Blog > Komentarze do wpisu

400: La petite apocalypse

Fotomontaż: Honzo

Prezydent przeziębił się ponieważ wyszło na jaw, że chcą zburzyć Pałac Kultury. Jak się dowiedział, bez zbędnej zwłoki część straży sprytnie wyminął, część obrzucił wyzwiskami i wprost ze zbudowanego jeszcze za Kwaśniewskich ogrodu zimowego zbiegł truchtem do garażu szukać kanistra. Najbardziej mu się spodobał niebieski, o pojemność pięciu litrów. Opuszczał już prawie garaż, ale w progu stała Marie.
-- Dokąd, nocą, w szlafroku?
-- Widzę, że chcą zburzyć pałac, Marie.
-- Wygłoś orędzie, albo zawetuj.
-- Wprost pałacu bronić mi nie wypada, bo stalinowski, ale bez pałacu to miasto umrze.
-- Jak się pod pałacem spalisz, to się miasto tylko ucieszy.
-- Nad formą protestu zastanowię się po drodze, pokonując rozmaite trudności i konfrontując się z przeszłością. Wiesz przecież Marie, co mam na myśli, nawet Stasiak tę książkę podobno czytał.
-- Idź, ale znajdź najpierw ciepłą i, jeśli się upierasz, łatwopalną odzież.

Miast jak zwykle użyć tajnego przejścia północnego prowadzącego do ogrodów BBN, prezydent wymknął się przez taras, a potem dyskretnym przejściem podziemnym po stronie wschodniej, prowadzącym do magazynów odzieży roboczej i ochronnej Wyższego Metropolitarnego Seminarium Duchownego Jana Chrzciciela. W magazynie przechowywano przede wszystkim czarne rewerendy sięgające kostek, broniące przed złymi myślami białe humerały zwane też „hełmami zbawienia”, nakładane najpierw na głowę, a potem, zwijane wokół szyi jak szal; damsko-męskie alby pełniące funkcję ni to biustonosza ni to kaleson, ale funkcjonalnie przeciwstawne działaniom złych mocy; zielone cingula, czyli sznurkowe paski z frędzlami sygnalizujące wstrzęmięźliwość i spinające luźne na ogół alby; ornaty, kapy i ekscytujące pozareligijną wyobraźnię duchownych białe ministranckie komże. Prezydent pobrał ornat, przepasał się zielonym cingulum i wbrew wskazaniom Ceremoniale Episcoporum, pektorał włożył na ornat, choć powinien odwrotnie, tak by krzyż pektorału był jak najbliżej serca. W ostatniej chwili wziął jeszcze manipularz z purpurowego atłasu służący duchownym wysokiej rangi do dawania znaku, że ceremoniał może się już zacząć.

Wydało mu się teraz, że przeziębienie mu nie grozi, i że łatwo wtopi się w tłum. Ledwo wygramolił się przez okienko magazynu, ledwie przebiegł chyłkiem przez ogrody seminarium i wydostał się na zawsze pustą z powodu bliskości Szczygły Furmańską, dostrzegł wspartego o wysoki mur człowieka skądś sobie znanego, z pewnego punktu widzenia łagodnego i niewinnego, ale pod innymi względami znowu gwałtownego i pierwotnego, jak stopniowe zarastanie jezior, albo usuwanie nieczystości ze statków wycieczkowych wprost w głębie morskie. Prezydent zabulgotał groźnie kanistrem.
-- Kim pan jest?
-- Byłem kiedyś kierownikiem telewizji. Teraz jestem dziennikarzem, ale nade wszystko autorem najgorszej książki napisanej w tutejszym języku. Będę panu w ostatniej drodze towarzyszyć ponieważ pańska prezydentura podzieli losy mojej książki.
-- Skąd wiadomo, że książka była najgorsza?
-- Czułno zwlókł się i z rozpaczą zorientował, że w domu nie ma już nic do picia. Musiał żłopać paskudną wodę z kranu, która może nie byłaby taka zła, gdyby nie jego nastawienie. A nastawienie miał fatalane.* Poniosę panu kanister,  panie prezydencie.
-- Jezus Maria!
-- Daniel podniósł głowę i popatrzył prosto, wycelował w niego szarą twarz ze sterczącym dziobem nosa na tle dwóch wież kościoła w spirali ptaków.

Prezydent tym spieszniej przeskoczył Krakowskie, im bardziej autor książki nastawał; dzięki temu w try miga dotarł na plac Piłsudskiego, gdzie skądinąd często bywał. Było tu mgliście, ponuro i trwożnie. Prezydent otarł czoło haftowanym manipularzem i spojrzał dyskretnie za siebie. Autor raził z pewnej odległości.
-- Biała przestrzeń otwierała się nad nim i wokół niego. Wciągał go powietrzny lej. Maria znikła.
-- Na miłość boską!

