyjątkowo gwałtowny. Były agent przytomnie powstrzymał się od jedynie słusznego komentarza. Ubrał się i wyszedł z domu. Na ławeczce przed klatką schodową kwiat zakapturzonej młodzieży z ożywieniem dzielił się swymi przemyśleniami na tematy egzystencjalne. Podskakujący facet o zbolałej twarzy układający dłonie na modłę Adolfa nie wzbudził większego zainteresowania ziomali. Kiedy jednak frajer zachował się przy nich tak samo idąc ze sklepu z piwem, a potem wynosząc puszki do śmietnika, wracającego z pustym kubłem grzecznie poprosili:
--Spróbuj, kurwa, jeszcze raz podskoczyć.

-
2012/03/26 22:12:28
Ob.Ciach
;-)));-)));-)))
-
2012/03/26 22:34:01
Jotka oraz koledzy moi, czytaliście coś Wasilija Grossmana ? Jestem po lekturze "Wszystko płynie" (skądinąd to racja :)) i płynę teraz z jego "Życiem i losem".Myślałem, że wiem i pojmuję już sporo.A tu nowe bramy się otwierają.Jak to człowiek uczy się do końca.Coraz to głupszy po takich lekturach się staję.Gospodin pamiłuj ! ;)
www.youtube.com/watch?v=ODg5V7_PeHg&feature=related
-
2012/03/26 23:35:05
Grossman to jeden z największych paradoksów literackich. Pieszczoch Stalina, wylansowany przez Gorkiego, pułkownik Armii Czerwonej, korespondent wojenny, wydawany za życia w milionowych nakładach. Jednocześnie autor "Wszystko płynie", książki, której jedyny egzemplarz maszynopisu ostał się po rewizji; wydany w Stanach Zjednoczonych i powielany w setkach, ba - tysiącach egzemplarzach w samizdacie, zyskał sławę równą "Archipelagowi Gułag" Sołżenicyna. A "Wszystko płynie" to nie tylko powieść, to literackie świadectwo epoki łagrów i ... kanibalizmu.

Człowiek głodny to jakby ludożerca. Mięso z siebie samego zjada, zostają same kości, tłuszcz jest zjedzony doszczętnie. Potem mąci mu się w głowie to znaczy, że zjadł własny mózg. Całego siebie zjada człowiek głodny
W. Grossman, "Wszystko płynie", s. 157.

Dla zmiany nastroju:
www.youtube.com/watch?v=juVLrJZHG4Q
-
2012/03/27 09:55:56
Anumlik, dziękuję za komentarz, nie ma to jak zapytać eksperta :) A Balsam nam zamilkł jak Stalin po wybuchu Wielkiej Ojczyźnianej ;)
-
2012/03/27 14:05:11
powiem Wam - cyfryzacja wisi nad nami nieuchronnnie
właśnie złożyłam wniosek o profil zaufany na ePUAP i moge sobie np. wyciągnąć dane - powiedzmy geodezyjne - z przytulonej do Łomży gminy Piątnica (Poduchowna zresztą - i jak na podlaskie przystało - nazwa wzięła się od duchowieństwa a nie od poduch), chociaż np. stolica (że o innych miejscach nie wspomnę) takiej możliwości jeszcze nie daje
-
2012/03/27 22:46:05
Ciekawy dokument - polecam.Swoją drogą, jak zachowałaby się polska grupa w takiej sytuacji ? Zgłębiam historię i problem KRLD od lat i nie znam odpowiedzi.Pewnie jak zwykle: idioci narobiliby sobie i innym kłopotów a myślący robiliby zdjęcia.
www.youtube.com/watch?v=gk-LLt0UzPA
-
2012/03/27 23:12:00
-
2012/03/28 00:48:21
Obejrzałam tylko pierwszy dokument i na więcej na razie nie mam siły. Powinien być pokazywany wszystkim tym, którzy pieprzą, jak poparzeni, że żyjemy zniewoleni etc.
Niewiarygodne, że ludzie są w stanie zorganizować tak masowe więzienie.
Nie widzę żadnych szans na rewolucję, są chyba totalnie przekręceni psychicznie przez maszynkę i być może nawet szczęśliwi? Straszne ;((
-
2012/03/28 13:38:06
równie przejmujący był film "Yodok Stories" Fidyka;
pierwsza moja myśl po jego obejrzeniu - że powinien być obowiązkowy dla wszystkich polityków i wszelkiej maści malkontentów
-
2012/03/28 21:37:14
Właśnie, myślałam cały czas o "Defiladzie" Fidyka. Film z '89 roku, a niewiele się tam zmieniło. No, poza osobą uwielbianego przywódcy narodu ;/.
-
2012/04/02 00:33:11
Czy wy wszyscy przypadkiem nie siedzicie już na grillu u Balsama?
-
2012/04/02 00:49:48
Jak to się stało, Tetryk, że się jeszcze kręcisz wokół zdawnionej już historyjki?
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne

Korespondenci:

Jota-40
Marzencic
Miaukota
Tetryk56
Anumlik
Ob.Ciach
Adomi6319
Jar