Prezydent ruszył gwałtownie w kierunku Parku Saskiego, umieścił na chwilę na ławeczce kanister żeby ciaśniej związać
cingulum, a potem, już gotów do dłuższego biegu, puścił się Senatorską, przez Plac Bankowy. Były kierownik telewizji nastawał, prezydent spojrzał dość ciepło na rzęsiście oświetloną fasadę pałacu Mostowskich, a potem zagłębił się w stalinowskie zakamarki dawnej ulicy Nowotki.
-- Im głębiej Czułno wgryzał się w sprawę, tym bardziej się angażował.

Niby już nie było z czego krzesać, a prezydent jeszcze bardziej przyspieszył i, w kontekście zbliżającego się szczytu energetycznego w Kopenhadze, zadumał się nad właściwościami pędnymi grafomanii. Samą redakcją Rzeczpospolitej można by napędzić pół Ukrainy, która przecież na literaturze doskonale się zna.  Snując te rozważania, prezydent dotarł do tymczasowego wiaduktu nad Dworcem Gdańskim i parę razy podskoczył, żeby sprawdzić czy się dobrze trzyma. Był w każdym razie wreszcie u siebie, na starym Żoliborzu, gdzie mieszkała wyłącznie inteligencja. Spoczął pod pomnikiem 1 dywizji pancernej gen. S.Maczka, przez uczniów okolicznego zespołu szkół zwanego pomnikiem orła srającego w locie. Ledwo zasiadł, zza pomnika wychynął rzecznik praw obywatelskich i jął pobierać prezydentowi wymaz z gardła.
-- Zramolali starcy niespełnieni w normalnych rolach życiowych zapadają łacniej. Jeśli pan chcesz tu przebywać, dawaj pan wymaz.
-- Na rany Chrystusa!

Prezydent biegł przed siebie, ale teraz już rychło zasłabł, bo kanistrem nie szło machać z dostateczną swobodą. Skrył się w przychodni rejonowej na Felińskiego. Na parterze siedziało dwóch szatniarzy, którym od dwóch lat nie wolno było palić. Aż dziw brał, że w maleńkiej szatni mieści się aż dwóch, chociaż kto wie, może jeden tylko był portierem, a drugi na przykład rzecznikiem prasowym przychodni. Płaszczy w każdym razie nikt im nie powierzał. Doświadczeni pacjenci bardzo w tym miejscu przyspieszali by okrycia wierzchnie przy sobie zachować. Ci co nijak przyspieszyć już nie mogli, nakładali wierzchnie pod spód. Ponieważ prezydent miał pektorał na wierzchu, a ornat pod spodem, przemknął się nie wzbudzając podejrzeń szatniarza i jego domniemanego rzecznika.

Świątobliwy z wyglądu mąż z niebieskim kanistrem wstępował dostojnie ubożuchną klatką schodową wyposażoną w wąską poręcz wyściełaną przedawnionym igielitem i ozdobioną lamperią wpisującą się jak niezabliźniona rana w najtrudniejszy okres w historii Żoliborza. W korytarzu na piętrze siedziało ze czterdzieści pogodzonych z losem osób starszych, niezamożnych, odartych z godności i kaszlących ukradkiem w łagodnym półobrocie. Zły pisarz i prymitywny rzecznik byli już niestety na miejscu. Rzecznik mówił pisarzowi, że przemoc wobec dzieci obniża koszta leczenia w wieku starczym, a pisarz niepokoił zdumiewająco uprzejmą recepcjonistkę:
-- Rano następnego dnia Wilczycki obudził się z wyschniętym gardłem i pękającą głową w ubraniu obok kanapy.
-- Boże święty! Pierwszy numerek na dziewiątą na początek marca, a numerków, zapewniam pana, praktycznie w ogóle nie mamy.

Prezydent zasiadł tuż pod gabinetem doktora M. Gładząc manipularz mniemał, że mu się uda wkręcić. Nie protestowano, bo nikt od dawna nie wszedł, a jakby nawet zaczęli wpuszczać to przecież nie wedle szkodliwości społecznej tylko wedle numerków. Na krześle na wprost siedziała osoba w oczywisty sposób inteligencka, dysząca, z odzieżą wierzchnią pod spodem, prawie z przegrzania nieżywa, ale wciąż sprawnie narzekająca:
-- Czy i panu doskwiera niewydolność wątroby?
-- Zapalenie orędzia, nie mogę się wysłowić inaczej niż poprzez spolegliwych dziennikarzy. Dlaczego nie wpuszczają?
-- Pacjentka siedzi u doktora M. już drugi tydzień. Zdobyła numerek i chce mu teraz wszystko opowiedzieć. Jest tyleż chora, co samotna, jak wszyscy, ale jak tak można lekarza publicznego blokować? Do prywatnej przychodni iść, albo w ogóle do którejś z osób duchownych, takich jak pan. A jaka to denominacja, jeśli można wiedzieć?
-- Nic się nie da zrobić, żeby przyspieszyć?
-- Podobno lekarz współczesny polski, niewłaściwie jest motywowany na skutek częściowo i niesłusznie przeprowadzonych reform. Trwający w NFZecie pacjenci są coraz biedniejsi i coraz bardziej chorzy, co w niektórych lekarzach wywołuje impuls judymowski, czyli litość fragmentaryczną i ni stąd ni zowąd. Doktor M. tych, co już weszli z numerkiem traktuje dobrze, natomiast wobec oczekujących pod drzwiami odczuwa obojętność, albo i co gorszego. Z doktor D. jest zdaje się odwrotnie.
-- Gardzi tymi w środku?
-- Wszystkimi gardzi.
-- Należy więc kontynuować reformy.
-- Ten złośliwy troll wszystko blokuje i nic się nie da zrobić do przyszłej jesieni. Po prawdzie, jakby nie blokował, byłoby jeszcze gorzej. Innej drogi jednak nie ma. W tym kraju wszystko trzeba najpierw rozpieprzyć, a potem od nowa budować. Nasza administracja nie potrafi inaczej.  Z tych samych powodów chcą zburzyć Pałac Kultury i Nauki.
-- Boże!

Prezydent schował wystający spod ornatu rąbek alby i ruszył w otchłań dnia listopadowego, a za nim grafoman i zamordysta. Grafoman milczeć nie potrafił:
-- Nie sposób przewidzieć wydarzenia, które za moment zmieni nasze życie. Wchodzimy na rynek od ulicy Szewskej i idziemy w kierunku przeznaczenia, które pod postacią innej osoby nadchodzi juz z drugiej strony Sukiennic.
-- Święci Pańscy!

Prezydent na powrót znalazł się pod pomnikiem, a potem zbiegł po schodach ku zgniłozielonym i błotnistym przestrzeniom na dnie fosy wokół cytadeli, gdzie oszalali z samotności i zagubienia mieszkańcy okolicznych bloków wojskowych wypasali psy wielkości cieląt.

Wsparta już o srebrny świerk posadzony jeszcze za czasów generał-policmajstra Andrieja Storożenki, stała piękna z boku i z daleka, ale z żadna młoda, kobieta w rosyjskiej czapce dookolnej, obuta w kozaczki; spowitą w czerń dłonią dociągała połę płaszcza do wydatnej grdyki, położonej tuż poniżej obszernych, tradycyjnych ust polskich, zwartych w nienawistnym uśmiechu. Na widok ten powiało grozą.
-- Poniosę panu kanister, panie prezydencie.
-- Niech pani nigdy nie odbiera mężczyźnie benzyny. Proszę wreszcie doradzić mi coś, co się kupy trzyma.
-- Czy chodzi o przemoc strukturalną instytucji współczesnej cywilizacji?
-- Chodzi o pałac, którego wprost, jako dziedzictwa komunistycznego bronić mi nie wolno.
-- A zatem auto-da-fé w przypadkowo wybranej lokalizacji symbolicznie nawiązującej. Parking przed szpitalem bielańskim?
-- A cóż mi to da?
-- Z pewnością pana nie zauważą i nie udzielą pomocy.
-- Czy nie ma w pani żadnego współczucia?
-- Nieliniowość sieciowej regulacji procesów niszczy wspólnie przeżywaną przestrzeń symboli. Indywidualne wędrowanie w wirtualnych przestrzeniach koroduje potrzebę odbudowania [tej] przestrzeni.
-- Jezusie Nazareński!

Wdrapał się na fosę koło wiecznie przepełnionych śmietników przy Dymińskiej i ruszył na powrót do śródmieścia; przeżył po drodze szereg zapaści na zdrowiu i zwykłych, ludzkich chwil zwątpienia. Ilekroć padał, pobierano wymaz. Rondo Babka trzy razy obchodził w niezdecydowaniu, a za nim szedł pozbawiony talentu autor, rasistowski i antyludzki rzecznik oraz wściekle antykomunistyczna, kryptyczna wizjonerka. Prezydent chciał już ze wszystkiego zrezygnować i iść do domu. Autor jednak nastawał:
-- Pozostawała zimna pustka mieszkania, która otworzyła się przed nim niechętnie. Niemal odruchowo poszedł do baru. Siadając na kanapie i popijając whisky pomyślał, że mimo zmęczenia nie zaśnie.

Gnany okrutnym cytatem, wnet dotarł na marmurowe przestworza wokół Pałacu Kultury. Zbliżał się moment rozstrzygnięć. Prezydent ogarnął wzrokiem urocze gmaszysko.  Tamci też już tu byli:
-- Ciemne postaci wyroiły się dookoła. Spod ich gładkich masek słychać było śmiech. Były coraz bliżej, ciaśniej.

Najgorsza powieść w języku polskim, wysoka gorączka i kontakt z NFZ sprawiły, że prezydent miał wizję. Zoczył mianowicie, że gmaszysko ma kształt odwróconego krzyża. Ujrzał pałac odwrócony i unoszący się delikatnie pod łagodnym skrawkiem błękitu, wsparty na nogach dziewicy naszej, polskiej, ale już po europejsku gotowej. Ujrzał PKiN jako część dziewictwa narodu, którego nie trzeba podpalać, które trzeba obrócić i jako krzyż przed Europą bronić. Potrząsnął manipularzem i śmiało spojrzał na pisarza, który nie zorientował się jeszcze, że samobójstwa nie będzie:
-- Siwicki rzucił się rozpaczliwie głową w przód, ale mężczyźni przytrzymali go, za ramiona wciągnęli na biurko i wreszcie, pomimo oporu, wepchnęli mu głowę w pętlę. Nogi Siwickiego przebierały w powietrzu szukając oparcia, postać podskakiwała na sznurze, aż człowiek na biurku opadł mu na ramiona, całym ciężarem przyciskając do dołu. (...) Ręce Siwickiego ciężko opadły wzdłuż ciała. „A to śmierdziel” powiedział, zeskakując z biurka i zaciskając nos mężczyzna w mundurze. Spoglądał na nogawki Siwickiego, spod których po prążkowanych skarpetkach i wyglancowanych butach na wzorzysty dywan ściekał rzadki kał.
-- Czy pan zamierza coś jeszcze napisać?
-- Pracuję nad powieścią. „Czas niedokonany”, bo tak roboczo nazwałem powieść, rozpoczyna się we wrześniu 2008 roku na giełdzie nowojorskiej na Wall Street, ale zaraz potem zanurzam się w historię i opowiadam dzieje dwóch rodzin, poczynając od roku 1906.
Prezydent wesoło zabulgotał kanistrem:
-- Przykro mi, ale do tego dopuścić nie mogę.

Pomnik dywizji pancernej

Kaczyński i Widlstein

Fotomontaż na początku notki: HONZO

http://dolinanicosci.salon24.pl/91612,odcinek-osiemnasty

wtorek, 17 listopada 2009, balsamlomzynski

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/11/17 16:06:46
Z naszym bohaterem jest coraz gorzej czyli dobrze.Odetchnąłem z ulgą.
-
2009/11/17 16:07:19
Sciente fiction :) Ciekawe co z takiego materiału mógłby zrobić zawodowy aktor? I Mumio.

Mój eksperyment - www.radiownet.pl/radio/teresa-stachurska-przeglad-nie-tylko-blogosfery/ :) Znaczy mam radio w Radio WNET.

Pozdrawiam!

-
2009/11/17 16:59:57
Ten kawalek zapowiada sie smakowicie i z dreszczykiem , ale musze pedzic do moich coreczek bo sie juz obkladaja klockami i wrzeszcza na siebie jak PIS na PO lub odrotnie.
-
2009/11/17 17:02:15
Krócej się muszę marzencic wypowiadać i może nawet teraz juz będę.
-
2009/11/17 22:32:15
@marzencic Jestem synem balsama. Zajmuje sie m.in. fotografia artystyczna, mialem jak na razie jedna wystawe indywidualna na festiwalu kultury zydowskiej. Na pewno kiedys zaczne sie promowac w necie ale jeszcze nie czas. Takimi satyrycznymi montazami zajmuje sie od bardzo niedawna, wiec wiekszosc moich prac albo juz jest na blogu, albo bedzie niedlugo. Pozdrawiam.
-
2009/11/17 22:36:31
@honzo2. Idż gówniarzu uczyć się czeskiego na ten egzamin do Pragi bo jak polegniesz to nogi z dupy, a nie mi się tu będziesz włóczyć po necie jak marzencic.
-
2009/11/17 22:38:16
I co Ty z tą kulturą żydowską ciągle, innych kultur nie ma?
-
2009/11/17 23:12:23
ja chce jeszcze i jeszcze i jeszcze.paa
-
2009/11/17 23:42:04
Mam Kree poczucie, że skądś Cię znam. Czy z listy Wildsteina?
-
2009/11/18 12:03:59
A co wy Balsamie macie naprzeciwko kulturze żydowskiej ? Aż mi gefilte fisz z rąk powypadały ! Zaniosę za was modły.Zayt gezunt.
-
2009/11/18 12:08:01
Jest to kultura przyzwoita, niczego sobie, bogata, ale już na przykład kulinarnie nie taka znowu wstrząsająca, a z wielu kultur, dzięki bogu, tylko kulinarny element się w istocie ostatnio zachowuje.
-
2009/11/18 12:48:08
Czy kuchnia żydowska na całym świecie jest taka sama? Bo już katolickie wigilie różnią się dość mocno :)

Walka o pokój - www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=16111

I - wyborcza.pl/1,75515,7257882,Havel__To_byla_rewolucja_artystow.html?as=1&ias=2&startsz=x
-
2009/11/18 12:56:48
Gdybym się na na takich rzeczach znał, Pani Tereso, to byłoby coś, o czym miałbym się prawo wypowiadać.
-
2009/11/18 13:33:14
Pani Tereso,polecam pani lekturę listopadowego numeru "Kuchni",znajdzie tam pani ciekawy artykuł o kuchni naszych starszych braci w wierze a także niewyczerpującą odpowiedź na zadane przez panią pytanie.Pozdrawiam.Miaukota
-
2009/11/18 14:38:23
Miaukota,

dziękuję, rozejrzę się za "Kuchnią". Miałam już ten miesięcznik w ręku, pamiętam Ludwika Stommę, piszącego też w "Polityce".
-
2009/11/18 18:09:55
@Honzo.
Pozdrawiam i zycze polamania karku na egzaminie.
Balsam dyskretnie powiedzial ktos z bliskich znajomych.
Jak sie fajnie akcja rozwija to ja musze kiblowac na jakis kursach.
-
2009/11/18 18:26:07
W Moskwie bylem tyle razy ale Kremla nie widzialem... mowi bohater u Wadima Jerofiejewa.Ja mialem chyba 5 wydan Malej Apokalipsy ale ksiazki nie doczytalem do konca. Sam dzisiejszy watek trudny do rozgryzienia bez siegnicia do linki.
Zrecenzuje chyba na mailu bo tutaj nie sposob . Na razie druga polowa wrocila i trzeba jej podac niekoszerna obiadi kolacje.
Poz
-
2009/11/18 19:03:45
Ja myślę, że Ty Marzencic nie znasz po prostu prozy, znaczenia i toksycznosci Bronisława Wildsteina, co nie dziwi, bo przebywasz w cieplejszych ideologicznie krajach.

Wildstein naprawdę pracuje nad kolejną książką i ta ksiązka się pewnie ukaże.
Fragmenty poprzedniej są sieci (link w notce) i zobacz jaka to jest niesamowitość ta jego proza. Mniszkówna z genitaliami wołu.

Tymczasem Jarosław Gowin na okładce Doliny Nicości okrzyki wznosi: najważniejsza książka dwudziestolecia, czy jakoś tak, na premierze w Trafficu (pięknej i wielkiej księgarni w Alejach) tłum i ekscytacja. Do dziś nie wiem, co się tu zbiorowo wydarzyło i co musiało ulec trwałemu uszkodzeniu, żeby efekt był taki.

Analogia z Konwickim, którego po ponownej lekturze znowu wielbię i mu znowu Nobla życzę, jest luźna, ale interesująca.

Tam bohater idzie z Tadziem, ubekiem, który pisze wiersze i cytuje Konwickiego; u mnie bohater idzie z Wildsteinem, który ze skalpem ubeckim gotów spółkować i nic z pewnością od studiów nie czytał.

Kolor kanistra się tylko zgadza i motyw nim bulgotania (gorźnie, wesoło).

A Małą Apokalipsę i tak polecam. Lepiej to się teraz czyta niż w 81szym.
-
2009/11/18 19:23:53
Dalem upust na mailu , wiec juz bede grzeczny . chociaz te Grochole czy Gretkowskie czy to sa psarki ?
-
2009/11/18 19:53:33
Do jednego wora obu pań nie wrzucę, bo tylko Gretkowska jest polityczna.
Prozę Grocholi omijam w empiku jak wrzód podczas golenia, ale nie jestem pewien dlaczego.

Poczyniłem wobec jej prozy pewne założenia, chyba słuszne, ale sprawdzę tych założeń wartość i dam znać.

Czytanie literatury feministycznej wymaga podzielania motywacji politycznych feminizmu. Bez tego bardzo jest trudno. Ja z feminizmem sympatyzuję, ale przyznam, że dobrowolnie nie czytuję, marzę żeby już zwyciężył, żeby było równopłciowo, i żeby juz przestały truć.

To jest taki szowinizm oświecony. Polecam.

-
2009/11/18 20:42:21
Pięknie. Niechby mogły już przestać. Póki co chwała, że im się chce. "Obywatelka" to zapis rzeczywistości z jaką na polskiej ziemi Manuela Gretkowska zetkęła się osobiście.
-
2009/11/18 20:50:48
Rzeczywistość jest absurdalna, niestety. I niewybredna.
-
2009/11/18 21:16:06
Jasne, oby im się chciało.
Magdę Środę znam osobiście i szczerze podziwiam i życzę jej pary na dziesięciolecia.
-
2009/11/18 23:04:43
Ja najwięcej uznania mam własnie dla Manueli Gretkowskiej. Nikt więcej inwencji i pracy na poczet zmian nie wyłożył od Niej. Trafiła ta Jej praca... na czas plebiscytu. Polecam "Obywatelkę" i trochę wcześniej wydany zbiór felietonów. Zapomiałam tytułu, ale znajdę.
-
2009/11/18 23:09:52
"Na dnie nieba"
-
2009/11/18 23:19:31
Na dnie nieba i obywatlkę sprawdzę przy pierwszej okazji, ale przyznam, że bardziej przez rozum, jak szpinak.
-
2009/11/19 00:00:18
No to ciekawa jestem wrażeń. Pierwsza moim zdaniem stanowi o tym jak MG rzeczywitość RP (akurat IV) widziała, druga to relacja z podróży po Polsce i po... Warszawie w poszukiwaniu możliwości zmiany. Przypuszczam, że dużo tam mimo wszystko dyskrecji, ale i od tego co jest głooowa boli.
-
2009/11/19 06:39:32
Mialem na mysli nurt molestowania seksualnego w prozie polskiej
-
2009/11/19 06:57:33
Znowu errata. Mialo byc "prozy polskiej"
-
2009/11/19 10:58:58
No i jeszcze jedna errata.Drogi Marzencic,powyższy cytat o Moskwie i Kremlu pochodzi z poematu Wieniedikta a nie Wadima Jerofiejewa "Moskwa - Pietuszki".Poemat ten sugestywnie był niegdyś czytany przez Mariana Opanię,który także nieco zewnętrznie przypomina nieżyjącego już autora.Z wyrazami najgłębszego szacunku.Miaukota
-
2009/11/19 18:28:36
No proszę, jak tu się odbywa interesująca dyskusja. Znikam na chwilę, zapadam się w lasy, zainteresował mnie spór o to czy rok 2010 ma być rokiem Konopnickiej (tak chciało prawe skrzydło PiS) czy rokiem Chopina (tak chce PO).

-
2009/11/19 18:59:38
Ach, jakiego pieknego Chasyda dzisiaj widzialem . Kapelusz co prawda typu Borsalino, ale czarny, twarz drobna ,oczy migdalowe i obok zona z dziecieciem - drugie w drodze.
Pomyslalem , walne mu fotke i wkleje do blogu ale w koncu zrezygnowalem z pomyslu bo bylo dosc ciemno i bez flesza by sie nie obylo.
Pozdrawiam lesnego czlowieka i zycze spokoju i intensywnej pracy tworczej.
P.S. Postanowilem nie draznic wiecej rzepiarzy ale ciagnie mnie aby dogryzc Rafalom i Gabrielom czy anielskim redaktorom .
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zycze milego wieczoru.
-
2009/11/20 10:37:40
A teraz chwila oddechu od swojskich klimatów,donaldów,jarków,leszków i płonących Pałaców Kultury w tle (Balsam - wybacz).USA widziane oczami inteligentnego,bystrego i nie pozbawionego poczucia humoru Polaka.Polecam zwłaszcza fragmenty poświęcone fenomenowi odbioru społecznego świńskiej grypy w Stanach oraz tematowi tarczy antyrakietowej w Polsce widzianej z perspektywy amerykańskich polityków.
stany.blog.pl/#
-
2009/11/20 19:01:48
jeden z lepszych wpisów, autentycznie zabawny, przenikliwy, doskonale oddający absurd serwowany nam przez polską służbę zdrowia; jestem pełna podziwu dla Twojej znajomości zawartości szaf kleru...;)
-
2009/11/20 19:14:32
Witaj Izo w tzw trybie jawnym (komunikujemy się od początku istnienia blogu mailem).

Rzeczywiście, na szatach kleru jak na mało czym się znam.

Wpadaj częściej.
-
2009/11/20 19:23:08
@miaukot. Zajrzę tam przy okazji, zajrzę, już poniekąd zajrzałem; tarcza w Polskę z perspektywy polityków amerykańskich brzmi fascynująco, nie mogę się doczekać aż się tą problematyką szczerze zainteresuję.

Mam nadzieję, maiukocie, że ironia po Tobie spływa.
-
2009/11/20 20:31:13
Spływa Balsamku.Jest moim środowiskiem naturalnym,podobnie jak Twoim.Ale chętnie uczę się od lepszych.
-
2009/11/20 20:44:14
No to dobrze, bo jak ktoś spam przyholuje to trzeba móc szczerze reagować, ale nie żeby zaraz za twarz i z lokalu usuwać.

-
2009/11/20 21:13:58
Poczytaj trochę wobec tego co ma ten "Polski Amerykaniec" do powiedzenia i zadecyduj czy Ci tu robię dywersję czy też może nie.Nie chcę nieświadomie ryć pod autorytetem.
-
2009/11/20 21:33:38
Mówiąc szczerze, znam Amerykę dość intymnie i jak własną kieszeń, więc odnoszę się ze sceptycyzmem do opisów sporządzanych przez ludzi, którzy po raz kolejny ją odkrywają, co jest, nawiasem mówiąc jakąś przedziwnie silną pokusą.

Mało emigrantów do Australii czy Czech (to się zaczyna zdarzać, naprawdę) odkrywa te kraje i się z nami szczególami tego procesu dzieli.

Na wszelki wypadek: Twój spam, miaukocie zawsze jest tu mile widziany, więc mnie przypadkiem źle nie zrozum i przynoś, co chcesz.
-
2009/11/20 22:54:57
"Nieliniowość sieciowej regulacji procesów niszczy wspólnie przeżywaną przestrzeń symboli. Indywidualne wędrowanie w wirtualnych przestrzeniach koroduje potrzebę odbudowania [tej] przestrzeni."
@balsamie.
Czy to kompilacja tekstow slynnej profesor S. ? Bo nie chce mi sie wierzyc ,ze takie slowa padly z karminowych lecz zlotych ust tej Pani. Nie mailem czasu przyjrzec sie kazdemu datalowi ale lamperie podobnie jak spluwaczki budza zapewne groze w przychodniach post PR-u. Ja bym nawolywal do przegnania Vipow ze szpitala MSW. i skasowal im mozliwosc leczenia t sieAM bie i wszystkich pociotkow. Moze wtedy zrobiliby cos dla lecznictwa
-
2009/11/20 23:11:43
Jedynie tego porypanego rzecznika cytuję jak mi się podoba, pozostałe cytaty są wierne i przecież bez trudu można search zapuśćic i sprawdzić.

Nie ośmieliłem sie przestawić bodaj słowa ze spuścizny Dzikiego Kamienia, nawet jego końcowa wypowiedź o planowanej książce (The horror! The horror!) pochodzi wprost z wywiadu z Masłoniem, krytykiem literackim, którego postać jest koszmarną odwrotnością krytyka Latuńskiego, któremu kiedyś zdemolowano mieszkanie, a jego garnitur utopiono w wannie, czego krytykowi Masłoniowi szczerze życzę bo prowadzi działalność zbrodniczą, wobec ducha literatury głęboko molestatywną.
-
2009/11/21 10:57:42
Manuela Gretkowska mówi o polityce - www.elondyn.co.uk/newsy,wpis,2539
-
2009/11/21 18:00:38
Ważne dla chorych na SM. Film, dwie części - www.tvs.pl/tv/video,na_wage_zdrowia,5244.html
-
2009/11/24 08:37:21
Pozwole sobie wkleic cos co moze poprawic nastroj i wzmocnic smak kawy porannej.
www.youtube.com/watch?v=9cadbYIzhqQ.
Pozdrwaiam wszystkich i zycze luzniego dnia
-
2009/11/24 09:21:23
Pani Tereso przeslalem linke do znajomego , ktory ma chorego na SM w rodzinie.
Miejmy nadzieje , ze uda sie poprawic stan zdrowia ta metoda dla wielu chorych na SM.
Pozdrawiam serdecznie i zycze cieplego i milego dnia.
-
2009/11/24 09:38:25
Marzencic,

film się nie otwiera :)

Może rzeczywiście chorzy na SM mogą się od choroby uwolnić metodą łatwą i obiektywnie niezbyt drogą? A interferon odesłać do lamusa, skoro pomocny jest jedynie jego producentom?

Pozdrawiam również :)
-
2009/11/24 10:11:17
Sproboje wkleic jeszcze raz.
www.youtube.com/watch?v=9cadbYIzhqQ.

@balsam . Nie zauwazylem nazwiska Gowin kiedy czytalem notke o Wildstejnie .
Wyglada na to, ze rozdzial miedzy wiara a rozumem niepredko nastapi. Coz mogl zobaczyc fajnego wlasnie Gowin w tej ksiazce ?
Mnie wystarczyly twoje cytaty i linka aby wiecej nie siegac po to badziewie.
Czy moze Stones jest tez z Krakowa ?
-
2009/11/24 11:31:00
Kiedy ranne wstają zorze, swój komputer otworzę i co widzę? Nie ma. Znowu nie ma. Balsamielomzynski dlaczego milczysz od 17 listopada?
-
2009/11/24 11:55:25
Dziki Kamień nie jest może z Krakowa, ale w Krakowie studiował i przeżył tam rzecz potworną, zakatowali mu mianowicie ubecy jednego z dwóch najbliższych przyjaciół (słynna historia Pyjasa). Inny najbliższy przyjaciel (Maleszka) kierował być może krokami ubecji, bo nie tylko był wtyką, ale był nią całym sercem. Maleszka został potem redaktorem Wyborczej i pozostawał nim o wiele za długo.

Dla ludzi oglądajacych tutejszą telewizję to elementarz, ale Ciebie mogło to ominąć. Otóż pokazano tu niedawno film pod tytułem Trzech Kumpli, który calą tę historię, łącznie z bardzo pomysłowym, upartym i wymagajacym niekiedy wielkiej odwagi prywatnym śledztwem prowadzonym przez naszego bohatera, pokazywał.

Doświadczenie krakowskie tłumaczy 90% paranoji Dzikiego Kamienia, łącznie z niechęcią wobec Wyborczej. Nie tłumaczy jednak kaczyzmu, antyeuropejskości, głupoty i grafomanii.

Gdyby nie Dolina Nicości, słuchałbym dziś tego człowieka z wielką uwagą, zastanawiałbym się czy przypadkiem jego doświadczenia i wynikająca z nich wizja historii nie uzasadniają poważnego namysłu nad moją. Ale ta książka pokazuje, że on jest kaczysta strukturalny i organiczny, czyli jest to człowiek, który na nowo uczestniczy w Powstaniu Warszawskim ilekroć czyta Gazetę Wyborczą, którą rozumie niezwykle szeroko, jako część Komisji Europejskiej i przedwojennej KPP.

Absolutnie wszystko, również zmiany klimatyczne, kojarzą mu się z dupą.
-
2009/11/24 12:22:31
Witaj acc4: poległem na froncie grypowym; jeśli chodzi o długość i przebieg przeziębień, to na podstawie tego, co widzę i słyszę, mam wrażenie, że w istocie jest to niezwykły sezon.

Szykuję dwie historyjki, jedna na temat sporu o rok chopinowski i Konopnickiej (dla kontrowersji.et) i drugą normalną, prezydencką i dziś już chyba będę w stanie nieco przyspieszyć.

Twoja niecierpliwość acc4 bardzo mi pochlebia. Ponaglaj jak najczęściej.
-
2009/11/24 12:36:36
@balsamie.
Dobrze , ze miewasz sie jakos i odzywasz. Mnie te wszystkie personalne historie niezwykle nudzily . Slyszalem o trzech przyjaciolach i o tym ze przyjaznil sie z Pyjasme wyparlem to z mojej starej glowy. Lubie ludzi ale nie za wszelka cene. Wolalbym nie kumplowac sie bylymi sb-kami czy kamaryla zbudowana wokol Aleksandra K. Ciagle jednak pamietam o madrej odpowiedzi Pawla VI na zarzut ze przyjazni sie z komunista. - Roznia nas tylko poglady-odpowiedzial.
GW czytalem glownie ze wzgledu na analizy gospodarcze Gadomskiego czy po czesci Skalskiego.
Nie dawalem wiary ,jak sady w PRL-u , wyjasnieniom noacznych swiadkow czyli Rafalow Ziemkiewiczow o brzydocie i spisku syjonistycznym w tej gazecie.
Przeczytalem kiedys wywiad z pewnym niearyjskim bylym redaktorem gazety , ktory twierdzil ze Helena Luczywo postanowila bronic kazdego kto ma wspolne korzenie z narodem wybranym bez wgledu na jego prowadzenie. I chyba bronia czasami niektorych lajdakow . Co nie zmienia faktu ze Gazeta bardziej strawna i obiektywna niz Rzepa. Sam wychowalem sie na Znaku i Tygodniku Powszechnym z czasow Kisiela . I wtedy sprawa byla jasna kto wrog a kto przyjaciel.
P.S. Byli w Polsce ludzie ktorzy mieli odwage kiedy byla w cenie (dotyczy to w rownym Wildstejna ,Bugaja lub Niesiolowskiego) . Bronie tych ludzi przed Passentami czasem Semkami choc ich pogladow nie podzielam.
Macierewicz to osobny przypadek ale raczej medyczny niz polityczny ale juz nie Parys.
"Lepiej abys byl zimny lub goracy..."
-
2009/11/24 13:44:31
@balasmie. Wszyscy wielcy byli prozni , choc niekoniecznie prawdziwe jast zdanie odwrotne. Czekam na losy Marysi i Frycka
-
2009/11/24 18:29:35
Marzencic,

poradziłam. Link się otwiera po usunięciu (w wyszukiwarce) kropki umieszczonej (zbędnie :) ) na jego końcu. Pisżę to, żeby się przydało; proponuję sprawdzić :)
-
2009/11/24 19:08:06
Marzencic,pani Teresa ma rację,usunięcie kropki po Q otwiera link do filmiku.Dzięki za inspirującą muzykę z rana.Korzystając z precedensu pozwalam sobie umieścić link do mojego ulubionego klipu.Ze względu na wiek i przypuszczalne gusta gości tego forum zalecam wyłączyć dźwięk lecz obejrzeć obraz.Pan Freud byłby zachwycony analizą tego materiału.Pozdrawiam wszystkich.
www.youtube.com/watch?v=eDAppCS6d8M
-
2010/03/08 21:39:27
fajna notka w klimacie Konwickiego, albo nawet lepsza bo tam nie było rzecznika, a najpiekniejszy fragment dzieje się w przychodni
-
2010/03/08 21:40:58
Cześ Pakulec, miło że wpadłeś.
Blogi Polityczne
Najlepsze Blogi Polityczne